niedziela, 10 grudnia 2017

Druga linia frontu. (Tekst z dnia 30 listopada 2016 roku.)


Nie jesteśmy jakimś Narodem przeklętym. Nie zwalajmy swojej głupoty na siły nadprzyrodzone, tak zwany los, tak zwany pech...My to wszystko sobie robimy sami. I to my musimy siebie naprawić. I nie myślę tu tylko o tych „barankach bożych” stanowiących ogłupiały elektorat PISu, ale o nas wszystkich, nasiąkniętych polską tradycją w najgorszym wydaniu. Kiedy zaczęliśmy walczyć w internecie o uwolnienie Polski od oszołomów, powstało wiele grup. Potem zaczęły się pojawiać grupy KODu, zarówno krajowe, jak i międzynarodowe. Najpierw próbowano na siłę skonsolidować to środowisko, ale tarcia były tak wielkie, że zadanie okazało się niewykonalne. I tak jest, moim skromnym zdaniem lepiej. To tak, jak z rozwodem. Nie ma co tracić czasu i energii na sztuczne utrzymywanie związku, który się wypala, tracić czas na awantury. Lepiej się rozstać i zacząć żyć na swój sposób, bo osobno często robimy więcej i lepiej. Niestety, w tych naszych internetowych działaniach nie wygląda to zbyt ładnie. Ludzie, odchodząc z grup, tworząc nowe, bardzo często chowają urazy i zamiast przynajmniej się tolerować, tracą czas na walkę z byłymi współgrupowiczami. Przestają widzieć cel, zadanie, które wszyscy maja do wykonania, a wyłazi z nich mały złośliwy polaczek, który zrobi wszystko, by wrogowi zaszkodzić. Było kilka takich bardzo głośnych rozpadów i rozstań. Nie będę tu wymieniać nazw grup i nazwisk ludzi, bo raczej większość wie, o kogo chodzi. Ja sama miałam dwa bolesne rozstania z grupami, które bardzo szanuję i doceniam ich wkład we wspólna walkę. Drażni mnie coś zupełnie innego. Skoro już podjęliśmy decyzje o rozwodzie, to postarajmy się zachować resztki godności. Nie piszcie mi na priv. donosów na siebie nawzajem, że ktoś tam jest alkoholikiem, a ktoś ma trzecią żonę, a jeszcze inny to pracuje nielegalnie, lub kradnie samochody. Bo zgadnijcie kurwa, co mnie to obchodzi. Jest nas w tej przestrzeni pisowskiej kilka może kilkanaście tysięcy. Kilkoro z WAS znam osobiście, z może dwudziestoma osobami rozmawiam na linii priv, lub przez telefon lub skypa, po avatarze kojarzę większość osób, które się bardziej udzielają, ale nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich i wiem, że WY macie tak samo. Z żadnym z Was, których osobiście nie znam, nie mam możliwości się przyjaźnić, a WASZE prywatne życie, nic a nic mnie nie obchodzi. Jak już wspomniałam jest nas spora grupa ludzi. A wśród nich na pewno kilka osób nadużywających alkoholu, leczących depresje, mających na sumieniu jakieś dowolne błędy, lub po prostu życie im dało w kość. Jaki to ma wpływ na naszą wspólna walkę? Żaden!!!!! Wyzbądźmy się w końcu tej małomiasteczkowej tradycji wścibiania nosa w cudze sprawy, zaglądania do łóżek i do kieliszków. Bo zaczynam mieć wątpliwości, czy walczymy o to samo. Sprawy prywatne niech każdy rozstrzyga w swoim sumieniu. Kim Wy jesteście, jakimiś Błaszczakami, pizdami, które szukają drzazgi w cudzym oku. Może byście zwrócili uwagę, na te belki we własnym! Doprowadza mnie to naprawdę do szału, że walczymy z PISem, ale tak naprawdę to nic nas od niego nie różni. W takiej sytuacji, w jakiej jesteśmy, jedynym sposobem na osiągnięcie celu, jest robienie co do nas należy. Każdy ma jakiś odcinek walki i niech się tego trzyma nie wchodząc na cudze pole. Mamy się wzajemnie wspierać i przekonywać, a nie zwalczać. Tymczasem ciągle czepiacie się rzeczy nie istotnych, ograniczacie ludzi, wyśmiewacie, jeśli ktoś ma inne zdanie. Jeśli nie chcecie postępować, jak PIS to sobie napiszcie na czole, że moja prawda jest moja, a cudza, chociaż inna, też może być dobra i równie prawdziwa. Nie mówię, kochajmy się, nawet nie mówię przyjaźnijmy się, bo nie po to znaleźliśmy się w tym konkretnym punkcie życia. Szanujmy się i tolerujmy, bo inaczej, po zwycięstwie zrobimy z Polski równie obrzydliwego „bałacha”, jak PIS, tylko się inaczej będzie nazywał.
