niedziela, 10 grudnia 2017

Gdybyś Ty była bogiem... (Tekst z dnia 30 grudnia 2016 roku. )

Droga Siostro!
Bardzo Ci dziękuję, za życzenia świąteczne. Znam Cię na tyle, że nie mam wątpliwości co do szczerości i życzliwości. Niestety całe święta miałam zepsuty komputer, a naprawa kosztowała mnie nową płytę główna i twardy dysk oraz wgranie systemu operacyjnego od nowa. Dlatego na żadne życzenia nie odpowiadałam. Jak wszyscy wiedzą, wypowiadać się w trzech słowach nie potrafię, a dłuższe formy literackie są słabo wykonalne na komórce lub tablecie. Ta awaria zmusiła mnie, by święta spędzić po staremu, czyli wyłącznie w gronie rodzinnym. Miałam też sporo czasu, by się nad tym wyjątkowym czasem zastanowić.
Jak wiesz, światopoglądowy dzieli nas wiele, chociaż w tym „ wiele”, nie ma ani agresji, ani nieżyczliwości. Zupełnie inne mamy także podejście do samych religijnych świąt. Dla mnie, Boże Narodzenie, jest po prostu okresem wakacji, kiedy przyjeżdża moja rodzina. Tylko tyle, że są to wakacje zimowe. Może ja po prostu nie mam szczęścia, do tych świąt, a może nie potrafię iść z wiatrem wbrew sobie... Ale jest mi zupełnie obce to świąteczne szaleństwo. Może dlatego, że prawdziwy nastrój świąteczny znam tylko z disnejowskich filmów. W swoim życiu na próżno szukam takich świąt, które by były tak naprawdę, bez jednej skazy szczęśliwe. Zawsze była jakaś nerwowa atmosfera, jakaś fałszywa nuta, jakaś zadra w sercu, która zakłócała radość. Może dlatego, że zawsze dostrzegałam hipokryzję. Nie podoba mi się, że wolno się nienawidzić, a w święta trzeba się pogodzić i udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest. Nie podoba mi się, że można w dzień codzienny kogoś bić, a w Boże Narodzenie go kochać i udawać wobec wszystkich, że jest się kimś zupełnie innym. Zawsze jest w tym mnóstwo fałszu. W końcu, skoro te zwierzęta mówią ludzkim głosem, to mogą to robić na co dzień, nie tylko w Wigilie.
Z czasem, z roku na rok, Boże Narodzenie bawiło mnie mniej i mniej. Bo coraz częściej widziałam w nim okres plastikowych, tandetnych uczuć. Oczywiście każdy może to odczuwać inaczej. Wielu ludzi traktuje te święta, jak swoisty plaster na rany, który ma zło tego świata zakryć na kilka dni. Ale dla mnie, pod tym plastrem ciągle jest krwawiąca rana i ból, o którym nie można zapomnieć pomimo wszystko.
A w tym, dość tragicznym roku, bardzo trudno jest usiąść przy suto zastawionym stole i postawić pusty talerz dla wędrowca, widząc, jak w Syrii trwa wojna, jak ludzie giną od bomb lub z głodu i pragnienia.
Gdyby istniał taki ogólnoświatowy sąd, postulowałabym o wyrzucenie z kalendarza tego dziwnego święta hipokryzji. Kiedy byłam dzieckiem, wszystko rozumiałam w prosty sposób. Wydawało mi się, że skoro się ktoś urodził, by zbawić świat, to od tej chwili wszystko dookoła mnie będzie się nagle zabliźniać i naprawiać. Tymczasem na kilka dni pudrujemy ten świat, by się wydawał mniej okrutny i śmierdzący.
Zresztą, nawet w te dni, zło spod pudru wypływa i zawsze pływa po wierzchu. A kosiarz śmierci kosi nawet w Boże Narodzenie. Czasami się wydaje, że to Bóg Ojciec, w prezencie urodzinowym zdmuchuje ludzkie życia, jak świeczki na torcie...
Dziewięćdziesiąt dwie ofiary rosyjskiego samolotu, twórca największego przeboju o Bożym Narodzeniu umierający w… Boże Narodzenie. Zawsze myślałam, że jesteśmy rozdeptywani, jak mrówki w wysokiej trawie, zupełnie przypadkiem i bez sensu. A może jednak ten dziwny Bóg istnieje, może jest w tym jakaś metoda? Może mu już nie wystarcza, kiedy w Wigilię zgasi światło czyjejś matce, bo wtedy tylko kilka osób cierpi. Ale gdy zabije artystę...lub kilku!
