wtorek, 20 sierpnia 2019

Kryzysowa wersja wydarzeń. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2019 roku)




Jesteście w szoku po artykule Onetu na temat farmy trolli?, bo ja nie...
Jeśli ktoś tak długo, jak ja działa w tematach politycznych na portalach społecznościowych, doskonale wie, że działalność trolli nie jest rzeczą nową. Dla mnie ich aktywność zaczęła się jeszcze przez wyborami prezydenckimi, wiosną 2015 roku. To wtedy zaczęła nas zalewać fala fałszywych życiorysów, paszkwili, i dla tych, którzy mają kłopoty z czytaniem długich tekstów, cała gama obrzydliwych memów.
Oczywiście, dla świętego spokoju wmawialiśmy sobie, że to są ruskie farmy trolli zatrudniane przez Putina, który próbuje wpływać na politykę międzynarodową, także na wybory w Polsce. Racją jest, że destrukcyjny, PISowski rząd, jest Putinowi na rękę, ale osobiście wątpię, by przywiązywał do naszych losów aż tak wielką wagę. Zajął się raczej wyborcami w innych krajach z którymi rywalizuje. Putin doskonale wie, że wystarczy Polakom dać wolna rękę, a my sami się pozabijamy. Mam więc podejrzenia graniczące z pewnością, że z podobnych usług PIS i prezydent Duda, korzystali już przed poprzednimi wyborami. Miałam bowiem do czynienia z wszechobecnym hejtem w stosunku do wszystkich polityków obecnej opozycji, poczynając od prezydenta Komorowskiego, przez Tuska, Ewę Kopacz, a na dziennikarzach wolnych mediów kończąc.
Trolla łatwo wyłowić z internetowego tłumu. Wrzuca jakiś skomplikowany post ( mem, spreparowany życiorys, nieprawdziwe oskarżenia), ale kiedy zaczynasz z nim dyskutować i przedstawiać dowody i argumenty, że post niesie nieprawdziwe treści, nie jest w stanie dotrzymać kroku w dyskusji i posiłkuje się obrzydliwymi obelgami w stosunku do dyskutantów. Można ich także rozpoznać, po niezbyt wysokim poziomie inteligencji i po słabym wykształceniu, co można bardzo szybko wyłapać, zwracając uwagę na elokwencję w sposobie wypowiadania myśli. To są ludzie, którzy nie mają żadnych poglądów, oni tylko dostają kasę, za rozpowszechnianie świństw, tak zwyczajnie, od sztuki. Dlatego Onet cały czas zaznacza, że tekst jest bez korekty, chociaż muszę przyznać, że ta pani Emilia, w stosunku do trolli, z którymi miałam do czynienia, to całkiem inteligentna kobieta jest.
Podsumowując, farma trolli, to takie miejsce pracy dla debili, którzy wprawdzie potrafią nauczyć się prostych czynności manualnych na poziomie małpy, by obsłużyć Fb cz tt, ale z używaniem polskiego języka mają już poważny problem.
Co by nie mówić, zaczyna wychodzić na jaw to, co ja mówię od ponad 4 lat. Stwierdzenie, że PIS i Duda zostali uczciwie wybrani i posiadają demokratyczny mandat do sprawowania władzy, jest po prostu grubą przesadą.
Od samego rana dziennikarze biegają za posłami PISu i próbują zmusić ich do jakiegokolwiek komentarza. Niestety, wersja kryzysowa nie została jeszcze ustalona. A ja zaczynam powoli współczuć tym „odwracaczom kota ogonem” zatrudnionym w PISie, lekko ostatnio nie mają. W tym temacie pragnę jeszcze tylko zwrócić uwagę na coś, co umyka wielu komentatorom. PIS od kilku tygodni broni, jak niepodległości nazwisk osób, które poparły kandydatów do KRSu. Wymyśla jakieś niedorzeczne kruczki prawne, powołuje się na RODO, chociaż w tym wypadku chodzi tylko o podanie nazwisk. W tym samym czasie wiceminister sprawiedliwości bez żadnego zażenowania podaje adres domowy jednego z sędziów postronnej osobie, narażając jego rodzinę na ataki ze strony przestępców, których skazał. Wyciekają także jakimś kanałem prywatne maile obywateli. I gdzie w tym momencie jest ten pachołek od RODO?
Sprawa z farma trolli mnie nie zaskoczyła, ale lekko zmieniła treść mojego dzisiejszego postu. Miałam go w całości poświecić wczorajszemu występowi europosła Czarneckiego w „Kropce”, a raczej jego poczuciu humoru. Na pytanie Moniki Olejnik, dlaczego gadał w kościele z ambony, odpowiedział żartobliwie, że nie jest myśliwym i na ambonie nie siedział. Pragnę panu europosłowi, jako zagorzałemu katolikowi wyjaśnić, co następuje: Ambona to takie miejsce w kościele, z którego wygłasza się kazania. Budując kościół w jego wnętrzu projektuje się jakby balkonik, na który prowadzą schodki. Dawniej to właśnie z tego miejsca proboszcz wygłaszał kazanie, mowę pouczającą do swoich parafian. Wchodził tam niby po to, by być bliżej bożego ludu, ale tak naprawdę chodziło o to, by patrzeć na niego z góry i z pozycji kogoś wyższego statusem społecznym na ludzi wrzeszczeć. Niestety, dupy szanownym pasterzom urosły i dziś musieli by im windy zamontować, by się któryś zdecydował wleźć na ambonę. Pozostaje więc ona w każdym kościele czymś w rodzaju reliktu przeszłości. Natomiast rolę tego miejsca przejęła mównica, skąd się już od bardzo dawna wygłasza kazania. I pan, panie Czarnecki stał w tym właśnie miejscu, które jest współczesną amboną-mównicą. I wygłaszałeś człowieku normalne kazanie do wiernych, lecz nie do wiernych bogu, a do wiernych PISowi. To, że ksiądz na to panu pozwolił, nie jest pańskim zaszczytem, a złamaniem konkordatu, który zakazuje prowadzenia agitacji politycznych w kościele. Jesteś więc pan faryzeuszem, który dom pański hańbi kupcząc głosami wyborców. Że też ja, jako ateistka muszę takie proste prawdy panu tłumaczyć.
Drodzy Państwo, skoro już mówimy o tej sytuacji i o tych odpustach i dożynkach, na których PIS prowadzi swoją kampanię... Gdybym nie wierzyła w wolność wypowiedzi, napisałabym, żebyście mi nie wysyłali tych wywiadów z dewotami, które sikają na takich spotkaniach z zachwytu, twierdząc, że mamy najlepszy rząd od wojny japońskiej. Bo ja widząc te …..!, …...! panie, zamieniam się w bestię i zaczynam im po prostu złorzeczyć. Życzę im na przykład, żeby PIS wygrał kolejne wybory, by wróciła inflacja i kartki na buty, by zobaczyły co na zakończenie swojego życia uczyniły Ojczyźnie. Ale nie życzę im rychłej śmierci. Wręcz przeciwnie, niech żyją jak najdłużej i niech świadomie zobaczą swoje dzieło, niech im własne wnuki plują w twarz, za zmarnowane życie. Bo do tej pory pakowaliśmy Polskę w różne kłopoty nieświadomie, albo nie mając wyboru. A te babska i dziady żyją w wolnym kraju, mają wybór i popychają nas w przepaść z premedytacją.
Właśnie przeczytałam informację, że wiceminister Piebiak podał się do dymisji. I to pewnie zakończy jednodniową aferę, a Ziobro, który jest tak samo winny znowu uratuje dupę.
Zresztą, cokolwiek się wydarzy, PIS ciągle prowadzi w sondażach, premier jeździ swoim autobusem i wygłasza hymny pochwalne na temat rozwoju i pozycji Polski w ciągu ostatnich lat, Kaczyński straszy seksualizacją dzieci, Rydzyk jest niezagrożony, a oszalały lud klaszcze.A świat patrzy i oczom i uszom nie wierzy... Nawet jeśli do wyborów będą dwa razy w tygodniu wychodziły jakieś afery, nie będzie to w stanie zachwiać naszym społeczeństwem. Nic nam już nie pomoże. Sięgniemy dna.



niedziela, 18 sierpnia 2019

Nieważne, kto wygra wybory... ( Tekst z dnia 18 sierpnia 2019 roku)



Po pierwsze i najważniejsze: Spieprzaj dziadu! Po drugie: Naprawdę ci się nie znudziło jeszcze pieprzyć od 3 miesięcy o tym samym? Po trzecie: kurwa, naprawdę jesteś wdzięczny Jędraszewskiemu, za obrażanie Polaków? Ty gnido ludzka!
Czy komukolwiek przyszło na myśl, jak czują się bohaterowie filmu dokumentalnego „ Tylko nie mów nikomu”? W takiej Polsce? Co odczuwają widząc, że ten ich krok odwagi został zamieniony w gówno?
W kraju, w którym o swoich krzywdach lepiej milczeć, bo będąc ofiarą za chwilę otrzymuje się naklejkę kłamcy i krzywdziciela... Bo państwo zamiast się za nimi ująć, nazywa ich wrogami atakującymi kościół.
Tu już naprawdę nie chodzi o ten śmieszny spór ideologiczny o LGBT, chociaż to oczywiście ważne. Ale jak możemy się zgadzać, by taki Kaczyński opluwał te setki, a może tysiące ofiar księży pedofilów, by przestępcze państwo instytucjonalnie chroniło przestępców.., nie złodziei, nie skorumpowanych polityków, nie piratów drogowych lecz tych, którzy dopuszczają się czynów najnikczemniejszych na niewinnych? A wszystko tylko dla władzy, tylko dlatego, że kościół jest silniejszy od kogokolwiek w tym kraju, jest silniejszy nawet od Kaczyńskiego.
Mówiliśmy niedawno, przy okazji Powstania Warszawskiego, o wysyłaniu polskich dzieci na śmierć w imię politycznych interesów Polskiego Rządu w Londynie. Czy to nie jest podobna sytuacja? Czy nie naraża się polskich dzieci na ból, wstyd, udrękę, traumę, a czasami nawet samobójczą śmierć tylko po to, by wygrać wybory?
Cały dzień ten telewizor bębni. Co chwila inni politycy wygłaszają swoje racje. Człowiek ich lubi lub nie, ale czasami nawet taki Paweł Kukiz powie coś mądrego i mającego ręce i nogi. I powoli, w bólach rodzi nam się mapa polityczna na najbliższe wybory, jakieś programy i poglądy. I nagle wychodzi Kaczyński, który z racji manipulacji ludzkimi mózgami jest na uprzywilejowanej pozycji i wygłasza przemówienie, które nie ma nic wspólnego ani z polityką, ani z programem wyborczym. Bo jedynym programem tych pojebów jest ratowanie Polaków przed czymś, czego nie ma, a w zamian sankcjonowanie przekrętów własnych i kościoła. Taka kurwa symbioza dwóch bakterii z dna kibla.
To jest po prostu załamujące, szczególnie wobec faktu, że żadna z partii opozycyjnych nie ma w swoim programie ani jednego zdania, które zaczynało by się od słowa: Rozliczymy...Rozliczymy kościół katolicki z grzechów pedofilii! Naprawdę, nie ma w Polsce nikogo odważnego? Wszystko można księżą wybaczyć, złodziejstwo, pasożytnictwo na biednych ludziach, opowiadanie bajek w celu zmanipulowania społeczeństwa, ale tego, co robili przez stulecia i nadal robią dzieciom, wybaczyć nie można.
Kaczyński o mało się nie zesrał z wdzięczności, i o mało nie zabrakło mu tchu, mówiąc „Tobie ekscelencjo, najdostojniejszy księże, arcybiskupie, głęboko jesteśmy wdzięczni wdzięczni. Tak głęboko wlazł Jędraszewskiemu w dupę, że mu z uszu wystaje. A za nim stoi matka z dwójką małych dzieci... i się nie wstydzi. Policzyłaś już suko, za ile srebrników+ sprzedałaś swoje dzieci? 
Skoro już wymieniamy te tytuły wobec Jędraszewskiego, proponuję, by papież ustanowił 2 nowe: Jaśnie oświecony księże pedofilu i Jasna ekscelencjo ukrywająca pedofilów...i ten drugi tytuł podzieliłabym na 3 stopnie. Ten, któremu udawało się to przez 10 lat, ten, któremu udawało się to przez lat 20 i ten, który przez lat 30 lub więcej chronił kościół przed sprawiedliwością. I za każdy kolejny stopień większy medal i grubszy złoty łańcuch.
Skoro nas tak bardzo prezes PISu ostrzega, przed tym zachodem, w którym „nie ma wolności”, to zbieraj swoich wyznawców i wypierdalać na Wschód!
Kiedy widzę taką scenkę: Kaczyńskiego całującego w dupę klechów, i tę matkę z dziećmi za nim, ten klaszczący tłum, przestaje mnie interesować, kto wygra wybory. To w sumie nie ma większego znaczenia. Bo nie ma ratunku dla mojego narodu, który, jestem o tym przekonana, wie wszystko o swoim kościele, o swoim biskupie pijaku, o swoim proboszczu, a mimo to kocha ten kościół bardziej, niż własne dzieci. Nie wiem, jak to się stało, że cały świat już otrzeźwiał, a do Polaków nie trafiają żadne argumenty. Sekielscy mogą zrobić kolejny film, i jeszcze jeden i następny. Brud, skoro już znalazł dziurę, będzie wypływał coraz większym strumieniem. Tylko czy na komukolwiek zrobi to wrażenie? Czy ludzie w Polsce są zdolni do empatii, czy słysząc opowiadane historie ofiar, potrafią choćby usiłować wyobrazić sobie ich mękę? Czy po prostu panuje zasada, że jeśli mnie coś nie spotkało, to znaczy, że to nieprawda?
Współczuję tym rodzicom, którzy nie mają wystarczającej wyobraźni, bo nie są warci tego, by posiadać dzieci. Dziecku nie wystarczy dać żreć, dach nad głową i buty na nogi. Trzeba mu za wszelką cenę zapewnić bezpieczeństwo. Ma się wychować żywe, w miarę możliwości zdrowe i mieć jak największą szansę na szczęśliwe życie. Bycie ofiarą pedofila wyklucza szczęśliwe życie... Myślicie, że jeśli jeszcze WAS, WASZE dziecko to nie spotkało, to macie gwarancję, że już nie spotka?
Czasami wydaje mi się, że to zamiatanie pod dywan, to ukrywanie zbrodni, to tolerowanie zła, doprowadzi w końcu do sytuacji, że część ludzi nie wytrzyma. Że powstanie podziemny pluton egzekucyjny i jeśli będą dowody na to, że któryś pasterz skrzywdził dziecko, to pójdzie do odstrzału. Nie namawiam do tego oczywiście, ale jeśli nadal instytucje państwa nie będą sobie radziły z przestępcami, przyjdzie dzień, że zacznie się wojna, że ludzie zaczną sami wymierzać sprawiedliwość...
Może to wreszcie doprowadzi do jakiejś zmiany, bo póki co, nie ma żadnej refleksji, ani w kościele, ani wśród polityków, ani wśród tak zwanych wiernych. Krew, poleje się krew, kiedy któryś ojciec, czy matka załamie się psychicznie i nie wytrzyma.
A wtedy znowu wyjdzie Kaczyński i będzie nam dyrdymały opowiadał, jak to ktoś podnosi ręce na nasze wartości...



