niedziela, 10 grudnia 2017

Grypa. (Tekst z dnia 7 lipca 2016 roku)

Włoskie Radio Maryja obciąża odpowiedzialnością za ostatnie trzęsienia ziemi włoski parlament, który uchwalił ustawę o związkach partnerskich. Dzień, w którym zaczniemy padać na kolana podczas zaćmień słońca i księżyca, jest już bardzo bliski. Szczególnie w Polsce, gdzie reforma oświaty, pod płaszczykiem zmian organizacyjnych chce totalnie zmienić program nauczania. Głupi naród, to naród posłuszny. Ograniczenie wiedzy przekazywanej w szkołach, nasycenie nauki ideologią, wciskanie na siłę jedynej słusznej religii, cofnie nas o dobre 200 lat. Bynajmniej taki jest dalekosiężny plan PISu. A wydawało się, że zmiany idące w tym kierunku są we współczesnym świecie niemożliwe. Dobijające jest to, że jeśli historia ma pogrążyć się w ciemnocie, to te złe zmiany zaczną się w Polsce.
Często jestem pytana w temacie edukacji i tego dziwacznego tworu nazywanego reformą szkolnictwa, chociaż dla mnie jest to raczej anty reforma. ZNP i szacowne grona nauczycielskie biją na alarm, że zmiany planowane przez rząd przyniosą totalny chaos i grupowe zwolnienia nauczycieli. Trudno jest mi się do tego odnieść. Po pierwsze nie bardzo wiem, jakie są prawdziwe założenia proponowanych zmian, poza tymi ogólnymi, najbardziej głośnymi. Po za tym, wykonywałam piękny zawód nauczyciela ponad 25 lat temu, co w bardzo dużym stopniu zaburza mój obiektywizm. Każdy, kto pracował w tamtych czasach przyzna mi racje, że wykonywanie zawodu nauczyciela było wtedy zajęciem heroicznym. Ja akurat pracowałam w przedszkolu, ale w szkołach było podobnie. Pisałam już o tym wiele razy. Gmina tak naprawdę zapewniała nam budynek, opłacała pensje nauczycieli i innego personelu. Ale jeśli rodzice nie przynieśli papieru toaletowego, to go po prostu nie było. Rodzice dawali pieniądze na podstawowe pomoce dydaktyczne, od bloków do rysowania aż po piłki i skakanki. Dzieci przynosiły ozdoby choinkowe a także używane zabawki. To były czasy, kiedy Polska, świeżo po odzyskaniu niepodległości, była bankrutem. Nie było pieniędzy na nic. Wszystko mogło funkcjonować tylko dzięki rodzicom, którzy rozumieli, że najważniejsze jest wspólne dobro dzieci. Tylko dzięki temu przetrwaliśmy te czasy. O głodowych pensjach nauczycieli nie wspomnę, bo to nie jest najistotniejsze. Kiedy patrzę na współczesną szkołę, to w stosunku do tamtych czasów, jest w niej luksus. Trochę mnie wkurzała ta dyskusja na temat wszelkich przeszkód, by sześciolatki mogły iść do szkoły. Często były to banalne spory o drobiazgi, o brak dywanu, na którym mogłyby dzieci się bawić. Jeśli w klasie jest 20 dzieci, to jaki może być koszt dla rodziców zakup takiego dywanu? Niestety, rodzice, jak i całe społeczeństwo ma w tej chwili poglądy roszczeniowe, nie chcą dać czegoś od siebie, co powinno zapewniać państwo. Ale, jak mówię, nie jestem obiektywna, bo patrzę przez pryzmat warunków w jakich sama pracowałam.
W tej reformie oświaty przeraża mnie coś zupełnie innego. Przeżyłam w swoim życiu szkołę ośmioklasową, dziesięciolatkę, powrót do ośmiu klas i wprowadzenie gimnazjów. Zawsze był to przerost formy nad treścią. Skupiano się bardziej na pokazaniu, jak wielkie przeprowadza się zmiany, gdy w efekcie były one kosmetyczne. Nigdy nie szło za tym unowocześnianie programów nauczania. Wprowadzenie gimnazjów było wymogiem cywilizacyjnym. Polski system nauczania dostosowano do systemów w Europie. Dzięki temu dziecko, które przenosi się do innego kraju, płynnie wchodzi w struktury szkolnictwa, nie musi zaczynać od zera.