A my, Polacy w większości, jak na bożonarodzeniowe miłosierdzie przystało, komentujemy, że nie ma nad czym płakać, że to byli TYLKO Rosjanie i TYLKO jakiś „ pedał”, i że sami sobie są winni, bo byli, kim byli.
Niestety dla mnie, lewackiego ateisty, człowiek, zawsze jest człowiekiem niezależnie od wszystkich obiektywnych czynników, a śpiew jest ważniejszy od modlitwy.
Ten rok 2016 jest cały naznaczony śmiercią wielu znanych osób. Nie sposób wymienić ich wszystkich. Można by powiedzieć słowami poety, że „czwórkami do nieba szli”... ludzie- anioły. Wszyscy Ci, którzy dzielili się z nami emocjami, którzy czynili nas bogatszymi wewnętrznie, bez których ten świat jest brzydszy i bardziej pusty. Poczynając od Andrzeja Kopiczyńskiego, poprzez Bogusława Kaczyńskiego, Marię Czubaszek, Bohdana Smolenia, Muhammeda Ali, Leonarda Cohena, Janinę Paradowską, czy Princa, Mariana Kociniaka i Andrzeja Wajdę. Lista tych osób jest tak przerażająco długa, że nie widać jej końca. Poczynając od indywidualnych osób, poprzez tragiczne śmierci grupowe: brazylijskiej drużyny piłkarskiej i Chóru Aleksandrowa, oraz bezimienne ofiary syryjskiej wojny, kilku trzęsień i zamachów terrorystycznych.
Wybaczcie, ale ja nie potrafię tak po prostu nałożyć sobie karpika na talerz, nalać winka i delektować się moim właściwie szczęśliwym i dostatnim życiem.
Wiem, Droga Siostro, ten list nie tak do końca jest do Ciebie, bo Ty jesteś dobra. I wiem, że gdybyś Ty była bogiem, ten świat wyglądałby inaczej, a ja nie miałabym tych dylematów. Ale piszę do Ciebie, bo Ty mnie znasz i przeczytasz w tych słowach znacznie więcej, niż inni. Będziesz rozumiała, że ten mój bluźnierczy żal wobec istoty, którą nazywasz Bogiem, jest chociaż trochę usprawiedliwiony. I pewnie się zastanawiasz, dlaczego akurat ja odczuwam ten niepokój. A ja uważam, że to właśnie my, którzy wiodą swoje udane życie, że to do nas należy zmienianie świata. Nie możemy się zamknąć w swoim szczęśliwym kręgu, otoczyć się murem, od którego wszystkie zawieruchy życiowe się odbijają. Piszę do Ciebie, bo wiem, że zrozumiesz.
Jeszcze raz dziękuję za życzenia. Chociaż wiem, że składamy je wielu ludziom, których nawet nie znamy i nie mamy pojęcia o czym mogliby marzyć. I jedyne, co mogę w tej sytuacji powiedzieć Wszystkim, to: NIECH SIE WAM SPEŁNI TO, O CZYM MARZYCIE. JA ZE SWEJ STRONY ŻYCZĘ WSZYSTKIM MĄDROŚCI, BY DOKONYWAĆ WŁAŚCIWYCH WYBORÓW, ŻYCZĘ, BYŚCIE W PRZYSZŁYM ROKU DOKONALI CZEGOŚ, CO PRZYNIESIE WAM DUMĘ I SATYSFAKCJĘ, BYŚCIE POMALOWALI JEDEN CZARNY LIŚĆ NA ZIELONO, BYŚCIE ULECZYLI JEDNO SERCE, BYŚCIE PODALI JEDNA DŁOŃ KOMUŚ, KTO NAPRAWDĘ WAS POTRZEBUJĘ. NIE MUSIMY ZBAWIAĆ CAŁEGO WIELKIEGO ŚWIATA, WYSTARCZY, ŻE ZBAWIMY JEDEN MALUTKI, KTÓRY MAMY OBOK SIEBIE.
Tego WAM wszystkim życzę na Nowy Rok 2017. I jeszcze tego, by kosiarz oszczędził nas i wszystkich tych bliskich i dalekich, tych których kochamy, wielbimy, bez których nie wyobrażamy sobie Ziemi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...