sobota, 9 grudnia 2017

Dwa złote do wina....(Tekst z dnia 8 czerwca 2016 roku. )

Sporo było wczoraj emocji wokół mego wpisu na temat Zbigniewa Ziobro. Wiele głosów mówiło, że dobrze ,że oddał swoje 500+ dla innych. W czarno białym świecie to byłaby prawda. Gdyby Ziobro był w stanie mieć dobre intencje. Kiedy napisałam, że ja też czasem coś daje, ale nie zapraszam telewizji, wiele osób mi zarzuciło, że jeśli mam to daje. Bo oni mają za mało dla siebie, by się dzielić. Jeden pan powiedział dokładnie, cytuję „też chciałbym coś dawać darmo ludziom,nie tylko 2 zł do wina na ulicy”. I do tego zdania chciałabym się ustosunkować dzisiejszym wpisem.
Zapewniam Pana, pańskie 2 złote na wino, jest dużo bardziej wartościowe niż Ziobry 500+. Bo Pan zobaczył człowieka, który potrzebuje się napić wina i pan poza utratą 2 zł niczego nie zyskuje. Ja też nie daję dużo. Czasem jakiś grosz na leczenie jakiegoś człowieka, na dzieci w Nepalu po trzęsieniu ziemi, na to, by emigranci jakoś przezimowali w kraju w którym żyje, bo w obozach są bardzo złe warunki. To są dosłownie grosze. Dokarmiam kota sąsiada, który głoduje, a nawet jeże przychodzą u mnie do kociej miski. Kiedy moje dzieci były małe, tylko one bawiły się z niepełnosprawnym chłopcem, któremu inne dzieci dokuczały. U mnie jadł, u mnie był pogłaskany po głowie i pocałowany. Nigdy w życiu nie byłam bogata i pewnie już nie będę. Ale zawsze kromkę chleba u mnie dostanie i człowiek i pies. I mówię to tutaj trochę anonimowo narażając się, że może cele mojej dobroczynności będą się komuś nie podobać. Oczywiście, że człowiek swoje potrzeby też w ten sposób zaspokaja, że czyje się lepiej, bo pomaga. Ale kiedy daję komuś talerz zupy, to oczekuję, że mu będzie smakowało, że mu głód zaspokoję, a nie oczekuję wdzięczności. To mnie różni od Zbigniewa Ziobry. I wszyscy macie rację! Polityka to bagno. Nie należy się spodziewać, że politycy będą coś robić dla nas. To, co my zyskujemy to tylko produkt uboczny ich działalności. I to jest papierek lakmusowy. Najgorsi są bowiem ci, którzy najgłośniej krzyczą: To dla was wszystko robię, to dla was! Jeśli polityk w jakiś sposób dba o dobro Ojczyzny, to głównie dlatego, że jemu osobiście to też jest na rękę. I tylko tyle mamy w tym szczęścia, że koniec w końcu, oni też muszą żyć w tym kraju, więc chcą dla niego na tyle dobrze, by było dobrze i dla nich. Czy powinniśmy ich za to ganić? Nie. Żadne grabie nie będą działały wbrew swej naturze. I każdy z nas stojąc przed lustrem też dobrze wie, że będzie najpierw poprawiał życie swoje i swojej rodziny a potem pomyśli o innych. Jesteśmy dokładnie tacy sami, tylko na mniejszą skalę. I politycy żadnej partii się pod tym względem od siebie nie różnią. Taką maja robotę. Nie mieliby co robić w polityce, gdyby nie byli skurwysynami. I jeśli ktoś śledzi moje posty, to zapewne już zauważył, że ja o te ich naturę nie mam pretensji nawet do PISu. Jestem raczej wściekła o to, że skoro już do siebie grabią, to dlaczego do cholery, nie pozwalają żyć innym. Dlaczego się mszczą, dlaczego ludziom podkładają świnie, dlaczego kłamią, rzucają fałszywe oskarżenia, dlaczego szantażują emocjonalnie przy pomocy kościoła? I co najgorsze. Znaleźli grupę ludzi pełnych ideałów, właśnie tych naiwnych ludzi, którzy święcie wierzą, że polityk jest jego dobroczyńcą. I tych ludzi bezwzględnie