niedziela, 10 grudnia 2017

Jeśli ktoś nie czuje wagi tych dni...(Tekst z dnia 17 września 2016 roku. )

    „ Kiedy byłem bardzo mały, widziałem w telewizji pokaz cyrkowy. Jakiś człowiek ustawiła na giętkich prętach kilkanaście talerzy, które następnie wprawił w ruch wirowy, poruszając prętami, dzięki czemu talerze utrzymywały się w powietrzu. Kiedy zwolnił lub się obracał, jeden z talerzy kolebał się i spadał z trzaskiem na ziemię, po czym podążały za nim wszystkie inne.
Fantastyczna metafora życia, prawda? Wszyscy próbujemy utrzymać swe talerze wirujące w powietrzu, a gdy już je uniesiemy, nie wolno oderwać od nich wzroku i trzeba bez wytchnienia kręcić prętami. Tylko tyle, że w życiu ktoś bez przerwy dodaje nowe talerze, ukrywa pręty i ukradkiem zmienia prawa grawitacji. I za każdym razem gdy myślisz, że twoje talerze ładnie wirują, nagle słyszysz za plecami okropny, głośny trzask talerzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś”
Powyższy cytat to fragment książki „Cierpienia Dextera” autorstwa Jeffa Lindseya. Odnosi się do życia indywidualnego bohatera, ale jak trafnie określa nasze współczesne, polskie położenie. Ostatnie wielkie zmiany z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dały nam wiele spokoju i poczucia, że tragiczne losy tego Narodu wreszcie się skończyły, że teraz wszystko idzie w dobrym kierunku, że nasze talerze wirują w sposób uporządkowany i nic im nie zagraża. Poczucie bezpieczeństwa spowodowało samozadowolenie i odebrało nam czujność. Nie zauważyliśmy, że wśród nas zaczęły wyrastać potwory, że pojawił się Kaczyński i zmienił zasady grawitacji. I wszystko runęło. To może nawet i piękne, że po tylu historycznych doświadczeniach, po tylu nikczemnościach, które nas spotkały ze strony obcych, lecz również współobywateli, ciągle naiwnie wierzymy w dobroć i prawość ludzkiej istoty. Ale ten kolejny etap istnienia naszej Ojczyzny pokazuje, że zawsze trzeba trzymać się zasady, by ufając, nie zapomnieć o kontroli. Ten nadmiar wiary w dobre intencję dokładnie wszystkich sprawił, że polska demokracja jest dzisiaj stertą skorup, że straciliśmy kontrolę nad własnym życiem.
I wcale się nie dziwię, że mając spore poczucie winy i widząc także tę winę w innych współobywatelach, wiedząc, że tak naprawdę to my sami sobie to zrobiliśmy, jesteśmy sfrustrowani i nie potrafimy się ze sobą zgodzić.
Wierzę jednak, że, jeśli ludzie mają dobrą wolę, nie ma takiego konfliktu, którego nie można by rozwiązać. Wystarczy tylko na chwilę zapomnieć o czubku własnego nosa i przestać za wszelką cenę udowadniać swoje racje. To jest, jak z Bożym Narodzeniem. Jest ono dla wszystkich na tyle ważne, że na chwilę zapominamy o urazach w stosunku do innych. KOD, walka o przywrócenie normalności, odsuniecie od władzy ludzi niegodnych, jest właśnie takim Bożym Narodzenie, miejscem i czasem, które nas musi połączyć. Czyjeś racje, jeśli są prawdziwe, same kiedyś wypłyną i dojdą do głosu. Teraz trzeba je odłożyć na później i połączyć siły. Ja wiem, że każdy z nas jest inny. Tu nigdy nie będzie, jak w Chinach. Nigdy nie będziemy posłusznie chodzić w takich samych mundurkach. Jesteśmy przekornym Narodem pełnym indywidualistów. Wszyscy razem i każdy z nas z osobna, musi sobie wylać kubeł zimnej wody na głowę i ostudzić emocje. Dostrzec, że wszyscy, także Hołdys, Wilma, czy inni krytykujący, a także wielcy twórcy idei KODu, że nam wszystkim chodzi o to samo, o ten sam efekt. Pozwólmy ludziom, by szli różnymi drogami do wspólnego celu. Nie bądźmy jak PIS, nie dzielmy się na lepszy i gorszy sort KODERÓW. Każdy głos , każda dłoń, każdy but. Wszyscy jesteśmy potrzebni na manifestacji. Dlatego powtórzę to, co mówię przynajmniej od pół roku:
„ DRODZY RODACY!
POKŁÓCIMY SIĘ JUTRO! DZIŚ, WSZYSCY WSPIERAMY KOD I OPOZYCJĘ W WALCE Z DYKTATURA PIS! KAŻDY, KTO TĘ WALKĘ PROWADZI, JEST NASZYM PRZYJACIELEM!
Nie będę specjalnie oryginalna, ale proszę WAS, zapraszam i błagam na kolanach. Nie spuszczajcie wzroku ze „swoich talerzy”, trzymajcie rękę na pulsie, by z nas też nie została kupa skorup. Wiem, że wielu z WAS wątpi, ja też mam momenty zwątpienia. Ale mamy tylko KOD i nasze marzenia o pięknej Polsce. Samo się jednak nic nie ułoży. Musimy posprzątać to wszystko co „rozbił” PIS i budować „nowe”. Manifestacja 24 września jest bardzo dobrym momentem, by zacząć wszystko od nowa, by uczynić z niej punkt zwrotny.
Wiem, jestem tylko tą osoba, która „krzyczy na strażaków, by gasili pożar”. Ale wiecie dobrze, wiedzą ci, którzy czytają, że moje posty są raczej wynikiem słuchania WAS, z którymi rozmawiam. Są wnioskami, do których dochodzimy wspólnie po wielogodzinnych nocnych dyskusjach, ubranymi w moje słowa. I naprawdę niezwykle wielu z WAS cenie, za to, że potraficie się ze mną kłócić, bez uprzedzeń i późniejszej urazy, że wierzycie w to, iż każdy z nas ma dobre intencje i dobrze życzy Polsce. A więc krzyczę jeszcze raz: Ja nie mogę być, mam za daleko, nie mogę zostawić psa i kota na tydzień bez opieki, bilet do Warszawy to czasami spory kawałek mojej pensji. Ale wszyscy mieszkający w Polsce ludzie dobrej woli powinni iść w marszu KODu. By ta jedność Narodu, nie była pustym hasłem na sztandarach, by była moc na ulicach.
Moje wirtualne przyjaciółki ze szczecińskiego KODu uważają podobnie, jak ja. Jedna z nich, Danusia, powiedziała mi:

TO BĘDZIE BARDZO WAŻNA MANIFESTACJA! Nie czas na spory, obrażanie się, kłótnie. Bo wkrótce nie będzie o co się kłócić. Jeśli ktoś nie czuje ważności tych dni, to znaczy, że nic nie rozumie... Mam nadzieję, że wszyscy, którzy są w tej grupie myślących Polaków i są w kraju, będą 24 września w Warszawie! Jeśli tylko mogą! DO ZOBACZENIA! „
Więc do zobaczenia Polacy, do zobaczenia na manifestacji!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyrwani z kontekstu. Tekst z dnia 22 maja 2019 roku)

Miałam wątpliwa przyjemność słuchania dzisiaj ministra Ziobro... Oj, coś mi się wydaje, że się tu komuś grunt pali pod nogami! Kaczy...