poniedziałek, 11 grudnia 2017

Gdzie ta trawa rośnie. (Tekst z dnia 25 stycznia 2017 roku. )

Nie, nie będę pisać o wypadku Macierewicza. Chociaż zdrowo się uśmiałam czytając komentarze. To głupio śmiać się z wypadku, ale chyba nikt poważnie nie ucierpiał. Co do szczegółów, pewnie się nie za wiele dowiemy. Już mi się obiło o uszy, że to nie był wypadek, tylko zdarzenie drogowe. Jak na 10 samochodów biorących w tym czymś udział, z których posypało się sporo blachy, to mi na zdarzenie nie wygląda. Pewnie Antek chciał się zabawić w Speed, niebezpieczna prędkość i to wszystko.
Ja jednak biorę po raz drugi dzisiaj klawiaturę do ręki w zupełnie innym celu. Mój poprzedni post był już i tak zbyt długi, a nie mogę pominąć milczeniem tego, co jaskółki ćwierkają na temat nowego regulaminu Sejmu. Słyszałam dziś wypowiedź posła Sasina, że Sejm to nie jest miejsce, gdzie się przychodzi i się mówi, co się chce. Myli się pan, panie pośle. Sejm, jest takim miejscem, gdzie spotykają się przedstawiciele Narodu by porozmawiać na każdy dowolny temat, który ten Naród interesuje. Żaden krótki poseł nie może Narodowi ograniczać tematów poruszanych w dyskusji. Ja oczywiście rozumiem, że jest jakiś porządek obrad i nie może być chaosu. Ale mam takie zasadnicze pytanie: Kto będzie decydował o tym, który fragment wypowiedzi jest z tematem obrad zgodny? Większość posłów, wchodząc na mównicę, ma zwyczaj wypowiadać, formułkę powitalną: PANIE MARSZAŁKU, WYSOKA IZBO....Nie sądzę, by ten grzecznościowy zwrot można było dopasować do jakiegokolwiek tematu. I w tym wypadku są to już cztery słowa zakłócające obrady Sejmu, za które, zgodnie z nowym regulaminem można wykluczyć, czy ukarać posła, się nie spodobał marszałkowi kolor jego krawata. Poseł Szczerba chciał być jeszcze bardziej miły, bo zwrócił się do marszałka Kuchcińskiego: PANIE MARSZAŁKU KOCHANY, za co został wywalony z obrad na tak zwaną zbitą mordę. Z tego wnioskuję, że wszelkie przejawy okazywania szacunku wysokiej izbie i kolegom posłom, będą traktowane jak odbieganie od tematu. Skupiając się w dalszym ciągu na kultowym wystąpieniu posła Szczerby: Nie wiem, jak sobie szanowna partia rządząca wyobraża dyskusję. I rozumiem, że podczas posiedzeń tej partii, takowej dyskusji nie ma. Czyli ON mówi, a wszyscy słuchają. Ale normalnie, czasem trzeba, jak to się mówi, zagaić rozmowę, co poseł Szczerba uczynił mówiąc, że MUZYKA ŁAGODZI OBYCZAJE. Nie wiem, co tak potwornie wkurzyło marszałka Kuchcińskiego? Może się spodziewał, że po tym miłym przywitaniu, poseł Szczerba go zaprosi do tanga... Problem jest w tym, że parlament obradował w kwestii BUDŻETU, a poseł Szczerba chciał właśnie o tym budżecie rozmawiać. Nie można mu w żadnym wypadku zarzucić, że odbiegał od tematu. A że jest elokwentnym człowiekiem, chciał swą prośbę wyrazić w pięknej polszczyźnie. Usiłuje sobie nie raz wyobrazić, co autor tego lub innego idiotycznego pomysłu miał na myśli, ale moja wyobraźnia mnie w wielu wypadkach zawodzi. Prawo, by było skuteczne, musi być bardzo precyzyjne. Przypomnijcie sobie Państwo nieszczęsny zapis w Konstytucji, że premier ma obowiązek opublikować wyrok TK NIEZWŁOCZNIE? To nieprecyzyjne słowo, okazało się bardzo pomocnym wybiegiem. Wsiadając do autobusu wiemy, że należy niezwłocznie skasować bilet, ale idąc za przykładem rządu, moglibyśmy go skasować po 2 tygodniach lub później. Wszyscy wiedzą, co słowo oznacza, ale prawnie nie można udowodnić, jaki czas oznacza. Tak samo będzie z określeniem, WYPOWIADANIE SIĘ NA TEMAT. Ten zwrot również niczego dokładnie nie oznacza, a interpretacja tego przepisu będzie zależała tylko od dobrego humoru marszałka Kuchcińskiego. Chciałabym przypomnieć marszałkowi Kuchcińskiemu i jego kolesiom, że słowo PARLAMENT, pochodzi od francuskiego słowa parler, czyli rozmawiać. Istotą istnienia PARLAMENTU jest rozmowa. Ograniczanie wypowiedzi jest niszczeniem idei parlamentaryzmu. Nie wiem więc, bo, jak już wspominałam, moja wyobraźnia tego nie ogarnia, na co nowe przepisy maja pozwalać posłom: Czy będą oni mogli używać zdań złożonych, czy tylko pojedynczych, czy może tylko będzie im wolno wymieniać poszczególne słowa, o ile wcześniej jakaś komisja ustali, czy są one zgodne z tematem.
Niestety PISowskie mąty traktują posłów na Sejm Rzeczpospolitej, jak zgraje ujadających psów, którym trzeba założyć kagańce.
Jeśli się komuś wydaje, że Kaczyński ustąpi choćby na krok i zrezygnuje ze swych planów, może od razu o tym zapomnieć. Udowodniono to dziś dziennikarzom. Wszelkie zapewnienia, że będą mogli pracować w Sejmie na starych zasadach, dziś przestały obowiązywać. Barierki, parawaniki, dodatkowi ochroniarze cicho ciemni, nie wiadomo kogo ochraniający i w czyim imieniu... Skoro marszałek Sejmu chce się ukrywać przed opinia publiczna, to może niech zacznie nosić woalkę, albo się zakrywa wachlarzem. Byłaby z tego chociaż jakaś korzyść, bo świat by się okazał mniej brzydki.
Dla mnie jest to jakaś paranoja. Zasłania się drogę posłom, zabrania się im wchodzić do niektórych pomieszczeń sejmowych, to samo dotyczy dziennikarzy. A w tym samym momencie, po tych samych korytarzach snują się jakieś podejrzane typy. Brakuje tylko by podległe Błaszczakowi oddziały hitlerjugend z maczetami brylowały po korytarzach i pilnowały porządku.
Widząc to wszystko, słuchając wieści, że za „puczem” w Polsce stoją zachodni dziennikarze, a matka boska wypędziła puczystów z Sejmu, nie pozostaje nic innego, jak zadać pytanie: Gdzie ta trawa rośnie, którą władza pali? I nie wiem już do końca, czy to oni zwariowali, czy to ja mam jakieś odmienne stany świadomości. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...