sobota, 9 listopada 2019

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)


Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zawsze trzeba ludziom dać czas i szansę na myślenie.

Jeśli jesteś patriotą, nie pójdziesz na marsz niepodległości, nie zapalisz czerwonych flar, nie okażesz nienawiści, nie znieważysz nikogo...
Znam Cię bardzo dobrze. Ty, człowieku należący do ONR-u, do Młodzieży Wszechpolskiej lub do innej narodowej organizacji. Nie było Ci w życiu lekko. Może byłeś nieśmiały, może biedniejszy od innych. Zawsze na końcu stawki, w ostatnim szeregu, wyśmiewany lub pokazywany palcami. A potem przyszła dorosłość. Zbyt szybko się zakochałeś, zbyt szybko spłodziłeś dziecko. Nie sprawdziłeś się jako ojciec. Nie umiałeś zdobyć pieniędzy na utrzymanie rodziny. Może zacząłeś pić, może ćpać, a może trafiłeś do więzienia. Zupełnie, jakby to wszystko działo się obok Ciebie, jakbyś nie miał na to wpływu. Żyłeś na ulicy, byłeś na dnie. I nagle ktoś Cie odnalazł. Jesteś pewny, że to ręka boga. Nagle ktoś pokazał Ci inny świat. Wyciągnął Cię z dna, dał jeść i pić. Wysłał Cię na odwyk. Nauczył Cię żyć od nowa...
I ta historia mogłaby się bardzo dobrze skończyć, gdyby nie ta ręka boga, która nie jest bezinteresowna. Nie, nie powiem Ci, żebyś przestał się modlić, bo jeśli to jest jedyna nić, która Cie trzyma na powierzchni, to nigdy jej nie puszczaj. Każdy ma jakąś wiarę i jakąś nić, jakąś belkę, której się trzyma, by płynąć przez życie, jakąś ostatnia deskę ratunku...
A może Twoja historia była zupełnie inna. Może jesteś z tak zwanego dobrego domu. Może tylko, Twoi rodzice byli ciągle zajęci i zawsze faworyzowali Twego brata lub siostrę. Bo lepiej się uczyli, bo nie było z nimi kłopotów, bo byli posłuszni. A Ty, Ty nawet nie jesteś pewien, czy kiedykolwiek Cię kochali. Oni potrafili tylko pracować, by niczego rodzinie nie brakowało, a mimo to dom był zawsze zimny i pusty. Szukając akceptacji, rodziny i zrozumienia, trafiłeś dokładnie w to samo miejsce, co tamten ćpun lub alkoholik. Ktoś Ci podał pomocną dłoń, ktoś w końcu został Twoim przyjacielem, zaakceptował Cię, dał Ci poczucie godności i własnej wartości. Stałeś się częścią grupy, częścią armii, odnalazłeś swoje miejsce. I już nie musiałeś udawać, że jesteś kimś innym. Nie musiałeś już robić nic. Twój guru nauczy Cie przecież wszystkiego... Powie Ci nawet, że Hitler napadł na Polskę tylko po to, żeby zatrzymać czerwoną zarazę i że to nie my żydów, a żydzi pomagali Niemcom nas mordować. Tylko skoro byli tak przydatni, to dlaczego Hitler ich tylu spalił? Ale Ty przecież zostałeś cudownie uwolniony od własnego zdania, nie musisz się nad tym zastanawiać... Twój guru nauczy Cię, że jesteś panem świata, że kobieta, którą obdarzysz miłością musi być skromna i cicha i wszystko robić dla Ciebie, że zwierzęta nie mają uczuć i są tylko po to by Ci służyć, że możesz je bezkarnie zabijać i to się podoba bogu.
Tak, człowiek jest istotą stadną. Poza stadem nie umie żyć. Potrzebujemy grupy, która nas akceptuje. Za gram miłości sprzedajemy duszę fałszywym prorokom.
Pozwalamy się oślepić i wyrwać sobie z czaszki mózg. Taka jest prawda o większości z WAS. Zostaliście odnalezieni w chwili słabości, zmanipulowani i wykorzystani. Każdy objaw zdrowego rozsądku tłumią hasła o patriotyzmie i woli oddania życia za boga i Ojczyznę. Tylko tej wojny nigdzie nie widać na horyzoncie.
Nawkładał Ci ktoś do głowy pustych, bezsensownych słów, które po prostu mącą Ci myśli. I nie wiem, czy jest jeszcze dla Ciebie jakiś ratunek. Moment, w którym się przekonasz, że zmarnowałeś życie, kiedy poczujesz, że to w czym uczestniczysz jest po stokroć gorsze, niż wóda, narkotyki i kraty, że ludzie, którzy Cię otaczają nigdy nie zastąpią ci matki odgarniającej kosmyk włosów spadających na twarz, będzie momentem strasznym.
Rozumiem Twoją drogę. Rozumiem, co zaprowadziło Cię tam na ulicę, założyło ci maskę na twarz, dało flary do ręki i kazało krzyczeć: Raz sierpem, raz młotem... I nie będę Cię namawiać, żebyś się obudził, bo wiem, że Ci się wydaje, iż nie masz dokąd uciekać.
Ja ludziom zawsze radzę, by nikomu nie wierzyli, nikomu nie ufali, że ich autorytetem, ich guru powinien być ich własny mózg. Tylko tyle, że dla niektórych ludzi jest już po prostu za późno. Ty, chłopcze ( dziewczyno) z dobrego domu, gdybyś był patriotą robiłbyś coś dobrego dla swojego kraju. Wyjść na ulicę i obrażać ludzi jest łatwo, tylko co z tego wynika dla Twojej ukochanej Ojczyzny. Gdybyś był patriotą, nie chciałbyś by w Twoim kraju była wojna, żebyś Ty mógł spektakularnie i bohatersko zginąć, na złość swojej matce, która nigdy nie miała dla Ciebie czasu. Naprawdę chcesz jej to zrobić, chcesz zginąć, przysporzyć łez, by zobaczyła! Naprawdę myślisz, że Cie nie kochała?
A Ty, uratowany przez ORGANIZACJĘ były pijaku, były ćpunie, były przestępco...gdybyś był patriotą, znalazł byś pracę i nie pozwolił, by Twoja Polska, płaciła za Ciebie alimenty. Być może trudno jest znaleźć pracę z Twoją przeszłością, ale zawsze możesz zgłosić się do misji humanitarnej, jako woluntariusz. Miałbyś dach nad głową, wikt i opierunek, zobaczyłbyś jak wielkie nieszczęścia dotykają ludzi, a oni nie staczają się na dno, jak TY. Odzyskałbyś poczucie własnej wartości i twarz, a wtedy łatwiej byłoby co znaleźć pracę.
Powiedziałeś mi, że masz bardzo prawicowe poglądy, ale zagłosowałeś na PIS, bo Twoje dziecko po raz pierwszy pojechało nad morze na wycieczkę szkolną i ma nowy piękny plecak, kupiony za 500+. A czy chociaż raz w życiu zastanowiłeś się, skąd się biorą pieniądze? Czy wiesz, że ta wspaniałomyślna partia, która zrobiła tyle dobrego dla Twojego dziecka, zabrała dotacje do leków dla dzieci po przeszczepach, że nie chce sfinansować tych dosłownie kilkudziesięciu zagranicznych operacji, które jakiemuś dziecku mogłyby uratować życie? W czym te chore dzieci są gorsze od Twojego dziecka? Czy ich życie jest mniej ważne, co plecak i wycieczka? Czy nie są Polakami? Czy miłość do Ojczyzny nie oznacza także miłości do Polaków? Jedyną różnicą między rodzicami tamtych dzieci, a Tobą jest taka, że ich jest mało ( wyborców), a tych odbierających 500+ ( wyborców) są miliony. Tanio się dałeś kupić, kładąc na szalę życie innych.

Prawdziwy Polaku, szanuję Cię. Wiem, że miejsce w którym się znajdujemy nie zawsze jest naszym wyborem. Ale uwierz mi, gdybyś był patriotą, nie byłoby Cię 11 listopada na tej ulicy. Nie wykrzykiwałbyś tych podłych haseł, nie zakrywał twarzy.
Ale to Twoje życie. To Ty musisz zdecydować, czy chcesz je odzyskać. Sam musisz zdecydować, czy Ta ręka boga, która Cię wyciągnęła z dna, jest ręką miłosierną dla wszystkich, czy tylko dla wybranych. Czy bóg, który nauczył cie nienawidzić jest na pewno prawdziwy.., czy jest tylko kształtem maski, jaką noszą ludzie nikczemni.



czwartek, 7 listopada 2019

To samo nie przejdzie, jak grypa. ( Tekst z dnia 7 listopada 2019 roku. )


