niedziela, 10 grudnia 2017

Jedna literka. (Tekst z dnia 24 listopada 2016 roku. )

Nie jestem specjalnie pruderyjna. Rozumiem potrzeby ludzi, nawet te najbardziej prymitywne. Nie pluje na innych, choćby najdziwniejszych odszczepieńców seksualnych, pod warunkiem, że nie czynią krzywdy innym. Osobiście znam kilka osób pracujących w „zawodzie” lub tańczących w nocnych klubach i nie ma żadnego powodu by ich nie szanować. Każdy ma taką pracę, jaka ma i jaką wykonuje najlepiej i jest to jego prywatna sprawa.
Chciałabym się tu odnieść do, niedawno naruszonego przez Dorotę Rabczewską, majestatu naszego pana prezydenta.
Jaki prezydent, taka Marlin Monroe”, pomyślałam w pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam całą sytuację. Ale po chwili stwierdziłam, że takie porównanie było by krzywdzące dla Dody. Pani Rabczewska, jak wiemy, pomimo scenicznego wizerunku, nie jest jakąś głupia Dziunią i jestem pewna, że osobiście sprowokowała wydarzenie. Utwierdziła mnie w tym przekonaniu jej wypowiedź, że panu prezydentowi należ się szacunek. I tak oto pokazała, właściwy poziom szacunku, na jaki zasługuje Andrzej Duda, wystawiła mu goła dupę.
Mówi się, że Doda nie zna protokołu. No nie musi! Jest tylko piosenkarką! Natomiast, protokół powinien znać pan prezydent i wiedzieć, jak się powinien zachować w takiej sytuacji. Niestety, w obliczu Pani Doroty, ubranej w koronkowe rajtuzy, aż po kołnierzyk, majestat pana prezydenta okazał się wraz z nim nieobecny, pewnie pozostał w pałacu. Ten śliniotok i ta sperma zalewająca oczy...Mina pana Dudy naprawdę bezcenna.
No cóż, pan prezydent też człowiek. Należy mu to wybaczyć. Niestety, jak wspomniała pani Rabczewska, dzieli ich tylko jedna litera: Dudę, Dodę i dupę. I to właśnie odczytałam z jej zachowania. Mogłabym powiedzieć: Brawo! Ale obawiam się, że majestat pana prezydenta nie zrozumiał aluzji. A klęcznik w pałacu już się grzeje w oczekiwaniu na pokutę za brzydkie myśli. Dla mnie osobiście dużo groźniejsza jest dzisiejsza wypowiedź prezydenta w kwestii edukacji. Pan Duda najwyraźniej nie ma kompletnie pojęcia o istocie nauczania historii, co u człowieka z doktoratem jest skandalem. Wprawdzie tłumaczył, że on został źle wyedukowany, co jednak go nie tłumaczy. Historia, jak sama nazwa wskazuje, uczy nas o czasach przeszłych. I o ile można z dużym prawdopodobieństwem prawdy, przedstawiać jakieś wydarzenia historyczne, o tyle należałoby z bardzo dużą ostrożnością podchodzić do indywidualnych ocen postaci historycznych. Wielokrotnie przekonaliśmy się, że historia jest nauką żywą. Nowe odkrycia, znalezione dokumenty, bardzo często rzucają nam nowe światło na to, co wydawało nam się pewne. To nie jest nauka ścisła. Nie można nigdy na 100% powiedzieć, kto był zdrajcą, a kto patriotą. Nasza ocena dotyczy tylko zewnętrznych symptomów czyjegoś postępowania i końcowych skutków. Nie są nam znane ani zamiary, ani intencje, ani warunki podejmowania takich lub innych decyzji. Ja, rzadko to czynię, ale tym razem zastosowałabym się do podstawowej zasady chrześcijańskiej: „Nie sądź, a nie będziesz sądzony”. Ludzie podejmują różne działania, które mogą przynieść odwrotne skutki od zamierzonych. Przykładem może być odkrycie, w dobrej wierze, pierwiastków promieniotwórczych, które w efekcie zostały wykorzystane w zbrojeniach. Gdybyśmy się dokładnie uczyli o prywatnym życiu naszych królów, czy bohaterów, moglibyśmy dowiedzieć się o nich wielu rozczarowujących faktów. Większość z nich prowadziła hulaszczy tryb życia, opijstwo, obżarstwo, gwałty na służących itd. itp. I dotyczy to większości naszych władców, a także biskupów. Ale nie nam ich sądzić. To samo dotyczy tak zwanych zdrajców. Nigdy się nie dowiemy, co naprawdę nimi kierowało, może zagrożenie dla rodziny, może strach o życie, może z jakiegoś powodu wydawało im się, że to, co robią, jest dobre. Może władza, tak, jak dzisiaj nasza, wmawiała im, że postępują dobrze dla Polski, lub nie mogli odmówić wykonania rozkazu. Ilu w naszej historii było takich Kmiciców, którzy nie mieli się okazji zrehabilitować? Ilu z naszych bohaterów było homoseksualistami? Czy w takim wypadku będą to pozytywne, czy negatywne postacie? Może po prostu dajmy tym ludziom spoczywać w spokoju? Zawsze istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że możemy zrobić krzywdę komuś, kto od dawna już nie żyje i nie może się bronić. Nikt z nas nie jest w stanie do końca stwierdzić, kto był zdrajcą, a kto bohaterem.
Ale rozumiem, że nasz jaśnie oświecony drewniany pajacyk wie wszystko i chce się tą wiedzą podzielić z naszymi dziećmi. A drugi supermen, minister Błaszczak, też ma nadzwyczajne moce. Wie, kto był porządnym człowiekiem, a kto zwykłym ubekiem i komu trzeba zabrać poduszkę spod głowy w godzinie śmierci. Ja uważam, że powinniśmy próbować stosować sprawiedliwość społeczną w bieżącym życiu. Jestem pewna, że wiele osób niegodnych dostaje niesprawiedliwie bardzo wysokie emerytury. Ale nie spodziewam się, by był jakiś klucz, według którego mogli byśmy ocenić na 100%, kto był porządnym człowiekiem, a kto oprawcą. Może po prostu poczekajmy, aż ci ludzie odejdą w spokoju, bo znowu możemy skrzywdzić kogoś niewinnego. A lepiej darować wszystkim łotrom, niż skrzywdzić jednego porządnego człowieka. To ja tak myślę, trochę po chrześcijańsku znowu. Ale ja się nie kieruje zemstą i pogardą. Staram się zawsze zrozumieć człowieka, zamiast go osadzać.
Okazuje się jednak, że ta moja ateistyczna moralność powoli staje się moralnością dinozaurów. Odchodzi w zapomnienie, jak my dziwadła nieprzystające do współczesnej, polskiej rzeczywistości. Jesteśmy wymierającym gatunkiem niepoprawnych idealistów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...