niedziela, 31 grudnia 2017

Świtu WAM życzę . (Tekst z dnia 31 grudnia 2017)

Znowu Sylwester! Czas leci tak szybko, że aż trudno uwierzyć. A jeszcze trudniej pogodzić się z tym, że czytając moje życzenia dla WAS, te sprzed roku i sprzed dwóch lat, mogłabym dodać tylko, że jeszcze raz życzę WAM tego samego.
Dwa lata minęły tak szybko, że nawet nie zdążyliśmy zamrugać oczami, a tymczasem Kaczyński, prawie, prawie zdążył wprowadzić w czyn swój diabelski plan. Jak zwykle śledzę wiadomości ze świata. Nawet w Iranie obywatele protestują przeciwko podwyżce cen i wzrostowi kosztów utrzymania. A my? My się cieszymy, jak małe dzieci, że w tym roku to chyba nam się poprawiło, bo przeciętny Polak wydał na święta więcej, niż rok temu. Ale, wbrew pozorom to nie jest świadectwem wzrostu naszego bogactwa, ale dowód, że na święta zużywa się wyjątkowo dużo masła i jajek, które są najdroższe od lat.
Nie chcę tu smęcić przy okazji Sylwestra. Życzę wszystkim szampańskiej i szalonej zabawy, całkowicie oczyszczonej z polityki ( chociaż gdybym po toaście na Placu Zamkowym usłyszała zgodny chór skandujący Wolne Sądy, Wolne Wybory, Wolna Polska, to na pewno rozgrzało by mi to serce). Bawcie się, bo dziś jest taki dzień, że trzeba zostawić za sobą wszystko co było. Ale w Nowym roku życzę WAM, byście przejrzeli na oczy, byście resztkami sił uratowali NORMALNOŚĆ! I przy okazji życzę sobie samej, bym za rok mogła już ze spokojnym sumieniem życzyć WAM zdrowia, szczęścia, worka pieniędzy i miłości.

Niech ten miecz, który sami na siebie sprowadziliśmy, który nad naszymi głowami wisi, rozpłynie się we mgle przeszłości. 

środa, 20 grudnia 2017

Tyle, ile znaczy puste krzesło...( Tekst z dnia 20 grudnia 2017 roku)

Tak, możecie mnie uznać za zdrajcę, za swojego wroga. Tak, jestem za tym by Unia Europejska zastosowała Art. 7 w związku z nieprzestrzeganiem praworządności w Polsce. Mało tego, życzę swojej Ojczyźnie, by opuścił ją nawet premier Węgier, głosując za tym, by wprowadzono surowe sankcje i żeby Polska straciła prawo głosu w Radzie. Życzę WAM, głupcy, byście od jutra, znaczyli we wspólnocie tyle, ile znaczy puste krzesło.
Przykro mi wobec wszystkich tych ludzi, którzy Polskę kochają i chcą dla niej jak najlepiej, Ja też chcę ale widzę, że nie ma innej drogi, by wrócił Polakom rozum.
Może, kiedy oprócz zwyczajnych represji, jakie WAS spotykać będą już nie długo ze strony własnej władzy, zobaczycie puste półki w sklepach, albo zacznie brakować kasy na emerytury, kiedy zaczną WAM z musu odbierać to, co WAM rzucili jak przynętę przed wyborami, kiedy dobroczyńcy pożyczający WAM pieniądze zaczną żądać zwrotu z odsetkami, może wtedy cokolwiek do WAS dotrze. Może się zorientujecie, że czasami warto przełączyć telewizor na inny kanał i zobaczyć prawdę, a nie dobrowolnie łykać kłamstwa i żyć złudzeniami.
Mnie tam mogą nazywać zdrajcą, mogą mnie opluwać i pochować pod płotem. Jest mi już wszystko jedno i mówię dość!!!
Jestem za tym, by Unia Europejska jak najszybciej uchwaliła prawo, Które pozwoli, w przypadku łamania europejskich traktatów, bez znieczulenia, dany kraj zawiesić w prawach członka, zamknąć granice i wydawać zezwolenia na pracę dla każdego nowego, kto będzie chciał w Unii pracować i traktować obywateli takiego państwa, jak osoby spoza Unii!
Po prostu dość już tego śmiania się w twarz. Skoro nic innego nie pomaga, trzeba zastosować terapie wstrząsową. Utrzymywanie związku na siłę nigdy się nie udaje i żadna ze stron nie jest szczęśliwa! Lepszy jest rozwód i własna droga! I dotyczy to zarówno rodziny, jak i unii między państwami. Nikt WAS kurwa nie będzie trzymał siłą w cywilizowanym świecie. Możecie wrócić do swojego wschodniego grajdołka! Nie chcemy, byście nas rechrystianizowali, ratowali przed islamem, uczyli jeść nożem i widelcem, albo uczyli nas naszej historii. Skoro bardzo chcecie, by każdy kraj sam sobie mieszał w swoim garnuszku, to nie próbujcie mieszać w garnku europejskim.
Wszyscy mają WAS już dość i tej poprawności politycznej i delikatności, by WAS przypadkiem nie obrazić. W dniu, w którym flagi europejskie zniknęły z gabinetów polskich ministerstw, powinno się polską flagę usunąć z instytucji europejskich.
Po prostu dość już cierpliwości. Żeby być w elicie krajów europejskich trzeba być państwem demokratycznym, praworządnym i przestrzegać umów międzynarodowych.
Wszyscy WAS już mają dość! Głupie, tępe, zacietrzewione i krótkowzroczne Polaczki, którym się ciągle zdaje, że są największymi cwaniakami pod słońcem i że uda im się oszukać świat, zawijając swoje autorytarne gówno w kolorowy papierek demokracji.
Mam nadzieję, że w końcu WAS spotka zasłużona kara, że będzie ona tak dotkliwa, że otrzeźwiejecie. I jak dobra matka, życzę WAM tego dla Waszego własnego dobra, bo dobrocią z Wami nic się nie wskóra, musi Wam kij spaść na głowę!
Tak, zdradzam WAS wszystkich, dzisiaj w swoim żalu robię to z bólem serca. Chociaż sama siebie nie rozumiem, dlaczego mnie to boli. Przecież Wy naprawdę jesteście z siebie dumni i zadowoleni, pomimo że potraficie od pokoleń brutalnie podcinać tępą piłą gałąź na którą WAS zaproszono i zniweczyć każdą szansę. Zdradzam tych, którzy to wszystko spowodowali, obrzydliwych pozbawionych sumienia polityków PISu, którzy, o zgrozo, są moimi rodakami. Zdradzam polityków opozycji, którzy stoją w rozkroku i asekurując się przed oceną społeczną, boją się wprost i otwarcie stanąć przeciwko władzy na arenie międzynarodowej. Odwracam się od partii politycznych, które przedkładają swoje ambicje nad ratowanie Ojczyzny i nie są w stanie utworzyć jednego, silnego frontu przeciwko niszczycielskiej władzy. Staje przeciwko społeczeństwu, które nie ma w sobie dość determinacji i odpowiedzialności, by pójść na wybory.
Nie jesteście warci swej Ojczyzny !
Utożsamiam się tylko z tą elitą, z tą prawdziwą garstką mądrych ludzi, którzy mimo swych wysiłków i poświęcenia, są zbyt słabi by cokolwiek zmienić. Jestem całym sercem z tymi wszystkimi dziwadłami, które protestują, siedzą na ulicach, kupują białe róże, wykrzykują swoje niepopularne racje.

Możecie mnie skreślić. Możecie o mnie zapomnieć! Ale niech się wreszcie ten świat zawali! Niech to się wreszcie skończy! I tak, nikt nam nie może zrobić nic gorszego, niż robimy sobie sami. 

 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Święta pokonanych. (Tekst z dnia 18 grudnia 2017 roku)



...To nieprawdopodobne, że ograniczony człowiek o nienasyconych ambicjach, bez skrupułów może zniszczyć miasto pełne inteligentnych ludzi...
...Jakże kruchy jest gmach cywilizacji! Może go zmieść podmuch cuchnącego oddechu jednego człowieka...
(cytat z serialu Ja Klaudiusz)

Jakże inne były poprzednie święta, kiedy trwał protest opozycji w Sejmie, a tłum na ulicy krzyczał w kierunku obozu władzy: Nie wyjdziecie do trzech króli!!! Aż się chciało kolędy śpiewać...

