poniedziałek, 11 grudnia 2017

Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem...(Tekst z dnia 5 lutego 2017 roku. )

Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, nie powinieneś popierać zła! A wielu z WAS, nawet politycy wypowiadający się w telewizji, mówią często: Jestem wierzący i chodzę do kościoła. Zupełnie, jakby religijność nie wymagała od nas mądrości. Dla mnie, chodzenie do kościoła wyklucza jakiekolwiek duchowe życie człowieka. To jest zaszczepiony wirus, nie mający nic wspólnego z naszymi własnymi uczuciami. Bycie wierzącym, posiadanie ideałów, reguł, przestrzeganie dekalogu, wyklucza w swej istocie uczestnictwo w życiu instytucji kościoła. Kościół, ze swym bogactwem, ze swymi złotymi ołtarzami, ze swą pychą i arogancją, całkowicie zaprzecza naukom swego mistrza Jezusa Chrystusa. Zaprzecza jego miłości do ludzi, skromności, tolerancji, umiejętności wybaczania. Nigdy nie słyszałam, zakładając, że wszelkie przekazy na temat Chrystusa są prawdziwe, by różnicował ludzi, by ich dzielił na białych, czarnych, czy żółtych, na bogatych czy biednych, nawet na wierzących i nie wierzących. Kazał ludziom kierować się miłością w bardzo szerokim pojęciu. Nie mówił, tak jak kościół i nasz rząd, że owszem, możemy pomagać, ale tylko katolikom. Jezus uważał wszystkich ludzi za równych sobie i pokazywał, że nieszczęścia dotyczą tak samo bogatych i biednych, że nikt nie jest idealny i nie powinien osądzać innych, bo prędzej, czy później i on będzie potrzebował czyjegoś wybaczenia.
Ja osobiście jestem fanką Jezusa. Nie traktuje go jako boga, bo jestem niewierząca. Uważam jego nauki za niezwykle humanitarne i ponadczasowe. Ale za ponadczasowe uważam też dzieła Williama Szekspira. Po prostu trzeba się całe życie się uczyć, a kiedy się coś czyta, nie ważne czy to jest biblia, poezja, czy fantastyka naukowa, trzeba myśleć i analizować. Wszędzie jest jakaś mądrość, jakaś myśl, z powodu której ktoś sięgnął po pióro i pisał. Dlatego traktujmy religie, jak jedna z wielu nauk, a wtedy dojrzymy, jak wiele jest w niej manipulacji. Zrozummy, do czego ta religia służyła przez wieki i zobaczymy, że współczesnemu człowiekowi jest ona zbędna. Dziś człowiek potrafi zrozumieć dlaczego powinien być dobry, dlaczego powinien być uczciwy, wyrozumiały i miłosierny. Nawet, jeśli spodziewa się jakiejś nadprzyrodzonej oceny, to żaden pośrednik nie jest mu potrzebny. Tym bardziej, że ocena ludzka nigdy nie jest sprawiedliwa i bezwarunkowa.
Większość ludzi sprzeciwia się zbyt wysokim podatkom. Ale dla zasady, dla świętego spokoju i właściwego miejsca w ludzkim stadzie, płaci z własnej woli podatek na instytucje, która do niczego mu nie jest potrzebna. Emeryci wiecznie narzekają na brak pieniędzy na podstawowe potrzeby, na jedzenie na leki. Ale ciągle mają z tyłu głowy, że ich zbawienie zależy od daniny dla kościoła.
Czas najwyższy zacząć się kierować rozumem, przerwać ten łańcuch zależności. Nie zapisujmy od razu naszych dzieci do tej katolickiej rodziny, bo pozbawiamy je wolności. Jeśli wierzycie w boga, zakładam, że to jest bóg miłosierny, kochający ludzi. Nie strąci do piekła niewinnego dziecka, jeśli ono umrze nieochrzczone. Jeśli faktycznie jest dobry i miłosierny, jak wierzycie. A jeśli jest podłym dziadem, to czy zasługuje na Wasze oddanie?
Ale przede wszystkim zachęcam wszystkich, by nauczyli się żyć tu i teraz. By kierowali się zwykłą przyzwoitością. Namawiam, by się zastanawiać, czy to, co daje nam szczęście, nie robi krzywdy innym. Jeśli nie, to znaczy, że jest dobre. Dobre jest korzystanie dóbr kultury, czytanie książek nawet zakazanych. Dobry jest taniec, zabawa, i piwo podczas oglądania meczu. Dobry jest seks uprawiany z rozwagą i dobre jest smaczne jedzenie. Natura nam dała to wszystko po coś. Wszystko nam do czegoś służy. Nie dostaliśmy tego po to, by sprawdzać naszą wolną wolę lub by nas ukarać. Namawiam także by nauczyć się rezygnować z rzeczy, które mogą zabierać cudzą wolność, by nauczyć się nagradzać, a nie karać. By rozmawiać, a nie zabraniać, by rozumieć, a nie oceniać.
Wiem, że jest to trudne, bo wszyscy ( większość) jesteśmy wychowani w tradycji katolickiej. Ale z własnego doświadczenia wiem, że dopiero po odejściu od kościoła, czuję się naprawdę wolna. Mogę decydować o swym postępowaniu na podstawie obiektywnych danych, wiedzy i intuicji. Nie muszę się liczyć z normami, które są mi obce.
Przestańmy być idealni, zacznijmy być bardziej ludzcy, bardziej humanitarni, bardziej emocjonalni. Nasz mózg nam bardzo trafnie podpowie, co będzie dobre dla nas i dla ogółu.
Wiem, wiem, wielu uważa mnie za heretyczkę. Bo jak można żyć bez boga? Można. Można samemu decydować o tym, że będziemy dobrzy i uczciwi, bo tak chcemy. A śmierć...śmierć i tak nadejdzie. Jest nieunikniona. I jestem pewna, że jeśli jest jakaś waga, która zważy nasze życie, to będą na niej leżały przede wszystkim nasze uczynki. Ten zazdrosny bóg, który kazał wybierać między miłością do siebie a miłością do ludzi, mnie nie interesuje. Kościół nawołujący do zemsty, do nienawiści, do rozliczania, mnie nie interesuje.
Bardzo bym chciała, by nagle wszyscy ludzie na świecie obudzili się i byli wolni od religii. Wszystkich religii, bo to jest największą przeszkoda do zaprowadzenia pokoju. Opadłaby zasłona z oczu. Zobaczylibyśmy świat takim, jakim jest naprawdę. Ktoś kiedyś powiedział, że bez religii, ludzie robili by to samo, co teraz, tylko jawnie. I ja się z tym zgadzam. Jeśli jesteśmy dobrzy, ale nie wynika to z naszego przekonania, z naszej wewnętrznej potrzeby, to nasze dobro jest złem, jest efektem strachu, jest czymś, co nie istnieje w nas lecz poza nami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...