niedziela, 10 grudnia 2017

Buldożer. (Tekst z dnia 11 września 2016 roku. )

Są piękne hasła, które zawsze są dobre i nikt nie ma wątpliwości, że prawdziwe. Oczywiście, jest to ocena na pierwszy rzut oka, bez doszukiwania się drugiego dna i próby spojrzenia z innej strony. Niestety, te hasła obiektywnie pozytywne, zwykle są sloganami, które nic nie znaczą, nie zawierają w sobie treści, którą można by merytorycznie ocenić. Pisałam o tym chyba kilka dni temu odnośnie hasła „dobra zmiana”. Teraz jednak muszę odnieść się do idei, jaką ma zamiar nieść na sztandarach KOD w najbliższej manifestacji.
Idea należy właśnie do tych obiektywnie słusznych, ale niestety utopijnych. Oczywiście, że jest tylko jedna Polska. Tylko tyle, że każdy ma prawo widzieć ją po swojemu. Ale prawdziwy niepokój wzbudza we mnie druga część hasła, zapowiadająca „koniec podziałów”. Widzę w nim podstawową sprzeczność z obraną linią postępowania KODu, który w żadnym wypadku nie chce atakować miłościwie nam panującego Jarosława Kaczyńskiego i świty jego. Pan Kaczyński żywi się podziałem społeczeństwa na dwie antagonistyczne grupy. Nie uda nam się skleić społeczeństwa, dopóki PIS będzie miał jakikolwiek dostęp do władzy i do mediów. I to chyba nie ulega wątpliwości. Po co więc wymyślać hasło zupełnie utopijne, niemożliwe do realizacji.
I tu chciałabym pamięcią historyczna sięgnąć bardzo daleko.
Jak długo istnieje Państwo Polskie? Oficjalnie ponad tysiąc lat. Czy kiedykolwiek udało się uzyskać jedność w polskim społeczeństwie? Nigdy! Nawet prawdziwe klęski, wyniszczające wojny, najazdy obcych krajów, Potop Szwedzki, wojny z Turkami, Tatarami, Rosją, Krzyżakami, zabory i powstania. Nic nie było w stanie Polaków zmusić do zgody i jednomyślności w sprawach zasadniczych. Nawet wojny światowe nas dzieliły. Zawsze byli nasi i mniej nasi. Jeszcze zanim wygoniliśmy z Polski Hitlera, już planowaliśmy, jak jedni drugich wyeliminować z życia.
Po co więc takie niedorzeczne hasło? Dla mnie to pustosłowie. Bo spróbujmy sobie wyobrazić drogę do osiągnięcia tego utopijnego celu. Rozumiem bowiem, że nie chcąc rzucać słów na wiatr, mamy jakiś plan, by do tego zjednoczenia wszystkich Polaków doprowadzić. Oczywiście nie krytykuję tu samej idei. Jest ona słuszna. Ale spójrzmy na przekrój społeczeństwa i linie podziałów, a także o istotę sporów, które nas dzielą. Nie wiem, jaki może być sposób na pogodzenie tak skłóconego społeczeństwa. Chyba by trzeba sporą jego część wyciąć w pień. Bo jak ktoś sobie wyobraża tę zgodę? Czy ja z moimi poglądami, które uważam za słuszne i humanitarne, mogłabym szukać kompromisu z jakimś narodowcem? Na jakim polu mogłabym się z nim zgodzić? Czy będziemy tępić Żydów w trzecim pokoleniu, czy już od drugiego damy im spokój? A może oni zaakceptują moje lewactwo i miłość do uchodźców? I pytanie jest, czy ja w ogóle chce stanowić jedność z tymi ludźmi? Czy ja mogę nagle zaprzyjaźnić się z Brudzińskim, czy zaakceptować na arenie politycznej Dudę, Błaszczaka, czy Ziobrę? Tu nie ma żadnej możliwości kompromisu. Przykro mi, ale w to nie wierzę.
Kiedy się około półtora roku temu zorientowałam, że coś dziwnego dzieje się w społeczeństwie, że z ludzi coś wyłazi, coś niezidentyfikowanego, ale na pewno złego, zaczęłam się mieszać w różnego rodzaju dyskusje. Próbowałam racjonalne argumenty przeciwstawić fali nienawiści i fałszywych informacji. Niestety, nie zanotowałam żadnych sukcesów w swej działalności. Ludzie zachowują się, jak nawiedzeni, jakby im nagle odebrało rozum i jakby wpadli w jakiś amok, z którego nie potrafią się wydostać. Ale trudno się dziwić. Zewsząd oddziałują na nich podsycacze zła. Internet, telewizja, a do tego wszystkiego kościół. Dokąd byś nie poszedł, wszędzie sączy się jad i nagonka jednych na drugich usprawiedliwiana patriotyzmem.
Mówię do tych ludzi już tak długo, że nawet przeciętna krowa zaczęłaby mi odpowiadać ludzkim głosem. A ci ludzie nic! Żadnego efektu, tylko eskalacja nienawiści, obraźliwe i wulgarne listy wrzucane na prywatny profil, wyrzucanie z grona znajomych.