Tak, jak każdy człowiek jestem trochę mściwa i kiedy mi ktoś pluje w twarz, w głębi serca czekam na właściwy moment, by zobaczyć, jak ucieka z podkulonym ogonem. Nie różnię się w swych emocjach od innych Polaków. Tylko tyle, że ja sobie swoich krzywd nie wymyślam. One są prawdziwe, realne i bolesne. Nie mówię, że Tusk mnie okradł, bo mnie nie okradła, nie mówię, że poprzednia władza wyprzedała Polskę, bo w zasadzie nie było już zbyt wiele do wyprzedania. Prawdziwa prywatyzacja miała miejsce jeszcze w poprzednim stuleciu i uratowała Polskę przed bankructwem. Ale, kiedy mówię, że PIS pluje mi w twarz, nie żartuję. Jestem śmiertelnie poważna i śmiertelnie poważnie planuję zemstę...a właściwie sprawiedliwą zapłatę. Ale to może za rok, bo następnych świąt pokonanych chyba nie przeżyję.
To, co robi ekipa władzy nie mieści się w żadnych kanonach rządzenia. Ma się wrażenie, że się rozbójnicy dostali do Polski, i że pakują wory złota, niszcząc przy tym wszystko dookoła.
Kiedy prezydent Duda zwalniał jeden rząd, przyjmując w tym samym momencie niby nowy, lecz w tym samym składzie, okazało się, że za to zwolnienie należą im się odprawy. Śmiech na sali, za tę 5 minut, kiedy byli bez pracy, należało im się po kilkadziesiąt tysięcy. Oczywiście opinia publiczna bardzo się wzburzyła, bo przecież w styczniu ma być kolejna rekonstrukcja i co, za każdym razem, kiedy premier przesunie ministra z jednego pola na politycznej szachownicy na drugie, będą dostawać odszkodowanie za poniesione krzywdy???
Sprawa medialnie śmierdząca, a więc natychmiast z tych odpraw zrezygnowali...i prawie w tym samym momencie otrzymali nagrody za świetną pracę w minionym roku, w kwotach nie mniejszych, niż przewidywały odprawy. W końcu, jakie to ma znaczenie, jak się nazywają pieniądze, czy to jest odprawa, czy nagroda, czy premia świąteczna. Ważne by strumień gotówki regularnie zasilał ich konta, a wszystko w majestacie prawa i z kieszeni podatnika. Czy to nie jest zakamuflowane złodziejstwo?
Rząd rozrasta się w takim tempie, że zaczyna w szwach trzeszczeń. Gabinetów im w końcu zabraknie i limuzyn będzie trzeba więcej zamówić. O zatrudnienie ochroniarzy się nie martwię, zawsze się jakiś brat lub kuzyn partyjnego kolegi znajdzie, jakaś córka leśniczego albo protegowany ministra. Zwalnia się kolejnych członków Rady Ministrów, ale się ich z rządu nie wyrzuca, tylko przesuwa na inne stanowisko. Za chwilę połowa PISu będzie zatrudniona w Radzie Ministrów i będzie zarabiać na słoneczne emeryturki. Tak na zasadzie, by każdemu dać jego 5 minut sławy, a potem do końca życia pozostawić przy korycie. Tak oto byli ministrowie, czy rzecznicy, zostają od razu sekretarzami, podsekretarzami, nie wiadomo od czego i do czego. A niezależnie, jak wielu członków będzie miała Rada Ministrów, rządzić i tak będzie tylko ON.
Ludzie nauki, prawnicy i zasłużeni dla Polski politycy, a nawet niektórzy dostojnicy kościelni, wystosowują do prezydenta swoje rozpaczliwe apele, by przeciął tę falę bezprawia, a my śpiewamy o głowie państwa kolędy.
Zawsze wydawało mi się, że pieśni należą się bohaterom pozytywnym.
Kolęda, jak mówi definicja, to radosna pieśń noworoczna lub bożonarodzeniowa. I chyba jesteśmy pierwszymi ludźmi na Ziemi, którzy napisali kolędę rozpaczy...pieśń o zamordowanej nadziei i o złym prezydencie.
Dla nas, Polaków, grudnie zawsze były trudne, a za kilka dni przeżyjemy kolejne w naszej historii święta pokonanych...Niby czołgów na ulicy nie ma, niby stół zastawiony bogato i wino w szkle czerwienieje, a jednak czegoś brakuje i radość podszyta goryczą na naszych twarzach.
Czasami wystarczy przymknąć powieki, na chwilę stracić z oczu własne życie. I nagle wszystko zaczyna dziać się samo, zaczyna przemykać obok nas i nagle orientujemy się, że na nic już nie mamy wpływu.
To było tylko mgnienie oka i wypuściliśmy z rąk stery, a teraz za nas będzie decydował jakiś Błaszczak, jakiś Ziobro i jakiś Kaczyński. Okręt, którym płyniemy już tylko jako niewolnicy, nie zmierza do bajecznej krainy lecz na burzliwe otchłanie oceanu. Możemy się poddać, albo zrzucić kajdany i odzyskać ster. I nie chcę już mówić, by otworzyć oczy, że wszystko jeszcze ciągle zależy tylko od nas...
Wcale już nie jestem tego pewna.




niedziela, 17 grudnia 2017

Orszaki, dworaki. ( Tekst z dnia 17 grudnia 2017 roku.)

