wtorek, 12 grudnia 2017

Chłodna prawda. (Tekst z dnia 4 września 2017 roku. )

No cóż. Trochę pomilczałam. Nie za bardzo wiedziałam, co mam napisać po tym nieszczęsnym 31 sierpnia. Oczywiście, są osoby, które zawsze podchodzą z entuzjazmem do wszelkich, choćby najdrobniejszych działań. Takie, które z duma przyjęły opluwanie i obelgi nowych członków solidarności, na widok znaczka, KODu i prawdziwej Solidarności, na jednej piersi. Ale tych entuzjastów jest niewiele i o dziwo pochodzą spoza Gdańska. Gdańszczanie totalnie zawiedli. Szacuje się, że na spotkaniu w Stoczni mogło być około tysiąca osób, a ja sama mogłabym znaleźć choćby setkę tych, którzy przyjechali z innych miejsc Polski. Sama impreza fajna, dobrze zorganizowana. Frekwencja żadna.
Nie potrafię postawić właściwej diagnozy. Nie wiem, dlaczego tak trudno jest ludziom, choćby wyjść na spacer. Może wszyscy już mają dość działań, które niczego nie zmieniają, może, tak jak ja widzą bezsensowność takich działań. Oczywiście, niektórym to ładuje akumulatory, innym poprawia nastrój. Ale trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy. Nie ma sensu organizować wieców i marszów, na które nikt nie przychodzi.
PIS dokończy dzieła, a my nie mamy ani siły, ani środków, by się przeciwstawić. To znaczy mamy, mamy te kilka milionów Polaków, którzy nie są zarażeni PISowską grypą. Ale nie ma w nas wiary i nie ma świadomości zagrożenia.
To nie jest jakieś niespotykane zjawisko. Trzeba powiedzieć szczerze, że ludziom w Polsce żyje się nie najgorzej. W stosunku do czasów z końca poprzedniego stulecia, zarabiamy dobre pieniądze, sklepy są pełne towarów, tylko kupować, a i Unia sporo pomaga w rozwoju. Z bankruta gospodarczego nagle staliśmy się krajem, który może rajem nie jest, ale dobra materialne są ogólnie dostępne.
Nic na to nie poradzimy, że człowiek, który rano wstaje i widzi, że słońce świeci, nie bierze sobie na poważnie do głowy, że to słońce się wypala i że może zgasnąć. W życiu codziennym nie dostrzegamy zbliżających się katastrof, jesteśmy zbyt zajęcie sobą. Dlatego racje mają ci, którzy twierdzą, że Polacy się za siebie nie wezmą dopóty, dopóki im głód do oczu nie zajrzy, dopóki nie będzie trzeba zacząć spłacać zaciągnięte przez rząd pieniądze, dopóki nie odczują na swojej skórze represji.
Może faktycznie tak jest. I jeśli chcemy my, którzy apokalipsę dostrzegają, coś dla Polski zrobić, to musimy się raczej skupić na tym, jak z popiołów Ojczyznę podnieść, po tym końcu świata. Może jest właśnie tak, jak powiedział Lech Wałęsa: Nie wystarczy odsunąć PIS od władzy. Istotne jest to, co zaoferujemy ludziom potem.
Nie chcę tutaj wpadać w histerię, zamykać swoje grupy dyskusyjne, obrażać się na Polaków, rzucać klawiaturą lub obiecywać, że skończę ze swoją walką. Tym razem podeszłam do sytuacji ze spokojem. Spodziewałam się, że nie dopiszecie 31 sierpnia. Znam nastroje, znam zniechęcenie, które sama też odczuwam. Ja nadal będę komentować, bo wiem, że prędzej czy później, ten nasz wysiłek zostanie doceniony i przyniesie widoczne efekty. Szkoda tylko, że im dłużej czekamy, tym mniejszą dajemy szansę, by tej prawdziwej i wolnej Polski dożyli ci bohaterowie sierpnia, którzy z takim poświęceniem o nią walczyli. Oni będą umierali z poczuciem niewykorzystanej szansy i zmarnowanego życia. Będą umierali wiedząc, że zostali wygumkowani z kart historii.
Czeka nas ogromny trud odbudowania wszystkiego, co nam zabierają każdego dnia. Tylko najpierw musimy sobie uświadomić tę stratę.
Gdybym była złośliwa ( a może bym powinna i to byłby wyraz życzliwości), powiedziała bym WAM Polacy, że dla WASZEGO dobra, życzę WAM, byście szybko poczuli bat na plecach i dno zobaczyli w pustym talerzu. Skoro nie ma innej drogi, by WAM wrócił rozum, to musicie, jak wiele poprzednich pokoleń zaznać głodu i strachu, byście zrozumieli, czym jest wolność, byście jej zapragnęli.
Bo słowo nie ma dla WAS takiego znaczenia, nie umiecie go właściwie zrozumieć i w nie uwierzyć. Wolicie doświadczenie, które WAS czeka na pewno. Ja WAM to gwarantuję! Obiektywnie WAM współczuję, bo widzę tę barierę, która WAS oddziela od takich ludzi, jak Wałęsa, który mimo swoich przeżyć, a może właśnie dzięki nim, mimo niewdzięczności nas Polaków, nadal tryska humorem, nadal gotów jest stanąć na barykadach i nadal mu się chce naprawić Polskę. Ale ludzi z taką charyzmą i taką niezłomną wolą niewielu już zostało. A w nowym pokoleniu ich po prostu nie ma.
To tyle. Te kilka słów piszę, byście wiedzieli, że żyje i że nie zrezygnuję nigdy. Niezależnie, jakie metody walki będą potrzebne i jaki obraz nasza walka przyjmie. Ale wiele rzeczy muszę przemyśleć i zrewidować. Liczyłam na powszechny sprzeciw społeczny, ale się przeliczyłam. Naprawdę zdesperowanych jest tylko garstka, która nie ma możliwości się przebić. Podziwiam ich, oni rozumieją, że protest ma sens. Ale efekty ich desperacji przyjdą dopiero po czasie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...