piątek, 8 grudnia 2017

Jestem gorszego sortu. (Tekst z dnia 16 grudnia 2015 roku. )

Urodziłam się w komunie. W tamtych czasach chodziłam do szkoły podstawowej, średniej i studiowałam. Całe wykształcenie zdobyłam oczywiście za darmo. Korzystałam z darmowych podręczników, darmowej szklanki gorącego mleka. Jeździłam na kolonie i obozy za grosze, bo za resztę płaciło państwo. Ale w latach osiemdziesiątych często byłam głodna, nie z braku pieniędzy, ale z powodu pustek w sklepach. Kształciłam się bowiem daleko od domu. Dorosłe życie i pracę rozpoczęłam w końcu lat osiemdziesiątych, kiedy zmieniał się ustrój a Polska była bankrutem. Pierwszą pracę dostałam, jak to za komuny, z przydziału i zgodnie z wykształceniem. Potem był urlop macierzyński w trakcie którego zostałam zwolniona z powodu likwidacji miejsca pracy. W tych czasach zarabialiśmy tyle, że dwie pensje starczyły na jedną wersalkę, pod warunkiem, że udało się ją kupić. Bo wspólne życie z mężem rozpoczynałam w pokoju z materacem i rzeczami osobistymi trzymanymi w walizkach. Potem mąż wyjechał do USA , a ja żyłam z dwojgiem dzieci za zasiłek wychowawczy, a potem zasiłek dla bezrobotnych. W tamtych czasach nie było jeszcze znienawidzonych, prywatnych banków, więc trudno było przekazywać do Polski pieniądze. Mąż je po prostu gromadził. To, co wysłał mi w kopercie zabierał „ zaprzyjaźniony” listonosz. W tamtych czasach większość listów z zagranicy przychodziła porozrywanych. Potem mąż wrócił, budowaliśmy dom, a ja zaczęłam pracować w prywatnej firmie. Przez kilka lat mieliśmy także prywatną działalność i tak naprawdę to ona nam dawała jako taki standard. Poza tym, że trzeba było pracować po 18 godzin na dobę a jednocześnie zadbać o dom i dzieci, to jeden z najlepszych okresów w Polsce. Oczywiście wykończenie domu potrwało by chyba do emerytury. Zwrot w moim życiu nastąpił, kiedy dwa razy pozwoliliśmy sobie na wakacje zagraniczne, a jednocześnie dzieci zaczęły chodzić do trochę wyższych klas szkoły( przełom podstawówki i gimnazjum). Bo na przełom zazwyczaj składa się wiele czynników. Seksistowska atmosfera w pracy, tradycja wtykania nosa w prywatne sprawy przez każdego, komu się tylko zachciało. Społeczny dyktat, że musisz wszystko robić zgodnie z obowiązującymi zwyczajami a z pominięciem własnego ja, a najbardziej rosnąca siła kościoła katolickiego, który te wszystkie złe elementy stymulował ( i chyba robi to nadal ), to wszystko sprawiło, że się dusiłam. A te wycieczki za granicę i możliwość pooddychania „świeżym” powietrzem tylko przepełniło kielich. Tak oto wylądowałam w Hiszpanii. Nigdy nie należałam do żadnej partii. Politycznie angażowałam się tylko w wyborach. Mój mąż pochodzi z bardzo katolickiej rodziny. Owszem, nie mogę dokładnie powiedzieć, czy mam jakieś żydowskie korzenie. W dawnych czasach bywały często takie sytuacje, że bogate rodziny brały na wychowanie dziecko z biednej, wielodzietnej rodziny. Często to byli po prostu jacyś ubodzy krewni. Ja jestem potomkiem takiego adoptowanego dziecka, a moje rodowe nazwisko nie jest mi znane ( prawdziwe), gdyż ten adoptowany przodek przyjął nazwisko rodziny, która go wychowała. Owszem, w czasie stanu wojennego, mój Ojciec został siłą wcielony do ZOMO, ale do dziś nie znam przyczyn tego wyróżnienia. Pamiętam tylko, jak zabierali go o czwartej nad ranem. Długo tam nie zagościł, bo specjalnie poparzył sobie dłoń, by nie być zdolnym do służby. Zrobił to jednak nie z pobudek patriotycznych, ale raczej dlatego, by Mama nie była sama na gospodarstwie. Oto mój krótki życiorys. Życiorys, jakich wiele. W zasadzie każdy urodzony w tamtych czasach miał podobnie i nie zależało od niego zbyt wiele. Po prostu żył w tamtych czasach. Piszę to, bo dziś okazuje się, że jestem „ człowiekiem gorszego sortu” i usiłuje to zrozumieć. Chcę zrozumieć, co mam wspólnego ze współpracownikami gestapo i zdrajcami Ojczyzny. Bo winna czuję się tylko tego, że zawsze mnie mój kraj obchodził i że zawsze i bezwarunkowo pozostawał częścią mego serca. Jestem winna, że tego, że go chwalę, że go bronię, że mnie interesuje. Winna jestem, że wszystkich częstuję polskim jedzeniem, że wywieszam polską flagę w obcym kraju, że jestem dumna, kiedy Lewandowski strzela cztery gole Realowi Madryt, chociaż przez tę chwilę cała Hiszpania mnie nienawidzi. Myślę, że takich osób jest na świecie tysiące, bo każdy stara się idealizować swój kraj. Jestem więc winna, jestem gorszego sortu, przyznaje się i jestem z tego dumna.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...