Zaczynając od początku...Szydło wróciło do wora i jak na kogoś, kto się kreował na pierwszego Bonda w spódnicy, to skończyło dość marnie. Dziś wszyscy trochę jej współczują, bo PIS okazał się kochankiem kapryśnym. Wykorzystał i porzucił, zostawiając tylko z alimentami.
Szydło wróciło do wora!!!!!, a prezes PIS zrobił Polakom na święta ekscentryczny prezent. Zamiast dobrej mamuśki księdza, głaskającej po głowie, współczującej kobiety z ludu ( chociaż znając jej majątek ten obraz był niesłusznie kreowany), posadził na stanowisku premiera kogoś całkowicie odmiennego: po pierwsze faceta, po drugie bankiera, po trzecie osobnika bogatszego od Ryszarda Petru, nagranego w restauracji Sowa I przyjaciele bluźniącego dyskutanta z poprzednią ekipą, a po czwarte, byłego doradcę Donalda Tuska....Oj, co wy byście bez tego Tuska zrobili???
Nowy premier, nie może już wyjść na mównicę i powiedzieć: Nie jesteśmy żadnymi elitami, jestem jednym z was!
Jak przewidywałam, tak zwana rekonstrukcja rządu jest tylko medialna fikcją. Straciliśmy prawie 3 miesiące na gadaniu o niczym.
Nowy premier, chociaż od dwóch lat snuje się po rządowych korytarzach, wydawał się być osobą niegroźną, wycofaną wręcz nawet tajemniczą. Ot taki, niepoprawny marzyciel, człowiek, trochę w stylu komunistycznym, budowniczy drugiej Polski i lepszego świata.
Mówi się, że z człowiekiem trzeba zjeść beczkę soli, by go naprawdę poznać i gdyby Morawiecki pozostał w drugim rzędzie, pewnie ta maksyma by się sprawdziła. Ale nie minął nawet jeden tydzień i cała otoczka tajemniczości i wycofania zniknęła. Zniknęły też wszystkie złudzenia, że jako człowiek z zewnątrz, krótko związany z PISem, lepiej wykształcony światowiec, będzie nieco bardziej dyplomatyczny. Nie liczyliśmy, że zmieni politykę PISu, lecz, że przynajmniej będzie swe poglądy wygłaszał z większą klasą.
Niestety, szydło wróciło do wora, ale wypadła z niego siekiera!
Dawno temu mówiło się: ojciec porządny, matka porządna, a syn bandyta albo córka kurwa... I tu mamy podobną sytuacje.
Nie wiem, skąd się tacy ludzie biorą? Jak przeżywają życie zachowując się, jak na innej planecie. Ja pierdolę!: Bogaty, wykształcony, z dobrej rodziny z tradycjami walki o wolność i co za muchomor trujący się nam wyrósł z takiej gleby?
Ekspose...całkowity odlot! Nic konkretnego, tylko jakieś baśnie. Do tego chorobliwy nacjonalizm przejawiający się w unarodowieniu wszystkiego, nawet raka. W odpowiedzi na pytania posłów...właściwie, gdyby na każde pytanie odpowiadał: POMIDOR, tyle samo by wyjaśnił.
Nie minęły trzy dni, a już zobaczyliśmy prawdziwą, PISowską twarz i zastanawialiśmy się, czy to on sam, czy to kolejna maska Kaczyńskiego.
Jakieś złudzenia, że załagodzi nasze stosunki ze światem, że pokaże inne oblicze Polski?
Nowy premier PISdolandu, bez cienia zażenowania, obsrał Polskę w amerykańskim tygodniku przedstawiając wymiar sprawiedliwości jako strukturę mafijną, gdzie wyroki wydawane są za wysokie łapówki. Sugerował także, że cały wymiar sprawiedliwości składa się z postkomunistycznych prawników ubabranych w zbrodniach komunizmu ( Oczywiście nie podał ani jednego przykładu, i nie wskazał ilu z tych przestępców zgłosił do prokuratury domagając się wszczęcia śledztwa). Bezczelnie kłamał oczerniając swój kraj, gdyż lustracja w sądach została przeprowadzona w latach dziewięćdziesiątych. Czego się spodziewał, że tego, co powie za oceanem Polacy nie usłyszą?
I po co to głupie gadanie, że swoje brudy się pierze we własnym domu, że się spraw Polski nie wynosi za granicę i że się nie skarży na swój własny kraj? Kiedy politycy w Europarlamencie mówią prawdę o łamaniu demokracji w Polsce, to nazywa się ich zdrajcami, chociaż robią to w dobrej wierze chcą Polskę ratować, ale kiedy premier obrzuca swój własny kraj gównem, kłamstwami przyrównującymi standardy polskie do białoruskich, to wtedy jest bohaterem narodowym. Nikt mnie już nie przekona, że Kaczyńskiemu i wszystkim z jego politycznego chlewika, chociaż przez chwilę chodziło o ochronę dobrego imienia Ojczyzny. To ja już wolę słuchać o polskich obozach koncentracyjnych, czy o udziale Polaków w holokauście, bo tamto dotyczy dalekiej przeszłości, której winy nie mogą rzutować na młode pokolenia. Ale nie godzę się, by premier mojego kraju oskarżał nas, dziś żyjących Polaków o rzeczy haniebne, niegodziwe które w dodatku nie mają miejsca.
Z niecierpliwością czekaliśmy, że może wreszcie nastąpi zmiana w naszej dyplomacji, że chociaż w tym ministerstwie, całkowicie skompromitowanym, nastąpią pozytywne zmiany, że wreszcie nasze dyplomatołki, które jak tylko usta otworzą od razu walną gafę, zostaną zastąpione przez kogokolwiek, kto wykazuje choćby szczątki jakiegoś taktu. Ale jak mam sobie wybrać dobrego ministra premier, który prezydenta Francji chce uczyć historii jego kraju, w dodatku nieprawdziwej? Jaką dyplomację może uprawiać polityk, który chce uczyć Europę naszych pożal się boże wartości, uważa, że jesteśmy tak silni gospodarczo, że powinniśmy należeć do G 20 i cały świat powinien brać przykład z naszych reform? Aż skóra cierpnie, kiedy sobie myślę, jak ten świat by wyglądał, gdyby te pobożne życzenia się sprawdziły.
Mogłabym, jak nasz nowy klaun Kaczyńskiego rzucić tu jeszcze jakimiś cytatami, przysłowiami lub mądrymi myślami filozoficznymi. Ale ciągle męczy mnie ta sama piosenka, której fragment cytowałam w poprzednim poście, a która była modlitwo do Polski w latach osiemdziesiątych.

                 Jakim ludziom jeszcze pozwolisz 
                     By twym mózgiem byli i sumieniem 
                  Kto z przyjaciół pokaże mi blachy 
                    Kładąc rękę na moim ramieniu 
                        Ile razy swoją twarz ukryjesz 
                       Za zasłoną flag i transparentów 
                      Ile lat będziesz mi przypominać 
                      Rozpędzony burzą wrak okrętu... 
I tak się to wszystko ciągle powtarza..., że możemy znowu śpiewać te same pieśni, jakbyśmy znajdowali się w jakiejś pętli czasu, z której nie potrafimy się uwolnić...
             ...Historio, historio,
               tyle w tobie marzeń,
             często ciebie piszą
            kłamcy i gówniarze.

Orszaki, dworaki, szum pawich piór..... 

 

piątek, 15 grudnia 2017

Ściana. (Tekst z dnia 15 grudnia 2017 roku.)

No więc stało się niestety. Próżne nasze głosy, próżne wezwania senatorów opozycji o poszanowanie prawa i Konstytucji. Senat Rzeczpospolitej właśnie przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym.
Nie, to nie Senat, to Hańba Rzeczpospolitej, to bezduszne, rządne władzy, głuche na głos ludu potwory.
Na prezydenta bym nie liczyła. To kłamca! W porozumieniu z Jarosławem Kaczyńskim zawetował dwie, mniej ważne ustawy, by dać ludziom nadzieję i stłumić protesty. A potem przez kilka miesięcy odgrywał teatrzyk przed Narodem, który zdradził. Spotykał się z Jarosławem Kaczyńskim tylko po to, byśmy siedzieli cicho, a oni w tym czasie szukali innej, nieco dłuższej drogi, by osiągnąć ten sam cel, by zmienić ustrój, przejąć władzę.
Stoimy przed Senatem i chociaż nie mieliśmy wielkiej nadziei, wiadomość o niekorzystnym dla Polski głosowaniu bardzo nas zasmuciła. Bardziej, niż się mogliśmy spodziewać bo gdzieś w najgłębszych zakamarkach serca wierzyliśmy, że może jednak to się nie stanie. Ale się stało i w tę ciemną noc uwierzyć jest trudno, że jutro wstanie słońce.
Doszliśmy do ściany, nie wiemy, co jest po drugiej stronie...
Pamiętam pierwsze święta w stanie wojennym. Wielki mróz, brak prezentów, strach o najbliższych internowanych lub siłą wcielonych ZOMO. Te święta może nie będą takie biedne, ale czy będą mniej smutne?

A my tutaj na emigracji spoglądamy w stronę Ojczyzny i serce nam pęka. Bo zobaczyliśmy obnażone oblicze potwora i bezbronność zwykłego człowieka. I nie potrafimy uwierzyć, że tak łatwo zniszczyliśmy wszystko, co osiągnęliśmy, że pozwoliliśmy sobie wszystko odebrać. A najgorsze jest to, że większość poddała się bez walki.    


Nic do zaoferowania... ( Tekst z dnia 15 grudnia 2017 roku.