sobota, 17 sierpnia 2019

Nie przenoście nam stolicy do Katowic... ( Tekst z dnia 17 sierpnia 2019 roku)


Geniusz, człowiek, który doradza PiSowi jest geniuszem. Człowiek, który wyciąga ich za uszy z każdego gówna i okazuje się, że polityk z tego gówna wyciągnięty, pachnie różami. Ten człowiek, lub ta grupa ludzi, jest warta wszystkie pieniądze...szkoda, że swój talent marnuje aby szkodzić Polsce. Goebbels płonie w grobie ze wstydu, a propagandziści Północnej Korei, Rosji, czy innych reżimów, powinni natychmiast podać się do dymisji i zatrudnić się w Polsce, jako pucybuty.
To prawda, te talenty mają ułatwioną sprawę, bo chyba nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie ich kłamstwa spadałyby na tak przyjazny grunt, gdzie udaje się ludziom wyłączyć myślenie za niewielka cenę, gdzie wszyscy radośnie żyją chwilą, bez zastanowienia skazując na biedę swoje własne dzieci i wnuki.
I cokolwiek by nie mówił, te wszystkie przekręty, te wszystkie kłamstwa, a także rządowi propagandziści są opłacani z pieniędzy nas wszystkich. To tak, jakbyśmy za swoje kupili bejsbola i kazali innemu człowiekowi napierdalać się po zakutym łbie. To tak, jakbyśmy osobiście opłacili zasyfiałą kurwę dla syna. My wszyscy jesteśmy winni, że na to wszystko pozwalamy. I ciągle upieram się przy teorii, że trzeba było odebrać PISowi władzę po pół roku, kiedy po raz pierwszy, czy drugi złamali prawo. Pozwoliliśmy na to, by za nasze pieniądze robił rzeczy niegodne, by krok po kroku niszczył demokrację, by opłacał wyborców i karmił ich fałszywymi wizjami. Dziś kto przekupny, już został kupiony, nie zdradzi swojego PISowskiego raju. Pozwoliliśmy im spełniać obietnice, za nieistniejące pieniądze.
Mówi się, że Koalicja Obywatelska zachowuje się, jakby z góry zakładała przegranie wyborów. No cóż, a jak ma się zachowywać widząc, że żadne argumenty do ludzi nie trafiają, że liczy się tylko to, kto więcej obieca? Aby obiecać więcej, niż PIS, trzeba być większym populistą niż PIS. To dość trudne, kiedy zaczyna przyspieszać inflacja, co jest jednym z symptomów pustego budżetu i dodrukowywania pieniędzy.
Przypomnijcie sobie komunę, zobaczycie, czym to się kończy. Najpierw się pożycza, by ludziom zatkać gęby, a kiedy już nikt pożyczać nie chce, drukuje się pieniądze, które nie mają pokrycia w towarze. A na koniec w sklepach nie ma już nic, nie ma pralki, nie ma mebli, nie ma żarcia, nie ma narzędzi potrzebnych do pracy, bo to, co się produkuje idzie na pniu, pod stołem, sprzedane temu, kto da więcej. Naprawdę chcecie by te czasy wróciły? Tęsknicie za tym, by 2 razy w tygodniu zajeżdżał na podwórko motorek z dowolnym pracownikiem rzeźni z kradzioną kiełbasą? By za każdym razem to od jego woli zależało to, co postawimy na stole, by stawiał takie ceny, jak mu się podoba? Ogarnijcie się! Chcecie znowu kupować czekoladę spod lady? Chcecie zwalniać się z pracy, bo ktoś WAS uprzedzi, że „srajtaśmę” dowiozą? Nie pamiętacie tego, to zapytajcie ludzi, takich, jak ja, którzy całe wakacje spędzali w kolejkach po cukier, bo sprzedawali tylko po kilogramie, a trzeba go było nakupić na zimę. Ja, dziecko rolnika, który miał na polu co najmniej 2 hektary buraków cukrowych, nie mogłam normalnie kupić cukru, słodziłam herbatę landrynkami lub dżemem.
Chcecie, by w tym kraju znowu powstały sklepy dla elity? By znowu były Pewex-y, gdzie kupują ludzie mający dostęp do obcej waluty? By w szkołach od razu rysował się podział, na tych, których stać na buty z Pewex-u i tych gorszych w szmatach z bazaru? Czy ktoś WAS może, tak jak ja, pamięta jak pachnie kiełbasa, którą kolega miał w kanapce przyniesionej do szkoły, kiedy mnie było stać tylko na serek topiony, kiedy chętnie zjadła bym flak z tej kiełbasy, gdyby ktoś chciał go wyrzucić? Bo nie stać było moją rodzinę na kupowanie w tak zwanych „komercyjnych sklepach”...zresztą, nawet i tam trzeba było mieć układy na co lepsze kąski. W dobie otwartych granic, może nie będzie pustych sklepów, ale z zagranicy będzie napływało najgorsze badziewie, syf, którego w normalnym państwie nikt by nie zjadł. Polacy zjedzą, bo będą głodni.
Populizm, rozdawnictwo, propaganda sukcesu, rząd, który nigdy się nie myli i jeździ od wioski do wioski uczestnicząc w dożynkach, politycy biorący dzieci na ręce. Udawany patriotyzm, udawana empatia, przypadkowe śmierci w więzieniach, ginące dowody w prokuraturze... To wszystko jest jak czarna chmura, która zapowiada burzę, jaką był dobiegający do mety komunizm... A WY jesteście ślepi, nie pamiętacie?, nie umiecie tej chmury rozpoznać? Dajecie sobie wmówić, że najgorszą rzeczą, jaka może nas spotkać, to legalizacja związków partnerskich i jakaś wymyślona ideologia LGTB, ideologia łysych, ideologia rudych, ideologia niskich lub wysokich?
Może to nie propagandziści PISowców są tak genialni, może to my jesteśmy tak głupi...
Wczoraj minister Michał Dworczyk zapowiedział nową ustawę w sprawie lotów najważniejszych osób w państwie i odczytał na konferencji jej założenia. A ja miałm deja vu, bo kilka dni wcześniej któryś z dziennikarzy w TVN 24 czytał jakiemuś pachołkowi z PISu, punkt po punkcie instrukcję lotów HEAD, w której jest dokładnie, słowo w słowo to samo.
Naprawdę się na to ludzie nabiorą?, że Marszałek Kuchciński, pierwszy złodziej Rzeczpospolitej, nie złamał prawa, bo go nie było. Nie mogli byśmy funkcjonować w krajach cywilizowanych, bez takiej instrukcji, a nasze samoloty w vipami nie byłyby wpuszczane w przestrzeń powietrzną innych państw, gdybyśmy nie mieli tych przepisów, bo takie sobie latanie „na rympał”, jest groźne nie tylko dla pasażerów danego lotu, ale także dla całej przestrzeni powietrznej i dla lotniska w kraju docelowym. Niestety, u nas jak zwykle instrukcja HEAD, która do złudzenia przypomina podobne instrukcje stosowane w innych krajach, nie jest przestrzegana, nie była przestrzegana w Smoleńsku i nie jest nadal... I powiem WAM, nawet z perspektywy PISu, to jest prawdziwy skandal, że nowa marszałkini sejmu, która podobno jest milsza od Kuchcińskiego i póki co, jeszcze nie ukradła niczego, jest dwójką na listach wyborczych, a taki marszałek, którego odwołuje się po grubej aferze, nadal jest jedynką. Powiedziałabym złośliwie, że może liczy na głosy nieletnich kurew, ale podobno były z Ukrainy i nieletnie, więc bez prawa do głosowania.
Mimo to, sondaże wyborcze nawet nie drgnęły. I z lubością naród nabiera się na kolejne igrzyska...Bo można różne fikołki wyprawiać, ale żeby uroczystości z okazji Bitwy Warszawskiej!!! przenosić do Katowic i rocznicę cudu nad Wisła do miejsca, w którym nawet w starożytnych czasach Wisła nie płynęła, to trzeba być nieźle pojebanym i do tego mieć nieograniczony tupet. A wszystko tylko po to, by mógł zrobić odpowiednie wrażenie na mieszkańcach swojego okręgu, „kłamczuch krzywamorda”! A ludzie się cieszą z defilady, mówią.., miało nie być helikopterów, a przecież są, latają nam nad głowami. No tak, drodzy Polacy, tylko tyle, że te, co WAM latają nad głowami, nie wiem, cztery, czy sześć, to są już wszystkie, jakie posiada armia 38-milionowego państwa, a reszta to pożyczone od zaprzyjaźnionych armii NATO.
Bawcie się więc dobrze kochani rodacy. Bawcie się swoimi złudzeniami...skoro WAS nie stać na zdobycie odrobiny wiedzy, o tym, czym się kończą sny o potędze. Jeśli los WASZYCH dzieci i wnuków jest WAM obojętny, żyjcie tą chwilą złudzeń. Bądźcie kolejnym straconym pokoleniem, dużo gorszym, niż wszystkie dotychczasowe stracone pokolenia. Bo wszystkie tamte po prostu utraciły szansę, a WY zaprzepaszczacie to, co już zostało zdobyte, Zaprzepaszczacie wolność, obracacie w nicość drogę ku przyszłości, niszczycie przyrodę, niszczycie demokrację, niszczycie siebie. Rzeczpospolita Destrukcyjna. Tak się powinien nazywać WASZ kraj.