Wiecie, co sobie pomyślałam po ostatnim wystąpieniu Donalda Tuska?, że właśnie ktoś ogłosił, iż przegraliśmy wybory...
Następnego dnia wróciłam do domu z nadzieją, że usłyszę już nazwisko kandydata KO na prezydenta. Ale, jak widać, nie było planu „B”. Jak wiecie, Pan Tusk zrobił mnie przedwczoraj w banana. Cały mój przedwczorajszy tekst można bez żalu przerobić na papier toaletowy, a całe moje wymądrzanie potłuc o kant dupy.
Jeszcze sobie nie wyrobiłam konkretnego zdania na temat tej decyzji i tego, co ona zmienia na najbliższą przyszłość. W pierwszym momencie pomyślałam, że właśnie w pałacu prezydenckim strzeliły korki od szampana. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że cały obóz prawicowy panicznie się boi Donalda Tuska. Ale z drugiej strony, może się okazać, że całą swoją strategie podporządkowali walce z tym właśnie przeciwnikiem. A tu niespodzianka!, i jeśli kandydatką zostanie Kidawa-Błońska, to będzie im bardzo trudno znaleźć jej potknięcia i słabe punkty. Podobno w grę wchodzi także Rafał Trzaskowski. Jednak nie sądzę, by był to dobry pomysł. Po pierwsze dlatego, że w ogóle nie wiadomo, czy potencjalny kandydat zechciałby pozostawić realną władzę, jaką ma w Warszawie, na rzecz władzy pozornej i reprezentacyjnej. Wielu Warszawiaków mogłoby poczuć się zawiedzeni taką decyzją. Do tego dochodzi jeszcze LGTB, które stałoby się najważniejszym orężem na kolejne wybory i zniechęcenie do tak postępowego kandydata wyborców PSL. A z awarii warszawskiej oczyszczalni ścieków PIS zrobiłby zagrożenie ekologiczne dla całej Europy, katastrofę porównywalną z uderzeniem bomby atomowej. Atakowali by także w Trzaskowskiego z powodu tego chuja, który brał łapówki od deweloperów. Zapewne zrobiono by z niego najlepszego przyjaciela prezydenta Warszawy. A swoją drogą, kiedy widzę takiego idiotę, to przychodzi mi do głowy pomysł przywrócenia kar cielesnych, bo widać, że w innych sposób taka gnida niczego nie jest w stanie zrozumieć. Lać, drzeć pasy, solić, i patrzeć, czy równo puchnie! Może wtedy jakieś zawiązki rozumu i jakiś gram odpowiedzialności w tym zakutym łbie by się narodził.
Wracając jednak do wyborów. Nie widzę niestety na horyzoncie ani jednej osoby, która byłaby w stanie.., nie, nie wygrać z Dudą, ale znieść tę falę gówna szykowanego na wybory. Oczywiście pojemnik z brzydko pachnącymi newsami będzie mniejszy w przypadku każdego innego, niż byłby w przypadku Donalda Tuska, ale myślę, że po tylu latach wyzywania od złodziei, ciągania po komisjach śledczych, Tuska ma już tak grubą skórę, że nic się przez nią nie przebije. Inni, a szczególnie ich rodziny, mogą tego nie wytrzymać.
PIS wyraźnie szykował się na starcie z tym właśnie kandydatem. Świadczy o tym ilość gotowego hejtu, który wylał się na niego już w dniu ogłoszenia decyzji. TVP aż kipiała od ataków i kłamstw. Bo przecież morze nienawiści nie mogło się zmarnować.
Oczywiście, wiedziałam, że nazwą go tchórzem, dezerterem i że i tak obciążą winą Tuska, każdego innego kandydata, który stanie do walki z ich najmądrzejszym, najjaśniejszym, najbardziej uległym superprofesorem AD.
Było, minęło. Przynajmniej wiemy na czym stoimy i karawana życia musi toczyć się dalej. Przynajmniej będziemy mieli okazję się przekonać, czy istnieje życie bez Tuska. Czy jestem zawiedziona? Tak! Czy mam żal? Nie! Liczę tylko na to, że Donald Tusk, zgodnie z obietnicą, pomoże nam w kampanii. Jestem przekonana, że on wie, co trzeba zrobić, by wygrać.
Ja nie mogę się już po prostu doczekać. Nudzą mnie już te wrzuty PISu, które mają odwracać uwagę. Brakuje mi kampanijnych emocji i nowej nadziei. Niech to wszystko się wreszcie zacznie. Chcemy wiedzieć, kto będzie kandydował i za kogo mamy się bić. Od tego bardzo wiele zależy. a na pewno zależy wizja przyszłej Polski. Wielu ludzi nie wierzy niestety, by Kidawa- Błońska dała radę. Wielu uważa, że Polska nie jest jeszcze gotowa na kobietę w roli prezydenta. Wielu także stawia na miłego, młodego, wygadanego i poprawnego pod każdym względem Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ja osobiście go bardzo lubię. Lubię go, jako człowieka. Ale czy jego zwycięstwo zmieni w polityce to, co dla mnie akurat jest najważniejsze? Czy będziemy mieli kolejną prezydenturę na kolanach, a wszystkie uroczystości będą się nadal odbywać w kościele? Może nie będzie taki słaby wobec PISu, ale będzie mylił ewangelię z konstytucją w podobnym stopniu, co AD.
Nie będę już dłużej WAM dzisiaj truć, bo znowu coś powiem, a za 3 godziny okaże się, że wyszło dokładnie odwrotnie. To, co jeszcze w poniedziałek wydawało mi się niemożliwe, dziś jest już przeszłością.
Pozostało nam tylko czekać, na ruch KO i zrobić wszystko, by kampania była w miarę uczciwa. Pamiętajmy jednak, że my mamy tylko puste ręce, a PIS wszystkie narzędzia. My przez 4 lata nie stworzyliśmy sobie żadnego wolnego, obywatelskiego, politycznego medium, nie mamy struktur oporu społecznego, nie podjęliśmy żadnej realnej walki, poza kilkoma osobami, które niestety są samotnymi wojownikami.
Przez te 4 lata większość myślała, że PIS minie, jak przechodzi grypa. A teraz możemy się przekonać, że to jest choroba z powikłaniami, która może nas o wiele za dużo kosztować.



wtorek, 5 listopada 2019

Coś dziwnego w tym domu wariatów? ( Tekst z dnia 5 listopada 2019 roku)


Dla mnie możecie nadal zajmować się pierdołami. Możecie się okładać i targać za kudły w sprawach nieważnych. Możecie się bez opamiętania bić o Grzegorza Schetynę. Zupełnie, jakby była choćby minimalna szansa, że się możecie w tej kwestii dogadać. Wiadomo jaka jest sytuacja. Połowa Polski go kocha, a druga połowa nienawidzi. Ani ta miłość, ani ta nienawiść nie ma logicznego uzasadnienia. A dajcie Wy już spokój facetowi! Jest zwyczajnym, średnio ważnym politykiem, który ma swoje za uszami, ale także zasługi. Udało mu się poskładać rozpadającą się w 2015 roku Platformę. Myślę, że szła na dno. Ale to nie przekona tych, którzy go nienawidzą, bo go nienawidzą. Wiem, co mówię, próbowałam. Czy Grzegorz Schetyna startuje w wyborach prezydenckich? Nie?, to znaczy, że jest tematem zastępczym. W trakcie, kiedy jedni stoją za nim murem, a drudzy próbują go udusić, cieszy się tylko PISdecja, a zanim my się ogarniemy, Duda wygra wybory po raz drugi.
To samo z wczorajszymi nominacjami. Owszem, można o tym pogadać jeden dzień, bo wyobraźni nie starcza, by zobaczyć takie łachudry i fleje na tak zacnych stanowiskach. Ale, czego się żeście spodziewali? Tomasz Lis napisał wczoraj na tt, cytat dosłowny: „Jeśli Kurski może być prezesem TVP, Przyłębska może być prezesem TK, Banaś szefem NIK, skazany Kamiński szefem służb, to dlaczego Pawłowicz i Piotrowicz nie mogą być sędziami TK? Toż to dyskryminacja!” I ma chłop rację. W tym towarzystwie żaden uczciwy człowiek nie czułby się komfortowo. Dziś dowiadujemy się, że wariat smoleński, będzie marszałkiem seniorem. No cóż, czy to jest coś dziwnego w tym domu wariatów? I pamiętajcie, jeszcze wszystko przed WAMI. Jeszcze jest kilka osób, które nie zajęły wystarczających, proporcjonalnych do zasług stanowisk, a w rozdawaniu zaszczytów nie może ich PIS pominąć. Taki na przykład Sasin, czy Suski. A przecież zaraz będzie trzeba obsadzić szefa SN i rzecznika praw obywatelskich. Jeszcze więc wszystko przed WAMI! Nie ma co się pierdołami gorączkować. Nie zapominajcie, Polacy swój kraj sprzedali, dobrowolnie zagłosowali za życiem w domu wariatów.
Ale to nie znaczy, że WY, którzy wewnątrz siebie dokonaliście innego wyboru, macie się ze wszystkimi poddawać temu szaleństwu. A PIS kręci WAMI jak chce tymi informacjami dawkowanymi powoli, a także wszystkie bez wyjątku media, kręcą WAMI bez opamiętania. Wczoraj w TVN 24 to był właściwie cały dzień program specjalny i nie mówiło się o niczym innym, jak o nominacjach. Zaciskamy pięści w ekscytacji, a czas płynie. Jesteście czasami, jak tacy pijani kierowcy, którzy patrzą wyłącznie na to, żeby komuś w dupę nie wjechać, ale nie zauważają czerwonego światła na skrzyżowaniu. A potem jest bum! I PIS znowu górą.
Czas już byśmy powoli, bez chaosu, ale całkiem na poważnie zastanowili się nad wyborami, które nas czekają, a o tych, które były trzeba już zapomnieć. I w tej kwestii są trzy zasadnicze problemy: Prawybory wszystkich partii opozycyjnych i wyłonienie jednego kandydata, kandydat Koalicji Obywatelskiej i sposób prowadzenia kampanii.
Pomysł prawyborów w całej opozycji uważam za całkowicie poroniony z dwóch powodów. Nie sądzę, by elektorat PSL poparł, kandydata lewicy (jeśli by wygrał), a już w ogóle geja Roberta Biedronia. Pamiętajcie, że jest to elektorat, który bardzo często jeszcze wierzy w tęczowa zarazę. Nie sądzę także, by byli w stanie poprzeć opodatkowanie kościoła, jego rozdział od państwa i zmniejszenie wpływów. Eminencje na to nie pozwolą. Ci wyborcy pozostaną w domu. Nie sądzę także, by elektorat lewicowy upadł na kolana tylko dlatego, że prawybory wygra Kosiniak-Kamysz. Tak czy tak, tracimy bardzo dużą część elektoratu w obydwu wersjach. A skoro i tak ma wygrać kandydat KO, to po co się męczyć i robić prawybory? Lepiej wystawić osobnych kandydatów i już się zająć kampania wyborczą. Jest jeszcze jedna, niezwykle istotna rzecz. Jeśli opozycja wystawi jednego kandydata, a on przegra choćby o jeden głos z Andrzejem Dudą, nie będziemy mieli drugiej szansy. Po prostu znowu cały nasz trud pójdzie do kosza. Ale jeśli jeden z kandydatów przejdzie do drugiej tury, łatwiej będzie zmobilizować cały elektorat, przerzucić głosy pozostałych kandydatów, na zasadzie wybrania mniejszego zła. No i będą jeszcze dodatkowe 2 tygodnie na to, by przekonać wyborców, co przy małej różnicy może się udać.
Jeśli chodzi o kandydata KO, nie poganiałabym Donalda Tuska, by szybciej ogłosił swą decyzję. Myślę, że on ma swój plan i że on będzie dobry dla Polski, bo to jest jeden z najwybitniejszych polityków od czasu obalenia komuny. Tu oczywiście zawiodę wszystkie feministki, ale uważam, że Donald Tusk będzie jedynym kandydatem, który będzie w stanie zagonić Dudę w kozi róg i który kulturalnie zadepcze tego pasożyta i wbije go w ziemię. To będzie brudna i brutalna kampania wyborcza. PIS wyciągnie wszystkie, nawet najbardziej obrzydliwe brudy. I nie wyobrażam sobie w tej sytuacji pani Kidawy- Błońskiej, która jest po prostu za dobra, za kulturalna i za miła na taką potyczkę. Obawiam się, że dużo łatwiej będzie jej przychodziło nadstawianie drugiego policzka, niż odpieranie ciosów skuteczną ripostą, z której Donald Tusk słynie. Nie zapominajmy także, że Tusk jest doskonałym kandydatem, ze względu na swoje kontakty międzynarodowe i szacunek, jakim go cały świat obdarza, no może poza tymi, którym się dał we znaki, jak Orban czy Kaczyński. Tusk jest twardzielem, politycznym graczem z pierwszej ligi, a do tego potrafi być bardzo ludzki, rodzinny.
Oczywiście nie należy oceniać ludzi tylko po jednej z cech, jakie posiadają. Ale dla mnie bardzo istotną rzeczą jest stosunek człowieka do zwierząt. Kwaśniewski miał psa, Komorowski chyba dwa, Obama miał psa, a zdjęcia Donalda Tuska z jego ulubieńcem aż biją po oczach przywiązaniem i miłością z obu stron. Duda podobno lubi koty ( no bo co ma chłop powiedzieć w jego sytuacji), ale w pałacu zwierząt nie ma, chyba, że ja nie spotkałam się z taką informacją.
Bardzo bym chciała, by głową państwa, Polski, została kobieta. Byłaby to nowa jakość i pokazalibyśmy Ameryce, że jesteśmy bardziej postępowi od nich. Ale moim zdaniem, na te trudne czasy, idealnym kandydatem jest Donald Tusk. Byłabym zawiedziona, gdyby nie chciał swój specyficzny kontakt z Jarosławem Kaczyńskim zakończyć taką klamrą, nie podjął rękawicy i nie stanął w szranki. Tylko on ma wystarczająco dużo politycznej siły, by się nie ugiąć przed hejtem i by argumentami go zwalczyć.
To jest oczywiście mój pogląd i nikomu go nie narzucam. Mogę się mylić, bo jak wiecie, czasami się mylę, jak wszyscy.
Pewne jest tylko jedno. Możemy dać Tuskowi czas do początku grudnia, ale my musimy zabrać się do roboty już teraz. Ogłosić zawieszenie broni wśród opozycyjnych partii, wyznaczyć szefów kampanii ( i tu widziałabym Panią Małgorzatę Kidawę-Błońską). Nakreślić jakiś plan, wyznaczyć zadania i zacząć od zaraz pracę u podstaw. To oznacza, że musimy wyjść z wielkich miast i na piechotę z prawdziwą wiedzą o Polsce dotrzeć tam, gdzie ludzie tej wiedzy są po prostu pozbawieni. Nie zwalajmy wszystkiego na polityków, na Kukiza, Basię Nowacka, Kosiniaka-Kamysza, czy Schetynę. Musimy się nauczyć, że to nie oni powinni decydować o naszym życiu, a to my powinniśmy decydować o ich miejscu w historii. Dajmy głos na normalność, jeśli nie chcemy się godzić na dalsze życie w domu wariatów. I nie mam tu na myśli szpitala dla chorych psychicznie, gdyby ktoś znowu się przyczepił, że obrażam ludzi.



