wtorek, 12 grudnia 2017

Duch, który się zagubił. (Tekst z dnia 21 sierpnia 2017 roku.)

Wichury i nawałnice to zdarzenia losowe. Nie sposób ich do końca przewidzieć i niosą bardzo nieprzewidywalne skutki. Taki przypadek losowy dotknął ostatnio Polskę. Dużo mówiliśmy o zbyt później i bardzo nieprofesjonalnej reakcji władz centralnych i opóźnieniach w decyzjach dotyczących pomocy poszkodowanym. Ale dajmy dziś spokój kompromitującej się władzy, lansującym się na zdjęciach ze sprzętem strażackim ( spokojnie zaparkowanym w remizach) ministrom i premierce. Dajmy też spokój Macierewiczowi przemierzającemu w eleganckich butach pomorskie błotko. Pogadajmy dziś o nas, o Polakach, w obliczu tej tragedii.
Obiektywnie nie spotkałam się nigdzie z dokładnymi danymi na temat: ilu Polaków z własnej inicjatywy pospieszyło z pomocą. Ilu pracowało na miejscu, czy to przy usuwaniu szkód, czy choćby przy zapewnieniu pracującym pożywienia i wody. Jeszcze nie oszacowano ilu z nas pojechało na miejsce i z których końców Polski. Nie ma także szczegółowych danych, co do zebranych pieniędzy dla ofiar, litrów paliwa przekazanych do zasilania pił i agregatów prądotwórczych oraz innych niezbędnych darów.
Mimo braku tych danych, na pierwszy rzut oka widać, że pomagających było morze, a darczyńców jeszcze więcej. Ofiary tragedii zapewne będą WAM wdzięczne do końca życia. Po prostu czapki z głów i ukłon do samej ziemi.
A więc jednak istniejecie Polacy. Jednak jesteście!
W obliczu prawdziwej tragedii potraficie postawić wszystko na jedną kartę, zrezygnować z czasu wolnego, nawet oddać część pieniędzy i na nowo zrozumieć słowo SOLIDARNOŚĆ, któremu my, Polacy, nadaliśmy nowe, słynne w całym świecie znaczenie.
Bardzo mnie to cieszy, chociaż w równym stopnie też przeraża.
Sytuacja ta dowiodła bowiem, że jednak jako Naród nie mamy wyobraźni, że dopóki nie zobaczymy połamanych hektarów lasów, zalanych wsi, palonych domów, ignorujemy symptomy nadchodzącego kataklizmu. Jest w tej chwili wiele dyskusji nad systemem wczesnego ostrzegania przed tego typu sytuacjami, nad przekazywaniem informacji, która by w jednoznaczny sposób nakazywała ewakuację i reakcje. Ale ja się zajmuje polityką i wiem, że żadne ostrzeżenia nie są w stanie Polaków zmobilizować do działania. Zawsze, najpierw następuje burza, a dopiero potem się budzimy.
Polacy nie widzą, że nad ich krajem od wielu miesięcy trwa nawałnica. Być może nie jest tak widowiskowa, tak spektakularna, lecz tak samo bezwzględnie powala drzewa, niszczy świat zwierząt i nadgryza zasady panujące w świecie ludzi. Drodzy Polacy. Skutki PISowskiej nawałnicy będą w końcowym efekcie takie same, jak skutki huraganu, bo tak samo, jak podczas burzy, możecie stracić dobytek, może ktoś WASZE życie zmienić w ponury, niekończący się koszmar. I niestety widząc, jak ochoczo pomagacie po nawałnicy ( i chwała WAM za to), obawiam się, że w tej drugiej sprawie nie zmobilizujecie się dopóty, dopóki krew nie zacznie płynąć ulicami. Pomimo, że wiele mądrych osób przepowiada katastrofę wskazując na wszystkie symptomy, WY odwracacie wzrok. Pomimo, że macie przed sobą, widoczny jak na dłoni samochód pozbawiony hamulców na drodze, która kończy się nad przepaścią, udajecie, że tego nie rozumiecie.
Powiem WAM, że się już brzydzę tym swoim pisaniem w kółko to samo, że mnie już mdli, bo wiara w to, że do kogoś zdołam dotrzeć jest w agonii już od bardzo dawna. Czasem tylko podnosi głowę, kiedy protestujecie, z nadzieją, że może jeszcze znajdzie się cudowne lekarstwo, które ją wskrzesi. Ale kiedy dokładnie zajrzę w głąb siebie, to już w WAS nie wierzę i nie mam nadziei.