Przez te kilka dni, kiedy nie mogłam pisać, wydarzyło się wiele rzeczy. Gdybym chciała to nadrobić, musiałabym napisać posta giganta, którego nikt by do końca nie doczytał...
Czarne chmury nad Polską gęstnieją z każdym dniem, a wyniki sondaży pokazują jak na dłoni, najczarniejszą prawdę, że my, desperacko i rozpaczliwie walczący o wolność i demokracje, jesteśmy dziwadłami, które nie znajdują powszechnego zrozumienia.
Zaczynamy dostrzegać porażkę tej naszej wizji świata, która wydawała nam się taka oczywista. A tymczasem... Pomyłką było i nieporozumieniem dążenie pokoleń do odzyskania niepodległości, pomyłką była Solidarność, niepotrzebnymi ofiarami buntownicy z kopalni Wujek..., internowani w stanie wojenny, torturowani i katowani na komisariatach.
Bo tak naprawdę, gdyby w komunizmie nie było zapaści gospodarczej, to bohaterowie tamtych czasów byli by takimi samymi dziwadłami, jak my teraz. Dla Polaka liczy się tylko micha! Dopóki, po wojennej ruinie mniej lub bardziej się poprawiało, dopóty siedzieli cicho. Po każdym kryzysie ekonomicznym, kiedy jeden sekretarz partii zastępowany był przez drugiego i na chwile znowu, na zachętę rzucał do sklepów większą ilość kiełbasy, zawsze protesty wygasały, bo syty Polak wolność ma głęboko z tyłu. Dopóki Gierek pożyczał i narodowi obiecanki składał, dopóty zaślepiony naród powtarzał, że pomoże budować socjalizm. Mordy zawsze od ucha do ucha umazane patriotyzmem, ale tak naprawdę najważniejsze w życiu jest to, by się nie narobić i za dużo nie namyśleć, a mieć co do garnka włożyć.
Do tego wszystkiego jeszcze, wolność i demokracja nie zaspokają naszych chorych instynktów. Bo jak mamy się czuć lepsi od sąsiada, skoro każdy może w wolnym kraju pieniążki zarobić, a potem bez kolejki wszystko w sklepie kupić. Kiedyś, to można się było poczuć trochę lepiej, kiedy specjalnie dla nas była kawka spod lady, a znajomy rzeźnik przynosił do domu kawałek schabu ukradziony na innych klientach, którzy pokornie stali w kolejkach, by wykupić przydział miesięczny zapisany na kartkach żywnościowych.
Nam się zdaje, że Polacy nie wiedzą, nie rozumieją, co ich może spotkać, jeśli nadal będą PIS popierać. Wiedzą świetnie!!! i tego właśnie chcą, za tym tęsknią...Za układzikami, za bandyckimi sądami, za jedna pani drugiej pani..., za usłużnym powiadomieniu władzy, że sąsiad źle się prowadzi, za tym, by wreszcie powróciło do łaski najważniejsze słowo: *ZAŁATWIĆ*! Wbrew pozorom wcale nie jesteśmy tacy głupi, jak udajemy. Jesteśmy raczej podli i wyzuci z sumienia.
Garstki, niedobitki, ludzie z innej mentalnej planety protestujący na ulicach i wykrzykujący hasła tak oczywiste, że nie wymagają żadnego komentarza. Politycy rozpaczliwie próbujący odwoływać się do sumień członków Prawa i Sprawiedliwości, mądrzy ludzie, eksperci, naukowcy, prawnicy, bohaterowie wszystkich walk o wolność...Podziwiam WAS, lecz trudzicie się na próżno!
Nie jesteście w stanie dać swym rodakom nic, co miałoby dla nich jakąkolwiek wartość!
Oni chcą tylko pięćset i mieszkania socjalnego! Tam się po prostu kończą ich marzenia! Oni nie chcą wolności. Nie chcą wolnych wyborów. Chcą tylko, by ten, który rządzi, dawał, dawał, dawał.
Urodziliście się w niewłaściwym kraju, to WY nie pasujecie do reszty. Liczycie na to, że w te zimowe wieczory dołączy do WAS choćby milion wspaniałych Polaków??? Nie dołączy, bo po dwóch latach osobiście wątpię, by w mojej Ojczyźnie było milion takich osób, które przedkładało by wartości ponad święty spokój.
W latach osiemdziesiątych, znany bard modlił się do swojej Ojczyzny słowami: Jaki jeszcze numer mi wytniesz?
W którą ślepa skierujesz ulicę?
Ile razy jeszcze palce sobie przytnę,
zanim wreszcie się klamki uchwycę...
I myślę, że był pewien, iż po tysiącletniej historii Polski, po wszystkich burzach, przez jakie przeszła, wreszcie nadchodzi dla jego kraju światło i nadzieja, a on śpiewa te słowa po raz ostatni...
A tu nie minęło nawet 30 lat i znowu możemy zapytać:

Jaki jeszcze numer mi wytniesz, Polsko?

czwartek, 14 grudnia 2017

Kolęda o Polakach. ( Tekst z dnia 14 grudnia 2017 roku. )

Kto mnie zna, ten doskonale wie, że Boże Narodzenia nie jest moim ulubionym czasem. Dla mnie to wielkie święto hipokryzji, fałszywych, wymuszanych przez tradycję życzeń i masek zakładanych na użytek wigilijnego stołu, Po prostu mnie trzęsie już miesiąc wcześniej, kiedy zaczynają się pojawiać pierwsze dekoracje świąteczne. I uwierzcie mi, bardzo się starałam wkleić w ten świąteczny nastrój, ale widząc, jak ludzie, którzy się na co dzień krzywdzą, którzy się nienawidzą, na siebie warczą, nagle doznają świątecznego olśnienia i na jeden dzień zmieniają się w anioły, po prostu nie dałam rady. Widząc ludzi, którzy żyją obok siebie, często dzielą wspólny dom, miejsce pracy, lub nauki, często stają obok siebie z opłatkiem i zupełnie nie wiedzą co mają powiedzieć. Bo mimo pozornej bliskości wielu z nas jest samotnych w tłumie i trudno jest komuś złożyć uczciwe życzenia, kiedy go się tak naprawdę nie zna i nie ma się pojęcia o czym marzy... Tak naprawdę, często czujemy się w takich chwilach zażenowani i dzielimy się nie miłością, lecz banałem.
Ja, jako zdeklarowana ateistka, od dawna powoli wychodzę z tej konwencji świątecznej. Próbuję tym dniom, które są dla mnie o tyle ważne, że mamy wreszcie okazję wszyscy się spotkać w jednym miejscu, nadać swój własny osobisty wymiar.
Ale nie o mnie chciałam tu powiedzieć w kontekście tradycji świątecznych, lecz o Polakach. I tak do końca nie mam pewności, czy mogę tu mówić o tym ogromnym rowie, który Polaków dzieli politycznie, bo jeśli chodzi o świąteczne tradycje, znacznie więcej Polaków łączy, niż dzieli.
Na początku mojej działalności blogowej napisałam taki tekst pod tytułem: Miasto 44, przyrównując Warszawę z okresu Powstania Warszawskiego do Aleppo. Oczywiście wzbudziło to powszechne oburzenie wśród Polaków i to wcale nie tylko wśród tych bardzo prawicowych. Bo jak to można porównać, nas, wspaniałych patriotów, katolików ze środkowej Europy, do jakiś afrykańskich dzikusów i w dodatku islamistów???
Nie, wcale nie jestem zdziwiona taką postawą i nawet ją rozumiem...przecież w końcu urodziłam się i wychowałam w tym nadętym patriotycznie kraju, którego obywatelom zawsze się zdawało, że nasza krzywda, nasz ból, nasze poświęcenie, jest więcej warte, niż cudze. I mimo to, że siłą zmuszamy się do tolerancji, że logicznie rozumiemy, iż między nami, a reszta obywateli świata, nie ma jakiejś obiektywnie wytłumaczalnej różnicy, to gdzieś tam głęboko w sobie ciągle nasza mentalność się z tym kłóci. Wiem to, bo całe życie z tym walczę wewnątrz siebie...I tylko życie wśród tych innych sprawia, że tę wewnętrzna walkę ze sobą wygrywam i zaczynam, jako zdeklarowana ateistka, w dużo większym stopniu wyznawać humanitarne zasady głoszone przez Chrystusa, niż większość katolików, których znam.
Ta refleksja przyszła mi dziś do głowy nie bez powodu. I niestety powód jest jak zwykle polityczny. Mamy oto nowego premiera, który chce rechrystianizować Europę, a jednocześnie pojechał dziś do Brukseli walczyć o nieprzyjmowanie uchodźców z Syrii. Mamy w Sejmie i Senacie ustawy o sądach, które całkowicie zmienia nasz stosunek do sprawiedliwości społecznej oraz ustawę o zmianie ordynacji wyborczej, która odbiera obywatelom prawo do wolnego wyboru swych przedstawicieli. Mamy też, o ironio i zgrozo, przerwę w obradowaniu obu izb, na tak zwany Sejmowy opłatek...
Przecież ten kraj pod rządami PISu przypomina psychopatę, który wbijając nóż w serce swej ofiary, jest głęboko przekonany, że ratuje w ten sposób jej moralność i skraca jej cierpienia związane z doczesnym życiem. Tacy ludzie, jak marszałkowie Sejmu i Senatu, jak ministrowie tego rządu, nie powinni mieć prawa bezczeszczenia opłatka, swoimi przestępczymi, rządnymi władzy łapami. Tego opłatka, który nawet dla nas, ateistów, jest symbolem czystych intencji! I takie mam pytanie do tych polityków, którzy ten biały jak śnieg opłatek trzymają w swych rękach...Czy na nim ciągle jeszcze jest Jezus maleńki ze swą matką i Józefem otoczeni zwierzętami, czy może policja pałująca ludzi na ulicach walczących o swoje prawa? Jaka jest prawdziwa twarz tegorocznego Bożego Narodzenia?
I jeszcze tak w kwestii osobistej dotyczącej wspomnień świątecznych muszę WAM powiedzieć Polacy, że chociaż już od dawna nie wierzą w Mikołaja i widzę wyraźnie, jak wiele w tych świętach jest komercji, a mniej prawdziwych uczuć, że jedyną rzeczą, jak mi zawsze dawała sporo szczęścia, była wigilijna pasterka. Na co dzień od dawna nie chodzę do kościoła, nie bawi mnie to i jest dla mnie stratą czasu, ale bardzo lubię śpiewać. A więc w Wigilię zawsze czekaliśmy, nie tylko na to, że gdy wybije północ, będzie można wreszcie spróbować pieczonego kurczaka, który doskonale przyrządzała mama i który czekał w piekarniku, i nie na pierwszy kieliszek świątecznego wina, lecz na to by iść sobie z innymi pośpiewać.
Oczywiście, dziś mamy kolęd w telewizji. Czasami aż do obrzydzenia. Nadawcy telewizyjni potrafią nam obrzydzić wszystko, każdą świąteczna piosenkę. Ale ja nigdy nie czekałam na banały, na Cicha Noc, czy Przybieżeli do Betlejem. Najbardziej zapadła mi w sercu inna, bardziej nowoczesna kolęda, która nie jest zbyt często śpiewana. Ona od zawsze mi raniła serce i dziś, w obliczu klęski mojego kraju, tej szalejącej nienawiści dla ludzi słabszych, dotkniętych głodem i wojną, tego strachu, że nam może zabraknąć, kiedy się kromką chleba podzielimy z innymi, ma dla mnie znowu szczególne znaczenie. Dla mnie ateistki, która jednak jest w pewnych sferach miłośniczką filozofii miłości głoszonej przez Chrystusa, znowu stała się aktualna ta jena kolęda...
. Nie było miejsca dla Ciebie 
w Betlejem w żadnej gospodzie 
i narodziłeś się, Jezu, 
w stajni, w ubóstwie i chłodzie.........
  A dzisiaj czemu wśród ludzi 
tyle łez, jęków, katuszy? 
Bo nie ma miejsca dla Ciebie 
w niejednej człowieczej duszy!