poniedziałek, 4 listopada 2019

Czyńcie sobie Polskę poddaną... ( Tekst z dnia 4 listopada 2019 roku.)

W związku z koncepcją, że zamierzam podczas tej kampanii prezydenckiej wracać do moich postów sprzed 5 lat, myślałam wczoraj z czułością o Krystynie Pawłowicz. Stwierdziłam, że skoro już nie jest posłem, nie będę do niej wracać i pozostanę przy tym jednym, jedynym liście stworzonym na początku mojej kariery pisarskiej. A tu wracam dzisiaj do domu i widzę na pasku dwa nazwiska Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz i wielkie poruszenie w studiu TVN 24. W pierwszej chwili pomyślałam, że może spotkało ich jakieś nieszczęście, satelita im na łby spadła, albo zmarli z przedawkowania substancji niebezpiecznych, które sobie zaaplikowali z żalu po utracie miejsc w sejmie. Ale moja cicha, aczkolwiek podła nadzieja trwała krótko. Nawet nie zdążyłam się naprawdę rozmarzyć, kiedy doszło do mnie, że te dwie osoby i trzecia, mniej znana ale też pisiorka, mają być nominowani na członków TK.
Zagotowało się w WAS po takim info? We mnie zagotowało się bardzo. Krótka była nasza radość z faktu, że suweren nie wybrał Piotrowicza, a prezes miał już dość niewyparzonej gęby Kryśki i odesłał ją na zasłużoną emeryturę. Partia PIS nie zrobi swoim krzywdy, jakiś stołek się znajdzie dla każdego. Mogłabym powiedzieć, że te kandydatury, a szczególnie dwie pierwsze, bardzo dobrze charakteryzują obecny TK. Piotrowicz, który uważa, że jest bohaterem walki z komunizmem, a tak naprawdę był zasłużonym i lojalnym członkiem partii PZPR i Krystyna Pawłowicz, o której można by powiedzieć wiele, ale wystarczy dla przykładu zacytować jeden z jej ostatnich wpisów na tt, że "ochrona środowiska jest wyrazem eko-terroryzmu i przeczy biblijnej zasadzie czynienia sobie Ziemi poddanej". Wiecie co?, w tym TK brakuje jeszcze tylko ojca dyrektora lub, jak niektórzy mówią: ojca inwestora, by trybunał przestał być konstytucyjny, a zaczął być biblijny. Co jeszcze może nie byłoby całkowitą katastrofą, gdyby nie zmodyfikowana przez kościół katolicki wersja "starego testamentu". Tak oto, dzięki waszym głosom, PIS "czyni sobie poddaną Polskę"
Mam nadzieję, że opozycja nie zgłosi swoich kandydatów, do tego dziwnego tworu, który już nie jest żadnym trybunałem. Dla normalnych ludzi, patriotów, kandydowanie w tym samym konkursie, co Pawłowicz i Piotrowicz, jest uwłaczające godności.
Miałam dziś napisać o kandydatach na prezydenta i zostawić na chwilę przeszłość patrząc do przodu. Ale wiadomość o kandydatach zwaliła mnie z nóg. I tu, właśnie w tym miejscu zaczynają się pojawiać pierwsze skutki wyboru, jakiego dokonaliście 13 października. Mogliście wyrwać zęby krat i mury mogły runąć. Ale dokonaliście innego wyboru i jeszcze nie zebrał się Sejm na pierwsze posiedzenia, a mury rosną, rosną, rosną... Możecie już tylko się przyglądać. Pomiędzy jednymi a drugimi wyborami, politycy zabierają WAM głos i nic nie możecie zrobić.

Stary list do Kryśki, jeśli ktoś sobie chce przypomnieć:http://wilma.listygoplany.com/2017/12/do-posanki-krystyny-pawowicz-refleksja.html


niedziela, 3 listopada 2019

Najemnicy dobrej zmiany. ( Tekst z dnia 3 listopada 2019 roku)

Nie za bardzo lubię wracać do przeszłości. Swoje błędy rozpatruję szybko i staram się wyciągnąć z nich naukę. Niestety, życie prywatne to jedno, a polityka to drugie. O, ona nam nie pozwala patrzeć tylko do przodu. Cały czas musimy na plecach czuć oddech przeszłości. Czasami jest to po prostu historia, a czasami ostatnie kilka lat. Lat dobrych lub złych.
A Wy, jak oceniacie ostatnie lata? Czy na pół roku przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, nie macie gęsiej skóry, przypominając sobie to, co się działo 5 lat temu?
Dla mnie to właśnie wtedy się wszystko zaczęło. Zobaczyłam Polskę, zobaczyłam obywateli takich, jakimi jeszcze nigdy ich wcześniej nie widziałam. Przeżyłam szok, którego nigdy nie zapomnę. Obrzydliwa, brudna kampania, kłamstwa, wulgarne memy, agresywne komentarze. Coś, co było dla mnie zupełnie z innej planety, z innej rzeczywistości, z kultury, której nie znałam, a na pewno z niej nie pochodziłam. I to zwycięstwo, zwycięstwo Andrzeja Dudy, faceta, który stał po tej ciemnej stronie, który dzięki tej kampanii pozbawione granic moralnych przekonał do siebie Polaków, to było po prostu niewyobrażalna klęską przyzwoitości.
Byłam naiwna, jeszcze nie słyszałam o farmach trolli, o zorganizowanym hejcie. Byłam także przekonana, że człowiek kandydujący na stanowisko głowy państwa, nie może mieć nic wspólnego z poniżaniem, wyśmiewaniem i okazywaniem pogardy swojemu przeciwnikowi. O, jaka ja byłam naiwna! Jaka stara, taka głupia. Zaraz po wyborach napisałam jeden z moich pierwszych listów. Skierowałam go do Andrzeja Dudy. Dałam mu szansę, jak to się mówi: Każdy na nią zasługuje. Ale on niestety jest wyjątkiem. Nie zasługiwał. Skoro to od niego się wszystko zaczęło, wiec oficjalnie rozpoczynając swoją krucjatę prezydencką, zacznę także od listu do niego.
Panie Andrzeju Dudo, nie będę Pana tytułować prezydentem, bo by mi to przez gardło nie przeszło. Czasami myślę, że dla Polski było by lepiej, by w jej historii na miejscu ostatnich pięciu lat ( a może i dziesięciu, suweren jest nieprzewidywalny), by w tym okresie w historii Polski była czarna dziura, niż taka prezydentura. Tak, dawałam Panu szansę, bo byłam idiotką. Wierzyłam w demokrację i jej reguły. Do tej pory, każdy poprzedni prezydent oddawał legitymację partyjną i po pewnym czasie jego działalność zbaczała daleko od partii, która go wybrała. Wiedział bowiem, że nikt go nie może odwołać, nawet jakiś prezes, że wreszcie może myśleć samodzielnie i być niezależny. Każdy poprzedni prezydent z tej szansy skorzystał lecz nie pan... Nie zerwał się pan ze smyczy, wręcz przeciwnie, skrócono panu łańcuch, by pan od budy się nie oddalał. Wie pan co, gdyby nie to, że pańska postawa wpłynęła na losy naszej Ojczyzny, byłoby mi pana po prostu żal, jak żałuje się psa żyjącego na uwięzi... Ale pan mógł wszystko zmienić, tylko jaj panu zabrakło i moralnego kręgosłupa. To było naprawdę tragiczne 5 lat. Ale oprócz tego, że pan nic nie znaczył, to jeszcze przy każdej okazji był pan powodem do naszego wstydu. Zyskaliśmy więc prezydenta niemego, którego działalność obywatelska ograniczyła się wyłącznie do wygłaszania orędzia noworocznego i bożonarodzeniowego. Reszta pana występów, to były wyłącznie ręcznie sterowane występy, całkowicie zgodne z linią partii. Prezes przychodził, przyciskał przycisk " włącz wolumen" i pan Duda nawijał, co mu kazali. Zyskaliśmy prezydenta na kolanach, bo to chyba jest pana ulubiona pozycja. Zyskaliśmy żenującego dowcipnisia, który sam się śmieje ze swoich niewybrednych żartów. Zyskaliśmy prezydenta, który jak lodołamacz taranem traktował KONSTYTUCJĘ. Zyskaliśmy taniego pochlebcę, który tuż po wyborach uniżenie właził w dupę najjaśniejszemu prezesowi. Zyskaliśmy oszusta, który na polecenie partii wetował ustawy, by dać nam złudną nadzieję, ale przede wszystkim dlatego, byśmy przestali wychodzić na ulicę w protestach. A potem pomógł pan swoim chłopakom z ferajny stworzyć te ustawy w jeszcze gorszym wydaniu. Zyskaliśmy prezydenta, który nas obrażał, który nas ośmieszał, który nie zyskał w Europie ani jednego przyjaciele. Wręcz przeciwnie, Polska straciła wszystkich tych, których miała. Oczywiście, może się pan pochwalić przyjaźnią z Orbanem, ale niech pan uważa, bo z niego jest lepszy cwaniak, w dodatku w przeciwieństwie do pana, on naprawdę ma władzę. Jedynym pańskim prawdziwym przyjacielem jest Donald Trump, który każe panu stać, kiedy on siedzi. Współczuję i tym razem, chociaż niezbyt mocno. Ale to faktycznie facet z pańskiej ligi...kłamca, oszust, hipokryta, człowiek z chorobliwie wielkim ego. A pan co? Pan posłusznie, za parę fałszywych gestów jeździł po USA, wygłaszając hymny pochwalne na temat swego przyjaciela wśród amerykańskiej Polonii. Może mi pan wyjaśnić, dlaczego polski prezydent robi kampanie wyborczą innemu prezydentowi?
Obiecywał pan, że będzie pan energiczny, nieugięty i samodzielny, a samodzielnie i energicznie to pan chyba tylko jeździ na nartach. Tak naprawdę nigdy nie miał pan dość odwagi, by się sprzeciwić prezesowi. Wszystkie pana działania, nawet sprzeciwy i oburzenia, są po prostu elementem całości, częścią planu, strategią gry. W moim odczuciu, Polska od 5 lat nie posiada prezydenta. A mam taką obawę, że suweren może akceptować taką sytuację i wybrać pana ponownie. W końcu, jest chociaż z kogo się pośmiać, z pańskich patetycznych przemówień z miną kota srającego za stodołą.
Ale, żeby nie było, że całkowicie jestem pozbawiona litości i skreśliłam pańska osobę, zapytam pana jeszcze raz o to, o co pytałam pana po tamtych wyborach. Zapytam pana jak człowieka, a nie jak prezydenta...Czy pan się nie boi, że to zło, ta buta, ten brak szacunku dla ludzi, odbije się gdzieś o ścianą wszechświata i do pana wróci? Czy jest pan tak ślepy i głupi, by nie dostrzegać obrazu swej prezydentury, czy po prostu stosują pan zasadę, że trzeba iść po trupach do celu, do momentu, kiedy prezes zostanie cesarzem i nic już nie będzie panu grozić. Przekonamy się o tym już niedługo, w rozpoczynającej się kampanii wyborczej, w której już się panu nie uda nas oszukać, że brud, to jakieś nie związane z panem trolle. To pańscy najemnicy. A pan jest najemnikiem PISu. Tak było wtedy i pewnie teraz tak będzie.



