poniedziałek, 11 grudnia 2017

Dziś polecam WAM życie. (Tekst z 2 kwietnia 2017 roku. )

No i chcąc nie chcąc dotarliśmy do kwietnia. Prima Aprilis jest to dzień, kiedy nikomu w nic nie można wierzyć i wszędzie jest pełno różnych niedorzecznych informacji. Kiedyś były one śmieszne, dziś bawią mnie trochę mniej, bo sytuacja nie jest do śmiechu.
Większość tych informacji, jest raczej zbiorem pobożnych, politycznych życzeń. A to piszecie, że Macierewicz zdymisjonował Dudę, a to, że PIS rozpisał wybory do Parlamentu. Jakież to by było piękne, gdyby mogło się spełnić. Na razie, wszystko zostaje po staremu.
Ja się od wczoraj relaksuję. Ostatnie dni kosztowały mnie tyle nerwów, że chyba czas na przerwę. Trzeba się wreszcie zając sobą i sprawami przyjemniejszymi, niż czytanie listów od sfrustrowanego ludu kijowskiego. Zasadniczo staram się szanować ludzi bez względu na wszystko. Jednym z wyrazów tego szacunku jest niewyrzucanie z grona znajomych i z członkostwa w mych grupach, ludzi o skrajnie odmiennych poglądach. Niestety, moja cierpliwość też ma swoje granice. Nie, żebym się tam miała mścić, ale muszę jutro przysiąść i posprzątać. Zajmę się może wtedy prawdziwymi problemami, a nie odpowiadaniem na ataki pseudo przyjaciół, pseudo obrońców demokracji i pseudo działaczy, którzy tylko pyskowaniem się zajmują.
Jednocześnie przepraszam wszystkich, których walkę zaniedbałam, zajmując się tym, co wydawało mi się ważniejsze, a okazało się ślepą ulicą.
Poprawię się. Przestanę zajmować się ludźmi, którzy zawiedli moje zaufanie, zwrócę większą uwagę na konkretne problemy. Oczywiście muszę się trochę otrząsnąć, bo od kilku miesięcy żyłam w amoku, próbując ratować resztki honoru z płonącej rzeczywistości.
Oczywiście, macie rację, Wy, wspaniali ludzie z KODu, z którymi wymieniam od dawna poglądy, na których uwagach budowałam swoje wypowiedzi. Bardzo się ciesze, że WAS poznałam. Ciesze się również, że czytaliście z uwaga moje posty i że się nad nimi zastanawialiście, że umieliście ze mną rozmawiać, niezależnie od zgodności moich tez z WASZYM widzeniem świata. Mówiłam WAM, kocham was bardzo. Jesteście moją energią, nie opuszczę WAS nigdy, dopóki sił starczy do walki. Nie zamierzam „wylać dziecka z kąpielą” KODu. To, że wspaniałe auto, w które tak wiele zainwestowaliśmy, okazało się zwykłym szajsem i złomem, nie oznacza, że pasażerowie też są do dupy. Osobiście radzę, wysiądźcie z tego pojazdu donikąd, ale będę WAS szanować, niezależnie, co zrobicie. Mam tę przewagę, że w wielu dyskusjach, miałam okazje poznać i rozróżnić ludzi naprawdę zaangażowanych i tych, którzy tylko gonią za karierą. Moje drogi z KODem, jako całością się absolutnie rozchodzą. Zrozumiałam to nagle. Wielokrotnie, moi znajomi pisali mi: „Zrezygnowałem z działalności w KODzie, wypisałem się ze wszystkich grup i zablokowałem znajomych należących do tego ruchu. UF! Jaka ulga. Jestem lekki, jak skowronek! Polecam.” A ja się upierałam, że trzeba do końca walczyć. Ale nagle zrozumiałam, że to nie ma już sensu. I tak tego nikt nie widzi, że siedzę ( nie tylko ja) na wrogich portalach, nocami odpierając ataki, biorąc na własną twarz wyzwiska o alimenciarzach i karierowiczach, pomimo że w życiu nie byłam nikomu winna ani złotówki i nie mam zamiaru ani robić jakiejkolwiek kariery, ani walczyć o którekolwiek stołki. Nie mam żalu, że nikt mi za to nie podziękował, a raczej, że mi podziękowano inaczej. Mam żal, że uznano moje starania za niepotrzebne, a nawet szkodliwe, w momencie, kiedy nikt z tych obrońców ludu kijowskiego nawet na te wrogie portale nie wchodził, by stoczyć prawdziwą bitwę. Dla nich wrogiem jestem ja, jakiś Jan z Austrii, czy jeszcze jakaś Zosia, która odważyła się im mówić prawdę w oczy.
Nie, nie czuję się przegrana, ale czuję się sierotą po KODzie. Ale to oni zyskaliby, gdyby takich ludzi, jak ja, mieli po swojej stronie. To ich strata. Ja raczej należę do tych, których, „co nie zabije to ich wzmocni.”
Wiec WAS pozdrawiam w tę moją pierwszą niedzielę wolności od KODu. Teraz tylko, piwko, jakieś orzeszki i meczyk. I prawdziwe spojrzenie na świat, na drzewa, na których pąki tak nabrzmiałe, że za chwilę, lada dzień urodzą liście, na wybuchające zewsząd polne kwiaty. Miło jest wstać jeszcze przed świtem, kiedy ptaki krzyczą tak głośno, że zakrzykują cały ten głupi świat. Dobrze, że jest przyroda, że kot się obciera o nogi, czekając, kiedy mu pokroję ulubioną, rozgrzaną w mikrofalówce krewetkę, że pies patrzy na mnie ze zdziwieniem podnosząc powiekę, że już tak rano go wołam na spacer przy niedzieli... Gdyby na świecie byli tylko ludzie, byłby on nie do zniesienia. Dziś polecam WAM życie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziękowania... ( Tekst z dnia 17 marca 2019 roku)

Wielu moich znajomych pyta mnie poprzez messengera: Czemu milczę, przecież miała miejsce konferencja przedstawicieli kościoła w temacie pe...