wtorek, 13 sierpnia 2019

Pokój zwierzeń.... ( Tekst z dnia 13 sierpnia 2019 roku)


Bardzo niechętnie piszę takie posty. Posty, które mówią o moich, bardzo osobistych przeżyciach. Z napisaniem tego wszystkiego czekałam ponad miesiąc i biłam się z myślami, czy w ogóle warto.
Oczywiście, to co piszę zawsze jest wynikiem tego, kim jestem, tego, co przeżyłam i całych moich życiowych doświadczeń. Mam też dość specyficzne nazwisko, przez co wiele osób w Polsce bez trudu potrafi mnie zidentyfikować. ( Naprawdę, gdybym wiedziała, że tak się to wszystko potoczy, publikowałabym na fałszywym profilu i pod fałszywym nazwiskiem) Ale stało się, polityka stała się nieprzewidywalna, a ja się swojej twarzy nie wstydzę.
Przez cały czas dbałam o to, by nikogo, nawet jeśli był bohaterem mojej opowieści, nie wymieniać z imienia i nazwiska, nie piętnować i nie wciągać w moją działalność. ( Oczywiście, poza politykami i osobami publicznymi, które decydując się na swoją działalność, godzą się na to, że będą podlegali ocenom) Na moim prywatnym profilu rzadko pojawiała się polityka, czasami jakieś sprawy społeczne poruszałam, ale tak na co dzień, jak wszyscy: zdjęcia z wakacji, kotki, pieski, dowcipy, śmieszne filmiki itd. Nic ideologicznego, zdrożnego, wulgarnego czy niestosownego. Niestety zostałam zaatakowana przez osoby, które znam od dawna, które powinnam nawet uznawać za bliskie. Okazuje się, że moje wypowiedzi trafiły pod strzechy, nawet takie, gdzie większość mieszkańców nie korzysta z internetu, a na pewno nie posiada kont na portalach społecznościowych. W pierwszym momencie zaniemówiłam, byłam w szoku i mogłabym się nawet zezłościć. Ale po chwili poczułam prawdziwą ulgę, że wreszcie będę mogła w sposób jawny być tym, kim chcę, że już nie muszę być grzeczna i niczego udawać.
Ale zacznijmy od początku, bo blog ten na pewno nie był przewidziany do wylewania moich osobistych żalów...
Wyobraźmy sobie ( niektórzy nie muszą, widzieli to na własne oczy), wyobraźmy sobie kościół... powiedzmy w Białymstoku. Zwyczajna parafia, zwyczajna msza, zwyczajni parafianie. Ludzie w różnych przedziałach wiekowych, od starców, aż po dzieci...modlą się, klękają słuchają kazania. A na kazaniu proboszcz zamiast mówić o bogu grzmi „prawdziwym patriotyzmem”. Ukazuje swym owieczkom obraz upadającej Ojczyzny zaatakowanej przez dziwnych kolorowych ludzi, którzy chcą wyniszczyć rodziny, zdemoralizować dzieci, zabić kulturę i tradycję...
Ci parafianie wychodzą z kościoła, a na ulicy konfrontują się z tymi INNYMI, o których ksiądz im mówił. Starsi ludzie czasami naprawdę się boją, robią znak krzyża w kierunku współobywateli maszerujących w obronie równości. Myślę, że małe dzieci po takim kazaniu też są przerażone. Mają wbijane do głowy, że jeśli coś jest kolorowe, jest złe, jest straszne, jest niebezpieczne. Ale najbardziej ciekawa jest ta świeżo wymodlona młodzież, w różnym wieku, od nastolatków, po ludzi, którzy już sami posiadają dzieci. Oni nie odczuwają strachu lecz nienawiść, a na takie spotkania idą uzbrojeni w petardy, świece dymne i kastety. Uderzające jest to, że wszyscy są do siebie podobni, obwód karku mają większy od obwodu czaszki... A przeraża najbardziej religijny charakter wykrzykiwanych przez nich haseł: Chrystus, chuje, wypierdalać, matka boska, zboczeńcy, Jezus, pedały, honor i Ojczyzna przy okazji. Wszystko razem wykrzykiwane czasami, dosłownie w jednym zdaniu. I taki człowiek, który jak ja, już dawno nie bywał w kościele, bo cytując klasyka: „nie chadzam byle gdzie”, taki człowiek zastanawia się, czy takie są w tej chwili modlitwy? Czy takich trudnych ze względu na swoją specyficzną konstrukcję uczy się teraz na religii???
W powietrzu fruwają petardy, kilku osiłków napada na czternastolatka i obijają go serdecznie, bo im się wydał nazbyt kolorowy. Nie pytają, czy jest homoseksualny, czy nie. Oceniają po wyglądzie.
Gdyby proboszcz z opisywanej parafii miał choćby trochę przyzwoitości, to by zobaczył, co narobił swoim kazaniem. Wybiegłby na ulicę i krzyczał, że nawet jeśli ktoś jest inny, wydaje nam się nienormalny, to Chrystus kazał kochać wszystkich! Przestańcie! Nie bijcie ludzi na ulicach! Ale proboszcz osiągnął swój cel! Osiągnął to, czego od niego wymaga jego kościół lub jego biskup-pedofil. Skutecznie odwrócił uwagę społeczeństwa od upadku moralnego instytucji, której służy. Cień własnego diabła rzucił na innych, znalazł kozły ofiarne, które mają zapłacić za grzechy kościoła.
Nie będzie się więc przejmował paroma kurwami rzuconymi obok imienia Jezusa, bo gdyby ludzie przejrzeli na oczy, czekałby go głód, skończyły by się złote widelce i porcelanowe kible.
A oto typowa reakcja kościoła...
To jest akurat cytat, z ogłoszeń duszpasterskich parafii św. Jadwigi Królowej w Białymstoku z dnia 21 lipca, czyli tuż po opisywanych przeze mnie wydarzeniach:
Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją. Niech wam bóg wynagrodzi i błogosławi wszystkie dalsze dobre poczynania...”
Tak, tak właśnie podziękowali duchowni jednym Polakom, za bicie swoich braci. Błogosławieństwa, za chuje i kurwy wykrzykiwane w kierunku innych ludzi? Naprawdę?
Tak było w Białymstoku...Potem biskup Jędraszewski nazwał część obywateli Polski zarazą, ale nic dziwnego, skoro marszałek Sejmu, dzięki ci losie, że już były, mówił o tych samych ludziach jako o szczurach, które trzeba wytępić...
A potem przyszedł 10 sierpnia i podobna sytuacja w Płocku, mieście o tyle mi bliskim, że pochodzę z tego regionu. I znowu kolorowy marsz i znowu ta sama piękna młodzież wrzeszcząca wulgarne hasła...
Ale chyba największe wrażenie zrobiła na widzach grupka dzieci, takich w przedziale 9-12 lat, która wśród kontrmanifestantów była z rodzicami i wspólnie z nimi krzyczeli, wiecie co? Jebać was!, jebać was!, i...weź kutasa do buzi... Koszulki z Jezusem, koszulki z orłem i takie teksty na ustach...I ta obrzydliwa dziewucha, trzymająca rękę między nogami i symulująca masturbację.., do kamery. Można się porzygać.
Myślicie, wy tam spod strzech, których tak bardzo oburza moja postawa w stosunku do kościoła katolickiego, który nakręca tę nienawiść, że to ja robię coś złego swoją krytyką. Czy widząc te dzieci, boicie się nadal edukacji seksualnej w szkołach? Przecież ksiądz na religii bardzo dobrze ich już wyedukował, skoro rozumieją hasła, które krzyczą. Możecie powiedzieć, że to, co piszę to nieprawda, albo propaganda. Ale jeśli chcecie mogę wam udostępnić materiały filmowe, bo wiem, że w tej jedynej telewizji, którą wam wolno oglądać, tego na pewno nie zobaczycie.
Mój mąż jest całe życie w delegacji. Zadzwoniliście do niego w imieniny z takimi życzeniami: „Chłopcze, wracaj do domu, bo twojej żonie odbiło. Atakuje kościół i poobrażała już całą rodzinę.”
Nie znacie do mnie numeru telefonu?, jeśli coś do mnie macie... Przypomnieliście go sobie tylko wtedy, kiedy chcieliście, żebym przyjechała do chrześniaka na komunię? Przez 15 lat tylko raz!
Przez całe życie odnosiłam się do was z szacunkiem. Kiedy mój mąż nie chciał was znać, dałam mu kopa w dupę, żeby do was jechał na boże narodzenie, bo nie chciałam stać między nim, a resztą świata. Uważałam, że tak trzeba. Mój mąż od czasu, kiedy wrócił z USA, cały czas myślał o tym, by wyjechać gdziekolwiek, ale ja nie chciałam byśmy zrywali kontakty z rodziną, bo wydawało mi się, że w „kupie” raźniej. Wiecie, kiedy zapadła decyzja o wyprowadzce? Poszło o rosół na komunię. Tak, to była ta kropla, kiedy po prostu doszłam do wniosku, że w moim domu, na mojej imprezie, nikt nie będzie mi mówił, co mam moim gościom podawać do żarcia. Wtedy zgodziłam się na wyjazd. Zresztą, niektórzy poczuli się tak urażeni, że na tej komunii się nie pojawili. Ukarali dziecko za mnie i za brak rosołu.
Mówię wam dość! Mnie się też wasze poglądy nie podobają, ale po rodzinie nie wydzwaniam z pretensjami. Rozumiem je, wychowałam się w podobnych warunkach i jedni mają szczęście i dostęp do wiedzy, a inni niestety wolą żyć w nieświadomości. I wbrew pozorom mogli byśmy tak żyć z dala lecz w zgodzie. Bo nigdy nie zamierzałam się z nikim kłócić i gniewać o politykę, religię, czy jego sposób życia. Ale to wy mnie zaatakowaliście, a ja mogę się tylko cieszyć, że wreszcie do was dotarło, że po trzydziestu latach ciężkiej pracy nade mną, nie zmieniliście we mnie nic. Ciągle jestem sobą i że to wreszcie do was dotarło.
Mogłabym w ramach zemsty opowiedzieć wszystkim o tym, co mi robiliście przez lata, o tym, jak kłamaliście mojemu mężowi, wydzwaniając do niego, kiedy był w USA, jak mnie opowiadaliście o nim niestworzone rzeczy, żeby mi udowodnić, że jestem nic nie warta i że ma już 5 innych i lepszych na moje miejsce, o tym, jak mnie straszyliście, że do niego zadzwonicie i mu nagadacie, że się puszczam, o tym, jak kazaliście mi się przebierać we własne ciuchy, bo przyjechałam do was w zbyt prześwitującej bluzce, a akurat był jakiś pierdolony odpust, o tym, że przyjeżdżaliście do mnie w nowych futrach, śmiejąc się, że mnie takiego ojciec nie kupił, o tym jak napuszczaliście na mnie proboszcza, tak, tego samego, który chlał, aż mu zabrali prawo jazdy i który wyzywał zakonnice od kurew w autobusie. Przysyłaliście go żeby przychodził do mnie ze swoimi umoralniającymi gadkami. Mogłabym opowiedzieć o tym, jak szpiegów wysyłaliście do mojej wsi, by się dowiedzieli, czy przypadkiem nie jestem jakąś kurwą. Mogłabym także zacząć śpiewać, jak skowronek i przypomnieć sobie, co mówiliście o niektórych członkach rodziny albo o sąsiadach, że dla was wszyscy inni to zawsze byli „pijusy i bidusy”, tylko wy zawsze godni szacunku i absolutni abstynenci. Książkę bym mogła o tym napisać. Przez tych kilkanaście lat w Polsce próbowaliście za wszelką cenę wsadzić kij między nas. Do tego służył wam ten mniejszy pokój obok salonu. Ja go nazywam pokojem zwierzeń, gdzie braliście mojego męża na spytki, tak, żebym ja nie słyszała. Tam przepytywaliście go z domowych wydarzeń, a kiedy okazało się, że w jakiejś prywatnej sprawie podjęliśmy jakąś decyzję, wy wyrażaliście swoje zdanie odrębne. Dobre rady dotyczyły wszystkiego, koloru ścian, płytek na podłodze, rodzaju dachu, banałów! Ale po każdej wizycie mój mąż wracał i był między młotem a kowadłem, między tym, co jemu się wydawało dobre, a czego chcieliście wy. Nawet, kiedy miał już siwe włosy, nigdy nie był dla was na tyle mądry, by mieć prawo do swojego zdania.
Jesteśmy razem już 30 lat, a wy nadal wierzycie w to, że coś się wam uda rozwalić? Naprawdę, nigdy nie zrezygnujecie? Moja świętej pamięci matka i mój świętej pamięci ojciec w życiu by do mnie nie zadzwonili z takim tekstem. Bo moi rodzice mówili wprost: Nie ważne kogo do domu przyprowadzicie, Żyda, Chińczyka, murzyna, a nawet zielonego kosmitę, będziemy go szanować i kochać, jak własne dziecko. I tak było. Mój mąż był dla nich równie ważny jak, ja. Złego słowa o nim nie było wolno powiedzieć. A ja jestem dla was całe życie złą koniecznością, piątym kołem u wozu i czarną owcą w jednym.
Wyprowadziłam się 3 tysiące kilometrów, ale widzę, że chyba bym musiała kulę ziemską opuścić, byście w końcu byli szczęśliwi.
Wiem, źle wychowałam dzieci. Są hetero, ale wśród przyjaciół mają LGBT, nawet chodzą na marsze równości i mają dużo znajomych wśród czarnych i muzułmanów. I wszystkie te osoby zapraszają do domu, siadają przy wspólnym stole i nie odczuwają do nich obrzydzenia.
Mam już naprawdę sporo lat, nie pozwolę więc sobie dłużej na to, by mnie ktoś strofował, jak małe dziecko. Trudno. Od dziś moje posty będą nie tylko na politycznych grupach, ale także na moim prywatnym murze. A wy, jeśli uważacie, że odbija mi, bo chcę sprawiedliwości dla dzieci skrzywdzonych przez księży pedofilii i że ujmuję się za ludźmi bitymi na ulicach w imię boga, po prostu zapomnijcie o moim istnieniu. Skreślcie mnie z grona znajomych na portalach, wystąpcie do sadu, by mi odebrać nazwisko. Macie wiele możliwości. Ale mojego męża zostawcie w spokoju. Tym bardziej, że jakoś nie widzę u niego żadnej wiary w żadnego boga, której warto by było bronić. Jedyną wiarę, jaką wyniósł z domu to wiara w nabywczą siłę pieniądza. Nie dzwońcie do niego i mnie nie pozdrawiajcie, nie składajcie na jego ręce swoich fałszywych życzeń, skoro nie stać was na to, by zadzwonić do mnie.
Na koniec mogę wam tylko polecić, byście jeszcze raz przeczytali mój opis sytuacji z Białegostoku i Płocka. To nie jest nic wymyślonego. Widziałam z tych wydarzeń transmisje na żywo. A potem po prostu żyjcie, jak chcecie i pozwólcie żyć mnie. I zauważcie to, że nadal nie wymieniłam w tym tekście ani jednego nazwiska, nie zrobiłam tego od tych czterech lat, kiedy piszę. Nikogo nie miałam zamiaru obrażać. Ale może, kiedy się uderzy w stół, to nożyce zawsze się odezwą.



