niedziela, 10 grudnia 2017

Ci prawdziwi mężczyźni... (Tekst z dnia 26 listopada 2016 roku.)

Znalazłam dziś swoje wspomnienie na FB sprzed 2 lat. A ponieważ jest w pewnym stopniu związane z tym, co się w tej chwili w Polsce dzieje, postanowiłam WAM przypomnieć tamten mój post. Opowiada on o tym, jak to na emigracji, po raz pierwszy poznałam „prawdziwego Polaka”. Minęło sporo czasu, a tu temat ciągle żywy.
A było to tak:
Żeby nie było,że ciągle narzekam na Hiszpanów... Opowiem wam dziś historię z tego miesiąca. Był to pamiętny dzień 11 listopada- polski Dzień Niepodległości. Robiło się już chłodno i kilka dni wcześniej postanowiłyśmy z córka włączyć piec do ogrzewania. Mam normalnego junkersa na gaz. Niestety pierwsze próby się nie powiodły. Problem jest w tym, że w Hiszpanii ten piec całe lato nie pracuje. Aby woda krążyła w kaloryferach musi pracować pompa. Każdy przeciętny użytkownik takiego pieca wie, że woda krąż w systemie wymuszonym przez pompę, bo z jakiegoś powodu, którego nie znam, nie pracuje to w systemie bezwładnościowym, jak to często było w Polsce. Okazało się, że ta pompa po prostu się "zastała". Znaczy to tylko tyle, że trzeba otworzyć, zdjąć pokrywę z pieca, odkręcić 4 śruby, wyjąć pompę i rozruszać ją. Proste jak" budowa cepa". Zdjęłam pokrywę. Okazało się,że śruby można odkręcić tylko imbusem (mam nadzieję,że dobrze napisałam). Ja gdzieś te imbusy w piwnicy mam, ale nie mam gps-a, żeby je znaleźć. Kupiłam więc komplet następnego dnia, znowu zdjęłam pokrywę i... imbus się skrzywił, a śruby ani drgnęły. I tu właśnie jest sedno opowieści. Zadzwoniłam do męża koleżanki córki. Myślę: Młody zdrowy chłop, 26 lat, nie powinien mieć problemu z odkręceniem czterech śrub. Jest więc 11 listopada. Przyjeżdża ten chłopak. Wytłumaczyłam mu czego oczekuję, co jak działa itd. Od początku zapaliła mi się czerwona lampka, bo kolega nie wiedział w która stronę odkręca się śruby. Ale zaczęliśmy odkręcać. Pozakręcałam gaz, wodę i odłączyłam piec od prądu. Uszykowałam też miskę, bo w piecu jest coś w rodzaju zbiornika wyrównawczego, w którym jest około 2,3 litrów wody. Ale kolega mówi, że trzeba spuścić wodę ze wszystkich kaloryferów, bo inaczej to woda będzie cały czas wylatywać. Myślę:kretyn. Przecież, zakręciłam i wejście i wyjście wody z pieca, więc to głupota. Ale mówię dobra, pozakręcam zawory we wszystkich kaloryferach, wtedy woda nie będzie krążyć. Kolega mówi, ale to jeszcze trzeba zakręcić główny zawór wody. Dobrze, nie ma problemu, zakręciłam. Zaczął odkręcać te śruby i dość mocno zaczęła lecieć woda z tej pompy. Prawidłowo, ale pomysłowemu Dobromirowi nie podobało się to. Doszedł do wniosku, że trzeba ODKRĘCIĆ GŁÓWNY ZAWÓR WODY I ODKRĘCIĆ KRAN, TO WTEDY WODA ZEJDZIE. Nie wytrzymałam. Pytam: Z całej Altei ( mojego miasta) chcesz tę wodę spuszczać? No zastanowił się, masz racje. Wróciliśmy do pieca. W tym momencie zadzwonił mój mąż. Nie było mnie w kuchni 3 minuty. W tym czasie kolega zdążył do końca odkręcić pompę, zalać całą elektronikę w piecu, mikrofalówkę i pół kuchni. No bo tej miski podstawić porządnie nie potrafił. Ale pompę naprawił, śmigło do tłoczenia wody się obracało. Poskładał wszystko z powrotem, co mógł to powycierał i zamknęliśmy piec. Próbujemy włączyć, nie działa, piec martwy. Otwieramy, oglądamy , teoretycznie wszystko jest na swoim miejscu. Ale sprawdzić bezpieczniki musiałam ja, bo kolega najwyraźniej bezpiecznika na oczy nie widział. Niestety piec nie zadziałał. W tym momencie kolega mówi: To ja już pójdę, to co chciałeś to zrobiłem, śruby odkręciłem. To mnie zatkało. Ale ch..j. Zepsuć piec kolega potrafił a teraz spier.... Dobra idź, wprawdzie jest gorzej niż było, ale niech już chociaż na ciebie nie patrzę. Dopiero, kiedy usiłowałam zrobić obiad i zobaczyłam,że vitro nie działa, sprawdziłam bezpiecznik. No tak , woda która wyleciała z pieca leciała także po gniazdku i wywaliło korki nie tylko te od pieca, ale także w całej kuchni. No więc osuszyłyśmy gniazdko, mikrofalówkę, a w środek pieca, tam gdzie jest płytka włożyłyśmy suszarkę, która pracowała do wieczora. Po 4 godzinach piec odpalił. A najlepsze jest to, że przez cały czas tego zdarzenia grał telewizor, był pochód prezydencki i całe uroczystości, a mój drogi naprawiający piec kolega komentował, że to nie są prawdziwi Polacy, że połowa rządu to Ruscy, że prawdziwy marsz patriotów będzie wieczorem. Pytam się was, młode dziewczyny: Można pokochać taką kalekę życiową? Jak to jest możliwe, że Polak może być takim "Irysem", który nic nie potrafi? Zrobił tylko dwoje dzieci i świetnie się zna na polityce. I założę się, że cała okolica będzie wiedziała, że się napracował i grosza nie zarobił. Nudna jestem. Historia za długa? Niestety prawdziwa.
I takie było moje pierwsze, szokujące spotkanie z prawdziwym Polakiem. Byłam pewna, że to niechlubny wyjątek, jakiś dewiant umysłowy. A tu dwa lata później 100 tysięcy takich geniuszy wyszło na ulicę. Polsko, współczuję!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...