poniedziałek, 11 grudnia 2017

Hulaj dusza. (Tekst z 27 stycznia 2017 roku. )

Stłuczka się może przytrafić każdemu i mimo wielu dowcipów krążących od dwóch dni w sieci, jest dla mnie żenujące, że muszę się zajmować tak banalną sprawą. Dowcipy na ten temat bardzo trafne. A to, że minister Macierewicz niestety nie poległ w wypadku, pomimo że brzozy wtargnęły na ulice, a to, że trzeba będzie komisje śledczą na temat zamachu w Toruniu powołać. Uśmiałam się bardzo i szczerze podziwiam ludzi, którzy potrafią tak wiele treści w jednym zdaniu pomieścić, bo ja, jak wiecie, muszę o wszystkim napisać książkę. I gdyby to była zwykła stłuczka, jaka każdemu z nas się zdarzyć może, trochę byśmy się pośmiali i za tydzień zapomnieli. Niestety prawda o tym wydarzeniu jest bardzo gorzka i dużo mniej śmieszna. To wydarzenie drogowe, jest dokładną charakterystyką pisowskiego sposobu rządzenia. Można ją określić jednym zdaniem: „Wolno nam dużo więcej i w razie czego niczemu nie jesteśmy winni”.
Minister Macierewicz od wielu lat usiłuje wyjaśnić katastrofę smoleńską. Tymczasem sam o mało co doprowadziłby do katastrofy i w nieudolny sposób usiłuje wszystko zamieść pod przysłowiowy dywan. Co do : WIĘCEJ NAM WOLNO...
W przepisach ruchu drogowego znajdziemy odniesienie się do tak zwanych pojazdów uprzywilejowanych. Z czego większość z nich ma specjalne uprawnienia na drodze ze względu na pełnioną służbę społeczną. Są to karetki pogotowia, straż pożarna, policja. Ich przywileje są zupełnie uzasadnione, bo od szybkości i sprawności ich poruszania się po drogach, zależy w wielu przypadkach ludzkie życie. A mimo to, kierowcy tych uprzywilejowanych pojazdów muszą zachować ostrożność na tyle, by sami nie stanowili zagrożenia dla innych użytkowników dróg. I tu rodzi się pytanie: Co tak ważnego zależało od kolumny pojazdów żandarmerii wiozącej z ministrem Macierewiczem w środku? Co pozwalało poruszać się po terenie zabudowanym z prędkością wręcz rajdową, nie zważając na znaki drogowe i sygnalizacje świetlną? Co, było tak ważne, że minister pędził na złamanie karku i to w obie strony? W jedną stronę, by przyjąć instrukcje od ojca, a w drugą, by się nie spóźnić na zbiorowe wsadzanie palców w dupę posła Kaczyńskiego w iście koreańskim stylu? Co by się takiego ważnego wydarzyło, gdyby minister na galę się spóźnił? Czy poseł Kaczyński nawaliłby w spodnie i nie miałby mu kto pieluchy wymienić? Czy może jakiś inny kataklizm rangi państwowej by się wydarzył?
Wielokrotnie czytam komentarze ludzi, tych stojących po drugiej stronie o tym, jak to poprzednia władza była bezczelna i pełna buty. A tu mija nam półtora roku rządów PIS i co mamy:
Samochód prezydenta ląduje w rowie po zbyt brawurowej jeździe!
Wypadek kolumny aut premier Szydło w Izraelu!
Zdarzenie drogowe a raczej karambol spowodowany przez samochody wiozące Macierewicza.
Cyrk na pokładzie samolotu z członkami rządu i innymi pisowskimi urzędnikami w Londynie.
Drodzy Państwo! Druga katastrofa smoleńska wisi w powietrzu i jest tylko kwestią czasu!
Mówicie buta i arogancja...ale gdzie ci ludzie maja instynkt samozachowawczy? Uważają się za nieśmiertelnych?
