sobota, 9 grudnia 2017

Fawele, dzielnice biedoty. (Tekst z dnia 5 czerwca 2016 roku.)

To by było naprawdę piękne, gdyby mieszkania były tanie i ogólnodostępne. Ale cudów nie ma. Materiały budowlane kosztują, praca robotników również. Nawet jeśli zleci budowę domów państwo, a może właśnie dlatego, nic za darmo się nie da zrobić. Pani Sz. ogłosiła dziś obietnice mieszkaniowe. Takie przysłowie pamiętam z dzieciństwa: Jak brudna szyja, to się szaliczkiem owija.... i tak postępuje władza. Jak zaczyna trochę śmierdzieć wkoło, to się używa perfumowanych obietnic i na jakiś czas sprawy przycichną. Tymczasem chodzi o to, by ludzie jeszcze przez jakieś czas byli wierni. Przynajmniej do czasu, kiedy odejdzie prezes Rzepliński i się usta zawiąże Trybunałowi. Bo wiadomo, jeśli nowy Trybunał, będzie wszystkie ustawy PISu uznawał za konstytucyjne, to rząd będzie je publikował i spór w Unii Europejskiej umrze śmiercią naturalną. A wtedy już będzie można wszystkie obietnice przeznaczyć na papier toaletowy. Suweren okaże się zbędny. Klika sobie takie prawo uchwali, by nikt jej władzy nie odebrał. A wracając do mieszkań. Władza mówi, że mieszkania będą tanie, bo będą budowane na terenach państwowych. A co, droga władzo, rozumiesz pod pojęciem ” państwowe”? Czy to jest własność pani SZ, prywatne działki prezesa, a może jakiś majątek PISu? Nie droga władzo. Państwowe to jest moje! Czy mnie ktoś pytał, czy ja się na to zgadzam? Kiedy ten kraj stanie się w końcu sprawiedliwy. Dlaczego jedni zapierdalają całe życie, by coś mieć. Nawet kredytu nie wezmą, wolą dwa etaty. I z podatków tych ludzi, robi się prezenty tym mniej zaradnym, delikatnie mówiąc, bo w tym gronie jest całkiem spora grupa zwykłych lewósóm. Buduje się dla nich tanie mieszkania, na naszym polu, nie pytając nas o to. I z naszych podatków się dofinansowuje ich problemy życiowe , lub umarza się długi. Oczywiście jest pewna grupa osób, która z powodów przez siebie nie zawinionych naprawdę potrzebuje pomocy. I takim ludziom trzeba pomagać, ale nie pomagać żyć, pomagać stanąć na nogi. Pomagać radzić sobie samemu. Tymczasem pani SZ, chce nam zafundować dzielnice biedaków, slamsy. Pamiętacie, jeszcze w czasach mojego dzieciństwa, był taki podział na dzieci z gospodarstw i te z „czworaków”, czyli tanich czynszówek, gdzie warunki były poniżej normy. Jeśli ktoś jest za młody, by pamiętać, wyjaśniam za siostrą Wikipedią: Czworak – w zespole zabudowań dworskich lub folwarcznych budynek mieszkalny o czterech mieszkaniach, z których każde ma osobne wejście z zewnątrz. Przeznaczony zazwyczaj dla służby.
Dawanie ludziom czegoś za pół ceny, lub za darmo, zamiast umożliwianie zarobienia na towary w dobrym standardzie, jest poniżaniem ludzi, uzależnianiem ich od siebie. Właśnie, jak tych parobków, którzy musieli być wierni panu, by dachu nad głową i miejsca w tym czworaku nie stracić. Jeśli nawet te obietnice zostaną spełnione, to będą powstawały typowe dzielnice gorszego sortu. Mniej zadbane przez miasto, bardziej niebezpieczne, bo po prostu tanie. W ten sposób się ludziom odbiera szanse, na wydostanie się z pewnego zaklętego kręgu niemocy. Ale widocznie taka Polska się tej władzy podoba. A my możemy tylko apelować, by się Polacy nie pozwolili szantażować emocjonalnie, by starali się sami dawać sobie radę w życiu. Przecież nie po to studiujecie, by pobierać zasiłki. Chyba nie o to wam chodziło, kiedy wybieraliście zmianę. Zamiast lepszych zarobków i standardu, oferuje się wam zasiłki i mieszkania socjalne. I jak zwykle ci biedniejsi będą odstawać od tych najbogatszych.
Ludzie powinni mieć inne marzenia, niż czynszowe mieszkanie socjalne. Powinni marzyć o dobrej, szanowanej pracy, o zaspokajaniu ambicji, o prestiżu i szacunku otoczenia. I te marzenia powinny się z biegiem czasu zamieniać w cele i być po kolei realizowane. Nie cieszmy się z wegetacji. Zawsze to powtarzam: Życie jest tylko jedno, tylko od nas zależy, jak je przeżyjemy.
Wracając do wielkiej polityki. Najwyraźniej niektórzy politycy mieli się dużo lepiej w poprzedniej epoce, bo tak strasznie się odżegnują od święta wolności i dnia czwartego czerwca, który zmienił wszystko w Polsce. Może pan Duda i Kaczyński, w czasach komuny byli na tyle dobrze ustawieni, że nie zależało im na odzyskaniu wolności. Ale dla wielu osób to był przełom, który zmienił ich życie na lepsze, dał nadzieje i zupełnie inne możliwości. Niestety, wszystkie marionetki pisowskie potrafią dostrzec tylko te ciemne strony przemian. Nie rozumieją, że NIE BYŁO INNEJ DROGI DO WOLNOŚCI, drogi, która by nie przebiegała przez rozlew krwi. Ale czego się spodziewać po ludziach, którzy nie rozumieją słowa kompromis?
I na zakończenie jeszcze drobny apel do wszystkich Polaków: Złóżcie się po dziesięć groszy na zatrudnienie jednej dodatkowej sekretarki dla ministra Waszczykowskiego, bo biedny chłop nie ma czasu przeczytać opinii Komisji Unijnej. A może otrzymał ją w języku, który jest dla niego niezrozumiały? Może poprosimy vice przewodniczącego Timmermansa, by przetłumaczył panu ministrowi na język polski cały tekst tak, jak ten mu tłumaczył polska Konstytucję. A nam biedakom wystarczy liczyć tylko, że urzędnicy unijni znajdą czas, by nasze wnioski o dopłaty bezpośrednie przeczytać we właściwym terminie. I że przez jednego czy drugiego skurwysyna ignoranta nie zostaną ukarani zwykli obywatele.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)

Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do ...