piątek, 1 listopada 2019

Zniczowe+ ( Tekst z dnia 1 listopada 2019 roku)

Będziecie mnie bić, ale odkąd przestałam być dzieckiem, nie lubię tego dnia. Nie dlatego, że cmentarze budzą w nas zawsze smutek. Czasami odwiedzam także te miejsca i zawsze jest to mistyczne przeżycie. Ale odkąd zaczęłam rozumieć świat, nie potrafię zrozumieć tego cmentarnego amoku. Nie rozumiem dlaczego ludzie zachowują się, jak...alkoholik, który wypił o jeden kieliszek za dużo i puściły mu wszystkie hamulce. Mózg im się wyłącza. I to dotyczy prawie wszystkich, kobiet i mężczyzn, biednych i bogatych, członków wszystkich środowisk. Tego dnia wszyscy dostają nieracjonalnego" małpiego rozumu".
Jeśli by szukać źródła obyczaju zapalania świateł w intencji zmarłych, łatwo dotrzeć do wiedzy, że jeden ogień to jedna dusza i zapalenie tego ognia symbolizuje nieśmiertelność wspominanej osoby. Czasem mam jednak wrażenie drodzy Polacy, że WASI najbliżsi mają po kilka dusz, a zmarli co bogatszych, nawet po kilkanaście. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego niektórzy wydają połowę pensji na cmentarne znicze? Niektórzy nawet się zapożyczają. Jak zwykle idziemy na ilość, nie na jakość. I nie chodzi mi wcale o jakość zniczy, bo tu się staracie bardzo, mamy więc znicze we wszelkich kształtach i formach. Niektórzy nie mogąc się pogodzić z faktem, że ich znicze będą się świecić o 5 minut krócej, niż znicze sąsiada. Kupują więc nowoczesne, na baterię i z pozytywką. Bo na tych 3 metrach kwadratowych pola na cmentarzu stosujemy zasadę " wolność Tomku w swoim domku", nawet, jeśli komuś to przeszkadza, a czasami własnie dlatego, by pokazać, że " nasz jest ten kawałek podłogi". Więc mówię nie o jakość zniczy, a o jakość uczuć. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, że" matkę tłukli za życia, a po śmierci nawet zniczy jej żałują", kupujecie całe wagony tandety, która ma zastąpić prawdziwą pamięć. I jutro możecie nie mieć na chleb, dziś jest "zastaw się, a postaw się"...nowe kozaczki, czapeczka z lisa niezależnie od pogody i walizka zimnego, pozbawionego sensu ognia.
Dlaczego mam taki dystans do zachowań ludzkich w dniu WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH? Może dlatego, że nie ufam ludziom, którzy mają serce na dłoni, którzy epatują uczuciami, którzy rekompensują sobie braki emocjonalne uzewnętrznianiem martwych uczuć. A może po prostu patrzę na to w sposób racjonalny, widząc, że ludzie, dla mnie zupełnie bez sensu, jadą przez pół Polski, a czasami jeszcze dalej, stoją w korkach, obdzierają samochody na przeładowanych parkingach, a potem biegną kilometry obładowani ozdobami, których ilość ozdobiłaby nie jedną choinkę. Zupełnie, jakby nie dało się uniknąć tego wszystkiego, tak, jak nie da się uniknąć śmiertelnej choroby. A przecież można spokojnie, odwiedzić swoich bliskich tydzień przed, tydzień po, przy okazji. Można też wspomnieć ich w domu. Można także zapalić świeczkę w domu. Liczy się szczerość, a nie uczestnictwo w amoku. No i ten najważniejszy powód, dla którego od dawna w tym nie uczestniczę...żniwo śmierci na drogach, jakie zbieramy tego dnia. Nie uważacie, że to jest jakaś szaleństwo...zginąć w dniu zmarłych w drodze do cmentarza? satyryk powiedział by: przynajmniej ma już bliżej do celu...Wychodząc, a tym bardziej wyjeżdżając z domu tego dnia, po prostu ryzykujemy śmiercią. Zasadniczo nie boję się podróżowania, ale tego dnia ludzie, kierowcy, naprawdę tracą rozum.
Wiem, że większości osób nie przekonam, bo sami popadacie w ten dziwny wir tradycji. Ale nie piszę tego dla poklasku. Powoli słyszę głosy osób znanych, które z różnych powodów próbują włączyć Polakom myślenie i włączyć hamulce. Bo jeśli rozumiemy, że nasza planeta ginie, to trzeba sobie uświadomić, że i ten dwutlenek węgla unoszący się nad cmentarzami się do tego przyczynia. Nie ma dyspensy nawet na WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH. No i nie ma żadnego powodu, byś Polaku segregował śmiecie, skoro na cmentarz zabierasz plastikowe kwiaty, tylko po to, by postały trochę dłużej, niż żywe. Czy Twój zmarły nie zasłużył na prawdziwe? Czy byłby zadowolony, że przynosisz mu takie śmieci? Nie zapalaj trzydziestu zniczy, zapal jedno światło, ale niech ono będzie wyrazem prawdziwej tęsknoty. Jeśli masz wyrzuty sumienia, że pożałowałeś pieniędzy dla swoich zmarłych, możesz kupić karmę schronisku dla zwierząt, lub dać na obiady dla bezdomnych lub emigrantów. Pieniądze mają znaczenie dla żywych, a nie dla umarłych.
Wiem, zaraz dostane burę, szczególnie od producentów tych cmentarnych gadżetów, którzy mają w tym czasie prawdziwe żniwa, zdzierając z nas ostatnie pieniądze. Wiem, że gdyby się nagle Polacy opanowali, oni po prostu zbankrutują. Ale jakoś mało mnie to boli. Obawiam się jednak, że w ramach wspierania wszelkich objawów ludzkiej głupoty, nasz kochany kościelny rząd uchwali wkrótce "zniczowe" 500+. Bo w Polsce kultywuje się śmierć i nieszczęścia, ból i martyrologię. Nienawiścią obdarza się życie.
Widząc w telewizji ten świąteczny amok, nie mam wielkich nadziei, że tym tekstem do kogoś trafię, może jednak ktoś chociaż się nad nim przez chwile zastanowi. Wielu z nas nie ma w sobie tyle wolności, by przestać żyć według narzuconego schematu, choćby ten schemat nas niszczył. Takiego dnia, na cmentarzu próbujemy dorównać do tych lepszych, bogatszych, chcemy czuć się tacy sami. Ale człowiek bogaty, to człowiek dobry, to człowiek, który pieniądze przeznacza na ratowanie życia, a nie na składanie pokłonów śmierci. Kochajcie życie i uważajcie na siebie dzisiaj.

