czwartek, 16 maja 2019

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)


Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę!
W pierwszym momencie po premierze wiadomego filmu, PIS zareagował nerwowo i nawet stanął po tej stronie, co my wszyscy. To był niestety jedynie efekt szoku. Trwał chyba 2 dni, kiedy politycy tej partii równolegle ze wszystkimi potępiali ujawnione czyny. Niestety, już w poniedziałek do roboty ruszyli spin doktorzy i zaczęło się zaciemnianie rzeczywistości. Nawet Beata Kępa wylazła z nory i przerwała swoją niezwykle interesującą kampanię wyborczą, by bronić kościoła, że o obrzydliwym panu Bielanie, nie wspomnę.
W sytuacji przestępstw dokonywanych w kościele katolickim, PIS jest naprawdę w czarnej dupie. Nie może jawnie uderzyć w pedofilów kilka dnie przed wyborami, bo są to osoby wpływowe. Jeśli się narażą kościołowi, wierne owieczki nie pójdą do wyborów albo, co gorsza zagłosują na PSL czyli KE. Mamy więc sytuację, w której trzeba jak najszybciej pokazać elektoratowi, że się coś robi, nic nie robiąc jednocześnie.
Nie chcę tu po raz chyba czwarty powtarzać, że jedynym sposobem na uwiarygodnienie walki z pedofilią, były by aresztowania winnych, których wymiar sprawiedliwości ma podany na talerzu oraz zajęcie przez prokuraturę diecezjalnych archiwów. Żadne inne podskoki, jakie teraz robi Ziobro, nie są wiarygodne. Tymczasem już od poniedziałku słyszymy, że pedofilia w kościele to „wydumany problem”, że „współżycie z dwunastoletnim chłopcem to nie pedofilia”, że „każda dziewczynka to potencjalna kurwa”, że na 1500 pedofilów przypada tylko jeden ksiądz... Jeśli ta ostatnia statystyka była by prawdziwa, oznaczało by to, powołując się na statystyki episkopatu, że mają wiedzę o 382 księżach, iż mamy w Polsce około 570 tysięcy pedofilów, co wydaje mi się liczbą nieco przesadzoną.
Dalej słyszymy, że według statystyk, najczęstszym zawodem pedofila jest brak zawodu i że sporo zboczeńców jest także wśród murarzy i nauczycieli.
PIS potrafi bardzo sprytnie manipulować statystyką. Bo, być może te dane są prawdziwe w tym sensie, że to są przypadki, o których po prostu wiemy. Wiemy także, że kościół staje na głowie, by przestępców we własnym gronie ukrywać i chronić. Trzeba więc uczciwie przyznać, że te statystyki dotyczą wszystkich z wyłączeniem pasterzy kościoła.
Druga statystyka na pozór prawdziwa mówi, że większość czynów popełnianych przez księży ma charakter homoseksualny. I jest to zapewne prawda. Wynika ona nie z preferencji seksualnej oprawcy, a z chorobliwej obrony patriarchatu. Wiadomo, że okazja zawsze czyni złodzieja. A jak wiemy, dziewczynki nie mogą być ministrantami. Aby dokonać czynu pedofilskiego na dziewczynce musi zaistnieć jakiś wyjątkowy zbieg okoliczności. Do chłopców ksiądz ma dostęp zawsze. Wystarczy, że poprosi, by któryś został po mszy. Zwalanie całego problemu na lobby homoseksualne, że niby wielu homoseksualistów chowa się przed światem w stanie kapłańskim, jest uwłaczające samemu kościołowi. Najbardziej jednak dla chłopców, którzy decydują się na wybrać taką życiową drogę. Zawsze nam wmawiano, że ksiądz jest wyjątkową osobą, ponieważ to pan bóg go wezwał do służby. Mówimy tu o tak zwanym powołaniu. Jeśli to powołanie objawia się przez penisa i orientację seksualną, to dziwnymi metodami ten wasz bóg z wami rozmawia. Głupia jestem, bo całe życie myślałam, że bóg to przemawia do duszy człowieka, albo co najwyżej do rozumu, a tu taka niespodzianka.
To nie zmienia faktu, że podoba mi się bardzo pomył, który mają środowiska katolickie na walkę z pedofilią. Uważają, że wystarczy nie przyjmować do seminariów homoseksualistów. Oczywiście moja wyobraźnia nie jest w stanie odpowiedzieć mi na pytanie, w jaki sposób będzie wyglądała selekcja...Czy kandydat do seminarium będzie musiał w czynny sposób udowodnić, że jest w stanie współżyć z kobietą?, co w moim odczuciu miało by elementy demoralizacji, czy będą adepci składać jakieś wyszukane przysięgi? Naprawdę nie wiem... Podczas takiej selekcji i tak przez sito mogą się przedostać osoby biseksualne, więc to nie załatwia problemu. Ale sam pomysł jest świetny...
Powołań kapłańskich i tak jest bardzo mało. Z każdym rokiem właściwie coraz mniej. Jeśli zaczniecie wybrzydzać i odrzucać kandydatów z powodu orientacji seksualnej, siłą rzeczy będzie was jeszcze mniej! Hura!!! Wystarczy cierpliwie poczekać. Starzy będą wymierać, a na ich miejsce nie będzie zastępców. I tym oto sposobem, nie będziemy musieli już z wami walczyć. Kościół po prostu „zejdzie” śmiercią naturalną. Czego ludzkości życzą z całego serca.
Co do tańca pingwina na szkle, jaki w tej chwili wykonuje PIS i Ziobro, by jakoś wyjść z tej sytuacji, którą im przyjaciele biskupi zgotowali na kilka dni przed wyborami, to mam takie wrażenie, że już od kilku dni nie stoją na łapkach, tylko ryją dziobami w chropowatym lodzie. Po pierwszym odruchu normalności, po premierze filmu Sekielskich, wdarł się w ich szeregi popłoch i próbują za wszelką cenę odwrócić uwagę od kościoła. Można oczywiście mówić o pedofilii, jako o zjawisku, z którym od dawna nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. Moim skromnym zdaniem, problem w ogóle nie dotyczy przepisów prawa, ale tego, co w państwie zacofanym, katolickim i tradycyjnym zawsze jest największą bolączką. Niestety ciągle żyjemy według modelu, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, że dziecko to właściwie jakiś podgatunek człowieka. Dopiero, kiedy kończy lat osiemnaście, stawiamy przed nim butelkę wódki, paczkę fajek i zaczynamy opowiadać przy nim nieprzyzwoite dowcipy. Chcemy by dorósł w 5 minut, więc rzucamy go na głęboką wodę. A nawet nam się wydaje, że świeżo upieczony człowiek powinien nam być za to wdzięczny, że wreszcie dołączyliśmy go do grona osób dorosłych. Wcześniej odganialiśmy go od stołu, kiedy rozmawiali dorośli, zatykaliśmy oczy, kiedy zbyt wiele pokazywała telewizja...i zamykaliśmy uszy, ale własne, kiedy nasze dziecko chciało nam cokolwiek powiedzieć o własnym życiu. Brak edukacji seksualne i w domu i w szkole, budowanie jakiegoś bezsensownego tabu wobec zachowań człowieka, powoduje, że dziecko nie szuka pomocy, kiedy dzieje mu się krzywda. Nie naskarży na ojca, na nauczyciela, na księdza. Po prostu nie czuje wsparcia, jest bezbronne i samotne.
Panie Ziobro! Prawo mamy dobre! Kary mamy wystarczająco wysokie. Musimy wreszcie skupić się na ofiarach, nie na przestępcach. Musimy je nauczyć mówić o doznawanej krzywdzie. W tym celu należy jak najwcześniej wprowadzać edukację seksualną ( bywają gwałty i na czterolatkach). Należy edukować nie tylko dzieci, trzeba uczyć rodziców, jak rozpoznawać nietypowe zachowanie.
Panie Ziobro, cała tra szopka z podwyższaniem kar, z tworzeniem jakiegoś niedorzecznego zespołu do spraw pedofilii, jest ze strony pana partii tylko próbą odwrócenia uwagi od kościoła. A my tu nie mamy kryzysu pedofilskiego w ogóle. Mamy kryzys pedofilski w kościele! O tym jest film Sekielskich i nie zdołacie już przed tym uciec, ani tego przykryć.
Gdybyście zamiast tej szopki, zatrudnili człowieka w każdej parafii, nie wiem..., opiekuna społecznego, policjanta..., który by obowiązkowo po każdym nabożeństwie sprawdzał, czy ksiądz idzie prosto do domu sam, nie ciągnie za sobą żadnego ministranta, ani dziewczynki uczestniczącej w rekolekcjach, widziała bym, że chcecie zapobiegać dalszym gwałtom. Ale wy tylko robicie przedstawienie w Sejmie, by zakryć swoją bezradność wobec świń w sutannach.
Nie opowiadajcie nam więc o murarzach, hydraulikach czy reżyserach. Nie damy się już omamić. Lawina ruszyła! Każdego dnia coraz więcej ofiar podnosi głowę i może się okazać, że skala tych czynów przewyższy USA, Irlandię, Australię i Chile razem wzięte.
Murarz, hydraulik, nauczyciel lub przedstawiciel innego, świeckiego zawodu podlega kodeksowi karnemu. Jeśli mamy wiedzę o jego przestępstwie, zatrzymujemy, sądzimy i wymierzamy karę. Niestety, przestępców w sutannach polskie prawo nie dotyczy. To o tym problemie rozmawiamy od kilku dni! O tym, by każdy obywatel ponosił taką samą odpowiedzialność za swoje czyny. By dotyczyło go to samo prawo ustanawiane przez państwo, a nie prawo watykańskie. W przeciwnym razie udowodnicie tylko, że ciągle jesteśmy pod zaborem.
Nie zwalajcie też wszystkiego na Ubecję. Problem niemoralnych zachowań duchownych dotyczy całego świata, tam gdzie macki Ubecji nigdy nie sięgały. Podejrzewam, że gdybyśmy jako ludzkość zbudowali bazę kosmiczną na księżycu, Marsie lub innej planecie, to natychmiast znalazł by się jakiś różowy taliban z kropidłem, który by polował na naszą wolność, nasze złoto, nasze dzieci także w przestrzeni kosmicznej. Oni są, jak bakterie, które przeżywają najgorsze kataklizmy.
Muszę WAM, zwracam się w tej chwili do czytelników mego bloga, muszę WAM powiedzieć, że oprócz przerażenia i smutku z powodu tego zła, jakie zobaczyliśmy na własne oczy, odczuwam jakąś osobistą, dziką satysfakcję, że w końcu ktoś rzucił granat w to szambo. Mówiąc szczerze, na podstawie obserwacji zachowań rodaków, nie miałam nadziei, że coś takiego stanie się za mojego życia. Wreszcie wszystkim tym, którzy raczyli mnie swoją zniewoloną moralnością, którzy mnie pouczali, kazali mi ciągnąć na siłę rodzinę na mszę, bo przecież to matka powinna pilnować ogniska domowego, które bez boga nie istnieje, wreszcie mogę spojrzeć im w twarz z nieukrywaną satysfakcją. Mówiłam im prawdę tyle lat. Gdyby słuchali, mogliśmy uratować wiele dzieci. Mogliśmy już dawno zmienić Polskę...ale my przecież kochamy cierpienie, kochamy składać ofiary. Szkoda, że żywimy się kosztem najsłabszych.
Nie doznałam nigdy fizycznego molestowania...Doznałam wiele krzywd od osób mi bliskich z powodu mojego stosunku do kościoła. Kiedy zakładałam rodzinę, ktoś krzyczał: „Bez boga wam się nie uda...” A my trwamy, trzymamy się razem i żadna burza w kościele nas nie złamie.





