niedziela, 10 grudnia 2017

Arcydzieło. (Tekst z dnia 19 lipca 2016 roku.)

Postanowiłam zrobić sobie wakacje i trochę odpocząć od komputera i polityki. Chociaż tematów jest wiele. Nic tak bardzo mną nie wstrząsnęło, bym musiała to przelać na papier. Zresztą po ostatnich wystąpieniach minister edukacji i Błaszczaka, dość trudno było któremukolwiek politykowi pokazać większą głupotę od wyżej wymienionych. Zamach w Nicei i pucz w Turcji, w dużym stopniu przyćmił ukazanie się autobiografii Jarosława Kaczyńskiego, najważniejszego dzieła literackiego od czasów MEIN KAMPF Adolfa Hitlera. Zamiast wielkiej, wielomiesięcznej dyskusji na temat wspomnień „wielkiego” dyktatorka, po dwóch dniach nikt już o premierze arcydzieła nie pamiętał. Ja chętnie czytam książki, nawet takie, z którymi się nie zgadzam. Miałam zamiar i tę pozycje przeczytać, by móc się wypowiadać. Ale jeśli autobiografia Kaczyńskiego jest zbiorem prawd pod tytułem „ To mój brat dowodził Solidarnością”, to jest to chyba książka wyłącznie dla psychiatrów, którym ja nie jestem. Obawiam się, że można na jej podstawie ocenić jedynie stopień szaleństwa autora. Bo to nawet nie jest inny punkt widzenia, lub brak obiektywizmu, raczej celowe zniekształcanie historii. Dziwi mnie to, o tyle, że ja osobiście usłyszałam o braciach Kaczyńskich dopiero, kiedy Wałęsa był już prezydentem. Wcześniej znany był Michnik, Kuroń, czy Mazowiecki, ale o tych dwóch małych, pętających się pomiędzy tymi ważnymi ludźmi obywatelach, nie słyszałam wcześniej. Bardziej znany był chyba nawet kierowca prezydenta Wałęsy, niejaki pan Wachowski. I w tym momencie zaczyna to przypominać klasyczny przypadek kliniczny, kiedy pacjentowi się wydaje, że jest Napoleonem, tylko tyle, że ten pacjent jest nieśmiały, bo jemu się wydaje, że Napoleonem był zmarły brat. Dla mnie, niczego dobrego spodziewać się nie można po facecie, który ma wyraźne zapędy autorytarne i zanim obejmie władzę pisze o sobie książkę. Kolejna analogia z Adolfem Hitlerem, tak jak zapowiedź powiększania arsenału wojskowego i nienawiść do kolorowych oraz chore formy patriotyzmu. Ale, jak zawsze mówię, jeśli starczy mi samozaparcia, przeczytam to arcydzieło. Obawiam się jednak, że Kaczyńskiego widzenie świata, może być dla mnie zbyt niestrawne. Do przerwania wakacji i napisania kilku słów skłania mnie jednak inne wydarzenie. Otóż po prawie roku rządów Andrzeja Dudu ( chociaż słowo rządzenie, nie jest tu na miejscu) i po ponad półrocznej kadencji rządu PIS, po raz pierwszy usłyszałam od przedstawicieli tej partii, czystą, nagą prawdę. Zawiera się ona w zdaniu: „ Podwyższyliśmy sobie pensje, bo przez ostatnie osiem lat nikt tego nie robił”!!!!! I się zastanawiam, czy się ktoś wyrwał, czy się po prostu pomylił. Od ponad roku, czyli od rozpoczęcia kampanii wyborczych słyszymy, że poprzednia koalicja dbała tylko o własne portfele, a tu nagle taki zarzut, że nie dbała o pensje posłów i własnych urzędników? A do tego wszystkiego jeszcze występy poszczególnych pisowskich oficjeli, którzy twierdzą, że to nie jest podwyżka, bo będzie ona uzależniona od sytuacji gospodarczej państwa, takich to a takich wskaźników gospodarczych i tak dalej.Argumenty są po prostu powalające. Widać od razu, jak się im z uszu kurzy, tak kłamią i kręcą. A ta kondycja gospodarcza, to chyba zależeć będzie od tego, ile im się uda pożyczyć pieniędzy za granicą, bo póki co, nasza gospodarka na pożyczonych pieniądzach stoi. I w przeciwieństwie do poprzedników, którzy też niemało pożyczyli, pieniądze te nie idą na inwestycje i rozwój, tylko na PRZEJEDZENIE. A jak wiemy, brak rozwoju, to w rzeczywistości, cofanie się. Ale zawsze, w liczbach bezwzględnych, PIS będzie się mógł pochwalić, ile kilometrów drug zbudował w szczerym polu, z okazji Światowych Dni Młodzieży, ile katolickich, a konkretnie