wtorek, 12 grudnia 2017

I nigdy nie zasypiaj... (Tekst z dnia 22 października 2017 roku)

Sporo się w ostatnich dniach złego wydarzyło w Polsce. Wiele tragicznych wydarzeń. Młody człowiek zaszlachtował rodziców, matka wyrzuciła noworodka przez okno, inna oddała dwoje dzieci do okna życia, przed Pałacem Kultury mężczyzna podpalił się w proteście przeciwko władzy, a kupujących w centrum handlowym zaatakował nożownik. Oczywiście nie znamy wszystkich przyczyn takich zachowań. Moim zdaniem, ludzie dopuszczających się takich czynów muszą mieć jakiś moment załamania nerwowego, musi nimi kierować impuls, kropla przepełniająca kielich goryczy popychająca ich do ostateczności. Te wydarzenia bardzo nas smucą, trudno odnaleźć w nich jakiekolwiek pozytywy, no chyba tylko w przypadku tej matki, która oddała dzieci, a ich nie zamordowała. Mimo to przeraża to, że można oddać dziecko, które było z nami ponad rok, któremu dawaliśmy miłość i poczucie bezpieczeństwa, które może mieć z tego powodu traumę na całe życie.
Nie wiem, co muszą czuć ludzie, którzy podejmują takie desperackie decyzje. Pewne jest, że chwieją one teorią ministra Błaszczaka, że jesteśmy krajem bardzo bezpiecznym i szczęśliwym.
PIS traktuje obywateli jak nieczułe zwierzęta, którym wystarczą chleb i igrzyska, ale okazuje się, że nawet 500+ nie jest w stanie wszystkim zapewnić szczęścia i podburzanie ludzi przeciwko ludziom nie wymaże z ich głów codziennych problemów. Tym bardziej, że społeczeństwo jest podzielone nawet wewnątrz rodzin, że kwitnie nietolerancje i rośnie liczba wykluczonych.
Wydarzenia te świadczą także o tym, że każde wypowiedziane słowo prędzej czy później do nas wraca, o czym się minister Błaszczak mógł niestety przekonać. Jeszcze niedawno zwracał uwagę prezydentowi Macronowi, by się Polską nie zajmował, tylko bezpieczeństwem we Francji, która ze względu na kolorowych obywateli i uchodźców jest tak bardzo narażona na ataki terrorystyczne. No cóż, my nie przyjęliśmy ani jednego uchodźcy, a mimo to coraz częściej ktoś kogoś atakuje nożem. Jeśli polskie władze będą dalej prowadzić nagonkę na swoich własnych obywateli, którzy nie do końca podzielają ich poglądy, lub tych, którzy wyglądem odbiegają od wyznaczonego wzorca, przy jednoczesnym lekceważeniu chuligaństwa, kibolstwa i wykluczania, może dojść do sytuacji, w których jedni obywatele poczują się uprawnieni do wymierzania innym sprawiedliwości ulicznej.
Prawdziwe ciarki na plecach powoduje nawoływania narodowców do bardzo licznego i hucznego udziału tych środowisk w święcie Niepodległości. Szykują się nie tylko pochody, lecz także wiece i koncerty. Jednocześnie w nawoływaniach narodowców jest wiele agresji. Jak wiemy, tegoroczny marsz środowisk faszystowskich ma się odbywać po hasłem: My chcemy boga. W połączeniu z ideologią wieszania lewaków, Żydów i innych kolorowych, oraz ludzi o innych orientacjach seksualnych na drzewach, okrzykami Polska tylko dla Polaków, zaczynamy mieć do czynienia z kuriozalną sytuacją terroru wewnętrznego, gdzie w sposób zakamuflowany atakuje się ludzi na ulicach z okrzykiem w imię Jezusa. Dajcie tym ludziom broń do ręki, a stworzą nam tutaj normalne, aryjskie państwo przypominające ISIS. Dla mnie to żadna różnica, czy ktoś, kto dokonuje aktu agresji krzyczy : allah acbar, czy my chcemy boga.
Nie zwracamy uwagi na agresję słowną, którą posługują się politycy, a w ślad za nimi idą internetowi komentatorzy. Potem ośmieleni bezkarnością stosują przemoc słowną na ulicach. Od słów przechodzą do czynów. I tak zwykła głupota przeradza się w morderstwo.
Osobiście wcale mnie nie dziwi poziom frustracji i agresji, a także objawy depresji w społeczeństwie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale bardzo często muszę się na jakiś czas oderwać od polityki, bo popadam w skrajne nastroje. Jest to czasami euforia, szczególnie kiedy widzę, jak Polacy protestują na ulicach, rozbudzone nadzieje, płacz, potem zawód, złość, bezsenność i znowu płacz, który oczyszcza. Nie ma to żadnego znaczenia, że nic w moim życiu nie zależy od sytuacji w Polsce...no coś jednak zależy, moje poczucie własnej wartości. W zasadzie to dobrze, że w Polsce nie mieszkam, bo obserwując swoje emocje jestem pewna, że dawno bym już przywaliła Błaszczakowi lub opluła Kaczyńskiego, znalazła bym sposób by się do nich zbliżyć. Może nie zrobiła bym im jakiejś realnej krzywdy, ale pewnie od dawna siedziałabym na państwowym wikcie za kratkami, bo nie potrafiłabym się powstrzymać.
Najgorsza jest bezsilność, ona nas zżera od srodka. Czyjaś buta, czyjaś bezczelność, czyjś cynizm, który nie jest powiedziany bezpośrednio do mnie, ale rani, jak nóż.
Żyjemy w oparach usankcjonowanych kłamstw, w alternatywnym świecie, w którym nie potrafimy się poruszać. Gubimy się i czasami sami już wątpimy w swoje przekonania. Zastanawiamy się dlaczego wszyscy idą łatwą droga z górki, a tylko my i garstka nam podobnych wspina się pod górę i pod wiatr. I po pewnym czasie widzimy z przerażeniem, że tylko nam się wydaje, iż coś robimy dla Polski, dla przyszłości, dla lepszego jutra. My po prostu uparcie trzymamy się życia. Walczymy o siebie, bo się boimy, że jeśli przestaniemy walczyć i zamkniemy oczy, to się obudzimy w tamtym dziwnym świecie i będziemy z innymi biegli w owczym pedzie ku przepaści.
Po co ja to robię, po co się narażam na wyzwiska trolli, na ataki hakerów, na blokady Fb, na krzywe uśmiechy rodziny lub sąsiadów?
Może nie chcę zgłupieć????
Może widzimy, że Polska, taka, jaką znaliśmy, biedna ale dumna, jest już tylko w nas, istnieje tylko w naszej głowie.
Wierzymy, że dopóki jest choćby jedna osoba, która tę Polskę pamięta, która w nią wierzy, to będziemy w stanie ją odbudować.
Dlatego nie zasypiamy, nie odpuszczamy, dlatego to niesiemy na swoich barkach. Panicznie się boimy, że się urządzimy w tym nieprawdziwym świecie, że zapomnimy, kim jesteśmy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...