wtorek, 14 maja 2019

Za późno... ( Tekst z dnia 14 maja 2019 roku)


Za Późno na... PRZEPRASZAMY! Za późno o jeden dzień, o pół godziny. Jednym „przepraszam” wypowiedzianym w strachu i udawanym współczuciem nie załatwicie już nic.
O naszym życiu decydują ułamki sekund. A potem bach! Kielich się przepełnił i niczego się już nie da odwrócić.
Rodzaj ludzki i tak wykazał wyjątkową cierpliwość przez dwa tysiące lat...
Pamiętacie, jak organizowaliście wojny krzyżowe? Jak w imię Chrystusa zamiast nawracać mordowaliście całe miasta? Nie zostawialiście ani jednego człowieka, któremu mogli byście opowiedzieć o naukach Jezusa. Zabijaliście wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci, gwałciliście, plądrowaliście, szukaliście złota. Razem z ludźmi zabijaliście ich kulturę, zdobycze ich cywilizacji, daleko lepiej od europejskiej posuniętą medycynę. Ale wam chodziło tylko o to, by jak najwięcej ukraść, by z jak największymi łupami wrócić do Watykanu.
Pamiętacie, skąd się wzięły te wszystkie majątki, które dziś uważacie za własne , które, jak twierdzicie komuna wam pozabierała? Sprzedawaliście odpusty przez stulecia. Jeśli się niosła plotka, że sypiacie z kobietą, posądzaliście ja o czary i paliliście na stosie. Jeśli wam się spodobał kawałek ziemi, o kontakty z diabłem i trollami posądzaliście właściciela...Stos i przepadek mienia na rzecz kościoła!
Nic co posiadacie, nie pochodzi z pracy waszych rąk, wszystko jest wynikiem szantażu, mordów i złodziejstwa.
A pamiętacie wasze domy opieki dla samotnych matek? Bardzo często były to kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu, często nieletnie. Zabieraliście je z rodzinnych domów, poniżaliście, maltretowaliście psychicznie. Kiedy urodziły, sprzedawaliście ich dzieci, a kiedy nikt chętny się nie znalazł topiliście je w przyklasztornym szambie, bez chrztu, bez ostatniego namaszczenia, bez imienia.
Wasi papieże zawsze trzymali z silniejszymi, zawsze po stronie tych, którzy wywołują wojnę, a nie po stronie tych, którzy się bronią. Święcili miecze, machiny wojenne, potem czołgi i karabiny. W imię boże wysłali na Europe Hitlera, a po wojnie umożliwili niedobitkom hitlerowskiej armii ucieczkę do Ameryki Południowej. Wielu oprawców pod ochrona papiestwa uniknęło kary.
Potraficie się świetnie zadomowić w każdym środowisku...jak robale albo bakterie. Zawsze wiecie, komu schlebiać, by żyć, jak pączusie w masełku. Nie ważne, czy to jest kraj komunistyczny, czy feudalny, czy rządzi demokracja, czy junta wojskowa albo dyktator. Wy zawsze w pobliżu władzy, zawsze przy korycie, zawsze przy pańskim stole.
Matka Teresa, wasza święta. Wyznawczyni boga cierpienia. Tworząca szpitale dla biednych, obdarowywana przez organizacje charytatywne i prywatnych dobroczyńców, miliony dolarów z jej działalności płynęły szerokim strumieniem do Watykanu. A swoim chorym i cierpiącym odmawiała wszystkiego. Głodziła, odmawiała kąpieli. Kazała leżeć na twardych pryczach jak w obozie koncentracyjnym. Nie uznawała środków przeciwbólowych, bo uważała, że cierpienie przybliży ich do boga. Święta, święta psychopatka?
Minęło 2000 lat, a my ciągle mierzymy się z powszechnym zjawiskiem pedofilii. Ciągle mamy do czynienia z katolickimi sierocińcami, gdzie się poniża dzieci, gdzie się je bije, gdzie dopuszcza się do gwałtów jednych na drugich. Ciągle jeszcze zdarzają się księża, którzy okradają instytucje charytatywne, w których pracują. Szantaż emocjonalny jest wszechobecny. I bezkarność!
Oczywiście, powiecie, że są wyjątki. Nie przeczę. Ale jeden dobry człowiek nie może nam zaciemniać prawdziwego obrazu. Sam zakaz używania prezerwatyw przynosi ogromne żniwo śmierci osób zarażonych chorobami przenoszonymi drogą płciową. Zakaz aborcji nawet ze względów zdrowotnych i nieodwracalnego uszkodzenia płodu, to także skazywanie ludzi na śmierć. Jeśli umrze tylko dziecko, jest korzyść, bo trzeba je ochrzcić, a potem pochować. Jeśli umrze dziecko i matka, to jeszcze lepiej...,Jeden chrzest, dwa płatne pogrzeby.
To jest cywilizacja śmierci, kościół żywi się nią. Sama byłam świadkiem narzekania proboszcza, że ludzie nie umierają więc parafia klepie biedę...
Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać grzechy tych, którzy się uważają za naszych pasterzy. Pijaństwo, hazard, złodziejstwo, rozwiązłość seksualna we wszelkich możliwych odmianach. Ale nie chcę by ten post urósł znowu do rozmiarów książki.
Widząc tę histerię wśród polityków, dziennikarzy i wielu osób publicznych, które z przerażeniem powtarzają, jak mantrę, że kościół popełniał błędy, ale jest z gruntu dobry i jest synonimem polskości, ostoją patriotyzmu, to mogę tylko współczuć ludziom, którzy pomimo posiadania podobnej do mnie wiedzy, trzymają się tej teorii, jak ostatniej deski ratunku. Po prostu śmiech mnie ogarnia, nic więcej
Pokażcie mi proszę, ale tak uczciwie i z ręka na sercu. Kiedy kościół jako instytucja zrobił cokolwiek, co nie było by zgodne z jego prywatnym egoistycznym interesem? COKOLWIEK!
Kiedy słucham wynurzeń niektórych bolejących nad tym, że się wydało..., nad gównem, które wreszcie wybiło z podziemia obłudy, że nie można atakować kościoła, bo to atak na wierzących i na boga...no cóż, przypominają mi się fragmenty Krzyżaków Henryka Sienkiewicza... Tam zakonnicy też tak właśnie tłumaczyli fakt, że muszą nosić miecze. Bronili matki boskiej. Tak tłumaczyli wisielców zdobiących drzewa wkoło ich zamków. Musieli przecież poskramiać chłopów, którzy zatrzymując część plonów dla siebie, podnosili rękę na kościół i boga.
Dwa tysiące lat, a ciągle ta sama śpiewka...
Dziś szambo wywaliło bardzo silnie, leczy czy będziemy umieli się z tym zmierzyć?
Tomasz Lis powiedział wczoraj, że w tej sytuacji, tacy radykałowie i antyklerykałowie, jak ja, czy Pan Jażdżewski, z którym nie śmiem się porównywać, powinniśmy siedzieć cicho i czekać na działania organów państwa. Śmiem się z Panem redaktorem nie zgodzić, chociaż rozumiem, że dla niego najważniejszą rzeczą jest, by odsunąć PiS od władzy, a walka z kościołem może rykoszetem uderzyć w Koalicją Europejską. Pan redaktor zdaje sobie sprawę, że przedłużające się rządy PiS mogą w znacznym stopniu osłabić wolne media i jego osobistą pozycję. Ale nie zamierzam milczeć. Czekałam 20 lat na takie chwile. Walczę już 20 lat i jeśli trzeba będzie wbić kołek w serce tego trupa, mogę to zrobić osobiście. Zapewniam WAS wszystkich, że nie odczuwam nienawiści. To jest po prostu racjonalizm. To jest świadome działanie na rzecz uwolnienia świata od kościelnej zarazy połączone z obrzydzeniem i pragnieniem wolności. I może w tej mieszance jest jakiś gram triumfu...Jakbym biało-czerwoną flagę zatknęła na szczycie Watykanu.
Mam już dość księży wmawiających mi, że moje życie nic nie jest warte i że za cierpienie spotka mnie nagroda po śmierci. Mam dość szantażowanie rodziców, że nieochrzczone niemowlę będzie potępione. Mam dość traumatycznych lekcji religii, budzących w dzieciach poczucie winy. Nie zgadzam się, by nawiedzony ideologią pasterz uczył dzieci seksu w teorii i praktyce. Nie zgadzam się na społeczne wykluczenie tych, którzy mają odwagę żyć według własnych przekonań niezgodnych z narzucaną przez kościół moralnością. Nie zgadzam się na bezradność prawa wobec ludzi w sutannach. Nie zgadzam się na biskupa, który nie wie lub nie chce wiedzieć, co się dzieje w jego diecezji. Być może sam wcześniej był pedofilem. Nie zgadza się na papieża, który na doniesienia z Polski wyraża wyłącznie ZANIEPOKOJENIE!I nie obchodzi mnie, że to jest Franciszek, który jest może nieco normalniejszy, niż jego poprzednicy, z naciskiem na „nieco”! Skoro nie stać go na prawdziwe wkurwienie, to do niczego nam nie jest potrzebny!
Mija trzecia doba od premiery filmu. YouTube informuje, że film obejrzało prawie 12 milionów osób. Ale nic się poza tym nie dzieje...Jeden winny dobrowolnie poprosił o skreślenie z listy pasterzy. Gdyby nie ten film grasował by po Polsce do śmierci.
Rząd, chcąc jakoś załagodzić sprawę, wysyła na front Ziobrę...
Dziennikarze pytają o pedofilów, a Ziobro z Morawieckim o PO i głosowaniach...
Ziobro powiedział, że jest szybka reakcja rządu na film braci Sekielskich!? Nie wiem, co to zero ma na myśli? Bo po trzech dniach od premiery, do nikogo nie zapukała policja o szóstej rano. Nawet do tych, którzy się przyznali do winy. Nawet do tego, który złamał zakaz sadowy i powinien natychmiast wrócić do ciupy, jak normalny zwyrodnialec. Nie przeszukuje się kurii, nie szuka w komputerach stron pedofilskich, nie zabezpiecza dokumentów i nie aresztuje tych, którzy ukrywali przestępstwa, pomimo niepodważalnych dowodów zgromadzonych przez autorów filmu. Czekacie, aż je zniszczą?, aż uzgodnią wspólną linie obrony?. Ziobro! Wobec kościoła jesteś bezradny!!! Szybko, to ty potrafisz tylko naskrobać ustawę na kolanie. Ustawę, która jak zwykle skierowana jest do najbardziej baraniego elektoratu. Podwyższa kary, ale nie daje żadnych narzędzi, by zapobiegać przestępstwom, nie gwarantuje nieuchronności kary. Jednocześnie jesteście przeciwni, by powstała świecka komisja do badania tych przestępstw, bo ona mogłaby być uczciwa i obiektywna. Powołaliście zespół...kurwa znowu! Zaraz zemdleję z wrażenia! Zespół od tuszowania.?!. Pracujący w trybie podkomisji Macierewicza?
Na pytanie: Dlaczego w rejestrze pedofilów nie ma księży, odpowiedź Ziobry... my wprowadziliśmy przełom, a Platforma źle głosowała. Na pytanie : Czy biskupi, którzy ukrywali przestępców będą pociągnięci do odpowiedzialności, odpowiedź Ziobry...To my wprowadziliśmy przełom, a Platforma źle głosowała... Rzygam! Po czterech latach rządów potraficie tylko ciągle zwalać wszystko na innych. Zero honoru!
To, że to wszystko się dzieje, że działo się zawsze i że nawet wobec tak jawnych dowodów, nadal pozostajemy w letargu, najlepiej świadczy o tym, jak bardzo jesteśmy zniewoleni. A przecież tym krzywdom wszyscy jesteśmy winni. Ja, bo za cicho krzyczałam i WY, bo udajecie głuchych.
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to ofiary zdobędą się na odwagę, że z różnych pobudek, potrzeby oczyszczenia, dla zemsty lub z poczucia obowiązku, podniosą głowy. I wtedy zobaczymy, że tych ofiar nie było trzysta, nie było nawet tysiąc, że nie warto ratować Babilonu dla jednego czy dwóch sprawiedliwych.
Jeszcze może tydzień temu, gdyby kościół faktycznie zaczął sam się oczyszczać, przyznał się do win wszelakich, zadośćuczynił, oddał zagrabione mienie splamione krwią niewinnych, a na koniec powiedział PRZEPRASZAM, może miało by to jakiś sens. Ale skrucha czyniona pod naciskiem, nie może być szczera. Wy tylko próbujecie zmniejszyć straty, uśpić nas znowu, a potem powrócić, by nas znowu mamić.
Obejrzyjcie się za siebie...Wszystkie religie kiedyś upadają, wszyscy bogowie kiedyś odchodzą. Wy też nie będziecie wieczni.  Na was też już przyszedł czas... czas zbierania się w drogę, która prowadzi do świata bajek, a dla nas do ukojenia i zapomnienia.