Rydzykowych uczelni dofinansował. I oczywiście podnosząc urzędnikom pensję o dość pokaźne sumki, przyczynił się do podniesienia „średniej krajowej”. Gratuluję więc temu rządowi, dla którego Naród jest najważniejszy, że sobie podniósł wynagrodzenie. Mam jednocześnie nadzieję, chociaż nie uzasadnioną, że wysokość wypłaty wpłynie choćby trochę na jakość rządzenia. Może pozwoli się douczyć co nieco z historii pani minister Zalewskiej, a Błaszczak... Nie, tej gnidzie żadne pieniądze nie pomogą. Nie da się bowiem przeszczepić mózgu. Skoro już jesteśmy przy Błaszczaku, to zarzucał on ostatnio komisarz unijnej, że się zalała łzami po zamachach w Paryżu i że to nie ma żadnego wpływu na walkę z terroryzmem. To, że Pan Błaszczak jest seksistą i do tego niewrażliwym, to nie jest tajemnica. Ale muszę go rozczarować. U kobiet, płacz, bardzo rzadko jest objawem słabości. Pojawia się on często z powodu złości i jest jakby etapem opanowania emocji, który prowadzi w końcu do działania. Prezydent Duda, opowiadający ze łzami w oczach o dwóch Polkach, które zginęły w Nicei, nie jest dla Błaszczaka beksą??! Ostatnio dość dużo nakrzyczałam na Błaszczaka, za co zostałam skrytykowana. Ale jeśli chodzi o niego, nie mam wyrzutów sumienia, nie zasługuję sobie na szacunek. I nie życzę ani jemu, ani Polakom, by znalazł się w sytuacji takiej w jakiej są od dawna służby specjalne Francji. I nie chciałabym zobaczyć jego miny, kiedy faktycznie coś by się w Polsce wydarzyło. Póki co, to było kilka prowokacji, symulowanych ataków, które miały pokazać, jakimi świetnymi służbami dysponujemy. Sądzę, że w przypadku prawdziwego zagrożenia jesteśmy niestety bezradni. Minister się chwali, że nie wpuszczono do Polski emigrantów i w związku z tym żaden atak nam nie grozi. Ale oglądałam dziś pierwszych przybywających do Polski pielgrzymów i jest wśród nich bardzo duża grupa kolorowych. Czy się władza nie obawia, że może z tak dużą grupą ludzi przedostać się jakiś terrorysta udający Chrześcijanina? Czy wystarczająco dobrze sprawdziliście tych ludzi, a może będą chcieli w Polsce, miodem i mlekiem płynącej, zostać? Może tak im się w Polsce spodoba, że się zechcą żenić z Polkami? Terroryści uderzają z najbardziej niespodziewanych stron, dlatego są tak groźni. Wiem, że to, co mówię, jest może zbyt sarkastyczne. Ja, w przeciwieństwie do niektórych przedstawicieli władzy, nie posądzam innych ludzi od razu o najgorsze. Mam nadzieje, że przyjedzie tu fajna młodzież z dobrymi intencjami i że to będzie, jak przystanek Woodstock, tylko na inny temat. Takie międzynarodowe spotkania uważam zawsze za cenne, gdyż może uda się młodym Polakom dostrzec ludzi w tych innych. Może wzbudzi to wątpliwość, że skoro ten czarny jest fajnym miłym gościem, to i tamten czarny może być podobny. Dla mnie, każda kropla tych wątpliwości, zasiana w głowach młodzieży jest bezcenna.
Drodzy Państwo wierni czytający moje słowa: jeśli w najbliższym czasie będę się odzywać rzadziej, nie martwcie się. Może akurat robię grilla na kolację rodzinną, lub pije mohito w barze przy plaży. Ale zawsze wrócę, kiedy jakiś polityk mnie rozzłości lub rozbawi. A jak widzę, głupota nie bierze sobie sobie urlopu, a więc i nam nie pozwala odpocząć. I pozdrawiam wyborców PISu. Zamiast podniesienia minimalnej płacy, podniesienie minimalnej płacy dla polityków. Bo, jak mówiła Pani minister Bieńkowska, tylko złodziej albo głupiec, by pracował za sześć tysięcy. Więc Pani Sz, nie chce uchodzić ani za złodziejkę, ani za głupią, będzie więc zarabiać cztery razy tyle. A co?! Ktoś jej zabroni?  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szału nie było. ( Tekst z dnia 8 grudnia 2019 roku)

Oczywiście oglądałam debatę. Ale chyba byłoby dla mnie lepiej, gdybym nie oglądała. Sytuacja w Polsce od prawie 5 lat trzyma mnie w perman...