niedziela, 10 grudnia 2017

Episkopat. (Tekst z dnia 7 października 2016 roku. )

Drodzy Polacy, bardzo nieracjonalnie wydajecie pieniądze. Posłowie, senatorowie, BOR, Kancelaria Premiera, Kancelaria Prezydenta, Administracja i pracownicy instytucji państwowych, Samorządy lokalne miejskie i wiejskie. To wszystko to są gęby, które karmicie. Ci ludzie są WAM w ogóle nie potrzebni. Przecież macie EPISKOPAT, który i tak wszystkim rządzi. Ma też sieć przedstawicieli w każdej parafii, którzy WAM wolę władzy w każdą niedzielę osobiście przekażą. Wiem, do ZOO daleko, a tu wystarczy telewizor włączyć i rozrywka gotowa, a i nachodzić się nie trzeba. Tylko, że ta rozrywka trochę WAS dużo kosztuje. Usiłuję wyobrazić sobie taką sytuację, że Premier Wielkiej Brytanii, Kanclerz Niemiec, Prezydent Francji czy USA , albo jakikolwiek inny przywódca kraju uważanego za cywilizowany, wychodzi na konferencję prasową i mówi, że mu coś jakiś, kurwa, EPISKOPAT kazał lub pozwolił. No niestety, ale jedynym krajem, w którym jest to możliwe jest Polska.
Mój mózg dopuszcza istnienie dwóch bogów: Jeden to bóg- natura. Odwieczna siła pchająca nas na przód. Deszcz, wiatr, chmury, powietrze, wielka siła zamknięta w prawach fizyki, której nie jesteśmy w stanie opanować mimo, że latamy na Księżyc i wysyłamy satelity na inne odległe planety. Jeśli jest w tym bogu coś nadprzyrodzonego, to tylko te tajemnice, których jeszcze nie zdążyliśmy zgłębić.
I istnieje drugi bóg, mentalny, ten, który wysłuchuje nasze modlitwy, pomaga realizować marzenia. Każdy z nas jest cząstką tego boga. Zauważyliście taką prawidłowość? Jeśli będziemy, nawet bardzo bardzo pragnęli stać się bogatymi ludźmi, rzadko to marzenie się spełnia. Zazwyczaj nie przynosi żadnego skutku modlitwa o zdrowie. Ale jeśli dotknie nas choroba i zaczynamy się modlić, wtedy bardzo często następuje samouzdrowienie. To ten bóg, będący w nas, będący nami, dokonuje takiej zmiany. To jest tak, jak z komputerem. Musisz bardzo konkretnie określić czego od niego oczekujesz, a wtedy to dostajesz. Siła nadprzyrodzone jest w nas, gdybyśmy nie pakowali się w jakieś religie, nie zagubilibyśmy jej, już dawno byśmy umieli z niej korzystać. Modlitwa, lub jak ktoś woli medytacja, czy po prostu ukierunkowane myślenie, nie jest niczym innym, jak zagonieniem własnego mózgu do pracy. Oczywiście, kościół zepsuł nawet dobrodziejstwo modlitwy, zamieniając ją w bezmyślne odprawianie pacierza. Zamieniło to szczerą i zaangażowana rozmowę z samym sobą-bogiem, na bezsensowne powtarzanie frazesów. Najbardziej popularne modlitwy wpaja się nam od urodzenia, powtarza tak często, że średnio inteligentnemu człowiekowi z minimalną podzielnością uwagi, mózg podczas modlitwy przechodzi w stan uśpienia. Pracuje tylko na tyle, by wyrzucić z siebie wcześniej wyuczone słowa, nie przypisując in nawet żadnego znaczenia. Zupełnie tak, jakby gdzieś u tej istoty wyższej, istniało liczydło, które każdego dnia zlicza, ile zdrowasiek zdołaliśmy bezmyślnie wyklepać. Najczęściej, modląc się po prostu myślimy o czymś innym, o obiedzie, o dzieciach, o pracy. A potem się dziwimy, że to nic nie pomaga.
Ale co by nie mówił, jakiego boga by nie uznał za prawdziwego, do rozmowy z nim nie potrzebujemy żadnego EPISKOPATU. Często, oglądając filmy o działalności mafii, mam proste skojarzenia z kościołem. Po prostu, jeśli nie chcesz mieć kłopotów to zapłać! Z tą jednak różnica, że mafia, jeśli haracz dostanie, naprawdę zapewnia ochronę. Kościół sprzedaje nam tylko złudzenia, że na końcu naszej drogi czeka nas nagroda. Robi to przede wszystkim po to, byśmy doczesną nagrodę oddawali jemu. Nie ma sensu opłacanie przewoźnika. Sami dopłyniemy do nieuniknionego.
A wracając na Ziemię i do naszej polityki: Bardzo mnie bulwersuje to, że wybieramy polityków, a rządzą nami oderwani od rzeczywistego życie faceci w sutannach. Jest już XXI wiek, Drodzy Państwo, spróbujecie czasami usiąść i pomyśleć, otworzyć oczy, przeliczyć zyski i straty. Nie robić czegoś dla tradycji, dla rodziny, z powodu opinii znajomych, dla świętego spokoju. Walczcie o swoje życie, bo jak bardzo obchodzicie swych „pasterzy”, pokazali oni w ostatnich dwóch tygodniach.
Jedna z komentatorek mojego wczorajszego wpisu napisała:
 O jakich innowiercach mówisz ? Nienawiść nie bierze się z braku wiary; to brak wiary bierze się z nienawiści. Kościół sprawia, że nie zaznają oni spokoju w swoim grzechu i wydaje im się, że gdyby mogli zmieść Kościół z powierzchni świata, mogliby grzeszyć bezkarnie.
Nie wierzę w Boga w takim ogólnym znaczeniu. Ale nie ma we mnie ani nienawiści ani pogardy, którą widzę u katolików. A jeśli kościół wpływa mi na jakiekolwiek wyrzuty sumienia, to chyba tylko na te związane z okresem, kiedy jeszcze naiwnie mu wierzyłam. Przyzwoitość nie jest synonimem wiary. Świat bez kościoła byłby lepszy i byłoby w nim na pewno więcej boga.
Patrząc na ostatnie wydarzenia w sejmie, trudno oprzeć się wrażeniu, że od dawna przestało to być święte miejsce, gdzie ustanawia się prawo. Czy Jarosław Kaczyński wyjdzie na tym dobrze, że za pozwoleniem EPISKOPATU, zawiódł swoich najgorliwszych wyborców. Czy Rydzyk go wyzwie od diabłów, lub Czarowników z krainy Oz? Czy po prostu Polska jest już takim rynsztokiem, że jawna zdrada i zmiana poglądów dla politycznych zysków zostanie uznana za normę?
Jeden z wicemarszałków nazwał grupę połów małpami. Bardzo to nie ładnie i nie dyplomatycznie ze strony pana marszałka. Ale mówiąc szczerze, czasami, oglądając obrady sejmu, a jeszcze częściej komisji sejmowych, chodzi mi po głowie podobna dygresja. Tylko tyle, że ja jestem tylko Goplaną, nie dyplomatą i nie marszałkiem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...