niedziela, 12 maja 2019

Jabłuszko, dla księdza kanonika... ( Tekst z dnia 12 maja 2019 roku)


Wiele się działo w tym tygodniu...Nie wiadomo od czego zacząć.
Zacznę więc może trochę od „końca”.
Każdy KONIEC, musi mieć kiedyż swój początek... Czy to, co się dzieje teraz, jest początkiem końca dominacji kościoła katolickiego w Polsce?, to zależy tylko od WAS.
Wczoraj, chciałam po prostu zachować milczenie, bo film braci Sekielskich powiedział już chyba wszystko. Wielu z WAS pewnie zszokował, mnie nie. Mniej więcej znam skalę problemu i wiele takich opowieści, dobrze, że tylko z cudzych wspomnień, a nie własnych.
Dziś, kiedy już ochłonęłam, chciałabym jednak powiedzieć kilka słów do autorów.
Drodzy Panowie, bardzo WAM dziękuję. Nie tylko za odwagę poruszenia tak śmierdzącej sprawy, od lat przykrywanej różami na ołtarzach, zapachem świątecznego drzewka, kadzidła, pozorem spokoju i czystości. Dziękuje WAM za to, że nie skupiliście się na skali zjawiska lecz na jego obrzydliwości. Pokazaliście ranę pedofilii w kościele tak szczegółowo i tak dogłębnie, że zdołaliście poruszyć nawet mnie, osobę, która od dwudziestu lat prowadzi swoją antykościelną krucjatę z różnych powodów. Bo przecież grzechów kościoła jest tak wiele, że nie jest w stanie ich nazwać zwyczajny DEKALOG.
Zaskoczyliście mnie. Nie, nie wyznaniami ofiar, znam wiele równie drastycznych opowieści, nie brakiem reakcji innych duchownych, nie obroną przestępców przez wierne owieczki. Zaskoczyliście mnie spotkaniami z oprawcami. Bo jeśli coś mnie naprawdę poruszyło w tym filmie, to ci starcy. Schorowani, trzęsący się, prawie wzbudzający współczucie, stojący nad grobem wielokrotni zbrodniarze. Jeden nawet zdechł w trakcie kręcenia reportażu... Nawet w obliczu nadchodzącej śmierci, nie znaleźli w sobie właściwej refleksji. Niby mówili przepraszam, niby żałowali, niby mieli jakąś znikomą świadomość czynienia komuś krzywdy, ale zrzucali wszystko na diabła i zbiegi okoliczności. Jakie to są zbiegi okoliczności?, jeśli dorosły człowiek świadomie zaprasza dziecko do domu, na wycieczkę, do samochodu i tam je krzywdzi? Przecież to jest działanie z premedytacją. Tak naprawdę, żaden z tych dziadów nie zrozumiał istoty krzywdy, jaką uczynili. Wydawało im się, że dla ofiar to też było przyjemne. Nie rozumieją traumy, zmarnowanego życia, braku zaufania do ludzi, rozpaczy... Po tylu latach potraktowali swoje ofiary, jak kurwy, które dawały dupy w dzieciństwie, a kiedy dorosły przyszły po zapłatę. Chcieli kupić odpust, jak w pierdolonym średniowieczu I ta zakonnica, która wchodzi i mówi: jabłuszko księże kanoniku... To mi zostanie w pamięci na zawsze.
Pan Kaczyński na wczorajszej konwencji, po raz chyba setny wykluczył mnie z mojego narodu...
Zapewnił, że PiS będzie w Europie bronił wartości katolickich.
Powiedział: Polska musi być Polską, a Polacy Polakami. Zapomniał dodać, że pedofile pedofilami i to bezkarnymi...
Tak oto znowu przestałam być Polką, bo nie jestem religijna.
Słyszałam dziś w różnych programach, że trzeba bezwzględnie wydalać pedofilów ze stanu kapłańskiego... No cóż, może to jest jakiś pomysł. Bo wtedy w co trzeciej parafii nie było by komu mszy odprawiać...
Tak, nie wstydzę się tego powiedzieć. Ja atakuje cały kościół!, każdy wie, że gadanie o jakiejś wspólnocie, jest tylko pudrowaniem rzeczywistości i rozmydlaniem win na wiernych kościoła. Atakuje kościół ponieważ wiem, że porządnego, uczciwego księdza jest trudno znaleźć nawet z gromnicą. Ta instytucja, to czysta patologia. Młody kleryk, przegwałcony do szpiku kości w seminarium (słyszałam, że to działa podobnie, jak fala w wojsku), nauczony nienormalnych potrzeb seksualnych, jest jak więzień, który powraca do świata ludzi wolnych. W nagrodę, jako pomocnik proboszcza dostaje od razu spore wynagrodzenie i nagle z nikogo staje się szarą eminencją na świeczniku. Bezkarnym, bogatym, szanowanym zerem, które nic nie musi. Musi tylko siedzieć cicho i słuchać silniejszych od siebie.
Oczywiście, zdarzają się wyjątki, które w wyniku jakiegoś nieprawdopodobnego szczęścia omijają cienie seminaryjnej edukacji. Ksiądz Kaczkowski, Szymon Hołownia... Ale czy zwróciliście Państwo uwagę, że najczęściej są to te jednostki, które zbratały się ze światem cywilnym, księża, którzy przez kontakt z człowiekiem, od nas zarażają się człowieczeństwem? Oni nie muszą się martwić o losy kościoła. Nawet, jeśli gmach okrucieństwa runie, społeczeństwo ich przyjmie z otwartymi ramionami. Zasługują sobie na to.
W odniesieniu do mojego poprzedniego postu, możecie powiedzieć: ...Mówisz, że twoją religią jest tolerancja, a atakujesz kościół...
Drodzy Polacy, nawet tolerancja ma swoje granice. Tolerancyjnym trzeba być wobec tego, co jest inne, a nie tego, co jest złe. Czy byliśmy tolerancyjni wobec Hitlera? Czy w końcu nie zrozumieliśmy, że nie możemy dłużej tolerować komunizmu? Oczywiście, jeśli ktoś ma przez tysiąc lat wrzód na dupie, to może się do niego przyzwyczaić, ale to ciągle będzie wrzód na dupie!
Zło trzeba tępić za wszelka cenę. To chyba nie ulega żadnej wątpliwość. Problemem w Polsce jest natomiast świadomość tego, co złem jest, a co nie. Religia nam tę percepcję wypacza od pokoleń. Czasami się wydaje, że chcąc ją usunąć, możemy ją wyrwać tylko razem z mózgiem.
Kolejna sprawa szeroko omawiana w przestrzeni publicznej. I znów kościół w roli głównej. Kościół i tęcza...,i niech Jojo nie ściemnia.
Przez dwa dni prawica huczała, jak to Polaków obraża matka boska tęczowa, a kiedy się to okazało niepoprawne wyborczo, Brudzińskiemu rura zmiękła i obraża go już tylko to, że wizerunki były przyklejane na koszach i publicznych toaletach. A jutro się okaże, że on w ogóle nie zlecił żadnego zatrzymania, że nadgorliwi policjanci, którzy z własnej inicjatywy stanęli w obronie czci wiernych, samowolnie dokonali zatrzymania i przeszukania. To, kurwa, trzeba zwolnić nadgorliwych policjantów! Ale w krainie kościelnego bezprawia, kto łamie przepisy w imię boże, ani nie grzeszy, ani nie przekracza prawa. To ja już rozumiem, dlaczego gwałt przez wyświęconego, nie może być napiętnowany.
