wtorek, 12 grudnia 2017

Czym ja się różnię od PIS? (Tekst z dnia 11 maja 2017 roku.)

Jest dziś wiele tematów. Po pierwsze, chciałam powiedzieć ogólnie, że ostatnie dni pokazały, po co organizuje się protesty podobne do sobotniego Marszu Wolności. Teoretycznie nie miał on wpływu na sytuacje w Polsce, lecz w internecie dokładnie widać ożywienie w dyskusjach. A to jest z mojego punktu widzenia bezcenne, bo od wolności dzieli nas tylko przebudzenie, na które liczę.
Drugą sprawą do której chciałbym się odnieść, to właśnie komentarze. Komentarze pod moim wczorajszym postem i apelem do Platformy Obywatelskiej. Oczywiście znalazło się grono haejterów, których pominę, bo niczego nowego nie wnieśli. Jest też pewna grupa zwolenników PO, która mylnie odczytała moje intencje, uważając, że atakuje ich partię. Ludzie ci, posądzają mnie o populizm. Co jest populistycznego w pytaniu: czy partia, na którą mam zagłosować, będziesz siedzieć w dupie kościołowi, czy nie?
W ogóle mnie nie interesują obietnice socjalne. To są banały dla głupich. Nie mam pięciu lat, a politykę obserwuję całe życie. Wszyscy przed wyborami obiecują. Wszyscy, na całym świecie. Mnie interesuje kształt i ustrój państwa. To, czy będziemy stali w miejscu ( czyli realnie się cofać), czy pójdziemy do przodu.
Dla komentatorów mam takie proste ćwiczenie umysłowe, które ja bardzo często stosuję. Kiedy wstaniecie rano i robicie coś przed lustrem, golicie się, robicie makijaż, popatrzcie na siebie i zadajcie sobie proste pytanie:
Czym ja się różnię od PIS?
Każdy z nas ma normalne ludzkie wady, lepsze lub gorsze dni, okresy wzlotów i upadków, i często dajemy się ponieść prymitywnym emocjom. Tak, jest w nas oprócz dobrych uczuć, także zazdrość, nienawiść, złość. I każdemu z nas zdarza się, że tracimy kontrolę i te uczucia biorą nad nami górę. Wtedy, niestety, pomimo zupełnie innych poglądów, upodabniamy się do ludzi PISu. Jesteśmy jakby drugą stroną lustra, odbiciem zła, tylko skierowanego w przeciwną stronę.
Przestrzegam przed tym, a bardzo wyraźnie zobaczyłam to wczoraj w komentarzach do mojego postu.
Musimy oddzielić nasze spojrzenie na politykę od naszych zwyczajnych uczuć. Musimy przestać się kierować pierwszym wrażeniem, jakie na nas politycy robią, tym, czy ich lubimy, czy nie, jako ludzi. Polityka, to pewien produkt, za który płacimy. Chcemy otrzymać jakiś konkretny efekt, to wszystko.
Muszę to sprostować, bo chyba zaszło jakieś nieporozumienie.
Tego, co wczoraj przeczytaliście w moim poście, nie napisałam, by hejtować Schetynę. Trzeba być realistą, jesteśmy chwilowo skazani na niego i na PO. Kiedy zaczyna nam szwankować samochód, a nie mamy kasy na nowy, to przynajmniej staramy się naprawić stary. Dlatego mam taką wiarę, że jesteśmy w stanie wpłynąć na program wyborczy Platformy, jeśli będziemy wystarczająco głośno i uporczywie wyrażać swoje zdanie. Jeśli nie, to w końcu przestańmy głosować na mniejsze zło. Schetyna nie zrozumie, co do niego mówimy, to powinien przegrać wybory. Powinniśmy je zbojkotować. W końcu jesteśmy suwerenem, czy nie? Polityk, któremu płacimy, musi trąbić w taką trąbkę, w jaką mu każemy. Jeśli się z Narodem nie zgadza, to musi przestać go reprezentować. Jego prywatny stosunek do wiary, kościoła, naszej zacofanej tradycji, nic nas nie obchodzi. W domu może robić co chce. W przestrzeni publicznej powinien się zachowywać, jak polityk i dbać o swój elektorat. Ja chciałabym, by jak najszybciej powstała lista Polaków, którzy się z tym kościelnym państwem nie zgadzają. Bo, gdybyśmy przedstawili ankietę, w której kilka milionów Polaków opowiedziałoby się za nowoczesnym państwem, to i Schetynę byłoby łatwiej przekonać.
