wtorek, 12 grudnia 2017

A za murem nic...(Tekst z dnia 27 maja 2017 roku.)

Powiedziałam komuś rano, że dziś muszę napisać o kobietach, o ile nikt inny czegoś nie wywinie, co byłoby ważniejsze...no i wykrakałam!
Zanim usiadłam do klawiatury, okazało się, że Mateusz Kijowski wycofał się z kandydowania w wyborach na przewodniczącego KODu, bo...mu się audyt nie spodobał. Audyt robiony przez zewnętrzną firmę, którą trudno posądzać o stronniczość. Zakładam, że zawiera on prawdę o finansowej działalności MK, dlatego jest dla niego nie do przyjecie.
Po podaniu informacji o decyzji MK na próżno próbowałam znaleźć więcej na ten temat w sieci. Przez długi czas wszystkie informacyjne portale milczały. Bo kto się dziś zajmuje umierającym ruchem społecznym o nazwie KOD? Umierającym na chorobę o nazwie Kijowski, murarze i spółka. Ja też od dawna nie śledzę, co się w tej organizacji dzieje, bo moja wiara w nowe otwarcie skończyła się już kilka miesięcy temu. Dlatego jest mi dość trudno diagnozować to dziwne posuniecie Mateusza Kijowskiego. Po wielu miesiącach kampanii wyborczej, po wielu spotkaniach ze zwolennikami, po wielu walkach stoczonych przez tych wszystkich stojących murem za Mateuszem, on dziś po prostu rezygnuje. O czym to świadczy?
Może policzył szable i wolał zrezygnować, niż przegrać..
Może nie potrafi przegrywać z honorem, pogodzić się, że ktoś inny zajmie jego miejsce, a on będzie musiał zejść na inny plan. Może przestraszył się tego, że audyt go obnaży i na zawsze zniszczy jego twarz. A może po prostu, z premedytacją buduje na boku coś nowego, może oszukał wszystkich, nawet swych zwolenników.
Jedno jest pewne, udowodnił, że nie nadaje się na lidera. Nie nadaje się na kapitana, bo jak szczur uciekł z tonącego okrętu, a prawdziwy kapitan, schodzi z pokładu ostatni.
Ja przez wiele miesięcy apelowałam do Mateusza Kijowskiego, by się usunął w cień, by nie niszczył tego, co budował wraz z nami. Lecz uważałam, że powinien wystartować w wyborach, że miał do tego prawo, by się poddać ocenie i weryfikacji. Dla mnie to było wyjście honorowe, lecz MK postąpił dokładnie odwrotnie. Najpierw swoim uporczywym trwaniem na stanowisku wszystko zniszczył, a kiedy zostały tylko zgliszcza, uciekł. To smutne, że walka o demokrację stała się dla niego tylko sposobem na własne życie, że nie jest w stanie działać dla Polski w cieniu, musi być gwiazdą. Żal tej naszej Ojczyzny, której bronić próbują ludzie kłótliwi i słabi.
Co stanie się dalej, nikt nie jest w stanie przewidzieć. Czy KOD, po tych wszystkich przejściach, będzie jeszcze w stanie wykrzesać z siebie trochę ognia, trochę zaangażowania, trochę właściwie ukierunkowanej wściekłości? Czy będzie jeszcze w stanie zdobyć zaufanie społeczeństwa? Mojego już nie. I mam wrażenie, że to najgorsze, co zrobił Mateusz Kijowski, to zabił w nas nadzieje i wiarę. Nie wiem, czy mogłabym dzisiaj jeszcze wykrzesać z siebie jakiś entuzjazm. Może dlatego, że w ruch KOD zainwestowałam sporo pozytywnych uczuć i zaangażowania. Zawiedzione, zdradzone uczucia długo bolą, a dla mnie KOD zawsze będzie zawiedzioną nadzieją, przyjacielem, na którego nie mogłam liczyć w biedzie. Cokolwiek się nie stanie, kto będzie na czele organizacji, jak bardzo będzie się starał ją odnowić, ja, widząc tłum ludzi protestujących z flagami KODu, zawsze będę w tym tłumie widziała takich Kijowskich, którzy mnie chcą oszukać.