niedziela, 11 sierpnia 2019

List do arcybiskupa...(Tekst z dnia 11 sierpnia 2019 roku)


Właściwie, to się nie powinnam mieszać, jako osoba, która od wielu lat jest poza kościołem i w której przedstawiciele tego kościoła zabili resztki wiary w cokolwiek. Ale ponieważ ciągle się czuję członkiem tego narodu, członkiem polskiego społeczeństwa, uważam że mam prawo reagować na zniewagi. Tym bardziej, że zostałam jakby wezwana do tego, by pisać listy w tej konkretnej sprawie, do tej konkretnej osoby. Każdy list trzeba zaadresować, każdy trzeba zatytułować...i chyba z tym mam największy problem. Bo nie wiem, co mam napisać w nagłówku "arcuświnio"?, "arcymendo"?, "arcykanalio"?, czy może "arcygnojku"?...
Niech więc pan przyjmie do wiadomości, że żadnym "arcytytułem" pana nie nazwę, nie będę także tytułować pana ojcem, jak czyni wielu dziennikarzy wobec wszelkich osób duchownych. Aż mi skóra cierpnie na myśl, że mógłby pan być ojcem kogokolwiek lub czegokolwiek. I niech pan będzie w ogóle szczęśliwy, że będę się do pana zwracać, „proszę pana”, nadając panu cechy ludzkie, mimo swoich wątpliwości, czy je pan w ogóle posiada.
Nie liczę także na jakikolwiek skutek mojego listu. Ba, nawet nie sądzę, by przedostał się na ręce tak zasłużonej osoby, by jakaś kancelaria, która korespondencję segreguje, dopuściła takie pismo, które nie utwierdzałoby cię człowieku w twojej świątobliwości i niezwykłości i nie wychwalało twojej moralności.
Piszę więc list otwarty, przeznaczony raczej do tych, którzy czasami włączają myślenie i będąc zwykłymi ludźmi, nie taplają się w swoim samouwielbieniu, a potrafią sprawy oceniać na poważnie.
Tak więc, panie Jędraszewski. Wszyscy się skupiają na pana słowach o tęczowej zarazie. Ale ja chciałabym powiedzieć, że „czerwona zaraza”, to też byli jacyś ludzie, którzy sobie nie wybierali ani czasów, w których przyszło im żyć, ani okupanta, ani rządów, które temu okupantowi służyły. Pragnę także zaznaczyć, że w czasach tej „czerwonej zarazy”, to wy-kapłani i kościół katolicki czuliście się najbardziej, jak u siebie. Bo wy, nie bacząc na huragany przechodzące przez kraje, na nieszczęścia i wojny, wy, z jakiegoś kurwa powodu, zawsze spadacie na 4 łapy. Jesteście, jak burdel, który przydaje się społeczeństwu w każdych warunkach, w każdym ustroju i w każdej sytuacji.
No, może w czasach komuny musieliście trochę przygasić swoją władzę, ale w zamian za donosicielstwo i trzymanie narodu w ryzach, żyliście, jak pączusie w masełku, budowaliście nowoczesne kościoły i mogliście cały czas udawać, że jesteście jakąś tam wyimaginowaną ostoją polskości w ciężkich czasach.
Panie Jędraszewski, jest pan człowiekiem wykształconym i doskonale pan wie, że nie ma żadnej ideologii LGBT. Że nie ma ideologi, a jedynie przypadek przemieszania genów sprawia, że rodzimy się tacy lub inni. Rozumiem także, że słusznie uważając znaczącą część społeczeństwa za idiotów nie zdolnych do samodzielnego istnienia, sami tego smoka o nazwie „ideologia LGBT” wymyśliliście. W końcu nikt już nie da się zastraszyć zaćmieniem słońca, ani boską karą w postaci burzy, czy suszy, telewizja zepsuła wam zabawę tłumacząc ludziom w naukowy sposób zjawiska atmosferyczne, a medycyna skutecznie radzi sobie z tak zwanymi zarazami. A ponieważ musicie czymś owieczki straszyć, bo jeśli się nie będą bały, nie będą dawały..., to wymyślacie sobie coraz to nowe plagi, nie do końca biblijne i nie do końca egipskie, czyli gender, aborcję, środki antykoncepcyjne, czy LGBT.
I tak naprawdę mało nas, zwyczajnych ludzi obchodzi, co wy tam z tej ambony pierdolicie, jakie chochoły odprawiacie z tym swoim ogłupiałym ludem bożym, dopóki nie wychodzi to poza ściany kościołów. Niestety, obecna władza ułatwiła wam tak zwane wystąpienia publiczne, dzięki czemu wystawiacie swoje obślinione gęby na widok medialny i opluwacie ludzi szerząc nienawiści i namawiając co bardziej niedouczonych zwolenników swoich, do samosądu. Patrząc na reakcję niektórych środowisk na marsze równości, można by odnieść wrażenie, że słowo „wypierdalać” , jest to starochrześcijańskie słowo ze starego testamentu. Bo te wasze owieczki, w waszym imieniu i za waszą namową i przyzwoleniem, najczęściej używają właśnie tego słowa w stosunku do innych braci Polaków.
I to ty człowieku do tego namawiasz nazywając innych czerwoną lub tęczową zarazą. Ty, który jesteś podobno dostojnikiem, zapominasz, że dostojeństwo to kwestia mentalności, jest funkcją moralności i mądrości. Dostojeństwo nie wynika z purpurowych szmat i złotych łańcuchów.
Kilka słów o tak zwanej zarazie, czyli, co to słowo oznacza z definicji naukowej... Większość encyklopedii i słowników, określa zarazę, jako trudną do wytępienia, rozprzestrzeniającą się w trudny do opanowania sposób chorobę zakaźną, której zarazki modyfikują się i przystosowują do zmieniających się warunków naturalnych, tak, by mogły przetrwać w środowisku i poczekać na sprzyjające warunki do rozwoju. Wtedy zmodyfikowane i odporne na dotychczasowe metody leczenia atakuje znienacka nowe pokolenia...Jeśli tak sobie patrzę, na różne tak zwane zarazy polityczno-społeczne, a przecież o takich mówiłeś w swoim kazaniu, to owszem, można uznać za zarazę faszyzm, bo jest zaraźliwy, można uznać komunizm, bo również jest w stanie zmutować ludzkie poglądy, ale w LGBT nie jest zarazą, nie ma możliwości rozprzestrzeniania się i zarażania. Jest zjawiskiem starym, jak świat, jest faktem, jest innością, jest czymś pięknym, jak biały jeleń, wśród banalnych rudych jeleni, jak czarny kurczaczek w pudełku z małymi, żółtymi wyklutymi z jajek kurczaczkami. Jest wyjątkowością, a wyjątkowość nie jest zarazą, nie jest nawet brzydka, nie jest szkodliwa, jest tylko wyjątkowa.
Jeśli chodzi o tę definicję zarazy, to tylko jedna ideologia wpisuje się w nią całkowicie, to ideologia czarno-purpurowa. To wy, kościelne gnomy wszczepiacie swoją chorobę nienawiści każdemu niemowlakowi, nie pytając go ani o jego wolę, ani o zgodę. To wy trzymacie za mordę świat od 2 tysięcy lat, to wy rozprzestrzeniliście się jak dżuma i to was nie sposób było zatrzymać. To wy nie liczyliście się z ofiarami , mordowaliście w imię boże i na śmieć wysyłaliście swoich wyznawców. To wy kolaborowaliście z każdym rządem, w Polsce, w Hiszpanii, w Italii, czy Francji. To wy święciliście narzędzia zbrodni. To wy czcicie krzyż, a przez to czcicie także i gilotynę i miecz i czołg i bombę atomową i każde inne narzędzie zbrodni. Wieszacie ten krzyż i każecie się do niego modlić, chociaż jest symbolem wszystkich istniejących w dziejach ludzkości narzędzi tortur i mordu.
To wy wielokrotnie zdradziliście Polskę... Kiedy chcieliśmy być wolnym i silnym ludem, wezwaliście na pomoc carycę Katarzynę, to wy kolaborowaliście z Niemcami i komuną. To wy przyczajacie się w czasach trudnych, siedzicie z ciemnych i wilgotnych zakamarkach i planujecie, jak wydostać się na powierzchnię, silniejsi, jak nas zniewolić, jak nam mieszać w głowach, jak nas napuszczać jednych na drugich, bo tylko chaos i nienawiść zapewnia wam władzę...
To wy jesteście zarazą toczącą Polskę i Europę. Ten świat wyglądałby zupełnie inaczej, gdybyśmy wreszcie znaleźli na was szczepionkę. Byłby może oazą miłości, może szanowali byśmy środowisko, kochali zwierzęta i żyjąc, dawali żyć innym. To wy jesteście zarazą tego świata!
To ty, nędzna kreaturo, który ubierasz się w złote szaty i wydaje ci się, że one zasłonią twoje prawdziwe oblicze, oblicze obłudy, oblicze ukrywania pedofilii, oblicze pazerności i chciwości, to ty jesteś zarazą... Bo gdybyś był zwyczajnym, grzesznym człowiekiem, jak każdy z nas, gdybyś nie był kanalią, zapadł byś się pod ziemię ze wstydu widząc, co wyprawia twój kościół. Nie masz prawa nas pouczać. Bóg, gdyby istniał, upierdolił by ci tę wulgarną mordę. Tacy ludzie, jak ty, są najlepszym dowodem na to, że boga nie ma.