środa, 30 października 2019

Deja vu...( Tekst z dnia 30 października 2019 roku )


PIS jest jak kameleon. Zmienia się w zależności od okoliczności. Ma wiele skór na różne okazje. W jego kolekcji brakuje tylko jednego koloru, koloru uczciwości. Sprawa Banasia jest typowym przykładem tej natury kameleona i potwierdzeniem kolejnej gry na czas. Najpierw Marian był kryształowy, potem czekaliśmy na raport służb, następnie na odpowiedzi wyjaśniające Banasia. Oczywiście, po wyborach, kiedy wydawało się, że smrodu się nie da zamieść pod dywan. Wtedy PIS zaczął udawać, że sami są w szoku i że oczekują dymisji. Była też obietnica, że zostaną upublicznione zarówno oświadczenia majątkowe, jak i raport w sprawie szefa NIK. Ale wczoraj kolor percepcji się zmienił. Okazuje się, że w tym raporcie są taaaakie!!!, kurwa, tajemnice, że raczej nie można ich upubliczniać. Znalazł się więc odpowiednio duży dywanik, pod którym zmieści się nawet Banaś razem ze swoimi znajomościami i biznesami. Za chwilę usłyszymy, że w raporcie służb nie ma nic na tyle kompromitującego, by Mariana Banasia odwołać, a raport pozostanie tajemnicą państwową najwyższej wagi. Tak żyje się w państwie mafijnym, kiedy Kaczyński trzyma za jaja Banasia, a Banaś trzyma za jaja Kaczyńskiego. I w tym uścisku musi cały czas być utrzymywana równowaga, by Kaczyński utrzymał władze, a Banaś mógł być pancerny. Najbardziej wkurwiające jest to, że osoby publiczne, które podlegają innym zasadom, co zwykli śmiertelnicy, których życie, majątki i kontakty powinny być powszechnie znane i jawne, mogą przed światem udawać kogoś zupełnie innego. Po coś chyba została uchwalona jawność oświadczeń majątkowych, do których powinniśmy mieć dostęp jako obywatele, by polityk nie mógł być oszustem. Powinniśmy mieć także dostęp do wszystkich dokumentów świadczących o działalności rządów, które istnieją z naszego namaszczenia. Tymczasem, jeśli coś jest wstydliwe, jak na przykład listy poparcia do KRS-u lub wyniki śledztwa w sprawie Banasia, to staje się to tajemnicą państwową. Wcale się nie zdziwię, jeśli usprawiedliwieniem dla utajnienia tego raportu będzie powołanie się na RODO. No bo przy okazji mogli byśmy poznać prywatne i wrażliwe dane Paolo z kamienic w Krakowie lub innych współpracowników pana Banasia, a przecież takie osoby trzeba chronić za wszelką cenę. Szkoda, że nikt o RODO nie myślał, przekazując wrażliwe dane na temat sędziów do farmy trolli. Zupełnie co innego, kiedy złapie się na wzięciu łapówki polityka PO. Wtedy w jeden dzień wiemy o nim wszystko i bębni się od rana do wieczora o jego postępku. Od razu mówię, wcale mi faceta nie żal. Trzeba być prawdziwą gnidą, by w takiej sytuacji Polski, dostarczać argumentów Kamińskiemu do uderzania w opozycję. Dobrze, że Platforma wywaliła gnoja na zbitą mordę. Ale to nie zmienia faktu, że łapówka jakiegoś urzędniczyny, który w hierarchii politycznej jest po prostu nikim w porównaniu z Banasiem, ma nagle udowodnić, że nieuczciwi są tylko po jednej stronie.
Opozycja musi się teraz podwójnie, lub nawet potrójnie pilnować. Spodziewam się, że PIS będzie szedł po bandzie chcąc dobić chory organizm sprzeciwu. Może nawet agent Tomek wróci do łask. Będą prowokacje i będą fałszywe oskarżenia i trzeba być przygotowanym na ostrą jazdę.
Powiem WAM, że jest dla mnie żenujące... pisanie o Banasiu. Usiłowałam tego tematu unikać, bo mówi się o tym tak wiele, a i tak niczego to nie zmienia. Żenujące jest to, że zajmujemy się jednym cwaniaczkiem, wobec którego i tak jesteśmy bezsilni, a odpuszczamy sobie sprawy ważne. Zajmujemy się głupotami, rozliczeniami wewnątrz partii, rozliczeniami, które w ogóle nie mają żadnego znaczenia. Nie zauważamy, że PIS po raz kolejny dosypał pieniędzy, jak suchego drewna do kominka, by głupota paliła się równym płomieniem, a strach, przed utratą pozornego dobrobytu podsycał ten ogień. Mówię to, bo miałam ostatnio okazję porozmawiać z kilkoma osobami, które głosowały na PIS, nie ze względu na jakość polityki obozu rządzącego, a pomimo to, że władza im się nie podoba. Ale dla tych ludzi po prostu liczy się socjal. Mówią: Moje dziecko żyje z alimentów, których po prostu nie wystarcza, 500+ to dla nas zbawienie. Popieram Konfederację, ale głosowałem na PIS, albo: Mam lewicowe poglądy, ale mój stary ojciec po raz pierwszy wykupił wszystkie leki za 13-tą emeryturę. Głosowałam na PIS, bo jeśli się zmieni władza, to zanim się dogadają minie kilka lat. Ludzie po prostu nie wierzą hasłu, że „nic co danie nie zostanie odebrane”. Rządzi nimi strach, a nie rozum. Gdyby się chwile zastanowili, może zrozumieli by, że niezależnie od intencji, żadna partia nie odbierze z dnia na dzień zasiłków socjalnych, nie będzie miała odwagi. Zakończyłoby to się wyjściem ludzi na ulicę i zamieszkami. Niektórym ludziom to nawet się wydaje, że nadal te 500+ dostają, bo nie łączą wzrostu cen i inflacji z konsumpcją niezrównoważoną pracą, towarem i usługami. My, ludzie, którzy przeżyli lata osiemdziesiąte, wiemy o co chodzi.
Tymczasem, obserwując opozycję, mam kolejne deja vu. Zupełnie, jakbyśmy cofnęli się o cztery lata. W PO się tłuką po mordach, chociaż po cichu i z klasą, Lewica się cieszy, że wreszcie powróciła na łono polityki. PSL spogląda w kierunku PISu, a dla Korwina od 40 lat świat jest czarno-biały. Gdzieś z tłumy wysuwają głowy pojedynczy wieszcze narodu, mówiąc, że musimy się zorganizować. Co mnie też wkurza, bo niestety nikt nie ma pomysłu, jak się mamy zorganizować i w jakim celu. Czyli wracamy do punktu wyjścia, do czasów przed KOD-em i innymi ruchami społecznymi, które utonęły w morzy „Nie chce mi się”. Ja też się czuję, jak taki żałosny pieniacz, który głośno krzyczy i przez 4 lata nie zrobił nic, no może przekonałam kilka osób z najbliższego otoczenia, by poszli na wybory. To wszystko! Miałam przez te 4 lata kilka pomysłów, które niestety odbijały się o ten sam mur niemocy. W tym świetle jedynym konstruktywnym oporem wydaje się „lotna brygada opozycji”, która przynajmniej próbuje ośmieszyć tę władzę. Ale jeśli się komuś wydaje, że PIS można zabić śmiechem, liczy na zbyt wiele.
Jeśli w obliczu takiej rzeczywistości stać WAS na optymizm, to proszę byście się ze mną nim podzielili. Ale nie tak bezsensownie, że przeżyjemy ten PIS, jak wszystkie inne plagi egipskie. Chcę działać, chce się na coś przydać, chce widzieć, że WY działacie. Nie chcę już być bezradna i żałosna i mieć świadomość, że ten stan utrzyma się przez kolejne 4 lata, a może jeszcze dłużej. Nie chcę pisać o Banasiach, chcę szukać sposobu, jak się takich ludzi pozbyć z telewizora.





piątek, 25 października 2019

Okrakiem na barykadzie. ( Test z dnia 25 października 2019 roku)