To jest prawdziwa krzywda zrobiona wszystkim uczciwym ludziom chodzącym na protesty z KODem. Dziś każdego z nich można niesprawiedliwie nazwać alimenciarzem i oszustem. Wszyscy zostaliśmy przez ten skandal ubrudzeni i wszyscy będziemy mieli gębę Kijowskiego zawsze, ilekroć się przyznamy, że mu zaufaliśmy.
Tak, to był wielki zawód, całe to ostatnie pół roku, kiedy KOD z nami nie walczył, kiedy pozostawił nas samym sobie, bo był zajęty wewnętrzną wyniszczającą wojną. Cokolwiek się nie stanie, nie da się już tego odwrócić.
Wczoraj, jeden z komentatorów wydarzeń pisał coś o zgodzie, dialogu, wypracowywania metod porozumienia i umiejętności rozmawiania...
Drogi autorze. Ja też jestem miłośniczką zgody lub cywilizowanego spory. Ale ten spór na pewno nie był cywilizowany. Czasami ktoś powie jedno słowo za dużo. Ja jestem miłośniczką, wręcz wyznawczynią słowa. Niektórym się jednak zdaje, że można bez ograniczeń chlapać ozorem, a potem się przeprosić i udawać, że się nic nie stało. Niestety, wiele krzywd można naprawić, lecz raz wyrzuconych z siebie słów nie da się cofnąć. Dlatego słowo ma taką siłę i kaleczy czasem bardziej niż nóż, a rana po słowie goi się znacznie trudniej. Mówi Pan o pozytywnych metodach komunikacji...Nie wierzę w to. Ruch KOD musiałby się bardzo głęboko oczyścić. Bardzo, bardzo głęboko!!! Podejrzewam, że gdyby wyrzucił ze swego grona pieniaczy, karierowiczów i ludzi mających parcie na szkło, to mogło by nie za wiele z niego zostać... garstka uczciwych ludzi, którym naprawdę chodziło o Polskę.
Mam dość mieszane uczucia, bo właściwie nie mogłam się doczekać tego dnia, kiedy wreszcie wszystko będzie jasne, kiedy członkowie KOD dokonają wyboru, kiedy ci, którzy nie będą się mogli z wynikiem pogodzić, po prostu odejdą z honorem. Ale dziś, wobec zaistniałej sytuacji jest mi trochę smutno. Okazuje się, że ruch, który walczy o demokracje, nie potrafi jej zastosować wewnątrz siebie.
I bardzo bym chciała dziś usłyszeć zdanie zwolenników Mateusza Kijowskiego. Tych, którzy jeszcze wczoraj stali za nim murem, którzy byli pewni, że jest jedynym właściwym liderem, że KOD to jego dziecko i jego walka.
Czy naprawdę było warto wylewać te wszystkie pomyje na ludzi, którzy mieli na te sprawy inne spojrzenie? Czy warto było oddawać za kogoś twarz, pokłócić się z przyjaciółmi, opluwać ich, wymyślać kłamliwe paszkwile na temat kontrkandydatów lub innych członków zarządu? Czy ten cały syf, jaki stworzyliście w internecie, przydał się na coś? Czy jesteście z siebie dumni? Czy jest wam z tym dobrze? Czy wiedzieliście o planach Kijowskiego? A może was także oszukał i pozostawił z tym całym gównem w osamotnieniu?
Bardzo bym chciała wiedzieć, czy warto się było murować?
Bardzo bym chciała wiedzieć, z czym żeście zostali, kiedy się okazało, że za tym murem, który stawialiście, nie ma już nikogo? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...