Jednego jestem pewna, Grzegorz Schetyna, jeśli się czegoś boi, to boi się porażki! Po prostu nie może sobie na nią pozwolić, bo byłby skończony wobec swoich kolegów partyjnych, wobec Donalda Tuska i wobec wyborców. Jestem pewna, że zdołamy go przekonać, by zmienił swoją retorykę. Mylnie rozumiecie, że jeśli kogoś krytykuje, czy to jest Schetyna, Petru, czy Kijowski, że robię to, by usłyszeć od WAS hjet, by go usprawiedliwić. Nie, ja naprawdę chcę, by każdy list trafił do adresata i dał mu do myślenia.
Nie bądźmy PISem, nie szukajmy powodów do nienawiści, do odrzucenia. Stawiajmy twarde warunki, bo jako społeczeństwo, mamy do tego prawo.
Obserwujemy działania PISu każdego dnia, wystąpienia sejmowe, miesięcznice! Więc rano, przed lustrem, możemy skonfrontować to ze samym sobą. A przecież chcecie się od tej bandy nieuków różnić.
I nie jest miło, że od zwolenników demokracji dostaje się komentarze w stylu: CO ONA ZA BREDNIE WYPISUJE SIEDZI W HISZPANI I SIE WPIERDZIELA DO POLITYKI PILNUJ WSWEGO NOSA ZADYMIARO...
Nie, nie będę pilnować swego nosa, bo przekraczając granice, nie przestaje się być Polakiem. I moim skromnym zdaniem, w walce z mafia PISowską, każdy karabin się przyda. Więc chociaż WY, nas Polaków z Ojczyzny nie wyganiajcie, nie odmawiajcie nam prawa głosu, tak, jak to robi Kaczyński. A co byśmy o prezesie nie powiedzieli, chcąc, czy nie chcąc, pisze najnowszą historię. Najpierw obudził rebeliantów, potem protest czarnych parasoli, który się rozlał na cały świat, a wczoraj powołał do życie pochód białych róż. Kto coś tam wie o historii Wielkiej Brytanii, słyszał pewnie o wojnie róż. Mamy więc nadzieje, że też znajdziemy się na kartach historii. Nie wiadomo, czy napiszą o nas pozytywnie, czy negatywnie. Wszystko zależy od tego, kto będzie tę historię w przyszłości pisał. Ale dzięki Kaczyńskiemu, będą o nas pisać ładnie, stosując te poetyckie określenia. Staliśmy się prawie bohaterami romantycznymi. I stajemy się nimi tym bardziej, im bardziej władza nas nie lubi i z nami walczy. Tak, jak wczoraj na miesięcznicy, kiedy to podobno nasi waleczni działacze zakłócili Akt religijny. Pierwsze słyszę, by latanie Kaczyńskiego na miotle po Krakowskim Przedmieściu i zaparkowanie na drabince, można było nazwać aktem religijnym. Należy tylko współczuć tej nieszczęsnej religii i jej wyznawcom.
Tak oto, w efekcie próby wyprostowania wczorajszego listu, powstał nowy, skierowany do uczciwych Polaków. Bądźmy inni, niż PIS, odrzućmy pochopne oceny. Dajmy szansę politykom na zmianę kierunku myślenia, na naprawę błędów. Bo chociaż w boga nie wierze, staram się często nucić sobie słowa pieśni:
...Ale chroń mnie, panie, od pogardy. Przed nienawiścią strzeż mnie, boże.

Śpiewam to sobie często, kiedy czuję, że zaczynają ze mnie wyłazić złe emocje i że zaczynam się upodabniać do lepszego sortu. 
PS. Muszę Wam powiedzieć, że mój wczorajszy List do członków PO i Grzegorza Schetyny, nie został zaaprobowany na żadnej z grup PO i zniknął z murów wszystkich polityków PO , gdzie go wczoraj opublikowałam. I tak oto widzimy, że ciągle jeszcze niektóre osoby nie są gotowe zmierzyć się z prawdą i głosem Polaków. Wiele do zrobienia przed nami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...