Tu muszę powiązać ten temat z dzisiejszymi występami Patryka jakiego w Kawie na ławie. Zaniedbał się nam pan Jaki strasznie. Nie przyniósł swoim zwyczajem fotografii przedstawiających plakaty wiszące na publicznych toaletach i na koszach. A kiedy po raz sto dwudziesty siódmy powtórzył, że chodzi o matkę boska na kiblach, to śmiał się nawet Zybertowicz, bo nawet taki zakuty łeb zauważył, że żaden z Jakiego Jezus i że słowo się ciałem nie stanie, niezależnie, jak często je będzie powtarzał. Jeśli ktoś dysponuje takimi zdjęciami, to bardzo proszę, by mi je podesłał. Muszę sama ocenić, czy naprawdę wisiały tam, gdzie prawica twierdzi. Nie wierzę tym szmatom za grosz.! Do tego wszystkiego Patryk Jaki mota się w zeznaniach, a wśród opozycji nikogo nie stać na odpowiednią ripostę.
Pani Ela, słynna aktywistka zatrzymana została z paragrafu, który mówi o nastawaniu na czyjeś uczucia religijne. Z tego co wiem, nie można ranić niczyich uczuć religijnych przechowywaniem we własnym mieszkaniu i komputerze swojej własnej twórczości. Paragraf raczej nie przewiduje kar za posiadanie na własny użytek kontrowersyjnych obrazów. Wiec jakim prawem to przeszukanie? U mnie nie ma tak zwanych świętych obrazów. Ale spodobało mi się kiedyś z powodów czysto artystycznych zdjęcie Jezusa w koronie cierniowej. Poprosiłam córkę, by mi taki obraz narysowała. I on u mnie wisi...oczywiście nie nad drzwiami głównymi, żeby moi znajomi nie doznali szoku od razu na progu. Wisi w korytarzu na pietrze. Specjalnie poniżej plakatu serialowego Dextera, seryjnego zabójcy.
Tak, to też jest w pewnym sensie moja prowokacja. Ustalenie pewnego mojego wewnętrznego systemu wartości, o którym nie pora tu mówić.
Ale, aresztujcie mnie proszę! Chociaż moja wizja nikogo na ulicy nie obrazi i w nikogo nie jest wycelowana.
Tu mamy taką spektakularną sytuację, temat, który wleczemy już drugi tydzień. Ale muszę WAM opowiedzieć o innej, żeby się WAM nie wydawało, że opresja PIS, to takie pojedyncze przypadki. Nie pisałam o tym, bo w momencie wydarzenia został już zawieszony strajk nauczycieli i po prostu nie było okazji do niego nawiązać.
Pewna moja znajoma, nauczycielka, czynnie wspierająca WIOSNĘ Roberta Biedronia. Strajk nauczycieli i wypowiadająca się w sposób krytyczny na temat PISu i kościoła w mediach społecznościowych, została zaszczycona wizytą Pisowskiego kacyka, działającego na terenie jej miejsca zamieszkania. Pouczył ją dość obcesowo, że jej wpisy ranią jego uczucia religijne, że jako nauczycielka powinna mieć „właściwe poglądy” i straszył ją sadem, za jej opinie szkalujące partię, do której chuj należy. Pani, o której mówię nie uczestniczyła w strajku, gdyż pracuje w zakładzie poprawczym i trudno jest w takiej sytuacji opuścić wychowanków. Dziewczyna była w głębokim szoku opowiadając mi całe wydarzenie. Dodam tylko, że ten PISowski śmieć, również jest nauczycielem, uczy jej córkę matematyki, który to „zbieg okoliczności”daje podstawy, by oceniać to wydarzenie w kategorii szantażu.
Nie zawsze są to takie głośne wydarzenia, jak to z matą boską. Nie zawsze coś się dzieje w świetle kamer. W całej Polsce mamy wiele przykładów, że kampania wyborcza PIS to także zastraszanie, wykorzystywanie stanowisk i naciski.
Jeśli chodzi o zwykłe wystąpienia polityków, staram się już nie oglądać całych przemówień wyborczych PISu. Szkoda zdrowia, a telewizja i tak wybierze najsmaczniejsze kaski i będzie je nam wciskać przy każdej okazji. Na przykład radosną informację, że prezydent USA zaprosił Andrzeja Dudę do Ameryki. No i gratulacje, po wielu latach skamlania, w końcu taka proszona i oficjalna wizyta...Tylko niech pan prezydent znowu się nie pomyli: Klęcznik zostawiamy w domu, a zabieramy ze sobą krzesełko
Nie słucham PISu, bo oni sprawiają, że tracę szacunek do społeczeństwa, którego jestem członkiem. Na przykład taki Morawiecki, który przyznam, bardzo sprytnie i równie wkurwiająco, użył w jednej ze swoich ostatnich wypowiedzi zdania, że „PIS będzie dążył, do „DEKARBONIZACJI” . Powiedział więc to, co powinni usłyszeć i zrozumieć politycy europejscy. Przekładając z Polskiego na nasze, będzie likwidował kopalnie. Użył mądrego słowa zakładając, że te 30% stałego elektoratu jest za głupie, by wiedzieć, co to jest KARBON.
Jak zwykle w niedzielę, kiedy mam za dużo czasu, piszę do WAS zbyt długie lity, które muszą dotyczyć wielu tematów.
Tak naprawdę, naturalne się stało, że temat kościoła stał się równoznaczny z tematem PISu i odwrotnie.
Mamy wrażenie, że te dwie struktury, dwie zmory dręczące Polskę nie od dzisiaj, w ostatnich czterech latach tak bardzo się zgrzały, że właściwie zniszczenie jednej jest niemożliwe bez zniszczenia drugiej.
Niektórzy myślą, że upadek moralny kościoła obejmuje kilka ostatnich dekad. To mylne założenie. To wszystko się działo zawsze! Wystarczy poczytać książki... Kościół katolicki, z racji swojego archaicznego charakteru, jest jedyną instytucją, która nie jest się w stanie przystosować do szybkiego postępu. Ostatnie afery są tylko efektem wiedzy, jaka w dzisiejszym, globalnym świecie rozchodzi się szybciej i dociera do wszystkich zakamarków. W tym pojęciu można dojść do wniosku, że kościół przegrał bitwę o dusze z internetem, który go obnażył.
Każdy koniec ma kiedyś swój początek. Ja, zatwardziała realistka, a w sprawach kościoła, pesymistka, zaczynam wreszcie dostrzegać pewną nadzieję. Mam wrażenie, że wreszcie szala zaczyna się przechylać na stronę postępu. Musimy pamiętać, że droga przed nami jest jeszcze bardzo długa. Musimy być mądrzy, by spychając kościół katolicki, nie ułatwili drogi do Polski innym agresywnym religiom, np. islamowi.
W nowoczesnym świecie, jesteśmy ostatnią przystanią, której nie zdobyła laicka cywilizacja. Czas otworzyć drzwi i wpuścić wolność.



środa, 8 maja 2019

Jeszcze nie jesteśmy stadem. ( Tekst z dnia 8 maja 2019 roku)