wykorzystują, manipulują nimi, wyciągają z nich najgorsze instynkty. Bo w końcowym efekcie to nie ja będę pokrzywdzona, nawet jeśli za swoją działalność wszystko stracę albo pójdę posiedzieć. Najbardziej pokrzywdzone są tu te bezwolne, pisowskie baranki boże, które się zachłysnęły nową władzą. Jakież one są zachwycone: Wreszcie maja prawdziwego prezydenta, wreszcie są w prawdziwej Polsce! A nie zauważyli, jak ich ktoś "bierze od tyłu". Ja, może będę poobijana, ale nie dam sobie dokonać gwałtu na mózgu. Jestem niewierząca i bezpartyjna, co stanowi parasol ochronny dla wolności mojego myślenia. I takie kurwy, jak Ziobro, czy pani SZ. i inni, którzy dla władzy są w stanie nawet Naród w dupę całować, są dla mnie totalnym dnem. Od lat większość polskich polityków zajmuje się głównie licytowaniem się z innymi w wytykaniu cudzych błędów. Dzisiaj, kiedy pani SZ. wyszła na mównicę, można było od razu wyłączyć TV. Bo było na 100% pewne, że zwali wszystko, co złe na poprzedników. Robi to zawsze, kiedy jakiś problem wystąpi. A może zamiast analizować po nocach cudze błędy, chociaż raz spróbowałaby rozwiązać choćby coś małego. Nie musi z dnia na dzień przedstawiać wielkiej reformy służby zdrowia. Ale niech wyjdzie i coś konstruktywnie powie. Każdy z nas wolałby prostej uczciwości. Informacji: To się da zrobić, a tamto nie. Tu się da dołożyć, a tamto musi poczekać. Po co pierdolić o tym co PO? PO to przeszłość. A słyszymy ciągle: To nie my! My jesteśmy święci! To oni sprawili, że my nie możemy! A zgadnij, kurwa, kogo to dzisiaj obchodzi. Powiedziałaś, że naprawisz to do roboty! Odłóż broszkę do szuflady i zapierdalaj! Obrażacie się, że porównują was z komuchami. Nie macie o co. Oni też wszystko chcieli dobrze, tylko wrogie imperialistyczne siły im we wszystkim przeszkadzały. Jak złej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy. Trochę już żyje na tym świecie i widziałam wiele rządów. Ale do tej pory przynajmniej były jakieś pozory, że trwa debata w sejmie, że każdy może coś powiedzieć. Przynajmniej w tej swojej 1,5 minuty. Ale jeśli ktoś nie wierzy, że można zamknąć ludziom usta, to niech poogląda obrady sejmu. Najczęstszym zdaniem wypowiadanym przez marszałka Kuchcińskiego jest: „Proszę opuścić mównicę”. Oczywiście, jeśli na mównicy jest opozycja. I wtedy wolno gwizdać i buczeć. Ale kiedy przemawia pani SZ, to wtedy musi być cisza, jak makiem zasiał, pomimo, że ani jednego słowa prawdy nie mówi. Po co suweren wybrał swych przedstawicieli, także tych z PO, Nowoczesnej, PSl, czy Kukiz 15? Przecież tylko posłowie PIS mogą się swobodnie wypowiadać. Reszta bierze pieniądze za nic. Zwolnic i do domu! Szkoda kasy! Sejm, rząd, prezydent, zajmują się głównie lawirowaniem między kłamstwami, półprawdami i pobożnymi życzeniami. A suweren sobie nawet na poznanie opinii Komisji Unijnej nie zasłużył! Uważacie, że jak będziecie nas nazywać suwerenem, a nie motłochem, to się poczujemy lepiej? I tak wiemy, co o nas myślicie i kiedy jesteśmy wam potrzebni. Jesteście nawet w stanie dać ludziom po 500 złotych i obiecać mieszkanie w slamsach, byle by tylko uciszyć swoje barany do końca roku. Bo kiedy już odjedzie Papież, skończy się szczyt NATO i odejdzie prezes Rzepliński, to baranki pójdą na rzeź, bo już do niczego potrzebne nie będą. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...