sobota, 10 sierpnia 2019

Panie marszałku kochany... ( Tekst z dnia 10 sierpnia 2019 roku)


Debata w sprawie odwołania marszałka Kuchcińskiego, jest dla PISu nie do przyjęcia. To jest bardzo proste. Obrady Sejmu bardzo często są transmitowane na żywo, co obiektywnie zmniejsza szansę na zmontowanie przekazu tak, by był on lekko strawny dla suwerena. Lepiej było, by pan Kuchciński sam podał się do dymisji, unikając w ten sposób prawdziwej debaty na temat swojego złodziejstwa.
Wszelkie próby debaty parlamentarnej przy okazji wyboru nowego marszałka, były skutecznie tłumione. Wiem... to, co się dzieje w Polsce wcale nie jest śmieszne, ale udało się nam, opinii społecznej, a więc także i mnie, wysadzić z wygodnego stołka największą mendę tej kadencji. I chociaż doskonale wiemy, że na jej miejsce przyjdzie następna menda, może lepsza, może gorsza, to okres wyborów parlamentarnych sprawił, że pozbyliśmy się jednego politycznego chuja. I tej radości nikt nam nie zabierze. Osiągnęliśmy wreszcie jakiś pierwszy spektakularny sukces, udało się nam, obywatelom, dziennikarzom razem z opozycją zwalić ze stołka jednego z największych szkodników dobrej zmiany.
Oczywiście nie mamy złudzeń, że to cokolwiek zmieni, ale zemsta jest słodka a najlepiej smakuje na zimno. I my załatwiliśmy go po prostu tak, jak na to zasługiwał. Mamy więc jakąś tam satysfakcję, a szampan leje się strumieniami, bo najważniejszym jest, by się zawsze nagradzać za nawet najmniejsze sukcesy.
Żałuję tylko, wiedząc, że sytuacja Polski nie jest wcale zabawna, że mimo to nie wykorzystaliśmy w tej konkretnej debacie naszego narodowego poczucia humoru i że w pewnym sensie pozwoliliśmy triumfować odwołanemu marszałkowi, przy brawach i owacjach PISU. Żałuję bardzo, Panie Michale Szczerba, bo bardzo na to liczyłam, że swojego wystąpienia nie rozpoczął Pan od słów...” Panie marszałku kochany”... Tak po prostu, by zamknąć klamrą swoje osobiste porachunki z Kuchcińskim i ten obrzydliwy rozdział, kiedy marszałek Kuchciński wyrzucił Pana z sali obrad w momencie, kiedy Pan nic nie mówił. Mógł Pan, a było by to jeszcze bardziej zabawne, zapytać w imieniu suwerena, czy pan były już marszałek Kuchciński, na nadchodzący weekend wybiera się rządowym samolotem...
Z partią, która ma większość w Sejmie, walczy się trudno, zwłaszcza, jeśli ona lekceważy wszystkie mniejszości i prawdziwy głos obywatelski ma za nic. Ale z historii wiemy, że w chwilach największej klęski, śmiech ratował nas od zguby. Dlatego trzeba tych okropnych ludzi po prostu ośmieszać, skoro walka z nimi na innych płaszczyznach jest skazana na przegraną.
Partia PIS to zespół nieszczęśników. Takich, co to matka ich nie kochała, albo kochała za bardzo, a babcia nie czytała im bajek. Bo gdyby czytała, pewnie znaliby bajkę o złotej rybce... Władza zawsze daje pewne przywileje, z których należy korzystać z umiarem. Bo jeśli się przesadza, złota rybka się wkurwi i mamy jak w przypadku Kuchcińskiego: pull up, pull up i uwaga na brzozę... i jebs. Oczywiście nasza radość jest krótka, bo za 2 miesiące wybory, a na Podkarpaciu, gdzie Kuchciński kandyduje, mają tylko 2 programy w telewizji. A tam nikt nie słyszał o lotach marszałka, o nadużywaniu władzy również...
Władza wypaczy każdego, jednego mniej, a drugiego bardziej. Ale wśród wielu grzechów, które wybaczmy politykom, niewybaczalnym jest kłamstwo. Dlatego takiemu Kuchcińskiemu wybaczyć się nie da, bo jest po prostu kłamliwą mendą i nie zauważyłam, by choćby raz spuścił wzrok, by chociaż raz dotarł do niego choćby najmniejszy cień wstydu.
Prezes Kaczyński i Kuchciński na wspólnej konferencji próbowali nam wmówić, że nic złego się nie stało, ale że tak bardzo liczą się z głosem ludu. Że to właśnie ta krytyka suwerena doprowadziła do rezygnacji marszałka ze stołka i z wszystkich przysługujących mu przywilejów. I może ktoś nabrał by się na te słowa, gdyby obaj panowie, po zakończeniu swoich wypowiedzi, nie odwrócili się po prostu dupą do dziennikarzy . Drodzy panowie, może wy politycy nie lubicie przedstawicieli czwartej władzy, ale to za pomocą tych ludzi z kamerami, kontaktujecie się ze społeczeństwem. Nie odpowiadając na ich pytania lekceważycie nas, i nie odpowiadacie na nasze pytania. Odwracając się do nich plecami, odwracacie się plecami do nas. Partia PIS, to jest po prostu zorganizowane złodziejstwo, miernoty, które dorwały się do władzy i mają swoje jedyne w życiu 5 minut...więc kradną w ciągu tego czasu najwięcej ile można, najwięcej, ile się da!
Drogi Panie pośle Szczera!
Może Pan czuje powagę chwili, może Pan uważa, że w takich momentach nie czas na żarty. Ale niech Pan popatrzy na zachowanie swoich przeciwników. Oni bez żadnych oporów z WAS kpią, a z suwerena robią głupców godnych pośmiewiska. Kłamią, wzbudzają litość i „ drą łacha” z każdego z nas... Jeden nie może się stawić na rozprawę, bo ma operację pod narkozą, chyba, na mózgu, bo taka rzeczywiście by mu się przydała. A drugi wynajmuje rządowy samolot, by przewieść zamrożone leki dla chorej małżonki...
Po pierwsze pytam się jako obywatel, ilu z nas Polaków, ma szansę na dostawę leków rządowym samolotem w trybie HEAD? Ale najgorsze jest w tym wszystkim kłamstwo. Przepraszam bardzo za porównanie, ale ja mam psa z alergią atopową, który raz w miesiącu dostaje zastrzyk na swoją chorobę. Lek zamawiany przez internet wymaga dostawy w ciągu 48 godzin ponieważ musi być przechowywany w temperaturze poniżej 6 stopni. Przywozi mi to zwyczajny przewoźnik, w styropianowym opakowaniu wewnątrz którego są oprócz zamawianych leków wkłady z zamrożonym żelem. Koszty takiej przesyłki wynoszą mnie 7 euro. Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, by jakiś samolot wynajmować dla zrealizowania takiej przesyłki, tym bardziej rządowy. A Pana Piotrowicza to nie stać na taki sposób dostawy? I w ogóle przewożenie na własną rękę leków wymagających niskiej temperatury, jest po prostu debilizmem. Wystarczy przecież zamówić je w aptece, która ma odpowiednio przystosowany transport i lodówki, czy zamrażarki do przechowywania takich specyfików. Nie wiem, dla kogo te informacje mają być wiarygodne. Może dla żałosnych oglądachy łzawych seriali, typu Ranczo. Dla średnio inteligentnego człowieka, takie ściemy raczej nie przejdą.
Drogi Panie Szczerba, Panie Nitras, który dokonałeś bardzo pięknej osobistej zemsty na marszałku Kuchcińskim ( widziałam jak się Panu mordeczka śmiała), oraz nasz najwybitniejszy pośle śledczy, Panie Brejza: mam nadzieję, że takich rewelacji o „dobrej zmianie” macie dużo więcej i że po zakończeniu dymisją kariery jednego pasożyta, będziecie się następnego dnia zabierać za kolejnego.
Może nie wygramy następnych wyborów, może jeszcze nie wszędzie dotrzemy. Ale wieść niesie, że PIS już nie ma pieniędzy, a zamierza podwyższać ludziom wypłaty socjalne, by zamydlić im oczy i wyciszyć afery. Będą więc musieli drukować puste pieniądze...To smutne, że kraj nasz w ten sposób popadnie w prawdziwą ruinę, że narażamy go na galopującą inflację, na pustki w sklepach, na drożyznę. Ale skoro ludzie nie rozumieją słów, skoro ich patriotyzm kończy się tam, gdzie się zaczyna realna gospodarka, to nie mamy innego wyjścia. Musimy poczekać, aż ludzie na własnej skórze odczują „dobrą zmianę”. Szkoda Polski, szkoda tych 30 lat demokracji. Ale Polska może wreszcie przejdzie katharsis, które sprawi, że ludzie zaczną normalnie myśleć.
Słowa czasami stają się ciałem, czasami od jednego zdania zaczyna się rewolucja lub wojna. A czasami społeczeństwo jest uśpione, jest puste, jest nieme. Jest jak ten Sejm, w którym jeden cwany gnojek wyłącza mikrofon. Ale wierzę w to, że nawet jeśli PIS wygra, Polska nie wytrzyma już kolejnych 4 lat kłamstw i obłudy, kiedy tylko garstka ludzi korzysta z dóbr, na które pracujemy wszyscy, kiedy taki jeden z drugim Kuchciński, za NASZE pieniądze, NASZYM samolotem lata otwierać drogi, przecinać wstęgi, przypinać ordery. Robi to za NASZE pieniądze w ramach wiecznej kampanii wyborczej. Za pieniądze także tych, którzy na nich nie głosują.
W każdym bądź razie, DRODZY POLACY, wiara naprawdę czyni cuda. I wcale nie musi to być wiara w boga.
Kampania się zaczęła! Wracamy na pierwszą linię frontu! I póki co, w sprawie Kuchciński kontra Polacy, jest 0:1 dla nas. A to oznacza, że się opłaca walczyć, opłaca się być cierpliwym i opłaca się nie odpuszczać, czego WAM, opozycji oraz sobie samej życzę.



poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"Nie psujcie nam państwo zabawy..." (Tekst z dnia 5 sierpnia 2019 roku)


Jak już mówiłam, miałam w zeszłym tygodniu gotowy post na temat Kuchcińskiego i nie opublikowałam go z przyczyn technicznych. Ale wtedy, były to tylko komentarze do wydarzeń i powtarzanie informacji zawartych w wiadomościach. Cieszę się więc, że do publikacji tamtego postu nie doszło, bo dopiero dziś mamy apogeum żenady. Gdybym wiedziała, że marszałek Kuchciński zbłaźni się aż tak bardzo, nie napisała bym o tym wcześniej ani słowa.
Dziś, na konferencji prasowej, na której marszałek przepraszał!!!, oczywiście tylko tych, którzy czują się jego złodziejską postawą urażeni, sama byłam zaskoczona, że można się się tak bardzo publicznie zbłaźnić. Marszałek Kuchciński zawsze był błaznem, zawsze wolał przerost formy nad treścią, a z polskiego Sejmu uczynił chlew, jakiego nie ma nawet w krajach trzeciego świata. Do tej pory patrzyliśmy co najwyżej z politowaniem na tych biednych, salutujących mu szablami ochroniarzy i uważaliśmy te jego fanaberie za całkowicie niegroźne. Ale ta sprawa z lataniem rządowym samolotem, to jest już całkowicie inny kaliber.
Mogła bym oczywiście mówić z podziwem o tym, jak to jest pięknie wsadzić sobie granat w dupę i się rozerwać, czyli o cudownym klonowaniu się marszałka Kuchcińskiego. To naprawdę trzeba być bardzo zdolnym, by jednocześnie doić państwo za kolumnę limuzyn dla VIP-ów, czarterować rządowy samolot i jeszcze w tym samym czasie pobierać kilometrówkę za używanie własnego samochodu.
PIS wygrał wybory w 2015 roku wmawiając społeczeństwu rzekome złodziejstwo poprzedniej ekipy. Musicie jednak przyznać, że tak wyrafinowanego złodziejstwa, z jakim mamy do czynienia dziś, nie było nawet w komunie. Ten temat poruszałam już wiele razy. Kradnie się na potęgę tak długo, dopóki jakiś urzędnik nie puści farby i nie ujawni przekrętów, albo dopóki jakiś dziennikarz śledczy nie wpadnie na trop przestępczej działalności, albo dopóki poseł Brejza nie wyczuje smrodu swoim detektywistycznym nosem. To jest po prostu powalające, ta kurwa skromność o niewinność marszałka Kuchcińskiego na dzisiejszej konferencji. Bo wyobraźmy sobie, że złodziej z bardzo dużym doświadczeniem, który okradł wiele osób na wielkie kwoty, pewnego pięknego dnia traci zawodową czujność i daje się złapać na gorącym uczynku. Policja przetrząsa jego łup, a on ze skruchę w głosie obiecuje solennie, że całą ukradzioną kwotę przekaże na pierdolony Caritas. I tym oto sposobem, z każdego wieloletniego złodzieja można uczynić dobroczyńcę i wzór cnót wszelakich, a do tego można, kurwa, to mnie ubawiło najbardziej, ustanowić nowe, złodziejskie standardy. Pomijam już fakt, że cały ten Caritas stanowi od jakiegoś już czasu pralnię rządowych pieniędzy. Jak jest coś nie tak, to wątpliwą i brudną kwotę przekazuje się na Caritas i mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że ta sama kwota wraca wyprana do złodzieja. Mamy w tej chwili wielką grę liczb i kwot w przestrzeni medialnej. Ile razy marszałek latał, z kim, czy za ile. Ale przecież to jest naprawdę sprawa drugorzędna. Jakieś tam kilka milionów, to jest mała kropelka w budżecie państwa i ani nas ona nie zbawi, ani nie pogrąży. Chodzi o coś zupełnie innego. A mianowicie o to, że taka mała pizda lata sobie NASZYM samolotem, do którego leje się NASZE paliwo, z ochroniarzami którym MY płacimy na niedzielny rosół, na chrzciny potomka cioci Zosi albo kiedy chce się wysrać na ulubionym kiblu we własnej chałypie! Na takie bezeceństwo, to sobie chyba nawet prezydent USA nie pozwala. To nie ma znaczenia, ile pieniędzy podatników zmarnował i ile do budżetu oddał. To jest po prostu skandal i tyle i żadne przepraszam tego nie załatwi. Zasadniczym pytaniem stawianym przeze mnie jest: Czy gdyby przez następnych 7 kadencji nikt tego procederu nie odkrył, marszałek Kuchciński opamiętał by się sam i przestał okradać nas wszystkich?
Mam już dosyć pierdolenia o standardach, bo osobiście nie wierzę, by nikt w PISie łącznie z prezesem Kaczyńskim, nie wiedział, że jeden z kolesi doi budżet państwa używając samolotu rządowego, jako prywatnej taksówki. I dla mnie to nie są żadne standardy, kiedy złodziej złapany za rękę przeprasza, albo nagle się u niego budzą wyrzuty sumienia. Kiedy tak analizuję ostatnie wydarzenia, a szczególnie dzisiejszą konferencję Kuchcińskiego, przypomina mi się zupełnie inna afera i zupełnie inna władza. Przypominam sobie konferencję szefa klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego, który wyszedł do dziennikarzy i nie nadążył potu chusteczką wycierać z czoła usiłując się jakoś wytłumaczyć z afery hazardowej. Facet dokładnie wiedział, chociaż tak dokładnie nic nie było wiadomo, kto komu, za co, ile i dlaczego, że Tusk kazał mu wypić redbulla, dodał mu skrzydeł i nauczy go latać..., że po czymś takim nie ma dla niego miejsca w polityce i że jest po prostu skończony. Tusk kopnął w dupę nawet swojego przyjaciela od „haratania w gałę”, tylko dlatego, że jego imię pojawiło się w rozmowach ujawnionych w aferze, chociaż do dziś nie wiadomo na pewno, że to o tego „Grzesia”, chodziło w aferze. To są kurwa standardy, jakich wymagam od polityków. Kiedy ktoś łamie zasady, nie ma zmiłuj, nie ma przyjaciół i nie ma układów. Człowiek ginie w politycznym niebycie i nie ma dla niego ciepłej posadki w spółkach, albo w placówkach dyplomatycznych. Tylko PISmole zawsze spadają na 4 łapy, bo chronią siebie nawzajem i to jest ich „uczciwość”i to są ich standardy.
Procedury, to jest słowo, które w słowniku PISu całkowicie nie istnieje. Wygląda na to, że nie ma nigdzie listy pasażerów latających z marszałkiem Kuchcińskim. To jest prawdziwy skandal. Szczególnie w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że pośrednią przyczyną katastrofy był brak przestrzegania procedur przez pilotów TU 154, spowodowany ingerencją osób nieuprawnionych do decydowania o przebiegu lotu. Załóżmy więc, czego oczywiście nie życzę, (ale widząc, co wyprawia PIS jest to możliwe), że taki rządowy samolot pierdolnie gdzieś o glebę. I w takiej sytuacji nigdy się nie dowiemy, czy małżonka pana marszałka jest wśród ofiar czy może opala się na plaży w Honolulu. Lista pasażerów jest podstawowym wymogiem w każdym samolocie pasażerskim, tym bardziej w VIP-owskim. Polska jest już tak śmiesznym krajem, że czasami wydaje się nieprawdziwym. Bo po raz kolejny mamy sytuację, ze złamanie prawa przez członka partii rządzącej, która kończy się tylko zmianą prawa, która pozwoli mu nadal to prawo łamać. I całkowicie nie respektuje się zasady, że prawo nie może działać wstecz. Skoro na końcu lipca prezes zarządził, by oficjele mieli prawo zabierać na pokład samolotu, kogo chcą, to oznacza, że dwa lata wcześniej też to było zgodne z prawem. Pomijam fakt, że nie znam żadnego, nawet najbardziej porypanego państwa, gdzie panowały by takie zasady. Marszałek państwa jest drugą osobą w państwie. Nie zapominajmy o tym, że Polska, jako sojusznik Stanów Zjednoczonych, jest w niewypowiedzianym konflikcie na przykład z Iranem. Co będzie, jeśli jakiś terrorysta akurat postanowi wystrzelić pocisk w samolot rządowy, na pokładzie, którego jest marszałek z rodziną... Żaden rozsądny polityk nie zabiera na pokład takiego samolotu swojej rodziny ze względów bezpieczeństwa. Ale słusznie przypuszczałam, że Kuchciński jest debilem. Zakaz przewożenia osób postronnych nie jest wyrazem jakiegoś sknerstwa, bo oczywiście samolot wypali tyle samo paliwa kiedy ma na pokładzie jednego pasażera i kiedy leci z kilkoma. Ale osoba publiczna świadomie godzi się na to, że może być obiektem ataków. No ale marszałek Kuchciński, a widzę, że i Kaczyński, ciągle bawią się w Polskę w piaskownicy. Mają w dupie poważny i prawdziwy świat. Ważne by swoje ego zaspokoić. Musimy także zakładać, że marszałek Kuchciński to nie jest jakiś odosobniony przypadek. Akurat mamy takie szczęście, że jacyś urzędnicy na lotnisku w Rzeszowie „puścili farbę”. Nie sądzę jednak, by to był jedyny polityk PISu, który wykorzystuje rządowy samolot, jako taksówkę.
Drodzy Państwo. Wybory zbliżają się wielkimi krokami. Skóra nam cierpnie, kiedy opozycja nie może się wziąć do kupy i wreszcie zacząć prowadzić prawdziwą kampanię. Ale wiem, że jeśli skupią się tylko na krytyce PISu, będzie znowu wielkie larum, że nie mają programu itd.
I widzę, że ludzie nadal nie rozumieją o co chodzi. Atakują to tego, to tamtego polityka. To mnie czasami po prostu szokuje. Schetyna, jako wróg publiczny numer 1 po Kaczyńskim. Jest w tej chwili szefem tego czegoś, co się nazywa KO. Cokolwiek się stanie, to on kładzie głowę pod toporem. Musi mieć więc prawo do ostatniego słowa. Wkurzają mnie też media, które sugerują, że Schetyna wyciąga członków SLD, by zniszczyć lewicę. Nikogo na siłę nie da się wcielić do partii, to nie armia pruska. Polityk sam musi mieć wolę, by zmienić barwy i moim zdaniem uczciwiej zrobić to przed wyborami, niż po. A lewicy życzę jak najlepiej. Jest potrzebna i światopoglądowo mi bliższa.
Ale chyba najbardziej denerwuje mnie społeczeństwo, które nie rozumie, że wróg stoi u bram. Trzeba walczyć ramie w ramie nie pytając towarzysza broni o nic. Ktokolwiek wygra nie będzie łamał prawa. Tylko PIS będzie to robić nadal. Program partii opozycyjnych jest sprawą drugorzędną. Bo jeśli wygra PIS, to mogą być nasze ostatnie demokratyczne wybory, a nawet ostatnie w strukturach Unii Europejskiej. Człowiek w chwilach „zamotania politycznego” powinien wziąć do rąk, dość przestarzałe już, długopis i kartkę i od nowa napisać sobie system wartości, taki na dziś, na teraz, a potem się tego trzymać. A telewizja prywatna, w której interesie jest utrzymanie w kraju demokracji, powinna w końcu przestać urządzać te nawalanki między politykami, te igrzyska. Powinna godzinę dziennie, w najlepszym czasie antenowym, przypominać, pokazywać, te nieszczęsne 4 lata, które... sama nie wiem, jak przetrwaliśmy.
Jako wyborca gorszego sortu, mam już czasami po prostu dosyć, że to ja muszę każdego dnia informować ludzi o rzeczywistości w Polsce i że to ja muszę prowadzić kampanie wyborczą w momencie, kiedy Schetyna, Biedroń czy Kosiniak-Kamysz, walczą w swoich grajdołkach o miejsca na listach.
Największy problem jest jednak w tym, że mamy w tej chwili dwie Polski, a tamta Polska nic nie wie o tym, co wyprawia Kuchciński, nic nie wie o złodziejstwie i nadużywaniu władzy i nic nie wie o naszym „niezłomnym” prezydencie. Oni widzą tylko ten raj roztaczany przed nimi przez Kaczyńskiego i Morawieckiego. Dopóki nie zburzymy muru między tymi dwoma krainami, dopóty będziemy tylko bezsilnie patrzeć, żak wciąga nas otchłań...
PIS w nowej kampanii wyborczej postanowił na spotkania wyborcze na tak zwanych piknikach. Serwują ludziom kłamstwa w postaci bigosu i kiełbasek z rożna. Darmowe żarcie i picie..prymitywizm i ogłupianie ludzi. Małgorzata Wasserman zapytana na jednym z tych pikników przez dziennikarza TVNu o loty marszałka , odpowiedziała: Nie psujcie nam państwo zabawy...No właśnie. Nie psujcie nam państwo zabawy. Bardzo dobre hasło wyborcze, świetnie pasujące do PISu. Lub, jak już zupełnie poważnie powiedział prezes: nie przeszkadzajcie, głosujcie. Morda w kubeł i spieprzaj dziadu i bigos z bułką na deser.