Panie ministrze Brudziński!
Muszę z przykrością stwierdzić, że jako obywatelka Polski, jestem każdego dnia obrażana w sposób publiczny i bez żadnych zahamowań obrażane są moje uczucie religijne i patriotyczne.
Panie Brudziński, panu się może wydawać, że my ateiści, to nie mamy honoru i uczuć. A moje prawa są łamane każdego dnia, a wraz nimi ranione moje uczucia.
Podczas referendum konstytucyjnego, nikt nie głosował na taki „taliban”, jaki nam zafundowaliście. Państwo polskie, z tego, jak ja rozumiem Konstytucję, jest państwem świeckim i taki pański nadprezes, mówiąc, że „ Podnoszenie ręki na kościół, jest podnoszeniem ręki na Polskę”, po prostu Konstytucja łamie.
Moje uczucia religijne są łamane w życiu publicznym, kiedy na każdą nawet najbardziej banalną uroczystość państwową zapraszacie tych swoich różowych talibów, bo nie chce powiedzieć różowe świnki, i ich czarną armię. Obraża mnie to, że prezydent mojego kraju, kimkolwiek by nie był, nawet taką dudą, jak Duda, wita tychże nazywając ich ekscelencjami!, ze świadomością, że na setkę tych ekscelencji, przeciętnie trzydziestu to byli lub czynni pedofile, siedemdziesięciu to złodzieje, dziewięćdziesięciu to pijacy, a czterdziestu wypiera się swoich dzieci z nielegalnych związków. Czasami w gronie tych stu, znajdzie się jeden uczciwy ksiądz z powołania, ale rzadko, bo takich się na uroczystości państwowe nie zaprasza...
Moje uczucia religijne rani to, że w całej Europie mogę bezpiecznie jeździć po niepoświęconych autostradach, a w moim kraju muszę wyłącznie po poświęconych, bo przecież święcicie wszystko. Szkoda tylko, że na tych poświęconych jest 2 razy więcej wypadków, co średnia w Europie. Czasami, kiedy korzystam z toalety na waszej poświęconej stacji paliw, zastanawiam się, czy czasami poświęcony kibel się nie rozpadnie pod moją niezbyt świętą dupą.
Obraża mnie to, że w telewizorze, kupionym za własne pieniądze, na wszystkich programach państwowych i prywatnych, wszędzie widzę krzyże, matki boskie, i pasterzy nie mojej religii. Jedyną alternatywą są chyba kanały pornograficzne! Nie ma w polskiej przestrzeni medialnej, ani jednego kanału dla nie-katolików, gdzie oszczędzono by mi słuchania kolęd, oglądania Mikołajków, bombeczek, jajeczek, króliczków i całego tego badziewia, które było by miłe dla oka, gdyby nie było podszyte ideologią. Przeszkadza mi, że pleban z najbliższej parafii, który od lat nie widuje jakiejś rodziny w kościele, dobija się po tak zwanej kolędzie do drzwi, jak jakiś psychopata. Jakby święcenie domu traciło termin wartości po jednym roku. Dobija się czasami przez kilka minut, chociaż wie dobrze, że nie mieszka tam nikt głuchy, bo może w końcu otworzy, a jeśli tak, to choćby ze wstydu coś w kopertę włoży...
Przeszkadza mi, że nawet na najbardziej neutralnych portalach informacyjnych, okresowo roi się od najważniejszych porad dla rodziców, którzy wysyłają dzieci do komunii: w co ubrać, jaki prezent, ile księdzu na tace, co ugotować na przyjęcie...
Najbardziej jednak obrzydliwe jest to, że w instytucjach publicznych i urzędach, naraża się nas na oglądanie symboli katolickich. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że klasy szkolne oblepione są symbolami religijnymi, działając na nasze dzieci, na ich umysły, jak reklama podprogowa. Sprawiają, że religia staje się swego rodzaju nałogiem, bez którego dziecko później nie potrafi już funkcjonować.
Zapyta pan, jakie ja mogę mieć uczucia religijne, skoro deklaruje się, jako ateistka. Otóż moja religia jest tolerancja, wiara w równość ludzi, w ich dobro i mądrość, w siłę ludzkiego umysłu, który potrafi w sposób empiryczny radzić sobie z problemami, bez użycia czarodzieja z krzyżem. Kościół katolicki jest dokładnie odwrotnością mojej wiary.
Znoszę to wszystko całe moje dorosłe życie i chociaż wątroba mi się skręca i chociaż dręczy mnie to psychicznie, to wiem, że jako osoba niewierząca, nie mam żadnych praw w mojej Ojczyźnie. I gdybym poszła ze skargą na policję, to pan pierwszy by mnie wyśmiał. Czy moich uczuć, paragraf, którego pan używa tak chętnie, nie dotyczy? Niech pan goni z porównywalną gorliwością tych wszystkich, którzy moje prawa łamią.
Kiedy się powie choćby słowo prawdy o kościele, stajemy się wrogiem publicznym numer jeden. A pan występuje w tv i tłumaczy się z aresztowania zwykłej obywatelki, która w odważny sposób wyraziła swoje poglądy na kościół. Mówi pan, że był pan chwalony za to, kiedy reagował pan na podobne przypadki obrazy innych religii i kultur...No chyba pan żartuje! Niech pan mi pokaże przykłady tych interwencji, kiedy z równa gorliwością policja ściga tych, którzy obrażają żydów czy muzułmanów. Albo, niech pan zerknie do internetu, bo ostatnio taki jeden „ryży”, który przyjechał na wykłady z Brukseli, jest obrażany tylko za, że jest po prostu ryży ( chociaż ja tego koloru nie potwierdzam, ale może patrzę innymi ( wilczymi) oczami). Z pańskiej wypowiedzi wyniosłam jednak jedną wartościową naukę. Okazuje się, że osoba, która jest zabierana z domu o szóstej rano na policję, nie jest to osoba aresztowana, a zatrzymana. Chociaż nie wiem, czy ta drobna różnica w nazewnictwie, ma jakieś znaczenia dla aresztanta/ zatrzymanego siedzącego „na dołku”. Ziobro zapiera się rękami i nogami, że prokuratura nie miała ze sprawą nic wspólnego. Czy mam w takim razie rozumieć, że wolno dokonać przeszukania w mieszkaniu bez prokuratorskiego nakazu? A to dziwny kraj, ta Polska...
Niech pan, panie Brudziński czasami poogląda swoją ukochana telewizję, albo choćby posłucha prezesa, który właśnie nas, nie-katolików przyrównał do ludzi, którzy chodzą na rękach...bardzo delikatny i łaskawy pan prezes dzisiaj. Zdarzało mu się i gorzej o nas mówić.
W pierwszym dniu matur, w szkołach zanotowano 122 alarmy z powodu informacji o podłożonej bombie, a potem było już tylko gorzej. A pan w tym samym czasie lata z wywalonym językiem za MATKĄ BOSKĄ TĘCZOWĄ?! Czy ktoś jeszcze panuje nad tym wszystkim?
Gdyby tak odrzucić wszelkie emocje i wątek religijny i spojrzeć na to wszystko, jak ślepa bogini sprawiedliwości... Dlaczego przy podobnym przewinieniu lecz w znacznie większej skali, bo jak rozumiem, większość katolików wyła z urazy po wiadomym wykładzie, nie wysłał pan o szóstej rano policji do Pana Leszka Jażdżewskiego? ( Panie Leszku, wcale nie namawiam, by pana aresztowano) Zbyt znana buzia? Za dobre znajomości? Za szerokie plecy? Łatwiej spektakularnie wyżyć się na kimś bezbronnym, zdobyć punkty u prezesa i Rydzyka, wyżywając się na kimś słabszym, prawda? Jest pan zwyczajnym tchórzem, zbyt cienkim, by naprawdę rozpocząć wojnę, z rozszerzającą się w Polsce niechęcią do kościoła i do waszej współpracy, mówiąc delikatnie. A w nawiasie takie pytanie: Czy jeszcze macie coś do powiedzenia, czy już tylko biskupi nami rządzą, a wy jesteście tylko maską na kiju?
Jest we mnie ogromny bunt, a najbardziej boli mnie ukrywanie prawdy. Oczywiście, dziś najbardziej gorącym tematem jest pedofila. Ale cała historia kościoła, jest jednym wielkim morzem gówna.
Dwie trzecie osób zarażonych wirusem HIV pochodzi z Afryki, w tym szacuje się, że może być nawet 2 miliony dzieci... Nie widzicie związku z tym, że wasz święty papież Polak kategorycznie przeciwstawił się używaniu i rozdawaniu za darmo przez organizacje humanitarne prezerwatyw? Popieranie reżimów w Ameryce Południowej, to co najmniej 2 miliony zgonów, do tego setki lat inkwizycji, wojny krzyżowe... Milion do miliona... Stalin i Hitler by się nie powstydził takich wyników. Dlaczego świat przymyka oczy na zorganizowane ludobójstwo w imię interesów jednego małego państwa?
Tego, oczywiście nigdy się nie dowiemy, bo tu by się musiało konsylium lekarskie zebrać. Po prostu, jesteśmy tak uwikłani w życie w strukturach kościoła, że każdy, kto wychyli głowę, od razu jest linczowany...
Wydaje mi się jednak, że widać już światło w tunelu. Coraz więcej niepokornych podnosi głowę. Jedni chcą całkowitego unicestwienia potwora ( ja), inni tylko jego powrotu do nory. Szkoda tylko, że wśród tych, którzy nas wspierają, nie ma polityków ( nie będę wymieniać Biedronia, bo czym dłużej go słucham, tym bardziej jestem pewna, że chodzi mu o coś zupełnie innego, niż mnie). Było to dokładnie widać, w tym popłochu, który się zrobił w szeregach KE po wystąpieniu Pana Jażdżewskiego. Jedni stanęli od razu tyłem do niego, inni tylko bokiem, by dyplomatycznie być i za i przeciw. To smutne, bo w takich sytuacjach bardzo dobrze widać, że w polskiej klasie politycznej i po prawej i po lewej stronie, nie ma ludzi, którzy by rozumieli, czym jest wolność słowa i demokracja.
Na razie, my, którzy znajdujemy w sobie odwagę, by o tym prawdziwym zniewoleniu Polski mówić głośno, nie jesteśmy jeszcze stadem. Każdy z nas mówi, jakby pochodził z innej planety. Jesteśmy samotnymi wilkami w lesie hipokryzji, lesie. który czerpie życie z rzeki nienawiści. Ale przyjdzie dzień, że się spotkamy, że stado powstanie. Stado złożone z ludzi myślących, którzy nie dążą do władzy, więc nie muszą szukać publicznego poklasku. To my będziemy wkrótce napędzać maszynę przyszłości. Maszynę pozbawioną uprzedzeń i barier. To my będziemy tworzyć programy nauczania w szkołach, będziemy ludzi leczyć z poczucia winy, jakie dostajemy na chrzcie.
To my przekonamy ludzi do coraz wyraźniej rysującej się prawdy, że religia jest wirusem, który zmienia funkcjonowanie mózgu, tłumiąc objawy myślenia...



poniedziałek, 6 maja 2019

Popłoch i kij w mrowisku. ( Tekst z dnia 6 maja 2019 roku)