Tak Polacy, dla mnie to właśnie jest kolęda o WAS, o waszych zatwardziałych, obojętnych na wszystko, pozbawionych czystej miłości sercach. Pomyślcie o tym, zanim dotkniecie opłatka.
Kiedy byłam dzieckiem słyszałam taką przypowieść o popie. Autora przepraszam, ale nie pamiętam jego nazwiska...
Otóż pewien pop, płynąc z parafianami łodzią, nagle wpadł do rzeki.
Parafianie usiłowali go ratować, ale pop i tak się utopił. Żona topielca zapytała: Dlaczego go nie ratowaliście?
Ratowaliśmy, wołaliśmy... popie daj rękę!
A żona na to: To trzeba było wołać, popie masz rękę, bo na daj nigdy nie reagował.

I tacy właśnie jesteście Polacy. Kiedy WAS dotknie nieszczęście, bieda lub choroba, wtedy padacie na kolana i błagacie o odwrócenie złego losu. Widzicie Jezusa tylko wtedy, kiedy Wy czegoś potrzebujecie, ale kiedy on zapuka do Waszych drzwi pod postacią kogoś słabszego, biedniejszego, bezdomnego kloszarda lub uchodźcy, wtedy tylko patrzycie przez judasza i udajecie, że WAS nie ma w domu. Nawet w Wigilię. 


środa, 13 grudnia 2017

Represje. ( Tekst z dnia 13 grudnia 2017 roku)

Drodzy Państwo. Od kilku dni milczałam. Nie dlatego, by nie było o czym pisać. Ale, dostałam informacje z wirtualnej Polski, że w dniu 14 grudnia mój blog zostanie zamknięty, bez podania przyczyny. Musiałam więc, chcąc nie chcąc, zająć się ratowaniem swoich dotychczasowych wypocin i kopiowaniem ich na nową, płatna domenę.
Siedziałam każdego dnia, bardzo późno w nocy, by na piechotę przenieść te prawie 600 postów wraz ze zdjęciami. Ręce bolą mnie do samego kręgosłupa od wciskania klawiszy na myszce i były takie momenty, kiedy sama sobie zadawałam pytanie, po kiego diabła aż tyle naskrobałam, że się tak muszę teraz męczyć... Ale się to udało i mam nadzieje, że znajdę w końcu miejsce, gdzie będę mogła swobodnie korzystać z wolności słowa i gdzie mnie nikt nie będzie inwigilował i banował. Ale najśmieszniejsze jest to, że niezbyt angażowałam się w ostatnich dniach, w publikowanie postów na FB, czasem coś zdawkowo skomentowałam lub zlajkowałam, ale nie miałam zwyczajnie, ani siły, ani czasu na nic więcej. No i dziś, po kilkudniowej przerwie otwieram swój profil, a na nim informacja od wielkiego brata facebooka:
Funkcja dołączania do grup i publikowania w nich postów jest tymczasowo zablokowana do 27 grudnia o 16:47.
No rzesz kurwa, to już za nic nie robienie też można dostać bana?
Drodzy Państwo! Nie wiem, czy mam się cieszyć z tej swojej nadzwyczajnej popularności, czy mam się nią martwić. Nie wiem, na czym to dokładnie polega i kto mnie aż tak nienawidzi, że jestem banowana częściej, niż większość działaczy opozycyjnych protestujących na ulicach. Zaczynam podejrzewać, że mnie się tego bana przydziela zanim jeszcze się odezwę i na wszelki wypadek.
Chyba będę musiała znaleźć sobie jakieś inne kanały komunikowania się z obywatelami, bo widzę, że stałam się wrogiem publicznym numer jeden. Bardzo ci droga władzo dziękuję za takie powodzenie, jakie mam w twoich szeregach, i za ten strach przed moimi wypowiedziami, które walą wam kwaśną prawdą prosto w wasze ślepia. Jak przyjdzie, co do czego i nadal mnie będziecie tak szczerze represjonować, to mogę się dochrapać pozycji ofiary dobrej zmiany, męczennicy, a nawet zasłużyć na pomnik, kiedy już wasze durne rządy odejdą w zapomnienie. Z drugiej jednak strony, zastanawiam się, co planujecie w najbliższych dniach, że się tak moich słów boicie, że mnie tak blokujecie na wszelki wypadek...
Próżny ten wasz trud wielki. Nie damy się zastraszyć. Proszę bardzo, jeśli chcecie przyślijcie tu za mną nawet samego Błaszczaka!
Hucpa, jaką robicie w Polsce, jest już tak znana w Europie i na całym świecie, że ze strony mojej lokalnej policji mogę się raczej spodziewać ochrony, niż współpracy z wami. A po ostatnich rasistowskich marszach, to u obywateli Hiszpanii, którzy musieli przez wiele lat znosić swojego narodowego Kaczyńskiego/ Franco, macie po prostu przerąbane! Zresztą, cokolwiek się stanie, jakiekolwiek mnie mogą z waszej strony spotkać represje, nie mam się już czego bać! Wszystko, co miałam w swoim życiu zrobić ważnego, już zrobiłam. Jeśli przyjdzie posiedzieć za Ojczyznę, z pokorą posiedzę. Kiedy nam odbierzecie wolne media, zdominujecie internet i portale społecznościowe, przypomnijcie sobie tamtego 13 grudnia przed 36 laty. Wtedy telewizja i radio też było na usługach władzy, też rządziła propaganda i strach. A mimo to komunistów już nie ma. Bo ich przegoniliśmy przy pomocy papierowych ulotek i informacji przenoszonych z ust do ust. Dobro i prawo jest lżejsze od zła. Zawsze wypłynie na wierzch, a wy w tym swoim gównie prędzej, czy później utoniecie.
I takie jeszcze proste pytanie do obywateli: Czy po ostatnich represjach w stosunku do TVN 24, naprawdę uważacie, że nie są WAM potrzebne niezależne media umiejscowione za granicą? Czy nie widzicie, że za chwile pozostaniecie bez rzetelniej informacji, zdani na łaskę i niełaskę prawicowej propagandy? Jak długo wasze umysły będą w stanie bronić się przed skutkami całkowitego odcięcia od prawdziwych źródeł informacji? Przecież my tu tylko czekamy na Wasze decyzje, na wasze chcemy, by WAM pomóc zorganizować nową Wolną Europę, która WAS uratuje przed ogłupieniem...
Zróbcie coś z tym, zanim będzie za późno.
PIS bardzo się spieszy, by do końca roku spieprzyć wszystko to, co jeszcze pozostało do spieprzenia. Chcą w nowy rok wstąpić już jako imperatorzy. Jeśli się nie będziemy bronić, to polegniemy.
No cóż, może to nawet lepiej...uwierzymy w te obiecanki nowego premiera, który unarodowił nawet raka, który może drugiej Polski nie zbuduje, jak Gierek, ale na pewno nam ja wmówi!
Całkiem o czymś innym miał być ten mój dzisiejszy list, bo trochę się nazbierało przez te kilka dni do pogadania. Ale chyba najpierw będę musiała ustalić z WAMI inne reguły komunikacji, bo FB jest już w tej chwili narzędziem opresyjnym, które zabija wolność słowa.