sobota, 3 sierpnia 2019

Nieszczęsna kraina, gdzie historię piszemy nienawiścią... (Tekst z dnia 3 sierpnia 2019 roku)


Mam prawie ukończony list o marszałki Kuchcińskim, nie zapomniałam też o wydarzeniach w Białymstoku. Remont, sprzątanie po remoncie, lepsze lub gorsze samopoczucie, gość w domu, bóg w domu i takie tam wymówki, które sprawiają, że milczę prawie od miesiąca. Ogarnęłam się na pierwszego sierpnia i rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i miałam zamiar napisać, krótki, miły list do bohaterów tamtych wydarzeń. Coś akurat właściwego na dzień takiej smutnej rocznicy i na powrót do „peletonu politycznego”.
Chcąc napisać miły list trzeba by się jednak całkowicie odciąć od mediów i nie słuchać ani jednego słowa wypływającego z ust polityków, którzy nie potrafią zachowa się w żadnej, dosłownie żadnej sytuacji. I tego dnia pierwszego sierpnia, prezydent Duda wkurwił mnie tak bardzo, że odrzuciłam plany, by pisać cokolwiek. Nie chciałam, tym Powstańcom, których ofiara jest niezmierzona i niewątpliwa, zepsuć tego święta słowami, które cisnęły mi się na klawiaturę.
Każda władza zawsze wykorzystuje różne rocznice dla lansu i jest jej na rękę, że mogą przed wyborami wygłosić swoje patetyczne przemówienia, zapewnić naród o swoim patriotyzmie i popisać się znajomością słów pieśni patriotycznych. To polityka, taka jest jej natura i chociaż czasami wyczuwamy fałszywe nuty i odczuwamy do nich obrzydzenie, godzimy się na takie wydarzenia bez szemrania. Ale kiedy ktoś w sposób brutalny wykorzystuje takie dni do walki politycznej, to po prostu dostaję białej gorączki.
Prezydenta Dudy nie słucham z uwagą od dawna. Raczej na zasadzie, że coś tam brzęczy w telewizorze, a pilot leży za daleko, by go wyłączyć. Niestety, niektóre wypowiedzi po prostu same wchodzą do uszu. I to mnie właśnie spotkało pierwszego sierpnia.
Prezydent powiedział, że „rzeź Woli to wielkie ludobójstwo, o którym w latach PRL-u właściwie nic nie mówiono”. No i jakby mnie ktoś w tym momencie walnął bejsbolem po głowie.
Tak zwany PRL to był bardzo trudny czas dla Polski. O wielu wydarzeniach nie mówiono, o wielu mówiono tylko połowę prawdy, oczywiście tę połowę bliską komunistom. Ale jeśli chodzi o Powstanie Warszawskie, w tym PRL-u, w którym ja żyłam, traktowano je z największym szacunkiem. Powstawały filmy fabularne na ten temat, gloryfikujące bohaterów Powstania. Wszystkich pieśni powstańczych nauczyłam się na lekcjach muzyki w podstawówce, a w rocznicę Powstania zawsze były uroczyste akademie. Wojenne wiersze Baczyńskiego były lekturą szkolną. Na lekcjach historii nie udawano, że nie istniała Armia Krajowa, tak, jak dziś wymazuje się z historii Bataliony Chłopskie. Uczyliśmy się też o udziale Polaków w Bitwie o Anglię, w Tobruku, czy na Monte Cassino, pomimo że trudno te bitwy zaliczyć do sukcesów Armii Czerwonej. A dziś próbuje się wymazać z pamięci młodych pokoleń fakt, że to ta znienawidzona Armia Czerwona wyzwoliła obóz koncentracyjny w Oświęcimiu.
Powiem tak...ja sobie niezwykle cenię prawdę. Nawet, jeśli jest to prawda bolesna. Wychowałam się w kraju komunistycznym, który wmawiał nam cały czas, że my, Polacy jesteśmy idealni, że nigdy nie zrobiliśmy nic złego i mamy na kartach historii wyłącznie momenty chwały. Przez jakiś czas było więc dla mnie bardzo bolesne, że zaraz po wojnie, nie wzięliśmy się wszyscy za ręce, a Polacy, którzy jeszcze chwilę wcześniej walczyli z tym samym wrogiem, nagle stali się dla siebie wrogami ze względu na poglądy polityczne i inną wizję powojennej Polski. Ale dziś jestem już bardzo dużą dziewczynką. Wiem, że komuna zamiast wdzięczności, okazała wielu bohaterom pogardę, osądziła ich, a wielu zamordowała. Jest mi z tego powodu przykro, ale nie usiłuję wyrzucić tego ze swej pamięci. Powiem WAM jednak, oceniając tamten ustrój po latach, był on pięciokrotnie mniej kłamliwy, niż ostatnie 4 lata rządów PISu. Bo komuna miała pewne swoje ustalone zasady: O bitwie pod Lenino mówmy, a o Katyniu nie. Kochamy górników, a trochę mniej inteligencję. A PIS, o oni pamiętają kurwa o wszystkich...2 miesiące przed wyborami! Jeśli którykolwiek z Powstańców śmie jednym zdaniem skrytykować obecną ekipę, to nagle jego krew przelana za Ojczyznę jest mniej wartościowa, jak tych, którzy ślepo tej władzy wierzą. I powiem WAM, że jako matka, zawsze oglądając stare zdjęcia i fragmenty filmów z tamtych czasów, ronię nie jedną łzę widząc tych pięknych młodych ludzi z karabinami idących na śmierć. Po prostu sobie nie potrafię tego wyobrazi. Ale słuchając współczesnych polityków, coraz bardziej widzę, jak bardzo...bezsensowna była ta ofiara. Nie dość, że na pewną śmierć wysłali ich rodacy, siedzący w wygodnych fotelach w Londynie i palących kubańskie cygara, uchodzący za bohaterów, a dla mnie to po prostu byli kłamcy i oszuści. Nie ryzykowali niczego, oszukali Warszawskie Dzieci, wmówili im, że idą walczyć z Niemcami, dokładnie wiedząc, że harcerze, nie będą w stanie przeciwstawić się skutecznie lepiej uzbrojonej armii. A przecież tak naprawdę chodziło tylko o to, żeby Armia Czerwona nie weszła do Warszawy. To było po prostu głupie i nieodpowiedzialne, bo gdyby nawet jakimś cudem Powstańcy odbili Warszawę, to co było by dalej? Odwrócili by się i zaczęli walczyć z Armią Czerwoną? Czy taki był plan?, do ostatniej kropli krwi, do całkowitego wyniszczenia narodu... Ruscy i tak dalej szli by do samego Berlina i pewnie i tak weszliby do Warszawy...
Gdyby tamci oficjele w swych wygodnych fotelach byli patriotami, gdyby liczyli się choćby minimalnie z życiem młodych Warszawiaków, wysłali by delegację na drugą stroną Wisły z białą flagą. Nie, nie z flagą poddańczą lecz flagą porozumienia. Dogadali by się z Rosjanami, że w tym samym momencie będzie natarcie Rosjan i Powstańców. Bitwa o Warszawę trwała by może 3, może 4 dni. Efekt końcowy w strategii wojennej byłby identyczny, a uratowaliby miasto i ocalili życie większości Powstańców. Wiele matek nie musiało by opłakiwać swoich dzieci, wiele dzieci nie zostało by sierotami... A na takich jak dziś uroczystościach byłoby dużo większe grono kombatantów.
Nie dość, że w wyniku chorych ambicji i nienawiści do Rosji, zginęli najlepsi z najlepszych, którzy mogliby po wojnie przeżyć piękne życie, to jeszcze dziś się ich traktuje jak takie konie, na które się wsiada przed wyborami i „wiśta wio”! Ci co przeżyli są dziś narzędziami do manipulacji i docenia się ich tylko po to, by dobrze wyglądać na wyborczych zdjęciach. I, tak jak wtedy karmiło się ich kłamstwami, tak dziś się im każe podobnych kłamstw wysłuchiwać.
Jesteśmy naprawdę nieszczęsną krainą, gdzie historię piszemy nienawiścią. Bo Powstanie Warszawskie wywołane w tym określonym momencie było wynikiem nienawiści do Rosjan kilku zadufanych w sobie dupków.
Oczywiście można było obawiać się, że jeśli to Rosjanie wyzwolą Warszawę, to wielu z tych młodych bohaterów poszłoby walczyć dalej z Armią Czerwoną. Ale czy to nie było by dla nich lepsze, niż śmierć?
O historii zawsze trzeba mówić prawdę, chociaż i ta prawda ma różne barwy i trzeba oceniać je wszystkie. Gdybym była odpowiedzialna za rzeź Warszawy, wywołując skazane na przegraną powstanie, widząc stojące kikuty zburzonych domów, płonące zabytki, ludzi chowających się w kanałach, jak szczury, palnęła bym sobie w łeb. Bo może rozumiałam bym, że żaden ze mnie bohater. A takiemu prezydentowi Duda, który jest największą pomyłką wolnej Polski, chciałabym tylko przypomnieć, że każde miejsce w obrębie przedwojennej Warszawy, po którym stąpa, jest nasiąknięte krwią, jest święte i świętokradztwem jest kłamać w takim miejscu. Oraz, że piękno tego miasta to efekt nie tylko tych, którzy za nie walczyli, ale także tych, którzy już żyli w komunie...którzy cegłę po cegle odgruzowali, gruz wywozili ruskimi ciężarówkami, rozminowali, i pobudowali od nowa. I używając zwrotu „w komunie”, należy pamiętać także o nich, a nie tylko o ciemiężycielach.



poniedziałek, 22 lipca 2019

Strefa wolna od PIS czyli zemsta Timmermansa. ( Tekst z dnia 22 lipca 2019 roku)



