sobota, 9 grudnia 2017

Dzień wstydu. (Tekst z dnia 10 kwietnia 2016 roku. )

Rocznica katastrofy smoleńskiej w tym roku, to po prostu sądny dzień. Wszystkie interesujące mnie mecze wyglądałam wczoraj. Dziś tylko skakanie po kanałach telewizyjnych, by uniknąć oglądania polskiego cyrku. A mimo to, co chwilę widziałam, jak kolejną tablicę odsłaniają. I przy każdej okazji, kolejne, przepraszam pierdolenie, jak to im, dzieciom i przyjaciołom, poprzednia władza przeszkadzała w pamiętaniu o swych bliskich. I że wreszcie tablica pozwoli im należycie odbyć żałobę. Mój stosunek do tych ludzi, którzy zginęli w katastrofie, jest znany. Jako dla zmarłych, powaga i szacunek się należy każdemu, gdyż jak powiedział wilki pisarz: Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie...itd. Ale kulturę osobistą się traci, patrząc na ten grajdoł polski. Bo przepraszam, co z was za chuje, nie bliscy, skoro ktoś wam mógł odgórnie jakąś pamięć o bliskich zakłócać. Trzeba było od tego złego zniewolonego kraju nie przyjmować odszkodowań za śmierć swoich bliskich. Tymczasem jadąc na tej pamięci, której podobno nie wolno było celebrować, sporo członków tych rodzin dostało się do parlamentu, i były to nie tylko dzieci, obecne żony, ale i nawet byłe, które wcześniej ze zmarłymi były w stanie totalnej wojny. Nagle, wróciła do nich utracona miłość i wielka strata, przybrały czarne szaty i dalej oczy wypłakiwać za mężem, którego się wcześniej miało za skurwysyna.
Gdzieś tam obejrzałam migawki z wieczornych uroczystości. Przepraszam, kurwa, ile osób może nagle doznać obłędu. Zabrakło w tym kraju psychotropów, czy zapadli na chorobą, na której jeszcze nikt lekarstwa nie wymyślił. Nie no sprawa jest chyba dość jasna. Ta choroba toczy ten kraj od dawna, ale taką skrajnie niebezpieczną postać przybiera tylko w odpowiednich warunkach. Konieczna jest poranna wizyta w kościele. Tam przyjmuje się dawkę odpowiednio spreparowanej nienawiści. I oto wychodzi na ulice gromada zatrutych kościelnym jadem psychokatoli, socjopatów żywiących się rozrywaniem ran i niszczeniem Polski. Z przykrością trzeba stwierdzić, że jest to całkiem pokaźna gromada. Ale cóż, w końcu nareszcie odzyskali Polskę z rąk zdrajców i złodziei. Nic dziwnego, że w taki radosny amok wpadli i wreszcie mogą wywlec na ulice tyle krzyży ile będą w stanie unieść. Aż zaczynam się zastanawiać, czy wycinka sosny w Poszczy Białowieskiej, nie była przypadkiem związana ze zwiększonym zapotrzebowaniem na drewno. W końcu, kurwa, z czegoś te krzyże trzeba wystrugać.
Ja za tydzień jadę do Polski. I coraz częściej męczy mnie myśl, że może w tym kraju zostać na dłużej. Tylko tyle, że chyba nie mam w swoim zasięgu żadnej porządnej broni. No może jakąś wiatrówkę u teścia na strychu bym znalazła. Ale może gdybym pojechała do tej Warszawy i zajebała z dwóch skurwysynów, to wszyscy by przestali gadać o Majdanie, tylko by w końcu coś zrobili. Może ja bym pierwsza na państwowy wikt i opierunek trafiła, ale co mi tam. Takie doświadczenie też się w życiu przydaje. Co by nie robił, czy jak nie uciekał przed tym porypanym dniem, to i tak człowieka dopadnie. A wydawało się, że na wszystko co najgorsze, jestem przygotowana. Jeśli nawet nie dotkniesz pilota od Tv, to z internetu, aż się to gówno wylewa. Ja dzisiaj naprawdę unikałam wszelkich wiadomości, bo wiedziałam, że to się tak skończy i że bez kurew się nie obędzie. Ale oczywiście, mój małżonek zadzwonił wieczorem i dokładnie zrelacjonował mi, a raczej przeczytał najlepsze kawałki z dzisiejszych politycznych wypowiedzi.
  • A to , że poprzedni rząd zabijał pamięć o ofiarach,
  • A to, że wreszcie zostaną odpowiednio uhonorowane.
  • Tekst o wybaczeniu prezydenta Dudy wywołał u mnie mdłości.
  • Zaraz potem, wybaczenie, jeśli się przyznają do winy.
  • Przywrócenie kary śmierci specjalnie dla Tuska, by zdrajce ukarać.
  • No i gwóźdź programu: Powołanie komitetu do spraw pomników ( to ile ich kurwa ma być, tych pomników? )
Ja tego wszystkiego słucham i myślę sobie o jednym. Wyjeżdżając z Polski mogłam sobie wybrać inny kraj, bo gdybym chciała zmienić obywatelstwo, to za nic nie chciałabym zostać Hiszpanka. A w takich momentach mam naprawdę ochotę wywalić polski paszport do kibla, by mnie nikt z tą hołotą maszerująca przez Warszawę nie utożsamiał. Bo jeśli sobie pomyślę, że ten cyrk relacjonują do większości krajów świata i tłumaczą na różne języki te dyrdymały wypluwane przez polskich superbohaterów z Krakowskiego Przedmieścia, to nie mam ochoty jutro wyjść w swoim mieście na ulice, gdzie wszyscy mnie znają i wiedzą skąd jestem. Ja, która zawsze traktowałam politykę, jako swego rodzaju rozrywkę, lubiłam ją oglądać i dość mnie pasjonowała, teraz po prostu wstydzę się tego słuchać i czuje, że to się skończy wrzodami na żołądku. Po prostu nie wiem, jak jutro wyjść na ulice, co odpowiadać ludziom na głupie pytania, jak tłumaczyć polską rzeczywistość. Przecież nikt normalny tego nie zrozumie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...