Chcecie namówić tę część społeczeństwa, by znormalnieli? Ci ludzie są ścianą. Z nimi nie ma negocjacji.
POLSKA JEST TYLKO JEDNA??? To prawda, ale ja się nie zgadzam, by była ona wypadkową mojej Polski i Polski Kaczyńskiego! W poglądach pisowców, narodowców, klechów, rydzykowców, nie ma niczego, co ja byłabym w stanie zaakceptować choćby na marginesie tej Polski.
Pamiętacie, jak przed nadejściem wolności, krzyczeliśmy do milicjantów: chodźcie z nami? Wtedy to miało sens, bo oni wykonywali rozkazy, ale większość z nich podzielała nasze poglądy i gdyby nie strach, to by porzucili mundur i poszli z nami. Ale nie mogę krzyczeć: „chodźcie z nami” do tej przeżartej nienawiścią części społeczeństwa. Nie chcę iść w jednym szeregu z ludźmi o karłowatych umyśle, karłowatym sumieniu, karłowatej kulturze.
Ja mogę im co najwyżej wybaczyć, pod warunkiem, że znajdę jakieś okoliczności łagodzące. A potem mogę ich odsunąć od władzy i od jakiegokolwiek wpływu na społeczeństwo, na tyle daleko i na tak długo, byśmy byli w stanie wychować młode pokolenie w duchu demokracji. Jeśli ich nie odsuniemy, będą tą nienawiścią zarażać do końca świata.
Nie da się kogoś zmienić na siłę. Nie wymagajmy od krowy, żeby była koniem. Pan Kaczyński pokazuje nam raz za razem swoje pozorne przekształcenie się w anioła, przy okazji kolejnych wyborów czy zaraz po katastrofie smoleńskiej. Ale tak naprawdę wewnątrz jego mózgu[,> nie] usypiał wtedy prawdziwy potwór, który za każdym razem wyłazi bardziej groźny i bezwzględny. Drodzy Państwo! Nie da się z Jarosława Kaczyńskiego zrobić uczciwego, odpowiedzialnego obywatela. On żyje w swoim świecie, który nam jest obcy. Zewnętrzne objawy jakiejś wiary w boga, jakiegoś patriotyzmu, to dla niego tylko metody torowania sobie drogi do osiągnięcia celu, którym jest destrukcja i zniszczenie. Nie zmieni się ani on, ani ci, którzy mu wierzą. Zawsze będą o sobie mówić, że są lepszego sortu. A my zawsze będziemy woleli być tym gorszym.
Drogi KODzie!  Od kilku dni zachodzę w głowę, skąd Wam się urodziło to górnolotne hasło „Polska jest tylko jedna, dość podziałów”. To piękna idea, ale w tej chwili, kiedy mamy tyle codziennych problemów, zupełnie oderwana od rzeczywistości. Nie sądzę, by za takim hasłem poszły na manifestację tysiące ludzi. To hasło może znaczyć wszystko lub nic, a my raczej bardzo potrzebujemy konkretów. Jedna prosta rzecz, jeden sprzeciw, który odniósłby skutek. Konkretne hasło dotyczące jakiegoś namacalnego problemu np. „Obronimy Warszawę przed PISem”, lub czegoś jeszcze bardziej banalnego. Na przykład realny sprzeciw wobec przymusowych wycieczek dzieci na film Smoleńsk. Cokolwiek, co udałoby się przeprowadzić, jeden drobny sukces, mogłoby nas wyrwać z marazmu i dać nam nowa siłę. PIS jest jak buldożer, który idzie i niszczy wszystko, a my ciągle wysyłamy dwóch murarzy z kielniami, by odbudowywali. Nie damy rady. Lepiej zatrzymać buldożer, za wszelką cenę!
Ciągle słyszymy, że KOD umiera i jak mamy przekonać ludzi, że wcale tak nie jest. Nie wystarczą kolejne manifestacje o nic, ani telewizyjne deklaracje lidera. Potrzebujemy zwycięstwa! Potrzebujemy zobaczyć, jak poseł Kaczyński się cofa, jak ma w oczach widmo porażki i odwrotu. Znajdźmy proszę prawdziwy, realny powód do protestu. Nie będzie to trudne. W zasadzie codziennie powinniśmy protestować. Zmuśmy wreszcie tę władzę, by poczuła nasz oddech na plecach. Tego oczekujemy, my obywatele i działacze KODu w tych lokalnych jednostkach, biegający z ulotkami i walczący o każdego człowieka. Dajcie im wreszcie coś, co pozwoli im zasypiać bez poczucia porażki i bezradności. Lub powiem inaczej: weźmy sobie wreszcie choćby mały kawałek Polski, odbijmy, choćby dwa metry na dwa, niech będą nasze, niech władza Kaczyńskiego tam nie sięga. Przestańmy się czuć w Polsce, jak bezdomni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...