Pozdrawiam. 


wtorek, 12 grudnia 2017

Wszyscy Polacy... (Tekst z dnia 7 grudnia 2017 roku. )

Dlaczego ta idiotka ciągle mówi o sobie: Polska?
Kiedy usłyszałam, że Morawiecki ma zastąpić Beatę Szydło na fotelu premiera, pomyślałam, że będzie jeszcze bardziej nudno. Bo ona to przynajmniej te swoje głupoty wygłaszała z zaangażowaniem, a Morawiecki, ze swoim temperamentem, to nawet na sprzątaczkę w przedszkolu się nie nadaje. Nic mnie jednak nie dziwi. Kaczyński nie wybrał by człowieka z charyzmą na swojego pachołka.
Słuchając dziś wystąpienia premierki Szydło, dosłownie przez 5 sekund, poczułam naprawdę szczerą litość. Bo to przemówienie było, jak krzyk rozpaczy. Głos jej drżał, a z twarzy zniknęła tak charakterystyczna dla niej buta. Zupełnie, jakby krzyczała: Przecież wszystko zrobiłam, jak mi kazaliście...
Ale ten mój stan zrozumienia i współczucia, trwał tylko mgnienie oka. Wiem, że kiedy się jest premierem, to trudno potem znaleźć sobie miejsce w życiu, które było by równe prestiżem temu stanowisku, które by nas po prostu nie degradowało w naszych własnych oczach. Jestem jednak pewna, że Beata Szydło doskonale wiedziała, na co się decyduje i że jej rola jest tylko fikcją. Wiedziała, że nie jest prawdziwym premierem, że została na to stanowisko powołana, bo jest bezgranicznie posłuszna partii i nie posiada własnego kręgosłupa i że prędzej, czy później przyjdzie taki moment, kiedy odejdzie w zapomnienie.
Ktoś z PISu powiedział, że nawet jeśli prezes Kaczyński powoła krowę na to stanowisko, to i tak ją zatwierdzą. I to chyba dokładnie pokazuje, kim dla polityków partii rządzącej jest majestat premiera Rzeczypospolitej. Beata Szydło była tylko bezmyślną krową, która w razie potrzeby miała tylko głośno ryczeć. I każdy, kto przyjdzie po niej, też będzie taką krową, bo tak naprawdę, co jest nawet komiczne, rządzi wszystkimi tchórzliwa kaczka.
Widziałam, że jest jej ciężko po raz kolejny używać argumentów tak dobrze nam znanych, o programie 500+, o wzroście gospodarczym, o wolności Polski, której dowodem miał być ten jeden głos przeciwko całej Europie. Słuchałam jej i widziałam, że to jest kolejne przemówienie oparte na tych samych argumentach. To takie zaklinanie rzeczywistości, to taka bajka, która nigdy nie stanie się prawdą.
Ale może ona jest na tyle politycznie ślepa, że zatraciła już zdolność oceny otaczającego ją świata. Albo po prostu tak długo już kłamie, że kłamstwo wydaje jej się najbardziej prawdopodobne.
Oczywiście, to takie tam rozważania, bo obiektywnie jestem w 100% pewna, że Beata Szydło, jak i wszyscy inni politycy PISu, kłamią z rozmysłem, sieją propagandę podsuniętą przez doradców prezesa, prześcigając się tylko w tym, kto głośniej ją wykrzyczy. I jestem pewna, że te dwa lata rządów, ustawi Beatę Szydło do końca życia, że prezes jej wynagrodzi poniżenie i zamknie jej usta jakimś intratnym, dobrze płatnym stanowiskiem. Nie popełni tego samego błędu, co z Marcinkiewiczem.
Tak naprawdę, wcale mi jej nie żal. Mogę tylko nieco się zmartwić według zasady, że zawsze lepszy stary wróg, niż nowy, bo starego znamy i wiemy, czego się po nim można spodziewać. Tymczasem nie wiemy nadal, którą swoją krowę nam przyśle prezes w zamian. W sytuacji Polski nic się nie zmieni, bo wiadomo, że cały rząd, nie ma tu nic do rządzenia, no może trochę Ziobro, albo Macierewicz..., ale dla nas, komentatorów, czasem też są ważne względy estetyczne.
Beata Szydło, w swoim rozpaczliwym przemówieniu podkreślała, jak to jej rząd nakarmił w Polsce wszystkie dzieci, jak to wzmocnił armią, a szkoły zamienił w prawdziwe skarbnice wiedzy, jak to odmówiła przyjęcia tych okropnych emigrantów, przez co nasze ulice nie wyglądają tak, jak francuskie. Owszem, nie wyglądają, ale z innego powodu. Pani premier stanowczo nadużywa słowa wszyscy...Najpierw była pomoc dla wszystkich dzieci, teraz opowiada, jak przywróciła godność wszystkim emerytom, obniżając wiek emerytalny i skazując ich na głodowanie. Powiedziała także, że od dwóch lat, wszyscy Polacy wreszcie się czują w swym kraju, jak u siebie i są bezpieczni na swoich ulicach.
Droga była pani premier Szydło...Pani stanowczo zbyt często utożsamia się z Polską. Nie jest Pani Polską, a wyborcy PISu, to wcale nie są wszyscy...
To nie prawda, że w Polsce nie ma głodujących dzieci lub rodzin w trudnej sytuacji. Bo dla pani wszyscy, to nie są samotne matki z jednym dzieckiem. Nie wszystkim emerytom przywróciła pani godność, nawet tym, którzy dołożyli 5 złotych na miesiąc podwyżki. Oni obracają tę monetę w rekach i zastanawiają się, co mają z nią zrobić, czy ją dać wnukowi na lizaka, czy sobie wsadzić w tylny otwór, bo nawet na tanie wino, by się z rozpaczy upić nie wystarczy. Ale szczególnie godnie czują się ci wszyscy, którym według własnej oceny moralnej, nie bacząc na indywidualne zasługi, obcięliście emerytury o połowę. A są wśród tych osób żołnierze broniący granic, policjanci ratujący ludzi w wypadkach lub ścigający złodziei i morderców.
Nie zważacie na nic, tylko orzecie, jak popadnie. Nie będę się już powtarzać, o stadninie, o puszczy, o stosunkach międzynarodowych. Wszystko to można podsumować jednym tylko słowem: RUINA.
Ale ciekawi mnie jeszcze tylko to, co pani premier miała na myśli mówiąc, że wreszcie wszyscy Polacy mogą się w Polsce czuć bezpieczni???
Że aż pójdę do torebki po paszport...No tak, czerwona okładka, na czołowej stronie orzeł w koronie. Rzeczpospolita Polska w podpisie a w środku moje nazwisko, moja facjata i informacja: OBYWATELSTWO POLSKIE!!!!!!!
A mimo to, w ramach tej państwowej ochrony, mogę dostać po pysku w tramwaju, jeśli będę z przyjacielem, którego zabiorę na wakacje rozmawiać po hiszpańsku, albo może mi skasować samochód rządowa limuzyna i w dodatku będzie moja wina. Może, mój portret, jakiś bezmózgowy zwyrodnialec powiesić na szubienicy... w biały dzień, na głównym placu w dowolnym mieście i nawoływać do wykonania na mnie wyroku. Mogę zostać aresztowana, ciągana za kudły po ulicy, kiedy się odważę sprzeciwić władzy, a policja ma prawo zaglądać mi nawet do dupy, zanim jeszcze przedstawi mi jakieś wyimaginowane zarzuty. Mogę też, dla zabawy, być króliczkiem doświadczalnym, na którym grupa bezkarnych niedouczonych policjantów będzie wypróbowywała moc swoich paralizatorów. Wiec co dla pani oznacza zwrot wszyscy Polacy? Niech pani czasem wyjrzy z kieszeni prezesa na ulica, bo tych, którzy nie czuja się w Polsce bezpieczni jest więcej. Nie jestem jakimś wyjątkiem potwierdzającym regułę. Oni tam stoją pod Sejmem, nawet dziś.
Pani, prezydent Duda, używacie trybuny sejmowej, by rozgłaszać te swoje frazesy, o dumie narodowej, o zgodzie wśród plemion, o budowaniu wspólnej przyszłości...A ja tego słucham, widzę, że zaczynacie z wielka pompą świętować rok setnej rocznicy odzyskania niepodległości. To jakaś parodia jest, bo mimo że nikt, żaden obcy wróg nie stoi u naszych bram, nikt nas nie napada i nam nie zagraża, to Polska nie jest już wolna, bo nie są prawdziwie wolni jej obywatela.
Wyhodowaliśmy sobie wroga wewnętrznego, daliśmy się omamić, jak dzieci. Pozwoliliśmy sobie zabrać wszystko to, o co nasi dziadkowie i rodzice walczyli od pokoleń.
Pasjonujemy się rekonstrukcją rządu. Oczekujemy zmian, chcemy usłyszeć nazwisko nowego premiera. Tylko po co. On, nadpremier jest tylko jeden. Jeśli on premierem nie zostanie, to żadne inne nazwisko nie ma znaczenia. To są tylko ofiary wojny, ludzie, którzy kiedyś pójdą siedzieć, za decyzje tego, który rządzi naprawdę, ale jest tchórzem i nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje.
A byłej premier Szydło mogę tylko tyle powiedzieć. Jeśli będzie miała teraz trochę więcej czasu na refleksje, nie przyjmie do wiadomości, że ten ból, który odczuwa, ten żal, że to nie my jej to zrobiliśmy. To jej przyjaciele, to jej partia, to jej koledzy i koleżanki...Wykorzystali ją, wycisnęli, jak cytrynę, a potem pozbawili stanowiska i dali żadnej szansy. Jeśli to, co dostanie pani z zamian, zagłuszy wyrzuty sumienia, to jeszcze raz współczuje. Wstydzę się, że Pani jest Polką i chyba odczuje ulgę, kiedy przestanie pani mój kraj reprezentować. 