Od piątku naprawdę świetnie się bawię. W szeregach prawicy zapanował taki popłoch, że aż się kurzy. Na baczność zostały postawione wszystkie internetowe trolle. Po wszystkich stronach portali społecznościowych zaczęły krążyć stare potworki. A, że, jak zwykle prawica do lekcji nieprzygotowana, posługują się starymi, odgrzewanymi kotletami. Oczywiście jest Tusk w mundurze SS, są wyzwiska od ryżych świń i ryżych firerów w stosunku do Donalda Tuska, a dostało się nawet, po 4 latach!!! Pani Prezydentowej Komorowskiej, której zmanipulowane zdjęcia, powiększające jej normalne rozmiary o kilka numerów i opluwające komentarze pod takimi fotami, stały się hitami wulgarnych, chociaż nazywanych przez właścicieli patriotycznymi stron. I tak, jak to zwykle w Polsce: Tusk zawinił, a dostało się rudym i grubym. Dyskusja z tymi ludźmi nie ma żadnego sensu. Ja czasami sobie robię sesję dyskusyjną na takich grupach, ponieważ współuczestnicy takowych dyskusji, nie charakteryzują się żadnymi konkretnymi poglądami, Nie są w stanie odeprzeć żadnego, nawet najprostszego argumentu. Łatwo więc poćwiczyć zaganianie baranów do zagrody i naostrzyć język na prawdziwe boje. Wszystko, na co ich stać to inwektywy, które przyjmuję z rozbawieniem, bo już mi spowszedniały. Oczywiście największą obrazą w ich mniemaniu, jest nazywanie mnie lewakiem.
Tylko, że to już mnie nie obraża, to mnie po prostu wyróżnia od tych, którymi być nie chcę.
Z honorem i dystansem do siebie samej przyjmuje więc tę obelgę jako swój znak firmowy. Jestem lewaczką i jestem z tego dumna.
Po ostatnich trzech dniach czuję się dodatkowo wyróżniona, bo okazuje się, że z grona całego wielomilionowego społeczeństwa, znalazłam się w tej elitarnej podgrupie, która nie zbulwersowała się na Leszka Jażdżewskiego. A okazuje się, że nawet wśród przedstawicieli strony tak zwanej demokratycznej, jest wielki popłoch i zniesmaczenie. Nawet ludzie, których powszechnie uważa się za wolnościowców sugerują, że Pan Jażdżewski wyszedł niepotrzebnie przed szereg...
Ja może nie jestem wykładowca uniwersyteckim, może nie mam doktoratów i nie zajmuje się zawodowo polityką. Ale dla mnie, jako dla obywatelki Polski i wolnego człowieka, najważniejsza jest prawda. Mogę się oczywiście zgodzić z poglądem, że to wystąpienie może rzucić pewien cień na Koalicje Europejską w najbliższych wyborach. Ale to tylko świadczy o tym, jak mało obywatelskie mamy społeczeństwo i w jak pokręcony sposób rozumiemy wolność. Ciągle nam się zdaje, że choćby przebywanie w otoczeniu osoby o innych poglądach, może nas zarazić jakąś nieuleczalna chorobą. To zupełnie tak, jakby ktoś kto wchodzi na katedrę po czarnym, zrobił się brązowy, chociaż z natury jest biały.
Ja poglądy Pana Leszka podzielam, jest mi może łatwiej, bo nie walczę o władzę. Ale nie podejrzewam, by jego wystąpienie miało jakikolwiek związek z Donaldem Tuskiem, Rektorem, uczelnią, czy kimkolwiek, kto go wysłuchał.
Mówicie Państwo, że to nie był właściwy moment na tego typu deklarację? A ja się WAS pytam, kiedy będzie właściwy moment? Pewne mankamenty kościelnego rozpasania widzieli nasi przodkowie jeszcze w średniowieczu. Wystarczy przypomnieć sobie: : Krótką rozprawę, między panem, wójtem, a plebanem. Potem była „Monachomachia” Ignacego Krasickiego. O bezczelności kościoła wspominał także bohater powstań, Tadeusz Kościuszko. Przez tysiąc lat, pomimo zaboru ziem przez Krzyżaków, udziału biskupów w Targowicy, nigdy nie było właściwego momentu, by się z tym jarzmem rozprawić. Teraz mamy prawdziwy kryzys w kościele. Nie mamy już wokół siebie silniejszych cesarstw, które będą broniły papiestwa. Na jaw wyszło wszystko, co kościół nam robił przez lata. To, jak nas grabił, oszukiwał, jak gwałcił nasze dzieci, jak przepijał nasze emerytury lub przegrywał w karty, jak uczynił z klasztorów regularne burdele. Jesteśmy w przededniu premiery filmu Sekielskiego o pedofilii w polskim kościele. Więc może to jest właśnie ten moment, by kij w mrowisko włożyć?!
Bo tak właśnie postrzegam wykład Pana Jażdżewskiego.., jako świadomą prowokację, która wstrząśnie Polską. I w tym miejscu powinnam bardzo serdecznie podziękować wszystkim prawicowym mediom i portalom. Nikt tak, jak wy nie rozpowszechnił tego wykładu. To dzięki wam o tym miłym Panu usłyszała cała Polska, nawet w Pipidowie, gdzie psy dupami szczekają. Na taką szybką popularność, to nawet Prince nie mógł liczyć.
Jeśli ten wykład, niezależnie jak go oceniacie, spowodował u Polaków choćby jednominutową refleksję intelektualną, to znaczy, że odniósł nieoceniony sukces. Kampania wyborcza jest nudna. Koalicja Europejska już nas niczym nie zaskoczy, a po wystąpieniach Kaczyńskiego trudno o jakąkolwiek refleksję, a szczególnie o intelektualną.
Polska klasa polityczna okazała się bandą tchórzy. Bo nie chodzi o to, by ktokolwiek pochwalił Pana Jażdżewskiego za jego kontrowersyjny występ. Ale by przyznać mu prawo do wygłaszania swojego zdania.
To wszystko pokazuje tylko, jak wiele jest jeszcze w Polsce do zrobienia.
Zarzucacie także, że tego typu wypowiedzi bardzo polaryzują społeczeństwo. Drodzy Polacy. My jesteśmy podzieleni. Podzieleni do granic możliwości. Pan Jażdżewski tylko dolał czerwoną farbę do rzeki nienawiści, która nas dzieli. Byśmy ją lepiej zobaczyli.
Niestety, zaniedbaliśmy przez dziesięciolecia wykształcenie. Nie uczymy poezji, nie wskazujemy na różne środki wyrażania myśli. Z całego przemówienia do Polaków dotarły tylko 3 słowa: Kościół, świnia i błoto. Istota myśli uleciała niepostrzeżenie.
Piszecie, że Leszek Jażdżewski właśnie stworzył stowarzyszenie bezbożników? Może czas najwyższy, by takie stowarzyszenie powstało?
Nikt tak naprawdę nie wie, skąd wzięły się religie...
Może to tak, jak z opowiadaniem trzylatkowi o tym, skąd się biorą dzieci. Kiedy widzimy, że młody mózg nie jest jeszcze gotowy na prawdziwą wiedzę, opowiadamy o ptaszkach i motylkach, albo o bocianie i kapuście. Tylko tyle, że dziecko dorasta i wtedy aktualizujemy program, udzielamy mu właściwej informacji.
Ten, kto wymyślił religię, musiał być dużo mądrzejszy od ludzi. Może był przybyszem z innej galaktyki. Widząc na jakim poziomie intelektualnym są ludzie zamieszkujący Ziemię, nie mógł im zrobić wykładu z elektroniki i fizyki kwantowej. Wymyślił im więc boga, by mogli sobie świat tłumaczyć w sposób dla nich zrozumiały. Potem, widząc, że krzywdzą siebie nawzajem, ustanowił prawa podstawowe zwane Dekalogiem. Niestety, ludzie nadal żyli jak zwierzęta, prowadzili wojny, zabijali się dla zysku. Ostatnią próbą naprawienia świata był Chrystus, który przybył by nauczyć ludzi miłości i tolerancji. Niestety, kiedy wrócił do swoich, pojawił się kościół, który zamienił miłość w strach. Przy pomocy tego strachu rządzi już 2 tysiące lat...
A ludzkość jako taka dorosła. Sama poznała tajemnice medycyny, chemii, geografii, a nawet fizyki kwantowej. Kościół, wróg postępu bardzo się stara, by nie dało się w ludzkim mózgu zmienić programu, by jak to dorosłe dziecko, ludzkość zrozumiała, że to nie z kapusty się biorą dzieci.
Nie dziwi mnie to, że religie wszelkiego typu powstały, kiedy człowiek dopiero co zlazł z drzewa i nie miał pojęcia o niczym. Był na początku swojej rozwojowej drogi. Ale czemu teraz zachowujemy się tak samo, jak te małpy, chociaż nasze wierzenia przeczą ewolucji.
Widzicie, jaką ładną bajkę WAM właśnie wymyśliłam? Jest logiczna, wydarzenia są uporządkowane chronologicznie. Wiadomo co z czego wynika... Czy mogę od jutra zostać WASZYM bogiem?
Nie?, a w czym moja opowieść jest gorsza od tej, którą słyszycie w kościele?



niedziela, 5 maja 2019

Hipnotyzer. (Tekst z dnia 5 maja 2019 roku)