Na prawdę załamuje mnie to, że PIS pustoszy naszą Ojczyznę, a ja ciągle zajmuje się tłumaczeniem się przed kimś z rzeczy oczywistych, przepraszaniem za coś, co nikomu nie zrobiło krzywdy, spokojnie, nie podnosząc głosu, nie używając mocnych słów. Jaki jest efekt tych rozmów? Że mnie ktoś skreśla z listy znajomych??? No i co chce tym zamanifestować? Przecież nawet Cie człowieku nie znam, nie wiem, jak wyglądasz. Nie wiem, czy w realnym świecie w ogóle mogli byśmy się zaprzyjaźnić. Po co ta strata czasu Ani Ty, ani ja nie dogodzimy wszystkim. Po co ta awantura, po co te teatralne gesty?
Cały czas, odkąd mam FB. prowadzę drugą linię frontu z ludźmi, którzy teoretycznie są po tej samej stronie, bo albo za bardzo atakuje kościół, albo używam zbyt ostrego języka, albo po prostu popularność moich wypowiedzi zbyt szybko wzrasta. To, że ja może kilka osób w ten sposób przekonam, by wróciły na stronę światła, nie ma dla nikogo znaczenia. Ludzie, widząc kogoś zdesperowanego postrzegają go jako zagrożenie. I można im dwieście razy tłumaczyć, że nie jestem zainteresowana ani sławą, ani popularnością, ani jakimiś ewentualnymi stanowiskami, kiedy już PIS pokonamy. Ja nawet nie jestem specjalnie towarzyska, lubię swój komputer, który wszystkiego wysłucha z pokorą. Chcę tylko, by wróciła NORMALNA POLSKA! Chce dowalić tym gnomom, zobaczyć jak spierdalają w popłochu. To jest mój jedyny cel, bo to, co się dzieje uderza w moją godność osobista, jako Polaka. Patriotyzm, pomaganie innym, urządzanie świata według własnej wizji, choćby to była najpiękniejsza wizja na świecie, to wszystko są objawy egoizmu, do którego ja się przyznaję. Robię to, bo mnie samej jest to potrzebne, bo bycie dobrym, prawym człowiekiem z mocnym kręgosłupem moralnym, tolerancyjnym, liberalnym, wolnościowym i patriotycznym, w moich własnych oczach podnosi mi samoocenę. I jeśli każdy z nas zajrzy w głąb siebie, zobaczy, że wszyscy zaspokajamy mniej lub bardziej świadomie swoje ukryte pragnienia. To nasza osobowość, nasze ambicje nas napędzają w odróżnieniu od ludzi nieciekawych i leniwych. Ale skoro już jesteśmy, bo jesteśmy, tą elita, która ma szerzej otwarte oczy, to nie schodźmy nigdy więcej do poziomu małego, podłego polaczka. Wiecie, jesteśmy trochę, jak X meni. Jeden absorbuje energię, inny kontroluje pogodę, a inny jest po prostu wilkiem, ale w obliczu zagrożenia, to ta różnorodność daje nam największą szanse na przetrwanie. Jesteśmy piękni, bo jesteśmy różni. 

I jak w prawdziwym liście, należy się WAM 

Postscriptum:

  Jacek Kaczmarski, nasz solidarnościowy bard, którego patriotyczną poezje bardzo dobrze rozumiemy, był alkoholikiem. Pod koniec życia, rzygał i srał po mieszkaniu, nie chciał po sobie sprzątać, a później już nie miał siły i bardzo źle traktował żonę i córkę. Zabił go alkoholizm i współpracujący z nim rak. Mimo to, ciągle wszyscy śpiewamy: "A mury runą..."
    OGARNIJCIE SIĘ!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...