Nie znam odpowiedzi na coraz więcej pytań. Nie wiem, dlaczego musicie zobaczyć połamane drzewa, by zrozumieć, że to jest WASZ kraj, WASZA przyszłość i WASZA wolność i że musicie jej bronić i ją ratować. Każdego dnia nasza Polska jest niszczona kawałek po kawałku przez wiatr historii. A my odwracamy głowę i nie widzimy więcej ani dalej, niż czubek naszego prywatnego nosa. Nie uświadamiamy sobie, że i ten nasz najbliższy, prywatny świat jest zagrożony.
To jest jakaś paranoja historii, że sami siebie zdradziliśmy, wybierając na złość samym sobie taką władzę, która nas zapędzi do ciasnych klatek i każe milczeć. To śmiech losu, że Solidarność, organizacja będąca symbolem naszej wolności też nas zdradziła, bo woli stawać ręka w rękę z rządem przeciw robotnikom. A kościół... Wmawiano nam całe życie, że przeniósł polskość prze wszystkie ciężkie czasy... Dziś wiemy, że to nie prawda, że zawsze działał wyłącznie we własnym interesie i kolaborował z tym, kto dawał mu więcej przywilejów. Wszystkie barykady już padły, wszyscy którzy mieli nas bronić, zawiedli. Zostaliśmy sami! My Naród, który nie może już nawet liczyć na szanowanie praw nabytych i ujętych w KONSTYTUCJI.
Ja, wielu z nas jesteśmy jak instytut meteorologiczny, który zbiera dane i wysyła WAM ostrzeżenia pogodowe, byście się przygotowali do nawałnicy, byście stawili jej czoło. Ale WY ignorujecie nas od dwóch lat. Nasze pisanie, dość zgrabne, traktujecie jak popołudniową rozrywkę, jak fragment niedorzecznej powieści.
A ja się już po prostu czasami wstydzę nawoływać, wstydzę błagać o rozsądek. I wiele głosów jest takich, bym sobie dała spokój, bo nikogo na siłę ratować nie wolno. Ale są i takie prośby, by jednak mówić, nawoływać do nieposłuszeństwa, do zaostrzenia protestów, do oporu biernego i czynnego...
Dlatego dziś, mimo wielkiego wewnętrznego oporu i braku wiary, uginam się pod tymi prośbami. Nawołuję WAS Polacy po raz kolejny do mobilizacji. Mieliście ostatnio przykład arogancji i indolencji władzy. Zobaczyliście armię, która jest zdolna tylko do pięknej defilady, ale w momencie kryzysu jest bezradnym gniazdem chaosu. Macie wiele przykładów niesprawnego, a nawet niezgodnego z prawem działania policji. Poznaliście program nauczania, który ma wychowywać nasze dzieci w duchu najgorzej rozumianej tradycji i ciemnoty, a nasze dzieci bawią się na podwórkach w Hitlera i zagazowywanie zwierząt. Czego WAM jeszcze potrzeba byście dostrzegli rzeczywistość taką, jak ona jest naprawdę, i byście umieli sobie wyobrazić przyszłość?
Za 2 tygodnie kończą się wakacje, nie tylko dla naszych dzieci, ale politycy też wrócą do swojej roboty. Przygotujmy się, przywitajmy ich na ulicach. Niech się nie cieszą, że nasze wkurwienie umarło śmiercią naturalna pod wpływem letniego słońca. Ustalmy dyżury! Kiedy mąż zajmuje się dziećmi, niech żona protestuje. Kiedy jedna osoba jest w pracy, druga niech będzie na ulicy. Wszystko jest kwestią organizacji. Można to zaplanować tak, by każdy chętny przebywał na ulicy tylko 2 godziny dziennie, zamiast ulubionego serialu, albo popołudniowej drzemki. Nigdy nie jest tak, by wszyscy na raz pracowali. Zawsze ktoś ma wolne i może ten czas poświęcić dla Polski. Protestujcie Warszawiacy, a Wy z innych części kraju przyjeżdżajcie na częste polityczne wycieczki do Stolicy. Nie pozwólcie, by jakiś Błaszczak, Macierewicz, lub Brudziński się z WAS wyśmiewali i mówili, że jesteście słabi, że walczycie o emerytury dla Ubeków, albo bronicie koryt poprzednich ekip. Czas obudzić ducha w Narodzie. Wiem ,że on gdzieś jest, tylko się kurwa zagubił!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...