poniedziałek, 11 grudnia 2017

Ból głowy i permanentny stan przed depresyjny. (Tekst z dnia 29 marca 2017 roku. )


Ostatnio sporo narzekałam w rozmowach z innymi walczącymi, że ludzie mało się angażują i mało komentują, że dopadł nas zimowy sen, a przecież jest już wiosna. Udało mi się jednak sprowokować kilka osób do dyskusji swoim wczorajszym postem. Prawdziwe oburzenie powstało po propozycji, by zwracać legitymacje KODu.
Ogromnie się cieszę, że wreszcie coś WAS poruszyło, Drodzy Czytelnicy, bo moja działalność często przypomina walenie głową w mur. Niby się wszystko wszystkim podoba ( w moich tekstach) , ale żeby tak coś mieć do powiedzenia, to już nie. Jednocześnie, ta reakcja na propozycję odcięcia się od KODu świadczy o tym, że inaczej rozumiemy walkę o demokrację. Dla mnie KOD, to tylko nazwa i obecnie, pod dominacją regionu Mazowsze, ma on tyle wspólnego z walką o demokrację, co PIS z prawem i sprawiedliwością. Dla wielu z WAS, KOD jest symptomem romantycznej walki, jest czymś, z czym się utożsamiacie. Ale czasami warto jest dokonać analizy i umieć się przyznać do porażki. W rozmowach z ludźmi często poruszamy ten temat. Kiedy nagle, w zamęcie pojawił się KOD, wszyscy, łącznie ze mną, oszaleliśmy z radości, bo wreszcie nasza ponad półroczna walka z PISem zaczynała nabierać kształtów. Tworzyło się coś, z czym mogliśmy się utożsamiać. Mnie zajęło 2 miesiące, by zobaczyć dwulicowość tego przedsięwzięcia, by dostrzec ogromną, spontaniczną, pozytywnie zakręconą masę ludzką, która tonie w beznadziei przywódców ruchu. Tam, na górze, zawsze czekał na tych ludzi kubeł zimnej wody, który gasił zapał. Tam zawsze czekały ograniczenia, wytyczne i nijakość. Wielu z nas się o ten mur rozbiło. Także ja. Wiele ciekawych inicjatyw, wiele pomysłów, zostało po prostu wyrzucone do kosza, a my, palący się do walki obywatele, staliśmy się wrogami, bo chcieliśmy mówić swoim głosem. Dziś wszyscy mamy swoje grupy, swoje frakcje, niezależne od KODu. Po dwóch miesiącach wiedziałam już, że nie ma dla mnie miejsca w tej organizacji. Nie przekreślałam jej, bo poznałam wielu prawdziwych partyzantów, walczaków, rebeliantów, gotowych na wszystko. KOD mógł wygrać, gdyby we właściwym czasie przeprowadzono wybory i do głosu doszliby ludzie bardziej zdecydowani, odważni i radykalni, lub gdyby walka o władzę została całkowicie zaprzestana do momentu zwycięstwa nad PISem. Tak się nie stało. Dziś, to skłócona wewnętrznie, niestety nie o metody walki, lecz o stołki, umierająca organizacja. Im bliżej serca, tym jest ona bardziej martwa, bo ciągle prężnie działa wiele regionalnych ośrodków. To nie jest żadna nielojalność, odejście od organizacji, która nas zawiodła. KOD, to tylko nazwa. Przystępowaliście do niego z wiarą, że poprowadzi WAS do walki z PISem. Dziś możecie być tylko stronnikami Kijowskiego, albo jego wrogami. Walka o demokrację przestałą się liczyć, a przecież tego właśnie żeście szukali. To jest przykre i bolesne. Tak, jak w związku, który miał zaspokajać nasze potrzeby, ale stał się pusty. Czujemy się przegrani i zawiedzeni, ale odchodzimy, bo trwanie czymś, co jest samo unicestwiającą się budowlą staje się nie do zniesienia.
Nie chcecie opuścić czegoś, w co wierzyliście, co nagle stało się sensem waszego życia? A co robi Wasz lider?KOD to tylko nazwa, która została zbezczeszczona. Kijowski planuje ( myślę, że po przegranych wyborach), sam wyciągać ludzi z KODu. Czyli mówiąc brutalnie, nasrał, a teraz chce wszystkich uczciwych zostawić z gównem, a sam pójdzie na czyste. Nie można ratować czegoś, czego się uratować nie da. Trzeba więc ratować ludzki zapał, zaangażowanie, spontaniczność. Tu, już nic nie wyrośnie. KOD, to ziemia zatruta. Lider KODu czuje, że nie wygra wyborów, a nie wyobraża sobie, by mógł ktoś zarządzać organizacją, którą traktuje, jak swoją własność. Rozejrzyjcie się. Ilu zwolenników frakcji Kijowskiego oddaje legitymacje po przegranych wyborach w regionach. To są ludzie, którzy odchodzą, by wraz z murarzami zbudować coś nowego.
