niedziela, 10 grudnia 2017

KING KONG powrócił... (Tekst z dnia 6 sierpnia 2016 roku. )

Nie napisałam nic chyba z tydzień, albo i dłużej. Czasem niestety doba jest za krótka. My tu w sezonie turystycznym orzemy po kilkanaście godzin dziennie. Wszystkiego jest potrzeba więcej i wyprodukować i sprzedać i obsłużyć. W końcu cała Europa moczy nogi na naszych plażach. Ale żeby komuś nie przyszło do głowy, że nagle zniknęłam z waszych głów i przestanę Was maltretować, zacytuję jedno znanie ze starego komediowego serialu: „Drodzy Państwo, koniec zabawy, KONG KONG powrócił!”
Oj działo się przez te ostatnie dni dużo w naszej polityce. Będę po trochu do poszczególnych tematów wracać. Zacznę jednak trochę na bardziej prywatnej stopie, dotyczącej naszych wspólnych relacji. Każdy z Was może wejść w informacje o naszej grupie i zobaczyć, że powoli zbliżamy się do liczby sześciuset członków z całego świata. Tuż przed moim chwilowym zniknięciem, zawiesiłam na stronie zapytanie do wszystkich, a raczej prośbę o zgłaszanie się do mnie członków grupy mieszkających w Hiszpanii, w celu zawiązania stowarzyszenia, wspierającego KOD i obronę demokracji w Polsce. Wiecie ile osób odpowiedziało na mój apel? NIKT !
Powiem tak, nie chcę by ktoś sobie pomyślał, że ja to jakoś odebrałam personalnie, że jakaś moja osobista przykrość z tego powodu wynikła. Oj, skłamałabym. Odezwała się do mnie członkini z USA, którą pozdrawiam, ale mam do niej za daleko, byśmy mogły założyć stowarzyszenie. Wracając do tematu. Wynik tego mojego zapytania dał mi pewien obraz rzeczywistości, który od dawna podejrzewam, który mnie nawet obiektywnie nie dziwi. Zauważyłam, że my wszyscy, czyli KOD, inne stowarzyszenia pro-demokratyczne, grupy sprzeciwu, rebelianci internetowi i indywidualne walczaki, idziemy w niewłaściwym kierunku. Naszym problemem wcale nie jest PIS. Z PISu, to my się możemy co najwyżej pośmiać, bo jest śmieszny. Naszym problemem jesteśmy MY! Każdy z nas indywidualnie i jako społeczeństwo polskie w ogóle. Jest w nas coś takiego, co umożliwia nam wypieranie rzeczywistości. Brak wiary w to, że my, sami, możemy coś zrobić, odnieść sukces, że jesteśmy ważni, nie jest rzeczą najgorszą. Znacznie bardziej groźny jest nasz brak wiary w to, że może nas spotkać coś złego!
Ja, dziecko wychowane w cieniu II wojny światowej, zawsze miałam pretensję o to, że żyjemy przeszłością, że nie umiemy zapomnieć, że ciągle się nam wałkuje w TV te filmy wojenne, powstańcze, te nasze epopeje, krwawe dzieje narodu. Oficjalnie teraz mówię: Zmieniam zdanie! Pamięć, znajomość tych strasznych czasów, pozwalała nam zachować czujność, nie żyć w strachu, ale właśnie rozpoznawać pierwsze symptomy budzącego się zła. Uświadomiłam to sobie, oglądając reportaż na temat Powstania Warszawskiego. Zobaczyłam to wyraźnie, że my, słuchamy o tamtych czasach i wydaje nam się, że to był jakiś thriller, na podstawie fikcyjnych wydarzeń. Bomba atomowa, to dla nas tylko temat z sensacyjnych filmów. Drodzy Polacy, młodzi, którzy planujecie mieć dzieci, rodzice, którzy już je posiadają, dziadkowie, wujkowie itd. Kłócicie się o to, czy dzieci powinny iść w wieku sześciu lat do szkoły, czy siedmiu, czy powinny uczęszczać do gimnazjum, czy nie, jaką bułkę można sprzedawać w sklepiku, rodzaj kaszki, pieluchy mniej lub bardziej przemakalne, smak syropku i kolor wózeczka. Takie kurwa ważne sprawy codziennego życia. Ale kiedy stary człowiek opowiada, jak jeszcze niedawno czternastoletnie dzieciaki biegały z bronią po ulicach, a czasem nawet tylko z butelką napełnioną benzyną, to się wszystkim zdaje, że to jest niemożliwe, że nas to nie spotka. Kiedy człowiek opowiada o tym, jak niemowlaki zabierano matkom i rzucano w ognisko, lub uderzano głową o ścianę, aż mózg na niej się rozbryzgiwał, to wszyscy myślą, że teraz to nie możliwe, że naszych dzieci to nie spotka. Może nas spotkać drodzy Państwo. Nigdy wcześniej, od zakończenia wojny, nie byliśmy tak blisko powtórki z historii. Nigdy jeszcze w tak wielu krajach faszyzm nie podnosił głowy tak wysoko, nie wychodził na ulice ze swoimi obrzydliwymi hasłami. To nie PIS jest groźny dla tego kraju, nie zalążki faszystowskich organizacji, to MY, to nasza obojętność, która pozwala, by ten potwór znowu rósł w siłę. Oczywiście czujecie się Polakami, więc wydaje się się, że Wasze polskie dzieci nie muszą się obawiać ONRu. Ale dla tych ludzi, polskość, jest kwestią ich oceny. A nawet jeśli nie zaatakują Polaków, to na rzeź pójdą najpierw dzieci cygańskie, dzieci syryjskie, czy żydowskie. A potem będzie riposta i to do nas wróci, bo fala zawsze wraca.
Jeśli ktoś tego nie widzi, to trudno. A ja, może przesadzam, ale nie chcę by było za późno.
Nie, obojętności ludzkiej nie traktuję personalnie, jako własną porażkę. Chociaż, jak na te 600 osób w grupie, rok, kiedy rozmawiamy i pewnie z 200 moich wpisów, jest to jakaś porażka. Ja tylko widzę, że jest przed nami, jako społeczeństwem Polski, a także społeczeństwem świata, wielka i trudna droga. Gdzieś żeśmy się zagubili, między codziennym życiem, a obojętnością. I to nie jest tak, że przychodzi zły Kaczyński, czy zły Stalin, czy zły Hitler. My stwarzamy im warunki do życia, my ich wybieramy i dokarmiamy swą naiwną wiarą, że chcą dla nas dobrze. To społeczeństwa są winne temu co się stało w Oświęcimiu, czy w Hiroszimie. Każdy swoją cegiełkę do dziejów świata dokłada.
Ale oczywiście to Wy decydujecie o tym, czy Wasze życie oglądacie, jak film w telewizorze. Nie wiecie, jak się potoczy akcja i jaki morał wymyślił reżyser. Jest niewiele takich osób, które by chciały same reżyserować swoje życie, a jeszcze mniej takich, którzy mają odwagę to zrobić.
Wielu z nas wypowiada się w różnych grupach społecznościowych. Wielu należy do KODu, lub je popiera. I czuje się z tym dobrze, czuje się elitą, nosi oporniki i czuje się rebeliantem. To takie podnoszenie sobie samooceny. Ale liczy się tylko prawdziwe działanie, które ja podejmę, niezależnie od ceny. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraina aniołów... (Tekst z dnia 24 marca 2019 roku)

Drogi Darku... Od razu przepraszam, że mówię do Ciebie po imieniu, chociaż się wcale nie znamy, a Ty jesteś osobą dorosłą. Mieszkam od ...