Noszę szkła kontaktowe. Z tego względu nie powinnam zalewać się łzami. Soczewki powodują nadwrażliwość oka, w którym łzy doprowadzają do kilkudniowego zapalenia. A jednak nie mogłam się opanować podczas wykładu Donalda Tuska na UW. Nie ze względu na to, co mówił. W przeciwieństwie do różnych stron politycznych, ten wykład nie budził we mnie ani strachu, ani nadziei na przełom. Donald Tusk, ze względu na piastowane stanowisko, nie może w zdecydowany sposób opowiadać się po którejkolwiek stronie politycznego sporu. Jest jego obowiązkiem stać po stronie wartości. Spodziewałam się, że przemówienie będzie rzeczowe, bez wycieczek politycznych, dowcipne i pozbawione agresji.
Popłakałam się, bo miałam przez chwilę wrażenie, że ostatnie 4 lata po prostu mi się przyśniły. To było tak, jakby po długiej zimie nagle zaczęło grzać słońce, jakby ktoś nagle włączył światło i świat, który w mroku wydawał nam się przerażający, nagle okazał się piękny. Zobaczyłam Polskę taką, jaką kocham. Polskę uśmiechniętą, pełną mądrych ludzi. Polskę, w której nie ma krzykaczy, w której każde wypowiadane słowo jest ważne i przemyślane.
To była uczta dla duszy.
O wykładzie Donalda Tuska powiedziano już wszystko. Ja mogę powiedzieć tylko o moich własnych emocjach. O tym, że chyba nikt z nas Donalda Tuska nie doceniał. To tak, jak z tą Litwą, która jest jak zdrowie i której się nie docenia, póki się jej nie straci. Ludzie w moim wieku i starsi znają karierę polityczną Pana Tuska od początku. I chyba nie ma takiej osoby, która 30 lat temu, widząc tego nieśmiałego, niezbyt urodziwego, rozczochranego chudzielca, zobaczyła w nim męża stanu. Widzieliśmy, jak dojrzewał, jak nad sobą pracował, jak popełniał błędy. Przełom nastąpił, kiedy powstałą Platforma Obywatelska. Donald Tusk, który do tej pory był gdzieś w drugim szeregu, wypłynął jako dojrzały polityk z bardzo konkretnymi poglądami. Ale nawet wtedy mało było takich, którzy zaryzykowali by wróżenie mu światowej kariery. Okazało się, że jest twardzielem, że ma skonkretyzowane cele, że panuje nad emocjami i przede wszystkim, że ma klasę. Rzeczą charakterystyczną jest właśnie ta klasa, bo to bardzo trudne, by ją zachować, a jednocześnie być zwyczajnym człowiekiem, takim, który kocha psa, bawi się z wnukami, biega po bułki do sklepu i lubi czasami z przyjaciółmi pograć w piłkę.
Taka jest różnica między Donaldem Tuskiem a Kaczyńskim.
Tusk nie musi jeździć kuloodporną limuzyną, nie musi go chronić obstawa, nie musi sobie wmawiać, że jest tak ważny dla świata, że wszyscy chcą go zabić. On ma klasę nawet na plaży i w krótkich spodenkach. Każdy może do niego podejść i uściskać mu rękę. A kiedy znienacka padnie jakieś niewygodne pytanie, może liczyć na spokojną i rzeczową odpowiedź.
Kaczyńskiemu, który klasy nie ma, wydaje się, że wystarczy być sztywnym i niedostępnym, by to wzbudzało podziw i szacunek. Odgrodził się pod świata, a kiedy padają niewygodne pytania, nie umie z nich wybrnąć dyplomatycznie. Wtedy mówi to, co naprawdę myśli i wychodzi z niego prawdziwy dyktator.
Kompleksy i niski brak poczucia własnej wartości, wstyd z powodu tchórzostwa w czasach próby, przykrywa ułomnym ale rozbuchanym ego. Jednocześnie boi się konkurencji i ją lekceważy. Jednocześnie chciałby być przywódcą ale nie potrafi się przyłożyć, przygotować do publicznych wystąpień. Kiedy zaczyna brakować mu argumentów, zaczyna charakterystycznie mlaskać...
Bardzo nas ucieszyły sukcesy Donalda Tuska na
arenie międzynarodowej. Wiedzieliśmy, że spokojnie mógłby zostać królem świata i nie będziemy musieli się za niego wstydzić. Ale mam podejrzenia graniczące z pewnością, że gdyby Tusk nie odszedł do Brukseli na rok przed wyborami, wszystko potoczyło by się inaczej.
Wydawało nam się, że to tylko jeden człowiek, że odszedł, by na jego miejsce wyrósł inny, równie sprawny lider. Minęły lata, nic takiego się nie wydarzyło...
Poczuliście to w piątek, prawda? My, wszystkie słomiane sieroty po Donaldzie Tusku. Jesteśmy, jak takie małe dzieci, których ojciec wyjechał do Ameryki za chlebem. Wiemy, że to było konieczne. Wiemy, że ojciec nas kocha i robi to dla nas. A mimo to czujemy się opuszczeni i osieroceni.
Dlatego było to tak wzruszające. Donald Tusk...człowiek o niezwykłym poczuciu humoru i nieograniczonym dystansie do siebie, z tą swoją zniewalającą wadą wymowy, hipnotyzer, przemówił do nas. Przemówił, jakby tych czterech lat w państwie PIS nie było, jakby to był tylko zły sen, jakby cała prawdziwa Polska była na tej sali...sali pełnej ludzi, a nie jaśnie panów i szacownych ekscelencji.
Słyszę od WAS, że Tusk powinien wrócić i zmieść ze sceny politycznej Grzegorza Schetynę...
Ja też jestem osobą niezwykle emocjonalną, co często możecie wyczytać z moich postów. Ale po jakimś czasie staram się wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę. Bo najważniejsze jest, by z tych całych emocji odcisnąć tyle prawdy ile tylko zdołamy i by w swojej ocenie być jak najbardziej uczciwym. Wszystkim się wydawało, że po odejściu Tuska, a już szczególnie po wybraniu Schetyny na szefa PO, partia ta będzie szybkim krokiem zmierzać do upadku, a sam Schetyna ugotuje się we własnym sosie. Nic takiego się nie stało. Uczciwie mówiąc, PO podniosło się po przegranych wyborach, a sam Schetyna schował ( podejrzewam, że tylko na jakiś czas) swoje prywatne wybujałe ego. Dokonał rzeczy, która był prawie niemożliwa. Zjednoczył opozycję i uczynił z niej realną siłę gotową wygrać z PISem. Wydaje mi się, że nawet Donald Tusk to zauważył i docenił. Nie przypuszczam też, by polityk tak wielkiego formatu powrócił do kraju tylko w celu dokonania osobistej wendety.
Bardzo bym chciała, by Donald Tusk wrócił. Nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie startował na urząd prezydenta, czy założy nową partie, czy pozostanie tylko wykładowcą i komentatorem. Piątkowe wydarzenie z jego udziałem pokazało nam, że Tusk w Polsce, to znaczy Polska normalna, Polska uśmiechnięta, Polska mądrych ludzi, Polska, którą kocham. Moja Polska...
Donald Tusk jest głównym aktorem ostatniego tygodnia. Żadne napuszone, a pozbawione treści przemówienie Dudy czy Morawieckiego, nie jest w ogóle warte komentarza. I dopiero na tle tego wykładu mogliśmy dokładnie zobaczyć, jakie miernoty nami rządzą...
I na opowiadaniu o tej duchowej uczcie, która nas spotkała mogła bym zakończyć swój dzisiejszy list do Polaków.
Nie była bym jednak sobą, gdybym nie wspomniała o Leszku Jażdżewskim, który był tak zwanym supportem Donalda Tuska. Pan Jażdżewski nie wystąpił wprawdzie w czerwonym bikini i prochowcu, jak Prince przed występem Rolling Stones, ale zrobił równie piorunujące wrażenie. I tu, jako pisarka amatorka, która nigdy nie wzniesie się na wyżyny tak trafnej retoryki, posłużę się znowu nieuprawnionym cytatem, który powinien nam wszystkim zapaść w pamięci:
...Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego by sprawować funkcję sumienia narodu. Ten, kto szuka transcendencji absolutu w kościele, będzie zawiedziony. Ten, kto szuka moralności w kościele, nie znajdzie jej. Ten kto szuka strawy duchowej w kościele, wyjdzie głodny. Polski kościół zaparł się ewangelii i zaparł się Chrystusa i gdyby dziś Chrystus został ponownie ukrzyżowany, to prawdopodobnie przez tych, którzy używają krzyża jako pałki, by pokorne owieczki zaganiać do zagrody. Dziś agendę tematów dnia układają nam czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków. Ale rywalizacja na inwektywy i na złe emocje z nimi nie ma sensu. Dlatego, że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie, orientujesz się w końcu, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry.
Cytat ten dedykuję przede wszystkim dwom politykom, wcale nie z obozu władzy, Po pierwsze Panu Kosiniakowi Kamyszowi, który podczas tego wykładu zaczął się nerwowo kręcić na krześle, jakby mu ktoś prąd pod nie podłączył, a w jego oczach widać było walkę myśli, by sale opuścić, z walką myśli, czy mu się to opłaci...
Zabolały te słowa, prawda Panie Władku? Zabolały, chociaż pan Jażdżewski nie zaatakował ani wierzących, ani Jezusa czy Maryję. Powiedziałabym nawet, że stanął w jakimś sensie w ich obronie przez kościołem, który ich wizerunek kala. Skoro więc tak bardzo Pana te słowa ubodły, to niech Pan sobie zada w duszy pytanie: Czy jest Pan osobą wierząca, czy po prostu zwyczajnym sługusem kościoła? Widząc Pana zmieszanie , odczuwam swoją osobista satysfakcję. I myślę sobie: Bardzo dobrze, że odczuł Pan to na swojej własnej skórze! Poczuł Pan to, co czuje wielu Polaków, kiedy w swoich, nomen omen politycznych wystąpieniach, powołuje się Pan na Jezusa, Maryję JPII i kościół. Kiedy Pan to robi, mimo całego szacunku dla Pana, jako polityka, ja również nerwowo kręcę się an krześle i odczuwam fizyczny ból jak podczas postępującej marskości wątroby, lub potrzeby spowodowania tej marskości, bo mam ochotę się napić... Może Pan zrozumie, że wiara nie powinna być przedmiotem debaty publicznej ani programem wyborczym. I w tym wymiarze Pan Jażdżewski, który nie jest politykiem zachował się dużo bardziej przyzwoicie, niż Pan, bo zaatakował instytucję, a nie wiarę.
Następne moje słowa skieruje do Roberta Biedronia.
Panie Robercie, gdyby Pan tak mówił o kościele, bez zadęcia, bez tego fałszywego entuzjazmu, a z obiektywną oceną sytuacji, głosowała bym na Pana natychmiast. Niech się Pan uczy od Pana Jażdżewskiego!
I na koniec słów kilka do Jarosława Kaczyńskiego, który w wystąpieniu redaktora zobaczył poniekąd słusznie atak na kościół... Ale nie zgadzam się ze zdaniem, że: Każdy atak na kościół katolicki, jest atakiem na polskość.
Czy chce pan w ten sposób powiedzieć, że nasi dalecy przodkowie, ci, których przedstawia się w legendach, którzy się na tych ziemiach osadzili, widząc ich piękno, którzy pierwsi dostrzegli białego orła, jako znak naszego narodu, że oni nie byli Polakami? Czy to chrzest uczynił z nas wolny naród?, a może wręcz przeciwnie. Czy nie jest prawdą, że akt ten był wydarzeniem politycznym, swego rodzaju poddaniem się nie tylko Watykanowi, ale także Cesarzowi Niemiec, który, gdybyśmy dobrowolnie nie przyjęli chrześcijaństwa, nawrócił by nas ogniem i mieczem? To prawda, na tamte czasy, było to dobre strategicznie posuniecie, które pozwoliło pod pozorem względnej suwerenności nadal budować państwo polskie. Ale czy dziś, kiedy większość krajów wyzwoliła się z tego wasalskiego poddaństwa względem Watykanu, po tak wielu latach manipulacji i szantażu emocjonalnego, nie czas już uwolnić Polskę od tego zakłamania, od tej instytucji, w której nie chodzi o wiarę a o władzę i pieniądze?
Człowiek może wierzyć w co chce. To jest jego prywatna sprawa. Według tej wiary nie należy go oceniać ani spychać na margines. Ale w życiu politycznym i społecznym nie ma już miejsca na baśnie. Z kultywowania tych wierzeń nie wynika nic pożytecznego dla kraju. Pan Sasin uważa, że katolicki dekalog jest podstawą tworzenia prawa . Dobrze, że tak nie jest, bo gdyby tak było, to marszałkowi Kuchcińskiemu jaja by obcięli, za stosunki z nieletnią, ukraińską prostytutką... We wszystkich cywilizowanych krajach suwerenem jest naród, w Polsce jest nim kościół!
Dorośliśmy, cały świat dorósł. Nie potrzebujemy już żadnego dekalogu, by odróżniać dobro od zła. I dostrzegamy to, że mieszanie wiary do paragrafów prawa, do ustaw politycznych, do zasad współistnienia społecznego jest złem. Musimy wreszcie nauczyć się być ludźmi!, bez strachu przed bogiem i piekłem. Bycie dobrym ze strachu nie jest byciem dobrym...
I na koniec jeszcze inna refleksja powstała po teorii spiskowej Sasina, że na pewno Pan Jażdżewski powiedział to, co Tusk z nim ustalił i że jego wystąpienie rzuca cień na całą opozycję. Panie Sasin, wiem, że nie jest Pan sobie tego w stanie wyobrazić, że w normalnym świeci jeden wykładowca nie musi prosić drugiego o pozwolenie wygłoszenia swoich własnych poglądów. Jesteśmy wolnymi ludźmi, jeśli nawet mamy skrajnie odległe poglądy. Na tym polega wolność, której nie rozumiecie. Każdy mówi co chce zgodnie z tym co czuje i nie musi tego konsultować z żadnym prezesem.



