niedziela, 10 grudnia 2017

Komu bije dzwon? (Tekst z dnia 25 lipca 2016 roku.)

Czasami chce się już tylko milczeć! Po przegranych przez demokrację wyborach w Polsce i na Węgrzech, po powracających, jak zły sen partiach faszystowskich w całej Europie, po prowokacjach ISIS, mających na celu podburzanie konfliktów między tradycyjną Europa i emigrantami, po zamachu stanu w Turcji w odpowiedzi na pozorowany zamach stanu, nie chce się już myśleć, jakie niespodzianki nas jeszcze czekają. Ale nie sądzę, by to był koniec atrakcji. Ciągle nie jest wyjaśniona sytuacja w Austrii, gdzie bardzo dużym poparciem cieszy się polityk o skrajnie narodowych poglądach. A przecież czekają nas jeszcze wybory w USA. Jeszcze nie tak dawno zdawało nam się, że to tylko w Polsce mamy swego rodzaju kryzys wartości i do głosu dochodzą populistyczne ugrupowania. Ale widząc rosnące poparcie Donalda Trumpa, zastanawiamy się, czy świat nie oszalał. Stany Zjednoczone Ameryki, kraj, który miał w swej historii także i czarne karty. Ale już od dawna był ostoją demokracji dla reszty świata. Niezależnie od tego, kto w tym kraju rządził, można było liczyć, że w ostatecznym rozrachunku stanie po właściwej stronie, że jest w niespokojnym świecie jedynym pewnym punktem, jedyną siłą, na którą w razie czego możemy liczyć. Ale słysząc dzisiaj, jak to Donald Trump, podniesie Amerykę z kolan, jak ją odbuduje z ruin, mamy wrażenie, że już to wszystko słyszeliśmy niedawno, i że to chyba sen, że to niemożliwe. Jeśli w wyborach w USA wygra Donald Trump, to padnie ostatni bastion, oddzielający świat od drogi wstecz. To, co ten człowiek zapowiada, osłabienie NATO, stosowanie radykalnych środków w stosunku do emigrantów, to nie zmniejszy napięć na świecie, raczej je wzmocni. Islamskim terrorystom właśnie o to chodzi, na ten moment tylko czekają, by im dać powód do wzmożonych ataków. Póki co, Europa nie dała się sprowokować, ale czuła za sobą silne plecy NATO i USA. Jeśli to stracimy, jeśli stracimy jedność, będziemy bezbronni.
Nie wiem, dokąd to nas zaprowadzi. Nie wiem, czy ten ogólnoświatowy trend do samounicestwienia, da się jeszcze odwrócić. Świat wyraźnie oszalał. Ludzie pędzą przed siebie i tak bardzo zatracają się w tym pędzie, że zupełnie zgubili gdzieś wszystko, co jest w życiu ważne. Posługujemy się kłamstwem, podszytym nienawiścią. Gdzie jest, lub czym jest tratwa ratunkowa dla ludzkości? Co musi się stać, by ludzie odzyskali człowieczeństwo? Czy tylko straszna, wyniszczająca wojna, zwróci nam rozum? Czy tylko w obliczu zagrożenia zaczniemy znowu zauważać naszych bliskich? Zaczniemy zauważać ludzi, nie ich ubrania, samochody, telewizory? Co to za świat, w którym tylko ateista posiada prawdziwe życie duchowe? Prawdziwe, bo nie musi za nie płacić, a wszystkie religie wzywają do ofiary. Albo ofiary krwi, albo ofiary pieniężnej. Życie po śmierci nie istnieje. Dla swego kościoła, dla swojego boga, przestajesz istnieć, gdy przestajesz płacić. Czy jesteśmy społeczeństwem konformistycznych tchórzy, którzy wolą się odizolować od cudzej krzywdy? Czy nie ma już ludzi odważnych, gotowych stawić czoła problemom, zamiast budować mury? Gdzie są mężczyźni dający poczucie bezpieczeństwa i kobiety roztaczające wokół siebie ciepło? Dlaczego to mężczyźni najgłośniej krzyczą o gwałtach, zamiast bronić przed nimi swe kobiety? Dlaczego nie przyklejamy na swych zdjęciach profilowych flagi Afganistanu, gdy w zamachu dokonanym w tym kraju ginie sześćdziesięcioro dzieci, a tak bardzo nas porusza śmierć choćby jednego Europejczyka? Jaką ma dla nas wartość ludzkie życie i czy na pewno każde bez wyjątku? Czy jest dla nas jeszcze jakiś ratunek? Czy minęliśmy już fazę rozwoju, w której byliśmy wrażliwymi ludźmi, a teraz powoli stajemy się maszynami? Czy nasze uczucia są już tylko grą pozorów, kupą dyplomatycznych gestów? Dlaczego ludzkość radzi sobie z przepowiadaniem pogody, przygotowuje się do trzęsień ziemi, tornad, tsunami, czy zderzenia z asteroidą, a nie radzi sobie z ludzką głupotą, z nienawiścią, nietolerancją, żądzą władzy? Dlaczego siedzimy wygodnie w fotelach, czekając na kolejnego Hitlera, Stalina, Pinocheta?
Gdybym mogła milczeć, milczałabym! Gdybym mogła nic nie robić, gdybym wierzyła, że to przetrwamy?... Ale wiem, że nikt nam nie może pomóc. Tylko my sami możemy jeszcze wszystko naprawić. Ja idę zawsze pod wiatr, w nieznaną krainę, w której chcę odnaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Ale wiem, że dopóki nie zobaczę, że z mgły wyłaniają się inni, że wyłaniasz się Ty i idziesz za mną, odpowiedź zawsze będzie rozpaczą.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...