No dobrze, może w końcu warto dać głos. Piszecie do mnie dużo, ale tak naprawdę wszyscy macie podobny do mnie nastrój. Wiem, że nie można się poddawać i trzeba przeć do przodu, do zwycięstwa. Tylko co zrobić, kiedy na horyzoncie żadnego zwycięstwa nie widać.
Większość posłów paraduje wymachując świeżo otrzymanymi nominacjami i pewnie zasną dziś z przekonaniem, że kto, jak kto, ale właśnie on lub ona zmienią ten świat, a przynajmniej jego kawałek. Taki stan euforii może potrwać nawet do pierwszego posiedzenia sejmu, a potem uderzą gębą o bruk i przekonają się, że dobre intencje nie wystarczą.
Jeżeli jest coś, o czym absolutnie nie mam ochoty pisać, to jest bieżąca polityka. Mam bowiem wrażenie, że nie było żadnych wyborów. Banaś , jak gdyby nigdy nic normalnie wrócił do pracy i będzie zgrywał kryształowego, a Jarosław Kaczyński, jak uznała prokuratura, nigdy nawet nie próbował wybudować dwóch wież. Żyliśmy w matriksie, żyjemy w matriksie i w matriksie żyć będziemy...
Nie chce mi się ani słuchać, ani gadać na temat rozliczeń w PO i czerwonej kartki dla Grzegorza Schetyny. Może dlatego, że pomimo wielu nowych, młodych, prężnych polityków w szeregach tej partii, nie widzę takiego twardziela, ani twardzielki, którzy by mogli ten burdel ogarnąć. Gdyby nie była to sprawa honorowa, to w PO przywódców powinno być dwóch. Jeden ideolog, który umiałby przemawiać do społeczeństwa i drugi ( Schetyna), który by wszystko utrzymał w tak zwanej „kupie”. Pewne jest jedno. Cokolwiek PO zamierza, powinna to zrobić, jak najszybciej. Ćwierkanie o tym, że wybory na przewodniczącego partii, które odbędą się w lutym, rozwiążą problem rozliczeń po przegranej, jest kolejnym pakowaniem się w kłopoty. Bo pozostanie miesiąc na kampanię prezydencką, którą albo zaczniemy już dziś, albo ją już dziś przegramy. Schetyna oczywiście odejść musi! Wcale nie dlatego, że przegrał wybory. Myślę, że nagimnastykował się sporo na te 27% poparcie. Mnie jednak osobiście bardzo przeszkadza fakt, że tak naprawdę, PO od dawna nie ma twarzy. Tacy wyborcy, jak ja głosują na nią z musu, bo na kogoś trzeba. Oczywiście, z moimi poglądami mogłabym zagłosować na lewicę. Ale nie jestem w stanie znieść Roberta Biedronia odkąd rozpoczął kampanie do PE. Ta jego codzienna „ radość o poranku” po prostu mnie rozwala. Zupełnie jakby cyganie tańczyli na tle płonącego lasu... Ale pan Biedroń świetnie czułby się na Titanicu. Statek by tonął a on by baloniki puszczał i krzyczał WOW!!! W sumie to cieszą się, że lewica się połączyła, bo wyrachowany polityk, jakim jest Czarzasty, trochę zneutralizował i Biedronia, i zbyt mądrego, jak na współczesne standardy Zandberga. Trochę się bałam, że cała lewica nam w tej kampanii „zbiedronieje”( i wszyscy będą biegać z balonikami i konfetti), ale jakimś cudem udało się tego uniknąć. Wracając do Platformy Obywatelskiej: Przeszkadza mi to, że ta partia nie ma w tej chwili tożsamości, że głosując na nią, nie mamy pojęcia, czego możemy się spodziewać. Jest bardzo prężna grupa młodych polityków, którzy mają europejskie standardy myślowe, akceptują związki partnerskie, chcą rozdziału kościoła od państwa, nowoczesnej edukacji i racjonalnego podejścia do seksu. Ale zza ich pleców ciągle wychylają się ci wszyscy, którzy są zbyt do kościoła przywiązani, a pewne uznane na świecie zasady współżycia społecznego, ciągle im przez gardło nie przechodzą. Usłyszałam dziś w jednym z seriali, że „jeśli ktoś siedzi okrakiem na barykadzie”, to go w końcu jaja zabolą. I to chyba dopadło PO. Mam nadzieję, że politycy tej partii zdecydują się na obranie jakiegoś wyraźnego kierunku, bo dla mnie paranoją jest oglądanie w jednej partii Ujazdowskiego i Trzaskowskiego. Chociaż muszę przyznać, że Ujazdowski zrobił bardzo dobry wynik w Warszawie, a ja byłam pewna, że przegra z Kasprzakiem. Widocznie ludzie ciągle jeszcze wolą polityka od rebelianta, co może okazać się logiczne i słuszne, bo może niech w sejmie będą politycy, a rebelianci na ulicach. Każdy powinien robić to, co mu wychodzi najlepiej. Przykładem może być Lech Wałęsa, który był świetnym rebeliantem, a marnym politykiem.
Jestem naprawdę tym przybita, że przeżyliśmy wybory, a ja mam wrażenie, że nic się nie zmieniło i niczego się nie nauczyliśmy. PIS nami kręci jak chce, kręci też znakomicie mediami. Mydli nam oczy i gra na czas. Po co mówić o Banasiu, czy o kłopotach w koalicji, jeśli się podrzuci, jak głodnym psom, takie bezwartościowe info o protestach wyborczych, które oczywiście zakończą się niczym. Niestety, telewizja o tym gada całe dnie i wszyscy zapominają o rzeczywistości z wypiekami na twarzy. Albo się wysyła wszystkie służby do warszawskiego ratusza na kontrolę, by Polacy zobaczyli, jakie są sprawne i szybkie. ( Szkoda, że w przypadku Banasia nie byli tacy sprawni) Ja nawet mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że będzie dwóch winnych wszystkiego, cokolwiek by wykryli. Będą to Hanka Waltz i Rafał Trzaskowski. No może jeszcze Tuska dla zasady.
A jak sobie pomyślę, że Duda już rozpoczął kampanie wyborczą i że będzie jeździł i opowiadał te swoje „bezmózgoteorie”, to po prostu czasami boję się telewizora włączyć. Szczególnie, że opozycja jeszcze nawet nie myśli o kontr- kandydatach, którzy mogliby chociaż trochę odciążyć nasze mózgi od słuchania tego idioty.
Niczego nowatorskiego dzisiaj WAM nie powiem, ale dopiero zaczynam powoli łapać równowagę. I ponieważ w tej chwili odczuwam obrzydzenie do polityki, chciałabym nieco odejść od tematu, ale tylko pozornie i tylko na milimetr.
Zawsze, kiedy na świecie zdarzy się jakaś katastrofa, rozbije się samolot, utonie łódź z emigrantami, wybuchnie gaz lub poleje się krew w jakiejś wojnie, do głowy przychodzi mi bolesny cytat z mojej ulubionej książki, która ukształtowała lub raczej nazwała moje poglądy religijne. Cytat ten brzmi: „ Czy twój bóg jest już nasycony”. Ze swojej strony dodałabym... Czy na jakiś czas nachlał się już wystarczająco krwi niewinnych? Mówię to w związku ze zbliżającym się kolejnym marszem niepodległości i dumą z organizacji tego wydarzenia, wyrażaną przez naszą nową siłę polityczną KONFEDERACJĘ. Symbolem tego marszu ma być zaciśnięta na różańcu pięść. Muszę przyznać, że o ile ideologia organizatorów jest mi absolutnie obca, o tyle symbol wybrali doskonały. Tak właśnie widzę boga i wszystkich, którzy mu służą.., jako zaciśniętą pięć w odruchu nienawiści i pogardy.
I jeszcze jedna rzecz, która mnie także przygnębia...Obejrzałam wczorajszy reportaż o biskupie Głódziu i stwierdziłam, że nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Mam już tak twardy pancerz, właściwie cała jestem pancerzem, a w przypadku duchownych tak wiele widziałam na własne oczy, że zachowanie tego chama jest dla mnie normą wyznaczaną przez kościół.
Smuci mnie także to, co uświadomiłam sobie po tych wyborach, że gdybyśmy my, ludzie którzy dorośli na przełomie dziejów, którzy te plus minus 30 lat temu urodzili dzieci, gdybyśmy mieli więcej nieufności, gdybyśmy nie zachłysnęli się wolnością, nie stracili czujności i nie uwierzyli, że teraz to już wszystko się ułoży samo, nie wylądowalibyśmy w tej PISowskiej czarnej dupie. Wystarczyło nie przestawać czytać książek, naciskać na ich czytanie nasze dzieci. Człowiek, który czyta automatycznie uczy się akceptacji innych światów, innych losów, widzi świat z różnych stron, a tolerancja jest jego naturalnym stanem. Gdybyśmy wtedy byli bardziej roztropni, dziś nikt by nie wybrał na drugą kadencję ministra kultury, który nie jest w stanie doczytać do końca książki polskiej noblistki.
Wielka więc praca przed nami i nierówna walka. I nie opowiadajcie mi proszę, że za 4 lata... Jeżeli nadal będziemy siedzieć na dupie i komentować na fb, a nie pójdziemy działać w realu, to za 4 lata będzie jeszcze gorzej. Wiem, liczycie, że przyjdzie kryzys gospodarczy i że PIS sam się rozsypie i nie da rady...A czy nie wolelibyście, by obywatele Polski głosowali rozumiejąc demokrację? Czy będziemy nadal kierować się niskim poczuciem własnej wartości i mądrzeli tylko witając się z głodem?



środa, 16 października 2019

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)


Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiście mogłabym poczekać kilka dni, aż te pierwotne emocje całkowicie opadną, ale ponieważ wiele osób mnie pyta i prosi bym skomentowała wynik wyborów, odpowiem. Chociaż... wcale nie jestem pewna, czy chcecie to usłyszeć. Pocieszać WAS bowiem nie będę, głaskać po głowach, też nie! Nie odzywałam się chyba dwa tygodnie przed wyborami, bo uznałam, że skoro przez cztery lata do czyjegoś mózgu nie dotarłam, to już nie dotrę, a kampania była tak denna, tak nudna i tak kłamliwa, że było mi się bardzo trudno pogodzić z takim zjawiskiem w kraju, który wszyscy chcieli byśmy uważać za demokratyczny.
W swoich postach użyłam już chyba wszystkich istniejących słów, a okazało się, iż tylko po to, by w niedzielę 13 października 2019 roku, stanąć, jak ten debilny Syzyf u podnóża góry i patrzeć, jak głaz, który z takim trudem wciągałam na górę spierdala się pod moje nogi. Poczułam śmiech za swoimi plecami, śmiech tych, którzy nie robili w tym czasie nic...
Codzienne życie ratuje nas od rozpaczy. Po prostu zajmujemy się banalnymi sprawami, jak automaty. Bo w przeciwnym razie miałabym ochotę krzyczeć tylko jedno: CHUJ WAM WIELKI W WASZE POLSKIE DUPY, GŁUPKI!!!
Tak, nie przesłyszeliście się. Czuję dokładnie właśnie to. Bo co może czuć ktoś, kto odniósł osobistą porażkę usiłując ludzi uszczęśliwić na siłę i właśnie zobaczył, że to bez sensu?
Im dłużej oglądam to, co po wyborach w telewizji, tym bardziej ręce mi opadają. Nie pocieszają mnie także WASZE komentarze.
Piszecie na przykład, żeby się nie przejmować, bo na PIS głosowali głównie bezdomni, bezrobotni i margines społeczny. Naprawdę? Mam w to uwierzyć, że w Polsce mamy ponad 8 milionów kloszardów, nierobów i bezdomnych, którzy kochają PiS za socjal? Wybaczcie, ale całkowicie w to nie wierzę.
Zawsze, kiedy pracowałam, a mój szef mnie chwalił, poklepywał po ramieniu i dziękował mi za nadzwyczajnie świetną pracę, odpowiadałam mu, żeby się zwrócił do mojej kieszeni, bo o moich zasługach należy rozmawiać wyłącznie z nią. Za „dziękuję” się bowiem chleba nie kupi i rachunków nie zapłaci. Dziś uświadomiłam sobie, że percepcja ogromnej ilości Polaków jest na poziomie tej właśnie kieszeni, w dodatku dziurawej. Łeb pusty, a kieszeń ciągle niedowartościowana! Nic się nie liczy, tylko kasa! Patriotyzm i przyzwoitość nie istnieją. Bodaj bardziej jestem w stanie uszanować tych, którzy głosowali na KONFEDERACJĘ, bo w nich się jakiś patriotyzm, chory, bo chory, ale tli.
Patrząc na nazwiska osób, które dostały się do Sejmu i Senatu, chyba dziesięciu palców mi wystarczy, by wskazać te osoby, które mogą o coś walczyć, chcieć coś zmienić, mieć ideały. Reszta przypomina panie w średnim wieku, którym się właśnie udało znaleźć siedzące miejsce w pociągu i zadowolone z siebie poprawiają swoją wielką dupę na miękkiej poduszce... Och, jak pięknie, jak wam dziękuję, żeście mnie wybrali, że będę miał/miała przez 4 lata święty spokój, będę ja, taki ważny/taka ważna.
I te pocieszanki.., że przecież kiedyś wszystko za nas się samo naprawi, że za 4 lata itd. No i co zrobicie przez te następne 4 lata? To samo, co przez poprzednie? Pójdziecie pokojowo manifestować przed Sejmem, zapalicie świeczki, zaśpiewacie pioseneczki, będziecie pisać bzdety o tym, jak WAM się marzy inna demokracja?
Pomarzyć, to ja sobie mogę o miłej, dostatniej emeryturze w ciepłym kraju, o demokrację trzeba walczyć! Trzeba mieć jakiś plan, jakiś cel, jakieś przylądki do dopłynięcia, jakieś góry do zdobycia. W przeciwnym razie, to za 4 lata będziemy w tej samej dupie, w jakiej jesteśmy dziś i byliśmy 4 lata temu.
Każdy polityk po wyborach, a mam na myśli i tych wygranych i przegranych, opowiada z podnieceniem, o co będzie walczył w sejmie, jakie ma priorytety. Niektórzy z przegranych to nawet nowe partię chcą tworzyć... Po jaki chuj?, pytam się grzecznie. Po co tworzyć kolejną partię, która z braku środków zasili innego molocha w następnych wyborach. Bez pieniędzy, nie można stworzyć niczego, co mogłoby zagrozić temu żelaznemu układowi sił.
Nie zrobiliśmy nic konstruktywnego przez te 4 lata. Chociaż może wielu z WAS ma inne zdanie. Bo jedni nagle stali się osobami publicznymi, organizatorami, znanymi twarzami...zasłynęli wewnętrznymi wojnami, jak KOD, powkurwiali Kaczyńskiego na miesięcznicach...I co? Mandatów w poprzednim sejmie dla PIS-235 i 235 dziś. Jesteśmy wszyscy żałośni, a ja czuje się najbardziej chyba żałośnie. Bo po tych czterech latach, nawet swojej gęby nie wypromowałam. Stałam się beznadziejną, pesymistyczną literatką, która wie, że wiele osób czyta, to co pisze, ale nikt się do tego publicznie nie przyzna.
Wyniki wyborów, w normalnym państwie nie mają znaczenia. Władze przychodzą i odchodzą, a w strukturze funkcjonowania tych państw nic się nie zmienia. Tu, każdego dnia, gra się z życiem o wszystko.
...Pan Adam Mazguła napisał w tekście pocieszenia, że Polacy nie są głupi, tylko narażeni na propagandę i niedoinformowani ( mówiąc w skrócie). Drogi Panie. Niech mi Pan jednak jedną rzecz wytłumaczy: Dlaczego my tutaj, za granicami Polski ( Pomijając Jackowo w USA), oglądając tę samą telewizję, z tej samej satelity, słuchając tych samych kłamstw, tej samej propagandy, będący bombardowanymi przez internet wulgarnym hejtem, idziemy i głosujemy: 52% za KO, 27% za Lewicą, a za PISem tylko 10%? Mamy inne mózgi? Dlaczego my, na przykład ja, pokonałam 130 kilometrów do lokalu wyborczego, nie wiem, ile kosztowało mnie paliwo, ale za same autostrady zapłaciłam ponad 20 euro, stałam w ciasnym korytarzu, gdzie był tłum ludzi, zero tlenu, głosowałam w lokalu wyborczym urągającym wszelkim standardom, gdzie nie było kabin do głosowania, i ludzie wypełniali karty dokładnie na kolanie lub na plecach znajomych, a mimo to czuliśmy się dumnie, że mogliśmy oddać głos? A przecież byli tacy, którzy pokonali dystans dwa razy dłuższy...Naprawdę Pan uważa, że nie mamy prawa się czuć rozżaleni, widząc, że w Polsce tylko PIS zmobilizował swój elektorat? Powtórzę się, ale skoro Pan uważa, że to media są winne i propaganda, dlaczego nie powstało żadne, podkreślam, żadne! Medium, które równoważyłoby tę propagandę, które nie robiło by politycznego teatru, jak prywatne stacje, dla których liczy się tylko oglądalność, więc muszą zapraszać Jakich i Sasinów? Dlaczego powstają tylko biedne portale informacyjne, jak OKO PRES, czy WOLNE MEDIA, które jako informację dnia podają zawsze: „Nie mamy reklam, wspomóż nam finansowo”.., co całkowicie odbiera chęci, by czytać dalej? Nie ma, naprawdę nie ma w Polsce kapitału, by stworzyć coś z prawdziwego zdarzenia, nawet pełnego reklam, czegoś, co było by ekskluzywnym źródłem prawdy?
I drugi aspekt: Co zrobiliśmy przez 4 lata w celach edukowania społeczeństwa, szczególnie młodych ludzi, by chociaż obudzić świadomość obywatelską? Nie myślę o tej paplaninie, jaką uprawiamy, która jest skierowana do nikogo i ginie w przestrzeni kosmicznej?
Nie rozpatruję wyników wyborczych w kontekście: ile stołków komu przypadło. Chociaż widząc, jak niektórzy się cieszą, to wydaje mi się, że tylko o to im chodzi, by zmieścili się na krótkiej ławce do żłoba. Mnie przerażają tylko i wyłącznie dwa aspekty. Po pierwsze, wzrost o parę procent głupoty społecznej, bo z danych wynika, że po 4 latach rządów, PIS zyskał wielu zwolenników. I po drugie, w kontekście tych miejsc przy korycie, niestety, niczego, co będzie PiS chciało zrobić, nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Będzie tak, jak było. Jakiś jebany marszałek sejmu, jak mu się to, co mówi poseł nie spodoba, to mu wyłączy mikrofon. I w ten sposób będziemy mieli połowę posłów opłacanych z budżetu państwa całkowicie niepotrzebnych, będą tylko folklorem, nikt się nie będzie musiał z nimi liczyć. A my będziemy na to patrzeć i będziemy znowu, kurwa bezsilni. Niektórych to może bawi, ale mnie zabija.
Nie podjęłam jeszcze decyzji, co do mojego dalszego pisania, bo osobiście wolałabym robić coś bardziej konstruktywnego, coś, co przynosiłoby realne efekty. I proszę nie mówić mi, że nie możecie żyć bez mojego pisania i że to ja WAS trzymam przy życiu, bo po prostu jestem wystarczająco wkurwiona, by mi w tej chwili włazić w dupę.
Wręcz przeciwnie, jeśli będę pisać dalej, mam taką prośbę. Przestańcie mnie laikować, przestańcie udawać, że czytacie, przestańcie mi wypisywać bzdury o tym, że mam świetne pióro, że myślicie tak samo, tylko nie umiecie tego napisać. Na początku może było to dla mnie ważne, ale w tej chwili, lata mi to setka wkoło pizdy, co o mojej twórczości ktoś myśli! Jeśli nie jesteście w stanie wypowiedzieć się w temacie postu, to po prostu lepiej zachować milczenie. Kłamałabym, gdybym powiedziała, że tego, co robię, nie robię dla siebie. Pomaga mi to spuścić parę i się zresetować. Ale nigdy tego nie robiłam dla poklasku, a przede wszystkim dla WASZEGO pierdolonego zadowolenia i dobrego samopoczucie! Wręcz przeciwnie, chciałam, byście się czuli źle w takiej Polsce. Piszę, bo uważam, że powinniście wykrzesać z siebie jakieś prawdziwe działanie. Jeśli moje teksty nie sprawiają, że jakieś reakcje cisną WAM się na usta, że nie rodzą się w WASZYCH głowach jakieś pomysły na działanie, to znaczy, że moje pisanie jest bez sensu. Za bezsensowne pochwały dziękuję bardzo. A jeśli zobaczę jakiegoś kotka lub pieska, któremu z piersi wypływają serduszka, to będę skreślać z listy znajomych i wyrzucać z grupy. Bo dla mnie często to jest tak, jakby ktoś wpuścił klowna na pogrzeb, albo napluł mi w twarz. I to wszystko, co mogę WAM dziś powiedzieć! Liczyliście na marchewkę?A tu tylko kij...



wtorek, 1 października 2019

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)


Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do tak zwanego nihilizmu.
W czasie tych kilkunastu lat, odkąd znam medialnie Kaczyńskiego, próbował on obrazić Polaków na wszelkie sposoby. Najpierw nie podobali mu się ci wychowani na podwórku, albo wiejskie nieuki, które siedzą w kawiarenkach komputerowych, bo ich nie stać na własny komputer, piją piwo i oglądają pornusy. Potem poczuł się pan prezes taki silny i zaczął nas wyzywać ze znacznie grubszej rury. Okazało się, że jesteśmy gorszym sortem, elementem animalnym, a niektórzy nawet mordami zdradzieckimi. Ostatnio, wszyscy wrogowie stali się nihilistami, a ten, kto nie jest chrześcijaninem, nie może być także Polakiem.
Panie prezesie Kaczyński, nawet pan nie wie, że posiada Pan super-moc, taką, jaką szczycę się X-meni, albo inne postacie ze świata fantastyki. Tylko tyle, że pańska super-moc, nie jest wytworem ludzkiej wyobraźni, ona jest najprawdziwsza na świecie i istnieje tu i teraz. Ma pan niezwykłą zdolność zamieniania słów brzydkich i obraźliwych w komplementy. I tak całkiem spora grupa Polaków zaczęła być dumna z tego, że jest gorszego sortu, że wychowała się na podwórku, że jest elementem animalnym, a niektórzy nawet szczycą się tym, że są mordami zdradzieckimi. To samo dotyczy tego nieszczęsnego nihilizmu, który w pana ustach miał zabrzmieć jako wielka obraza. Ale to właśnie wtedy wielu z nas zaczęło się zastanawiać, czy nie wolałoby być NIE-POLAKIEM, niż pozostać wyznawcą tej fałszywej, podszytej polityką wiary.
Tamto pańskie wystąpienie z początków kampanii, zbiegło się w moim życiu z lekturą książki autorstwa Frederica Mortel pod tytułem „Sodoma”. Może nie powinnam robić temu dziełu darmowej kryptoreklamy, ale książka jest tego naprawdę warta. Nie jest to dzieło antyklerykalne, nie jest to nawet książka o pedofilii. Wręcz przeciwnie, oparta na prawdziwych relacjach dostojników kościelnych kronika z życia tego specyficznego państwa, jakim jest Watykan, odkrywa nam prawdę, o której filozofom się nie śniło.
Ja, Drodzy Państwo, nie jestem pruderyjna. Dopóki czyjeś życie nie zagraża w jawny sposób mojemu, akceptuje je z całą obfitością inwentarza. Jako wieloletni antyklerykał, wiele prawd o kościele katolickim, a raczej o jego pasterzach, jest mi doskonale znana. A jednak ta książka mnie zszokowała, bo powiązała ze sobą wiele znanych mi wątków.
Nie jestem głupia i od dawna wiem, że tak zwane powołanie kapłańskie, czyli wewnętrzny głos, który nas woła do zostania tak zwanycm sługą, nie pochodzi od żadnego ducha świętego, ani nie jest głosem wzywającego nas boga. Jest ucieczką przed własnym zagubienie, przed brakiem odpowiedzi na zmiany w naszej psychice, na zewnętrzną niezgodę na to, co dzieje się w ludzkim mózgu podczas procesu dojrzewania. Seminarium jest od wieków schronieniem ludzi, którzy odkrywają swój homoseksualizm, którzy nawet nie potrafią tego nazwać, kiedy odczuwają, że nie będą w stanie sprostać normom społecznym, założyć rodziny, spłodzić dzieci. Tacy ludzie, zanim natura pokaże im prawdziwe oblicze problemu, odczuwają swoją inność, jako wołanie boga. Prostym dowodem na tę teorię jest fakt, że ilość powołań kapłańskich spada wprost proporcjonalnie do akceptacji w życiu społecznym osób LGBT.
Byłabym nieszczera, gdybym próbowała robić wielki problem z życia erotycznego kapłanów. Wszyscy dobrze wiemy, że zarówno księża, jak i osoby zakonne obu płci, są normalnymi ludźmi z normalnymi potrzebami. Śluby kapłańskie i zakonne nie są związane z kastracją, a ci, którzy za wszelką cenę próbują ich dotrzymać, stają się psychicznymi wrakami, ludźmi nieszczęśliwymi, agresywnymi ( słynne siostrzyczki w instytucjach opiekuńczych dla dzieci) lub frustratami przebywającymi w zakonach zamkniętych.
Zupełnie inną kategoria jest sam Watykan. Ale i to jest dla mnie do przyjęcia. To, że jest to miasto rozpusty, przewyższające wszelkie czerwone ulice i czerwone dzielnice Amsterdamu, też mnie nie bulwersuje. To, że 5 na pięciu ostatnich papieży, trzech było homoseksualistami.., krzyż na drogę...
Jeśli coś mnie naprawdę szokuje, to skala tego zakamuflowanego życia za murami „świętego” miasta. Nie obchodzi mnie to, że większość dostojników kościelnych zamieszkujących za murami, ma w swoich prywatnych apartamentach miłosnych przyjaciół: kleryków, sekretarzy, gwardzistów lub innych dostojników. Miłość mnie nie bulwersuje. Nie mam także problemu z tym, że ci, którzy nie potrafią znaleźć sobie stałego partnera, korzystają z usług męskich prostytutek. Podobno bardzo dobrze płacą i nie są nigdy agresywni. Dopóki dzieje się to za przyzwoleniem i z woli partnera, mogę tylko przyklasnąć i pogratulować. Niestety, nie zawsze jest tak pięknie. Niektóre eminencje, wykorzystując swoją władze, potrafią iść do seminarium i na podstawie zewnętrznego oglądu wskazać, że ty, ty i ty, macie się stawić u mnie w godzinach nocnych. Robią sobie z kleryków seksualnych niewolników i jest to pewien rodzaj inicjacji do kapłańskiego fachu. Znacznie trudniej jest tym pasterzom, którzy na co dzień nie mieszkają w Watykanie. Pozbawieni przyzwolenia braci, robienia czego dusza zapragnie wewnątrz własnej społeczności, uciekają się często do molestowania dzieci, a ci heteroseksualni często rozbijają rodziny sprowadzając na manowce nobliwe parafianki.
Jeżeli cokolwiek mnie w tej całej sytuacji prawdziwie bulwersuje, to skala... Autor książki udowodnił, że homoseksualizm księży w porywach sięga 85%. I najgorsza w tym wszystkim jest hipokryzja, czyli zwalczanie członków LGBT w środowiskach cywilnych, kiedy jednocześnie w nieograniczony sposób korzysta się z uciech cielesnych w murach Watykanu. Zasada jest taka, że im większym jest ktoś homofobem, tym bardziej prawdopodobne jest, że jest czynnym i wyuzdanym homoseksualistą.
To, co do tej pory napisałam to taka tajemnica, której wszyscy się domyślamy. Ciągle jeszcze obracamy się w sferze spraw, o których większość ludzi wie, ale przymyka na nie oko.
Chcę tu od razu uspokoić Polaków. Nie ma dowodów na to, że Jan Paweł II był homoseksualistą. W plotkach mówi się nawet o jego związkach z kobietami. Papież Polak miał natomiast inną wadę. Owładnęła nim i całkowicie zaślepiła nienawiść! Tak głęboko nienawidził wszystkiego, co mogło przerodzić się w komunizm, że inne aspekty funkcjonowania ludzkości całkowicie mu umykały. Był w stanie popierać zbrodnicze reżimy, by tylko nie dopuścić do głosu rewolucji, nawet, jeśli byłą obiektywnie słuszna. Był też zwolennikiem kościoła archaicznego, takiego na wzór starego testamentu, nienawidził kobiet, nienawidził wolności w ogóle... Smutne? Wydawało WAM się, że to on przyniósł nam wolność od komunizmu? Nie, on tylko chciał zamienić jedne kajdany na drugie.
Zamykał oczy na wszystko, co nie karmiło jego nienawiści! To w czasach Jana Pawła II, pedofile w kościele byli najbardziej bezkarni. To za jego pontyfikatu szerzyła się korupcja w watykańskim banku i włoski kler przenikał się z włoską mafią. To w końcu za jego czasów powstały słynne „legiony Chrystusa”...Trzeba mieć wielki tupet i wyobraźnię, by organizację sensu stricto pedofilską nazwać legionami Chrystusa, że aż czasami człowiek zastanawia się, czy sam Jezus, otoczony dwunastoma apostołami i przygarniający dzieci, nie był homoseksualny i pedofilski zarazem.
Na koniec doszłam do ostatecznej konkluzji, która była dla mnie największym szokiem i zaskoczeniem. Może dlatego, ze nigdy się nad nią nie zastanawiałam... Przypominam sobie z dzieciństwa, jak składaliśmy się na tace na nowy kielich, czy ornat pogrzebowy, dach czy ławki w nowym kościele... I może przez 50 lat mojego życia podświadomie mnie to wkurwiało, że ktoś ograbia ludzi z ciężko zarobionych pieniędzy, by załatwiać własne sprawy, jednak to, co opisuje autor w swojej książce, wrzuciło moje myślenie na zupełnie inne tory... Nigdy bowiem nie zastanawiałam się do końca na co idą te pieniądze. Dzieła sztuki wybitnych twórców, złocone kible, złote sztućce, najdroższe zegarki wysadzane diamentami, koronkowe halki pod komżami od Armaniego, czerwone bokserki, które zaprojektował Gucci, ręcznie szyte papcie z najlepszej skóry, specjalnie robione na zamówienie perfumy... Własne portrety na złotych tronach i w zdobionych gronostajami pelerynach, kalendarze wydawane specjalnie dla Watykanu, na stronach których widnieją zdjęcia ubranych w liturgiczne szaty pięknych mężczyzn w wyzywających pozach, będące często katalogami chętnych do dawania rozkoszy braci spoza muru...  Rydzyk, którego zbytek bogactwa nas tak bardzo kole w oczy, jest w stosunku do tych eminencji mieszkających w Watykanie po prostu biedakiem. To jest nie tylko moralna Sodoma, to jest Bizancjum! Gipiury, purpury, szum pawich piór... Oczywiście nie mam problemu z tym, że ludzie są bogatsi ode mnie, że ciężko pracując mają więcej i żyją zgodnie ze swoim statusem społecznym. Zawsze to powtarzałam, kiedy ktoś wypominał artystom lub piłkarzom, ile wydają na samochody czy fryzjera.
Ale musimy mieć świadomość, że blask Watykanu nie wynika z pracy rąk tych, którzy z niego korzystają. To jest wdowi grosz i płacz sierot!
Kiedy sobie przypomną matkę w kaplicy szpitalnej, która wrzuca 2 złote do puszki modląc się o zdrowie dziecka, kiedy widzę emerytkę, która długo przegląda portfel, by wyskrobać tam coś na tacę, która na co dzień po prostu głoduje..., to chce mi się rzygać.
Czy takie osoby choćby przez chwile pomyślą, że za te parę groszy, które oni sobie odejmują od ust, jakiś arcy-chuj, pójdzie w Watykanie na rzymskie kurwy? Gdyby istniał bóg, spaliłby to miasto, bo nie ma w nim ani jednego pobożnego i ani jednego sprawiedliwego.
Mogę ludziom wybaczyć, że nie wiedzę, mogę także zrozumieć, że ludzie nie przeczytają tej, czy tamtej książki, bo ma 700 stron i nie leży w kręgu ich zainteresowania. Ale nigdy nie wybaczę tym, którzy wiedzą, a mimo to, wolą NIHIL NOVY I CONSTANS.
Nie wybaczę ludziom, którzy wiedzą, ale wolą pozostać w swojej fałszywej wierze i płacić haracz za święty spokój. I mówię to przede wszystkim do pana Kaczyńskiego, ale także do innych polityków z różnych scen politycznych, którzy nie są idiotami, ale w celach politycznych wola idiotów udawać.
Ja urodzona w Polsce, ochrzczona, po komunii i bierzmowaniu, po kościelnym ślubie, która ochrzciła swoje dzieci, chociaż nigdy do wiary nie zmuszała i nie zachęcała... Ja, uważałam to za nieważne, za jakiś pęd, w którym wszyscy tkwimy i szkoda czasu, by się z niego wymiksować...Dzięki takim książkom, dzięki także Kaczyńskiemu, po raz pierwszy w życiu myślę o apostazji. Nie potrafię być członkiem instytucji, w której za pomocą szantażu pobiera się haracz od biedaków, by jakiś obleśny, pozbawiony moralności koleś mógł iść na kurwy albo kupować prezenty zgwałconym podwładnym, aby kupić ich milczenie. To się po prostu kłóci z moim systemem wartości panie Kaczyński i mogę być dla pana nihilistką lub czym pan chce, mogę być nie-Polską, skoro polskość musi być przyszyta do tego syfu!
Ja, kobieta która nie wierzy w boga sprzedawanego nam przez kościół, mam ten luksus, że nie muszę się od niczego odzwyczajać. Od dawna nie chodzę do kościoła. Ale jeśli ktoś ma potrzebę wierzyć i opierać swe życie o jakiś system wartości z innego wymiaru, o jakiś dekalog, powinien poczuć się zdrajcą swojego boga zawsze, kiedy przekroczy próg kościoła, zawsze, kiedy daje coś w ofierze pasożytom.
Pewnie w życiu czeka mnie jeszcze nie jedna lektura na ten temat. Większość z nich potwierdza moje podejrzenia. Kiedyś sygnalizowano to wszystko w literaturze pięknej, w takich dziełach, jak „Imię róży”, czy „Królowie przeklęci”. Można było je traktować poważnie lub nie, bo literatura piękna jak wiadomo jest fikcją literacką. Ale dziś mamy wystarczająco wiele dokumentów opartych na faktach, które nie są już wytworem wyobraźni autora. Mówię to do wszystkich tych polityków, którzy niezależnie od poglądów, nie mają odwago zaatakować fałszu i kłamstwa. Nic nie jest tego warte, ani kariera, ani dobrobyt, by żyć w tej zakłamanej rzeczywistości, gdzie największym homofobem jest homoseksualista, który za pieniądze ciemnego ludu prowadzi hulaszcze i niemoralne życie.







Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...