środa, 1 maja 2019

Ci po tamtej stronie... ( Tekst z dnia 1 maja 2019 roku)


Droga Elu, Drogi Jacku, Droga Mario i wszyscy Ci, którzy wysyłacie do mnie rozpaczliwe listy zaniepokojeni sytuacją w Polsce.
Pisząc mój poprzedni post, myślałam o tym, by był to post ostatni i by się nim z czytelnikami pożegnać. Bo mi się już po prostu nie chce gadać do komputera. Kiedyś, to chociaż ludzie czytali, a w razie kontrowersyjnych wpisów żywo komentowali i dyskutowali. Dziś piszę sama dla siebie. Wejść na bloga jest poniżej tysiąca dziennie. A jeszcze niedawno niektóre posty osiągały po kilkadziesiąt tysięcy, najwięcej to było chyba 98 tysięcy. Ale nie o moją osobistą popularność mi chodzi. Najgorsze jest to, że post przeczyta powiedzmy 500 osób, a laików na Fb jest 1500. Czyli 1000 osób nie przeczytało, tylko zobaczyło: O Goplana coś wrzuciła, trzeba zlajkować. Ludzie, nie bądźcie jak prezydent Duda. Nie stać WAS, by coś przeczytać, nie lajkujcie! Nie podpisujcie się pod czymś, czego nie przeczytaliście! Moje osiemset postów nie zmieniło dokładnie nic. Osobiście nie zarobiłam na swojej działalności ani grosza, wkładając w nią wiele emocji, ale także czasu. Tylko wiadra pomyj i hejtu napływają bezustannie, bo trolle nigdy nie zasypiają. Więcej przyjaciół straciłam, niż zyskałam. Gdyby były jakiekolwiek rezultaty mojego pisania, zniosła bym naprawdę wszystko, bo liczyłam się z kosztami. Ale z każdym dniem mój naród baraniej coraz bardziej. Dzieją się ohydne rzeczy i nikt nie reaguje. Kłamstwa wylewają się całymi strumieniami i nikt ich nie dementuje. Wczorajsze wystąpienie Kaczyńskiego było jednym wielkim paszkwilem na Polskę, obecni na sali łyknęli wszystko, wodą popili i beknęli. A pytania były tylko o to, ile dostaną i kiedy. I dlaczego inni dostali więcej, niż oni...
Gdybym była bohaterem romantycznym, powinnam po tak sromotnej porażce popełnić spektakularne samobójstwo. Ale bardziej utożsamiam się z oświeceniem i pozytywizmem i kocham życie. Widząc programy socjalne, coraz częściej przychodzi mi do głowy, że skoro Polacy zapomnieli przysłowie: Bez pracy nie ma kołaczy, to będą musieli sobie przypomnieć inne: Jak sobie pościeliłeś, tak się wyśpisz. Pomimo swoich poglądów, sympatii do opozycyjnej strony politycznej, nie potrafię już współczuć Polakom. Bardzo się szybko zadomowili w tym gównie... Dzieje się wiele wydarzeń, wiele krzywd, a ludzie dostrzegają tylko czubek własnego nosa. Jeśli się jakaś grupa społeczna zbuntuje, reszta patrzy z oddali, jak się wykrwawia, ale pomóc nie chce. W zasadzie można w przestrzeni publicznej powiedzieć wszystko, parę osób oburzy się do kamery, a potem przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Wydaje się, że powstało tyle różnych ruchów obywatelskich, KODów, Parasolek, obrońców wszystkiego. Ale kiedy marszałek sejmu, nazywa posłankę blondynką, czyli w polskiej tradycji kobietą, a wiec głupią, żadna z organizacji kobiecych nie stanęła w obronie posłanki. A za coś takiego, należy się lincz społeczny, zbiorowe pozwy za obrazę moralności i nie wiem, co jeszcze. Żadna kobieta w Polsce nie powinna się odezwać do marszałek Beaty Mazurek do końca życia. Nikt jej nie powinien podać ręki.
Ludzie nie rozumieją, że "Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą:każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie."
A ja niestety tak to czuję i tak rozumiem solidarność. Jeśli ktoś robi krzywdę jednemu z nas, robi ją mnie i muszę stanąć w jego obronie. A Polacy już nie są narodem, nie czują wspólnoty. Są tylko pojedynczymi samotnymi ludźmi na oceanie życia. Jeśli nie zaczną postępować wedle zasady: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, to zawsze będą głupi i słabi i będzie ich rozgrywała ta albo inna partia na swoją modłę. Nie ma w tym narodzie ducha, nie ma nikogo, kto by obudził ludzi.
...Pytacie w strachu: Co będzie, jeśli znowu wygra PiS? Przecież to do cholery tylko od WAS zależy, kto wygra. Gdybym miała uczciwie życzyć czegoś Polakom, to im życzę, by PiS wygrał kolejne wybory. Widzę bowiem, że cztery lata niczego Polaków nie nauczyły. Kiedy już zacznie brakować na chlebek i każdy na swojej skórze sprawdzi, co to znaczy być trzymanym za mordę, może wtedy rozum obywatelom wróci. Jedna kadencja, to najwyraźniej za mało! To może bardzo gorzkie, ale czasami przychodzi mi do głowy, że Polacy zasłużyli sobie na drugą kadencje PiSu, że po prostu dostaną to, o co się proszą. Tylko czy kiedykolwiek w historii wzięliśmy sobie taką lekcję do serca? I dlaczego mają wszyscy cierpieć, skoro w tym Babilonie jest paru rozumnych, paru myślących i paru niewinnych?
Oczywiście wiem, że gdybym nawet sobie przysięgała 10 razy, że nie napiszę ani słowa, nie będę w stanie dotrzymać tej obietnicy. Bo nigdy bym sobie nie wybaczyła, że milczałam w czasach próby. Co nie zmienia faktu mojej osobistej porażki, która zamiast się zmniejszać rośnie z każdym dniem. Naiwnie wierzyłam, że skoro przychodzą trudne czasy, los daje nam okazje zrobienia czegoś wyjątkowego, byśmy z tego PISowskiego popiołu zdołali ocalić diament. A tymczasem nadszedł pierwszy dzień maja. Piętnasta rocznica przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. W społeczeństwie, w którym podobno 90% obywateli popiera obecność w strukturach Unii, nie będzie radosnych pochodów, kolorowych kwiatów i międzynarodowych flag. Gwoździem programu będzie antyunijny marsz faszystów i organizacji skrajnie prawicowych w stolicy. I to jest właśnie miara sukcesu mojej działalności i miara sukcesu obywateli Polski. Swoista konkluzja naszej codziennej postawy, naszej obojętności i egoizmu. Mieszkańcy Warszawy, a przecież jest ich wielu, powinni wyjść i po prostu zdeptać wrogów Ojczyzny.., jak pluskwy...Ale po co? Lepiej grillika odprawić, wódeczkę wypić..., zamknąć oczy i uszy. Nie widzieć naszego podziału, kiedy prezes rządzącej partii, mówi o nas „Ci, po tamtej stronie...” jakbyśmy byli z innego świata wartego pogardy.
Kaczyński mówi do ludzi prostackim, knajackim językiem, o grożącym zalewie lewactwa i o tym, że „oni”, Ci po tamtej stronie, zabiorą wszystko to, co PIS WAM dał. Oczywiście nie ma w tym żadnych konkretów, żadnych szczegółów. Prostacki język dla prostaków. Bo Kaczyński wie, że nie musi się wysilać, a i tak znajdzie słuchaczy. Wie, do kogo mówi. Wobec takich argumentów strachu, moje słowa, słowa mądrzejszych ode mnie nikną w ciemności.
Może, jeśli chcecie, to ja WAM też obiecam, że nie będziecie musieli pracować, a pieniążki będą same WAM wpływać na konta... Może wtedy wysilicie się choćby trochę, by posłuchać, by włączyć wyobraźnię i uwierzyć, że o wolność i szczęście trzeba walczyć. Ten, kto chce WAM to wszystko dać za nic, jest kłamcą.
Marsz faszystów idzie, a w TV pokazujemy zamieszki w Paryżu...
Oto my... słomiane kukły bawiące się zbyt blisko ogniska. I już tylko tych maków w zbozu mi szkoda i chabrów i kąkoli...





Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...