wtorek, 12 grudnia 2017

Jak uwolnić Marcina P...(Jak uwolnić Marcina P...)

Niem jedną komisję śledczą już się przeżyło. Większość była debilna. Nie przypominam sobie, by którakolwiek, cokolwiek na serio wyjaśniła. To taki teatr dla słabych aktorów, którzy mają okazję się wykazać, najczęściej arogancją i niezwykłym przywiązaniem do swych partii. Można także trochę przy okazji dorobić. O tym, że my za ten teatr kiepskich aktorów, którzy bawią się w sąd i w prawo, płacimy, nie muszę chyba przypominać. Trudno. Skoro jest taki instrument przewidziany prawem, niech go posłowie wykorzystują.
Do tej pory jednak, członkowie szanownej komisji przynajmniej starali się stwarzać jakieś pozory, że chodzi im o dociekanie prawdy, że robią przesłuchania zgodnie z procedurami, a przesłuchujący są do swej roli przygotowani i starają się w miarę swych umiejętności być kompetentni. Oczywiście były wyjątki i czasami się działo , na tych komisjach. Oj się działo. Ale ten najnowszy teatr jednego aktora, a właściwie aktorki, jaki mamy w tej chwili w komisji śledczej dotyczącej Amber Gold, raczej wielkich reżyserów nie zainteresuje. Pani Wasserman gra słabo, kompletnie nie ma pojęcia, jak się prowadzi posiedzenie sądu, lub przesłuchuje świadków. Nie wie, że głupie pytania należy uchylać, że nie należy sugerować odpowiedzi i że pytania muszą być precyzyjne. Nie wiem jakie prawo ta pani kończyła ( być może takie, jak pani Kempa), ale śmieszy mnie, kiedy inne osoby, nie będące prawnikami, muszą na bieżąco zapoznawać panią tfu, przewodnicząca z panującymi na sali sądowej zasadami. A przecież komisja śledcza pracuje w takiej właśnie ramie.
Ale zacznijmy najpierw od Amber Gold.
Wiem, powiem coś bardzo niepopularnego. Ale ja nie mam jakiegoś nadzwyczajnego współczucia dla ludzi, którzy stracili tam pieniądze.
Pamiętam dokładnie tamte wydarzenia i tych pokrzywdzonych ludzi. I musicie przyznać, że najbardziej wkręcać w piramidy finansowe pozwalają się ludzie jednocześnie naiwni i pazerni.
Nigdy tej mentalności nie zrozumiem. To nie był bank dla biedaków. Mnie nie stać na to, by inwestować w złoto a uważam się za klasę średnią( starcza, ale dupy nie urywa). A nawet, gdybym miała za dużo pieniędzy, to wolałabym je wydać na przyjemności, podarować rodzinie, albo ostatecznie rozdać biednym. Dlatego wcale mi nie żal tych siedemdziesięcioletnich dziadków, którzy po 300 tysięcy wpłacili dla zysku, a potem płakali, że nie będzie za co ich pochować, bo to były oszczędności życia na nagrobek. Trzeba było dać wnukom, pojechać na wycieczkę, albo zafundować sobie sanatorium dla poprawy zdrowia. Te pieniążki, które ludzie wpłacali, starczyłyby im na dobre i godne życie i jeszcze na pomnik na cmentarzu. Niestety, ludzie nie szanują życia, nie lubią żyć, dlatego ciągle starają się rozmnożyć pieniądze. A tu masz, zamiast cudownego rozmnożenia, kasa się ulotniła, rozpuściła w powietrzu. Możecie powiedzieć, że zazdroszczę tym naiwnym ludziom ich dobrej sytuacji materialnej. Może trochę, ale chodzi mi przede wszystkim o to, że pieniądze są po to, by nam ułatwiać życie. A do takich wspaniałych ofert, jakie dają piramidy finansowe, trzeba zawsze podchodzić z nieufnością. Ale to pazerność nas często zaślepia.
Oczywiście w niczym to nie zmienia faktu, że ktoś pieniądze ukradł, a to przestępstwo. I nawet jeśli dziadkowie sami te pieniądze wpłacali i robili to z pazerności, to okradać nikogo nie wolno.
Kiedy tłumaczę wszystkim, że niezwykle ważne jest nauczanie w szkołach podstaw ekonomi, to ludzie patrzą na mnie, jak na wariatkę. Ale może wtedy byłoby mniej naiwnych ludzi i pole do popisu dla oszustów mniejsze.
Nie mam wątpliwości, że sejmowa komisja śledcza nie ma za zadanie odkryć jakąś głęboko schowaną prawdę, której by nie mogła odkryć prokuratura. Ta, konkretna komisja powstała tylko po to, by przy pomocy insynuacji, niedopowiedzeń, sugestii, przedwcześnie stawianych wniosków, skompromitować Donalda Tuska wraz z rodziną. 
Ale wydaje mi się, że nawet po to, by w obrzydliwy sposób kogoś wrobić w jakąś aferę, też trzeba mieć do tego kompetencje i choćby cień dowodów. Po prostu teatr musi być choć trochę wiarygodny. Pani Wasserman, idzie tak po bandzie, że od razu widać, iż niezależnie od tego, jak wyglądają fakty, ona swoją prawdę udowodni.