Cieszę się, że coś wreszcie Was ruszyło, że się tego po mnie nie spodziewaliście. Alew sytuacji, kiedy lider organizacji idzie na dno i świadomie ciągnie nas za sobą, proponuję się ratować i wreszcie zacząć naprawdę walczyć. Dochodzą mnie słuchy, że różni ludzie myślą o stworzeniu czegoś nowego, co by ten rów po KODzie zasypało. Ludzie mają już dość KODowskiej wojny, chcą działać. W ramach tej organizacji, pod jej szyldem, jest to niemożliwe ( przynajmniej dopóki istnieją murarze). Szkoda czasu. Są dobrze zorganizowane struktury, które tworzyli ludzie w regionach, nie Kijowski. Ci ludzie chcą działać. I skoro murarze zawładnęli nam KOD, jak Kaczyński Polskę, to pokażmy, że KOD to my ( byliśmy)!, że bez nas on nie istnieje! Nazwa nie jest ważna.
Trzeba skończyć z działaniem przypominającym lekko ostygniętą zupę. Trzeba byśmy znów wzbudzili w sobie żar, który będzie parzył. Dla mnie Kijowski jest tchórzem i karierowiczem. Chciał się na naszych plecach ustawić, nie ryzykując przy tym niczego. Dlatego urządzał spacery po Warszawie nie chcąc jednocześnie walczyć z Pisem. I od początku na końcu języka cisnęło się pytanie: Po chuj tam idziemy, skoro nie chcemy zwalczyć tej władzy? Po co ludzie wstają po nocy, wydają resztę pieniędzy na bilety lub paliwo, po co malują plakaty i hasła, po co marzną na ulicach? Dziś, wszyscy my, dawni entuzjaści KODu, mówimy jednym głosem: To źle, że KOD powstał, bo za miesiąc, za dwa, powstałaby prawdziwa siła, zdolna do prawdziwej walki. Mówicie, że jestem zdrajcą KODu? Nie, to KOD zdradził mnie, zdradził nas. Ja się czuję zdradzona i oszukana. I nie dość, że PIS mnie każdego dnia doprowadza do furii, to jest jeszcze radosne kółko wzajemnej adoracji czyli KOD Mazowsze. Zależy Wam na Polsce, czy zależy na podrapaniu swojej próżności? Jeśli tylko KOD się dla Was liczy, to sobie oprawcie legitymacje KODu w ramki i się nią chwalcie: „O jaki ja jestem wspaniały działacz, należę do KODu!”
Ktoś tam wczoraj napisał pod postem dotyczącym zwycięstwa Szumełdy w regionalnych wyborach, że musimy się wszyscy zgodzić, iż twarzą KODu zawsze był i zawsze będzie Kijowski. A ja się nie zgadzam! Jeśli tak jest to to jest przekleństwem tej organizacji. Kijowski od dawna nie jest twarzą KODu, jest jego gębą!
My, cisi, działający trochę pod ziemią normalnego świata, koderzy gorszego sortu, bo nie murarze, prowadzimy wielogodzinne nocne rozmowy na temat, jak wyciągnąć Polskę z tego bagna, w które PIS ją wepchnął, a my społeczeństwo żeśmy ją odprowadzili i pozwoliliśmy utonąć, nie podając ręki. Myślimy, jak zorganizować coś, zupełnie odmiennego od KODu, który był tak naprawdę organizacja medialną. My chcemy działać po cichu i na granicy prawa. Z historii wiemy bowiem, że żadna rewolucja, zgadzająca się na prawo reżimu, z którym walczyła, nie miała szans powodzenia. Myślimy, o powrocie do starych metod walki, o drukarniach, w których będą powstawały gazety, o ulotkach przyklejanych w autobusach, o hasłach pisanych na murach, o niezależnych mediach, nadających nocami swe audycje na nielegalnych pasmach.
To, co uprawialiśmy do tej pory, nie przyniosło żadnego rezultatu. Dokonał się podział na dwie Polski, z których każda ma dostęp tylko do swojej prawdy. Z góry skreśliliśmy część społeczeństwa, które zostało zniewolone przez kościelnych szantażystów i odcięte od prawdziwej informacji. Trzeba im brutalnie tę sielankę zepsuć. Pokazywać im prawdę nagą i okrutną. Wciskać im ją w każdym właściwym momencie. Pokazywać prawdziwe wiadomości przed seansami kinowymi, po cichu wkładać dodatkowe kartki do prawicowych gazet.
Do tej pory chodziliśmy i śpiewaliśmy i nawet to było piękne. Ale władza się nas nie przestraszyła i już się nie przestraszy. Teraz musimy się zdobyć na więcej, na wiele więcej.
Nie narzucam nikomu własnego zdania i szanuje wasze uczucia. Ale dla mnie, KOD jest już tylko przeszkodą, czymś, z czym nas, wojowników kojarzy się niepotrzebnie, czymś, co naszą walkę rozmywa i zasłania nam oczy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...