To co proponuje dziś PIS, jest o tyle groźne, że zmiany organizacyjne w systemie szkolnictwa, likwidacja gimnazjów, powrót do starych struktur, w moim mniemaniu jest tylko kamuflażem odwracającym uwagę od prawdziwej drogi do prawdziwych celów. Zwróćcie uwagę na teoretycznie nie powiązane z systemem oświaty oddziały wojsk obrony terytorialnej. Jako naczelne zadanie szkolenia tych oddziałów jest tak zwane wychowanie w duchu patriotycznym. Co to oznacza w wykonaniu PIS, nikt nie ma wątpliwości. Patriotyzm w wydaniu kibolsko oenerowskim. Jestem tego pewna, że przekazywanie wiedzy w szkołach zejdzie także na drugi plan. Najważniejsza będzie tresura. Modlitwy na rozpoczęcie lekcji. Tylko katolicki światopogląd. Obowiązkowe uczestnictwo w świętach kościelnych, jako warunek właściwej cenzurki, wymaganie celebrowania katolickiej tradycji i takiego systemu wartości, religia zamiast filozofii... Dzieci będą miały wpajane to wszystko, jak potrzebę mycia zębów, by po opuszczeniu szkoły nie umiały normalnie funkcjonować, bez paciorka rano i wieczorem. A do tego wszystkiego właściwie zinterpretowana historia, traktowana pobieżnie biologia, fizyka i inne nauki ścisłe. Po co uczyć o okolicznościach występowania trzęsień Ziemi, skoro to wszystko kara boska. O nauce o człowieku, wychowaniu seksualnym, trzeba zapomnieć. O tolerancji, równouprawnieniu kobiet, również.
Dla mnie to są zagrożenia tej reformy równie ważne, jak ilość zwalnianych nauczycieli, czy zarobki osób zatrudnionych w oświacie. Nauczyciel to nie tylko zawód, to służba. Może dojść do takiej sytuacji, że nauczyciel, który będzie chciał zachować pracę, zostanie zmuszony do obniżenia jej standardów . Zamiast być dla młodych ludzi autorytetem, stanie się kłamcą i oszustem. I nad tym powinni się nauczyciele zastanowić. Czy chcą swój zawód wykonywać uczciwie i z czystym sumieniem, czy się poddadzą machinie nacisku.
Nie jest to żaden frazes, że przyszłość Narodu zależy od nauczycieli, którzy wychowują przyszłe pokolenia. Jeśli nie znajdziemy dla naszych dzieci alternatywy, atrakcyjnego programu rozwoju, będziemy skazywać je na szeroko otwarte ramiona organizacji faszystowskich i katolicką ciemnotę.
W ówczesnym świecie łatwiej dostrzegamy zagrożenia gwałtownymi wydarzeniami, wojnami, katastrofami, aktami terroryzmu. Nie dostrzegamy, jak na co dzień jesteśmy bezustannie atakowani przez głupotę, zabobony i szalejącą nienawiść. Lekceważymy to, bo te zjawiska nie zabierają nam życia w sposób gwałtowny. Ale to jest tak, jak z cukrem. Jedna łyżka nas nie zabije. Ale serwowany regularnie w znacznym stopniu wpływa na nasze życie ( próchnica, otyłość) i zabija nas powoli. Na co dzień nie zauważamy szerzącego się wokół katofaszyzmu i katoterroryzmu. Jesteśmy do niego przyzwyczajeni jak do grypy. I zamiast się szczepić, ciągle się łudzimy, że nas nie dopadnie, lub, że nam przejdzie łagodnie. Ale ta zaraza staje się coraz silniejsza, odporna na leczenie i atakuje nasze mózgi. Kiedy wprowadzimy ją do szkół, pozwolimy zapanować nad systemem nauczania, doprowadzi to de eksterminacji myślenia.
To straszne, jakikolwiek temat by w tej chwili nie zaczął, zawsze nas prowadzi na próg kościoła....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...