Do zobaczenia w wolności...(Tekst z dnia 6 grudnia 2017 roku. )

Patrząc na posta salę sejmową podczas tak ważnej debaty w sprawie sądów, wyłączyłam telewizor. W końcu i tak wszystko jest już przesądzone. Wcale się posłom PISu nie dziwie, że wolą sobie odpocząć i nie słuchać rozpaczliwych prób opozycji zablokowania nowego prawa. Ustawy przejdą bez mrugnięcia okiem, a posłowie PISu???Oni nawet nie muszą wiedzieć o co chodzi. Wystarczy, że we właściwym momencie przycisną zielony guziczek.
Rozważam wydarzenia ostatnich kilku dni, swoistą kronikę wydarzeń w PISdokracji i zastanawiam się, jak grube musiały by być w przyszłości podręczniki historii, by ze szczegółami wymalować ten obraz upadku wszystkich wartości.
... Dziś rano Żandarmeria Wojskowa aresztowała zasłużonego dla Polski generała Pytla. Za co? Za rzetelne wykonywanie obowiązków! Ale przede wszystkim za szczerość i publiczne ujawnienie swoich rozmów z Macierewiczem, kulisów swego zwolnienia i gróźb karalnych ze strony posłów PISu. No dobrze, władza ma jakieś podejrzenia, przychodzi, aresztuje człowieka, niby wszystko zgodnie z procedurami...Tylko tyle, że wcześniej, ta sama żandarmeria weszła bez nakazu na teren prywatny należący do generała, bo władza może wszystko! Może także nie respektować zwolnienia lekarskiego i uniemożliwić lekarzom przeprowadzenie niezbędnych badań, których brak może zagrażać zdrowiu i życiu. Tak, część z WAS, szczególnie ci z prawej strony pewnie się cieszą i uważają, że mu się należało. Tylko tyle, że prawo do pomocy medycznej mają wszyscy obywatele, nawet mordercy i psychopaci. Nawet osoby skazane na śmierć, w chwili wykonania wyroku muszą być zdrowe. Odmowa pomocy lekarskiej jest niezgodna z prawami człowieka. I tak się nie cieszcie, bo każdego z WAS może dosięgnąć PISowska sprawiedliwość...
Jeśli się we takich momentach, nie włącza WAM czerwona lampka, to znaczy, że się urodziliście z wadą konstrukcyjną...Nie macie czerwonej lampki.
Wczoraj, ten dziwny twór prawny, nazywany komisją do spraw reprywatyzacji, przesłuchiwał męża Hanny Gronkiewicz Waltz. MInister Jaki mnie po prostu wczoraj dobił swoimi niezwykle inteligentnymi pytaniami, a szanowny małżonek pani prezydent wykazał morze cierpliwości i kultury, wysłuchując tych obrzydliwych sugestii.
Takie np. pytanie: Czy to prawdą, że pan sprzedał kamienicę w taki sposób, by na niej jak najwięcej zarobić??? No chyba na tym, chuju, polega handel, by zarobić na sprzedaży. Tyle się w Polsce mówi o tak zwanych resortowych dzieciach, posądzając o bycie nimi wszystkich, których rodzice dobrze radzili sobie w poprzedniej, słusznie minionej epoce, a dziś są przeciwni władzy. Zawsze uważałam to pojęcie za wymysł, za zwrot, któremu żadna rzeczywistość nie przystaje, ale dziś patrząc na ministra Jakiego, widzę w nim takie właśnie resortowe dziecko, które jeszcze komunistycznych gumiaków nie zdążyło zrzucić. Bo tylko ktoś, czyja mentalność głęboko tkwi w tamtej epoce, może uważać za niezgodne z prawem, swobodne dysponowanie własnym majątkiem. Mąż pani prezydent otrzymał w spadku część kamienicy, dogadał się z innymi współwłaścicielami i sprzedali ją, po czym podzielili się majątkiem. Czego się pan Jaki spodziewał, że właściciele oddadzą swoją własność w prezencie lokatorom? I tu kolejne głupie pytanie: Dlaczego sprzedał Pan kamienicę w całości, zamiast poszczególne mieszkania sprzedać mieszkańcom??? Czy nie taka jest uroda prywatnej własności, że możemy dowolnie nią dysponować? Czy to nie my decydujemy, komu i za ile sprzedajemy? Może to się komuś nie podobać, ale żeby zaraz przesłuchiwać albo ciągać po sądach... Nie mamy żadnego obowiązku sprawdzać moralności kupującego, ani prawa pytać, co zrobi z zakupionym majątkiem, bo po dokonaniu transakcji, nie jest już nasz i nie może nas to obchodzić. Tak samo nie ma dla nas znaczenia moralność osoby, która coś nam sprzedaje.
Że też ja muszę takie rzeczy pisać, które powinien wiedzieć każdy czterolatek. No i oczywiście te pytania, o to, czy i o czym pan rozmawiał z małżonką...Nie wytrzymałabym, spytałabym: Co cię kutasie niedouczony obchodzi, o czym ja rozmawiam?!
No i najważniejsze! Czy odda pan pieniądze.... Po prostu szczęka opada i biega po podłodze.
Kolejny pakiet wydarzeń, nazwałabym: Błaszczak aport!, bo dotyczy wydarzeń w tym wspaniałym resorcie.
Policja prowadzi szeroko zakrojone śledztwo w sprawie złodziei napadających na bankomaty. Do takiego zdarzenia wysyła antyterrorystów i efekt jest taki, że złodziej rani czterech policjantów, w tym jednego śmiertelnie. I jak się policja tłumaczy???No oni się kurwa nie spodziewali, że napastnik z bronią do nich wyskoczy... A czego się spodziewali? Że będzie stał z białą różą? Tylko do tego was szkolą, by walczyć z ludźmi z białymi różami??? No zrozumiała bym, gdyby dzielnicowy przez przypadek nakrył złodzieja i zginął. Ale uzbrojeni po żeby antyterroryści??? A wydawało się, że po Magdalence, zawsze już policja będzie szła na akcje przygotowana...
Pani premier od razu poleciała do rannych policjantów z gotówką, by im wynagrodzić straty, albo by im zamknąć usta ( i to jest najbardziej prawdopodobne), albo własne wyrzuty sumienia zagłuszyć... Nie wiem!
Tragiczny obraz polskiej policji widać na każdym kroku. Mówiłam już o tym w związku z wieszaniem portretów na szubienicach. Bo, jak to powiedział szef niebieskich mundurków: Policja nie jest od tego, by oceniać, czy działanie obywateli jest zgodne z prawem, ale po to by zapewnić spokój i w tamtym incydencie zrobiła wszystko, co do niej należało, czyli nagrała całe zajście by zabezpieczyć dowody... Czyli..., jeśli policja zobaczy złodzieja, lub mordercę, albo gwałciciela w akcji, to też będzie zapewniała mu spokój, by sobie nie przeszkadzał? Czy też będzie tylko nagrywać, by zabezpieczyć materiał dowodowy??? To jest jakaś paranoja. Totalny debilizm i kupa mułu!
W pakiecie Błaszczaka jeszcze dwa wydarzenia bardzo do siebie podobnych: Tajemniczy pakunek przed siedzibą PISu i drugi tajemniczy pakunek w metrze. Wiecie, ja nie jestem miłośniczką głupich dowcipów i końskich zalotów. Ale każde wydarzenie, które podnosi ciśnienie Błaszczakowi i zmusza go do raportowania i ganiania za kijem, popieram. Niech mu nie będzie zbyt lekko!
...Muszę jeszcze z bólem wrócić na chwilę do posiedzenia wiadomej komisji, obradującej w sprawie ustaw prezydenckich, bo moja wrodzona kultura nie pozwala mi pominąć tego tematu.
Kryśka Pawłowicz pokazała, że jej inteligencja z wiekiem podlega degradacji. Okazuje się, że potrafi porozumiewać się już tylko pojedynczymi wyrazami, a zdań, tym bardziej złożonych sklecić nie potrafi. Chociaż tak naprawdę to trudno ocenić, czy porozumiewa się pojedynczymi wyrazami, czy już tylko sylabami, bo powtarzane przez nią wielokrotnie, jak w katarynce słowo NIE, zawiera tylko jedną sylabę. Odejście PISu od władzy ucieszy mnie nie tylko z powodu rujnującej kraj polityki. Będę szczęśliwa, że takie osoby, jak Krystyna P. przestaną być wzorem kultury i erudycji.
I na koniec coś trochę milszego. Takie marzenie...Specjalnie zostawiłam je na koniec, w nadziei, że przedstawiony w nim obrazek będzie podsumowywał, prędzej czy później, naszą antydemokratyczną przygodę.
Znacie bohatera narodowego Gruzji, przyjaciela braci Kaczyńskich, Micheila Saakaszwilego?
Znacie jego historię... Pamiętacie, jak poprzez swoją nadętą ambicję zaczął prowadzić wojnę zaczepną z Rosją i doprowadził do konfliktu tak groźnego, że pół świata musiało go z Rosją godzić? A potem musiał uciekać przed własnym suwerenem na Ukrainę??? Okazało się, że na Ukrainie zaczął znowu mącić, organizować protesty przeciwko rządowi, namówiony przez poprzedniego prezydenta ukrywającego się w Rosji. Wczoraj TVN 24 pokazała film, jak ten gruziński bohater narodowy ucieka po dachach przed ukraińską policją i tak mi się zaczęło marzyć...
Panie prezesie Kaczyński, kiedy już nas tak pan wkurzy do końca, mam nadzieję zobaczyć, jak pan spierdala po dachach przed suwerenem i grozi, że skoczy. Przecież nikt panu nie uwierzy, bo pan jest tchórzem! Będziemy pana gonić i prędzej czy później złapiemy i elektorat pana nie odbije, nawet z różańcami w ręku. I nie pomoże panu nawet to, jeśli to będą dachy Budapesztu i nie uratują pana nawet bratanki od szabli i szklani! Popatrzcie sobie dokładnie, PISowskie mendy, niech się wam utrwali ten obrazek, bo to was właśnie czeka. Tak kończą nadęte bufony, które się z niczym i nikim nie liczą, które karmią naród fałszywymi hasłami.