Bo właściwie, co to jest sąd? To jest taka instytucja, gdzie grono ludzi znających się na prawie i ekspertów w dziedzinie której dotyczy rozprawa, mają na podstawie zeznań i dowodów, ustalić jakiś przebieg wydarzeń. I na salę sądową, aż do ogłoszenia wyroku, każdy wchodzi NIEWINNY.
Tutaj mamy wrażenie, że Małgorzata Wasserman, ma już od dawna napisany wyrok wraz z uzasadnieniem. Gdyby tak nie było, może starałaby się czegokolwiek od tych świadków dowiedzieć. Tymczasem, mamy do czynienia z tak głupimi pytaniami, z insynuacjami, i sugerowaniem odpowiedzi, z traktowaniem przesłuchiwanych świadków, jak osoby winne. Bo gdybyśmy my musieli stanąć przed taką komisją, kto z WAS pamięta, rączka do góry, o czym 5 lat temu rozmawiał z ojcem w Boże Narodzenie? Albo kto potrafi z pamięci wyrecytować wszystkie swoje służbowe maile, lub swoją drogę zawodową, wszystkie awanse, wraz z wiążącymi się z tym podwyżkami pensji? Kto potrafi odpowiedzieć merytorycznie na pytanie: Czego się dowiedział na podstawie faktury, ale nie wiadomo jakiej?To jest zwykły debilizm. Zadawanie takich pytań jest tylko sugerowaniem, w ramach prowadzonej gry, że ktoś miał złe zamiary i po cichu planował zbrodnię. I to niezwykle często powtarzające się zdanie: Jeśli pan nie pamięta, to przyjdzie na to czas, ja na koniec rozprawy panu udowodnię, że pan kłamał. No, kurwa! To, przepraszam, po chuj się mnie pytasz, babsztylu, skoro ja nie pamiętam, a ty lepiej wiesz, co robiłem w grudniu po południu...
Cała rozprawa wydaje się być na temat: O czym myślał Jan Kowalski siedząc 4 lata temu na kiblu i papierem jakiej firmy podcierał sobie tyłek!
Wysoki sądzie, producenta nie pamiętam, ale papier był na pewno w kaczuszki!
Dla nas, obserwatorów z daleka, może to się wydawać po prostu śmieszne, ale nie sądzę, by bawiło to przesłuchiwanych. Póki co pani przewodnicząca raczyła łaskawie wspomnieć o jakimś zdjęciu, na którym to syn Donalda Tuska przyjmuje od innego człowieka, który o ile wiem, też jeszcze nie jest skazany, kopertę. Zdjęcie jest zrobione przez okno. Pomijam to, że w kopercie mogły być bilety na koncert, życzenia świąteczne, zdjęcia z wyjazdu służbowego itd. Ale najbardziej zastanawia mnie fakt, że sprawca tego zdjęcia, jeszcze w czasach, kiedy Michał Tusk pracował w firmie związanej z Amber Gold, czyli w czasie, kiedy nie była to jeszcze firma jawnie podejrzana, wiedział już, że będzie afera, świetnie znał osoby, które miał sfotografować w kompromitującej sytuacji. To, że pani Wasserman zdjęcia nie pokazała, to jest tylko drobiazg. Ale ze słów wyplutych przez nią na rozprawie, kochana kurwizja zdoła sklecić materiał, który na 100% będzie dowodził, jak to rodzina Tusków brała łapówki od przestępców. To samo dotyczy dzisiejszego oświadczenia przewodniczącej, że jest w posiadaniu taśmy obciążającej młodego Tuska. Skoro pani Wasserman, ma już takie jednoznaczne dowody, to niech je od razu pokaże, niech się tą czarowną wiedzą z nami podzieli, a nie nas prowadzi przez chaszcze i manowce komisji śledczej. Przynajmniej jej skwaszonej buzi nie będziemy musieli za długo oglądać...A rozumiem, wtedy nie byłoby teatru i mierna aktorka nie miałaby na czym wypłynąć. Nie pokazała kompromitującego zdjęcia, tylko o nim opowiadała. A teraz opowiada o treści nagrania, zamiast pokazać nagranie. Ja też widziałam nagranie z tobą, głupia babo, w roli głównej, kiedy latałaś pod sufitem i goniłaś pająki. Ciesz się, bo jest w Polsce wystarczająca ilość ćwierćidiotów, którzy Ci uwierzą.
Z tego, co sugerowała między wierszami przewodnicząca Wasserman, Marcin P. jest na najlepszej drodze do tego, by zostać światkiem koronnym we własnej sprawie. A jestem pewna, ze dla uratowania dupy, Marcin P powie i potwierdzi, co mu każą. W państwie Ziobry nikt go nie oskarży o krzywoprzysięstwo. 
I tak oto, w ramach dobrej zmiany i PISowskiej sprawiedliwości, wyjdzie na wolność oszust i bandyta, który WAS okradł i będzie się mógł cieszyć Waszymi oszczędnościami ulokowanymi w rajach podatkowych,  w zamian za pogrążenie rodziny Donalda Tuska.
Jeśli o taką sprawiedliwość WAM, Polacy chodziło, to współczuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...