Przerażające jest wszystko to, co się zdarzyło wokół tego zdarzenia. To, że samochód ministra prowadził jakiś pan Kaziu, o którym nie wiadomo nic poza tym, że jest piratem drogowym. Nie wiadomo, czy ma uprawnienia do przewożenia vipów, kurwa, nawet nie wiadomo, czy ma prawo jazdy i czy nie był po spożyciu. Przeraża mnie to, w jaki sposób minister się takim wybitnym kierowcą chwali i jaki daje przykład innym użytkownikom dróg. I czy nie przypomina się WAM jeden z wniosków po katastrofie smoleńskiej, gdzie tylko mechanik pokładowy miał właściwe i aktualne uprawnienia? A najbardziej obrzydliwe jest zachowanie ministra po całym zdarzeniu. Czy poczekał na policję? Czy udzielił tej policji jakichkolwiek wyjaśnień? Ależ skąd. Nawet nie zapytał o to, czy wszyscy żyją , czy nie ma poszkodowanych w wypadku i czy potrzebna jest pomoc. Po prostu uciekł z miejsca wypadku, bo spieszył się na popijawę po gali tygodnika w Sieci. I tu znowu przypomina nam się zachowanie Macierewicza po katastrofie smoleńskiej. Totalny brak emocji w stosunku do poszkodowanych, obiadek w restauracji i strach o własną dupę. Tak, zachowują się psychopaci. Normalny, zdrowy na umyśle człowiek, przynajmniej zapyta innych, czy im się nic nie stało.
Następnego dnia zdarzył się bardzo duży karambol na autostradzie A1 i natychmiast prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym. A w przypadku rządowej kolumny prokurator zastanawia się tylko, czy to na pewno był wypadek, czy może takie tam, nieważne zdarzenie drogowe. I oczywiście żandarmeria wojskowa się tą sprawą zajmie, bo nikt tak dokładnie pod dywanik całej sytuacji nie zamiecie i nie przyklepie. A za 2 tygodnie, może się okazać, że wydarzenie w ogóle nie miało miejsca, że to nie w Toruniu i że to nie minister. Poszkodowanym się zapłaci, by im ułatwić milczenie, a władza nadal będzie się zajmowała tylko sobą.
Czy ma ktoś jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, że nie jesteśmy równi wobec prawa?
Póki co, pislamiści i tak mają bardzo dużo szczęścia. Pomimo, że ciągle tańczą na krawędzi. Ale w życiu niestety „dopóty dzban wodę nosi dopóki się ucho nie urwie”. A potem się szuka sztucznej mgły i wybuchających parówek, bo się nie może uwierzyć, że się zawsze udawało spaść na cztery łapy. A tu trach, dało się dupy o jeden raz za dużo i 96 osób nie żyje.
Na razie nikt nie zginął, lub, jak wolicie, nie poległ. Ale zagrożenie było bardzo duże. Czy wyobrażacie sobie, co by było, gdyby w tym zdarzeniu minister Macierewicz ucierpiał, lub co gorsze zginął, przepraszam poległ? Znowu by się dostało Putinowi i Tuskowi, bo by się okazało, że komisja Macierewicza za bardzo się zbliżyła do prawdy smoleńskiej. I mieli byśmy kolejnego bohatera na Wawelu.
Politycy mogą rządzić lepiej lub gorzej, być dobrymi gospodarzami lub nieudacznikami. Ale nigdy nie myślałam, że można urządzać sobie tak wielką kpinę choćby z bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Nie myślałam, że można tak ośmieszyć straż marszałkowską, zrobić z oficerów chłopców na posyłki, jeździć na sygnale po żarcie do McDonalda. Na świecie rządzi wielu skurwysynów, ale w większości przynajmniej stwarzają pozory przestrzegania zasad. U nas jest komediodramat w dodatku puszczony na żywioł i bez reżysera. Nie możemy zagwarantować, że są jakieś granice, do których władza się nie posunie, bo tych granic nie ma. Żyjemy w bajkowym świecie, ale jest to smutna bajka. Mamy króla, który u schyłku swego życia po prostu zwariował. A dworzanie spełniają jego nawet najbardziej okrutne zachcianki, bo nagradza ich suto. I ta bajka może potrwać aż do końca życia króla.
Czy dworzanie wiedzą, iż król w końcu kiedyś umrze ? Czy w ogóle się zastanawiają nad tym, co będzie, kiedy Naród zażąda zapłaty?
Nie! Dla nich się tylko liczy tu i teraz. I hulaj dusza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...