No cóż, nadszedł wreszcie ten dzień, kiedy wszystko powoli się klaruje, co nie oznacza, że nam spadł kamień z serca i że wszystko już rozumiemy. Słuchałam kilka dni temu Grzegorza Schetyny. Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, jaka będzie ta nowa Koalicja Obywatelska. Bo co to właściwie oznacza, że nie będzie to koalicja partyjna? Czy Grzegorz Schetyna na czas kampanii wyborczej rozwiązuje Platformę Obywatelską i czy inne partie będą mogły dołączyć do tej koalicji tylko wtedy, kiedy publicznie wyrzekną się swoich partii? Może to by nawet było piękne, ale jest po prostu niemożliwe. Bo to by oznaczało, że liderzy partii zdradzają swoje ideały, i wstępują do Platformy Obywatelskiej. Nikt na to nie pójdzie. Ale może ja po prostu muszę się z tym przespać i muszę się z tą myślą oswoić.
Nie pisałam nic o pakiecie, czyli o sześciopaku Schetyny. Zrobiłam to świadomie, bo chciałam najpierw posłuchać komentarzy. Nie, by się nimi sugerować, ale by móc się do nich odnieść. Oczywiście, te sześć punktów, to tylko nadanie kierunków przyszłego programu. Mimo to, na Grzegorza Schetynę spadły prawdziwe gromy. Szczególnie wzburzona była lewa strona naszego społeczeństwa.
Jest mi czasami smutno, bo wśród ludzi, którzy są mi bliscy światopoglądowo, zauważam objawy prawdziwej histerii. Zawsze, w takich momentach zastanawiam się, czemu ludzie to sobie robią sami sobie.
Słysze głosy: co to za postęp, kiedy się gada o związkach partnerskich, ale się nie daje zgody na adopcję dzieci, albo po co taka Barbara Nowacka tkwi przy Schetynie, jeśli on nic nie wspominał o liberalizacji prawa aborcyjnego...
Drodzy Państwo, nie zapominajcie, że żyjemy w Polsce. Nie zapominajcie także, że Grzegorz Schetyna zawsze stał na prawym skrzydle PO. Wprawdzie wycedził przez zęby jedno zdanie o wprowadzeniu związków partnerskich, ale założę się, że go po tej deklaracji szczęka bolała przez tydzień. Nie wymagajcie od faceta, by nagle się rano obudził i zmienił swoje poglądy na skrajnie lewicowe. Słowa o równouprawnieniu kobiet i związkach partnerskich wynikają raczej ze zrozumienia świata i konieczności zrobienia kroku do przodu, niż z wewnętrznych przekonań Schetyny. Ale doceńcie to. Bo, jak wspomniałam, żyjecie w Polsce. Tu się nie da od razu wprowadzić rewolucji, tu trzeba iść do przodu małymi kroczkami. I jeśli ten pierwszy krok, zgodnie z zapowiedzią Schetyny zostanie zrobiony, to będzie, ja ten krok Neila Amstronga na księżycu, wielki, dla Polski.
Osobiście marzy mi się taka sytuacja, że nagle wygrywają wybory osobnicy podobni premierowi Kanady Justinowi Trudeau, że wyjdą przed ludzi i powiedzą wprost z czarującym uśmiechem na twarzy: Stare idzie w zapomnienie, zaczynamy nowy rozdział, od dziś będzie tak, tak i tak, a ludzie chwilę pomyślą i ze spokojem powiedzą, że warto spróbować. Ale tu jest Polska, tu ludzie każdy śmiały skok w nowoczesność traktują, jak atak w ich młodość, w ich osobiste wspomnienia i wartości, w groby ich bliskich i w ich polskość. Dinozaury być może wyginęły, ale jaki procent społeczeństwa o tym wie? Tak naprawdę, ilu jest Polaków, którzy są w stanie szczerze i bez zastrzeżeń zaakceptować inność, pogodzić się z odejściem tego, co stare i nieprzydatne? Współczuję tej opozycji, która nawet gdyby miała pomysł na nowe otwarcie, doskonale wie, że wyborów takimi pomysłami nie wygra.
Generalnie powinnam się bardzo cieszyć, że lewica nie idzie wraz z Platformą Obywatelską. Od dawna krzyczymy, że cała opozycja powinna się zjednoczyć i pójść do wyborów razem. Ale tak na chłodno, to nigdy postulaty lewicowe, liberalizacja aborcji, wysprzątanie instytucji państwowych ze smrodu po episkopacie i tego typu rzeczy oczywiste, dla mnie normalne, a dla innych skrajne poglądy, nie miały szans na akceptację w szerokiej koalicji. Dlatego, obiektywnie, powstanie lewicy jest dla Polski korzystne. Cieszę się również, że w lewicowej koalicji jest SLD, czyli stary, polityczny wyga Czarzasty, który trochę będzie trzymał w ryzach marzyciela-Biedronia i fantastykę naukową- Zamberga. Na tych dwóch osobno nie zagłosowała bym nigdy, bo to nie jest żadna sztuka mieć doskonałe pomysły. W polityce potrzebny jest plan, a plan musi być realny do realizacji. I w tym względzie liczę na Czarzastego. Moje największe obawy dotyczą jak zwykle społeczeństwa, które jest w dużym procencie lewicowe, ale może uznać, że głosowanie na lewicę nie ma sensu, bo to osłabia KO i daje większość PISowi. Drodzy Państwo, miejcie odwagę. Jeszcze wprawdzie nie mamy konkretnych programów, ale wreszcie macie wybór. Jeśli serce WAM tak podpowiada, głosujmy na lewicę. Bo tylko to gwarantuje nam postęp. Gwarantuje nam także podjecie walki, o którą takim ludziom, jak ja najbardziej chodzi, walki, o świeckie państwo, gdzie prawa przestanie ustalać episkopat.
W najgorszej sytuacji jest PSL, który pyskował, pyskował, a teraz, kiedy KO idzie bez lewicy, trochę nie wie, co ma ze sobą zrobić. Moim zdaniem, nie należy z tą partią walczyć, ale pomóc jej zdobyć choćby te wymagane 5%. Nie oddajmy jej na pożarcie PISowi.
Możecie mówić, że trochę odgrzewam kotlety. Ale mam w domu remont ( wiem, winni się tłumaczą) i czasami jest trudno się przebić do komputera. Chciałabym jednak na zakończenie odnieść się do „wielkiego zwycięstwa Beaty Szydło” w PE. Jest to w pewnym sensie znak czasów, że członkini partii, która uzyskała największe poparcie w wyborach do parlamentu i posłanka wybrana największą ilością głosów, nie uzyskała żadnego poparcia w staraniach na unijne stanowiska. Nie chce tu wcale żartować. Uważam, że w podziale stołków miała swoje szanse, które zostały pogrzebane przez towarzyszące zbiegi okoliczności i różne wydarzenia w Polsce. Gdyby ubiegała się się o inne stanowisko, może poszło by lepiej. Ale jasnym jest, że w tle leżała także sprawa pracownika zwolnionego z IKEA. Przewodniczącym Komisji do spraw zatrudnienia, nie może zostać obywatel kraju, w którym o prawach pracowniczych decyduje episkopat. Myślę, że wobec całej niechęci do rządów PIS i samej Beaty Szydło, to wydarzenie i stanowisko episkopatu było kroplą, która zadecydowała. Ale tak już jest w polityce, jak się za bardzo kręci, można się zakręcić na dobre.
Mogła bym z poczucia fałszywego patriotyzmu trzymać z Beatą Szydło i jej współczuć. Niestety, wspominając, co PIS posiadający większość w polskim Parlamencie wyprawia z opozycją, jak odmówiono stanowiska wicemarszałka PSLowi, chociaż należało im się to stanowisko, jak psu miska, jak się na każdym kroku podkreśla, że większość nie musi liczyć się z mniejszością, nawet nie musi trzymać się zasad i prawa, uważam, że spotkała Beatę właściwa nauczka.
Beata Szydło w brutalny sposób zderzyła się z sytuacją, kiedy się jest po drugiej stronie barykady, kiedy jest się w mniejszości i zamiast triumfu dostaje się po gębie.
Oczywiście, po całym zamieszaniu w wyborami na inne unijne stanowiska, chwaleniu się Morawieckiego, że to Polska zablokowała wybór Timmermansa na przewodniczącego Komisji Europejskiej, można wszystko zwalić na zemstę tego holenderskiego polityka. Pragnę jednak przypomnieć, że w tym samym czasie została odrzucona kandydatura Krzysztofa Szczerskiego na zastępce szefa generalnego NATO. Strasznie daleko sięgają więc macki tej ośmiornicy, którą kieruje Timmermans, skoro jego zemsta dopadła polityka PISu także w tych strukturach, gdzie rządzą, decydują i rozdają karty nasi „największejsi” przyjaciele TRUPMO-AMERYKANIE!
Tak oto na arenie międzynarodowej mamy same sukcesy. Wszyscy nas kochają i doczekać się nie mogą płomiennych przemówień Beaty Szydło, nawrotu na drogę tak zwanych prawdziwych, europejskich wartości, na które ma polska delegacja w końcu wprowadzi Europę. Te prawdziwe wartości pokazaliśmy właśnie podczas sobotniego marszu równości w Białymstoku. Nie wiem tylko, czy Europę nie zmiecie z powierzchni Ziemi ta nasza chrześcijańska miłość, czy jest gotowa na strefy wolne od LGTB, wolne o rudych, wolne od muzułmanów, wolne od ekologów, wegetarian, i diabli jeszcze wiedzą czego. Jeśli tak się temu wszystkiemu przyglądam, a trochę znam Europę, gdybyśmy już musieli stawiać getto, które izolowało by jakąś część społeczeństwa od reszty, to chyba najtaniej było by postawić jedno malutkie getto i uczynić z Europy strefę wolną od PIS.
To oczywiście taki smutny żart. Na tle tych europejskich i światowych sukcesów, dość ponuro wyglądają polskie sondaże, gdzie poparcie dla partii Kaczyńskiego ciągle przekracza 40%. Przestałam się już żałować ludzi. I tak pójdą głosować na PiS. Tę samą drogę przeszła już Grecja. Przeszła też Hiszpania w której mieszkam. Kiedy tu przyjechałam 15 lat temu były złote gody. Po roku chcieliśmy wziąć z banku 18 tysięcy euro kredytu na samochód. Mój mąż pracował wtedy cały pełny rok, a ja może 10 miesięcy na czarno. Ale nasz szef dobrze się znał z dyrektorem banku, nie jedno piwko przy ladzie na bociana wypili. Kierownik banku nas zaprosił do gabinetu i z cygarem w zębach wypełnił za nas wniosek o kredyt. Zawyżył znacznie nasze dochody, powpisywał drogie meble i sprzęty ( których nie posiadaliśmy) jako kapitał zabezpieczający, Pięć pieczątek, parę parafek, Poszło! Kredyt dostaliśmy po prostu na krzywy ryj! Ludzie brali kredyty tylko po to, by wyjechać na wakacje. Budowało się tak dużo, że w chałupach można było przebierać, jak w jabłkach. Jeśli ktoś chciał kupić mieszkanie, które kosztowało 200 tysięcy euro, dostawał kredyt na 250 tysięcy. Kupił lokum, umeblował, starczyło jeszcze na samochód i parapetówkę. A po kilku latach wszystkie banki uderzyły w zbiorowy lament, bo przyszedł kryzys. Zanim pobrało się gotówkę z bankomatu, trzeba było przeczytać informację, ile rodzin ma zadłużenie w danym banku i nie spłaca hipoteki. Ledwo się pozbierali, a w najgorszych momentach bezrobocie było blisko 35 %. Taka polityka przypomina zamawianie w restauracji najdroższych potraw, nie posiadając w kieszeni ani centa. Na zasadzie, że jak się już nażremy, to potem z dupy nam nikt tego nie wyjmie.
Ja, jeśli nic się nie wydarzy, będę głosować na lewicę. Ale tak naprawdę nie będę nikogo przekonywać, by robił to co ja. Będę namawiać, by się w końcu wziąć za dupę i zagłosować na kogokolwiek z partii opozycyjnych. Walczymy bowiem, nie o jakieś pojedyncze postulaty, prowadzimy prawdziwą wojnę o życie. Tych, którzy biorą i klaszczą PISowi nie przekonamy. Zostawmy więc ich samych sobie. Ale my mamy jeszcze szansę by postawić ten kraj z powrotem na nogi, by wrócić na ścieżkę prawa. Obawiam się także, że w październiku, dla ludzi w moim wieku to będzie już ostatnia szansa. Jeśli wygra PIS, nastanie długa noc, której my już nie przetrwamy.



Kryzysowa wersja wydarzeń. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2019 roku)

Jesteście w szoku po artykule Onetu na temat farmy trolli?, bo ja nie... Jeśli ktoś tak długo, jak ja działa w tematach politycz...