PS. A tak naprawdę już na zakończenie, powiem coś w sprawie zupełnie prywatnej.
Wiem, że w tej chwili PISowska hołota przepycha niekonstytucyjne ustawy o sądach, a potem przegłosuje ordynację wyborczą, według której wprost politycy PIS będą zawsze wygrywać wybory.
Przegraliśmy, ale tanio skóry nie sprzedaliśmy! Walczyliśmy, jak lwy przez te ponad 2 lata. Teraz zejdziemy do podziemia i po krótkiej żałobie, którą nosimy po swej Ojczyźnie, będziemy próbowali ją od nowa wyhodować w swoich sercach. Prędzej czy później staniemy się wiatrem historii, powracającą falą, która wymywa zło. I będziemy bardzo sprawiedliwi wobec oprawców Ojczyzny.
Nie każdą bitwę się wygrywa, ważne by w tej walce nie zatracić siebie, by nie pójść na kompromis i nie oddawać pola.
Ja, drodzy Państwo, od kilku tygodni muszę co drugi dzień sygnalizować FB, że udostępniane przeze mnie posty nie są spamem. Dwa dni temu otrzymałam informacje od FB, bym im wysłała swoje prawdziwe zdjęcie, w celu...weryfikacji. Nie wiem kurwa, z czym będą to weryfikować??? Przecież na moim prywatnym profilu jest mnóstwo zdjęć. Zagrozili jednak, że jeśli tego nie zrobię, to mi zablokują konto na zawsze. Więc wysłałam. Wczoraj przyszła informacja na maila, że 14 grudnia zamykają mojego bloga, bez podania przyczyny( grupa Wirtualna Polska). Tak więc może się wydarzyć, że zniknę z Fb, a mój blog zostanie usunięty.
Ale się nie martwcie! Wykupiłam już płatną domenę i jestem w trakcie przenoszenia treści.
A więc!( wiem, że się tak nie zaczyna zdania)

BLOG NIE ZNIKNIE, PÓKI MY ŻYJEMY!
Kiedy Mickiewicz, czy inni rebelianci uciekli z kraju, wystarczyło im przekroczyć granicę i byli już bezpieczni. W dzisiejszych czasach, nawet kiedy jesteśmy daleko, dzięki internetowi możemy zawsze być chociaż częściowo w kraju. Ale to dobrodziejstwo ma też swoje minusy, bo tą sama droga można nam usiłować zamknąć usta.
Czuje się represjonowana, bo te szykany nie są na pewno związane z tym, że się komuś moja facjata nie podoba...Przecieram oczy i nie mogę uwierzyć, że to wróciło, że wrócił stan wojenny i że znowu musimy rozmawiać szeptem.
Ale pamiętajcie:! co nas nie zabije, to nas wzmocni. Zawsze będę przy WAS na barykadach. Skoro i tak dostaję po mordzie, mimo tej odległości 3000 kilometrów, które nas dzieli.
A ty Błaszczaku, czy inna kurwo, której się zdaje, że mnie złamie, nie ciesz się tak łatwo. Prędzej umrę, niż pozwolę sobie zamknąć usta!
Po co się męczysz glisto, skoro wiesz, że nie wygrasz ze mną.
Pozdrawiam wszystkich! Będę regularnie udostępniać linka do mojego nowego bloga. Kto chce czytać, na pewno mnie znajdzie!
I do zobaczenia w wolności! 




Wielka ucieczka. ( Tekst z dnia 21 lutego 2019 roku)

Właściwie powinniśmy się cieszyć, że się oczyszcza atmosfera i że będzie dużo mniejszy smog w sferze politycznej. Nie powinniśmy się też d...