niedziela, 10 grudnia 2017

Kotwica na rękawie. (Tekst z dnia 18 sierpnia 2016 roku.)

Zacznę może od patriotyzmu. W Polsce jest on w zasadzie dogmatem. Czymś, z czym się nie dyskutuje i czego nie trzeba rozumieć. Wystarczy odczuwać. Każdy zapytany Polak odpowie, że jest patriotą, ale mało kto potrafi określić, co to dla niego oznacza.
Jest to smutne, bo patrząc na ludzi indywidualnie, mam wrażenie, że ten patriotyzm jest bardzo powierzchowny lub pozorny. Tak samo, jak ta legendarna polska religijność.
Bo czym jest drodzy Państwo, ta Ojczyzna, którą tak kochacie? Czy umiecie sobie odpowiedzieć na to pytanie? Gdybyście mieli narysować patriotyzm, to co by się znalazło na obrazie. (W sumie dobry pomysł na szkolne ćwiczenie.)Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa i to jest dla niego Ojczyzna, zapach rodzinnego domu, ulubione potrawy. Wszystko to, co nas wzrusza, hymn, żołnierskie pieśni, przydrożne krzyże. Jest to łatwiejsze dla tych, którzy znają historie, znają polskie dzieje i bardziej rozumieją polską duszę. A Polak, drodzy Rodacy, czy drugi Polak, jest też dla was kawałkiem Ojczyzny?
Kiedy Rosjanin przyjeżdża do obcego kraju, inni Rosjanie robią zrzutkę pieniędzy, kupują mu mieszkanie, jakiś samochód, dają pieniądze na start i pomagają znaleźć pracę. Nie chcą by im oddawał pieniądze za to wszystko. Tylko jeśli pojawi się kolejny rodak, on też musi swą cegiełkę dla niego się złożyć. Kiedy Marokańczyk przypływa do Europy, zawsze znajdzie się drugi, który go przyjmie na mieszkanie. Wiedzą, że pracując, musi dużą część zarobku wysyłać dla rodziny, więc zamieszkują po kilkunastu w jednym mieszkaniu, by obniżyć sobie koszty. W Chińskich sklepach, restauracjach, zazwyczaj pracują Chińczycy, bo każdy dba, by jego rodacy mieli zatrudnienie. Na świecie jest wiele dzielnic, chińskich, włoskich, irlandzkich, meksykańskich, kubańskich i innych. Ludzie z jednego kraju trzymają się razem. Czują ze sobą więź, czują że są braćmi. Bo podobno, kruk krukowi oka nie wykole, no chyba że kruk jest Polakiem. Oczywiście jest w Chicago także polska dzielnica, dość legendarne Jackowo. Ale czy o taką wspólnotę Polaków nam chodzi? Polacy nigdy sobie nawzajem nie pomagają. Jeśli są jakieś większe grupy trzymające się razem, to zwykle łączy ich wspólny piąteczek przy piwie, gdzie przepijają tygodniówki. Inni, próbujący żyć bez tego typu rozrywek, zwykle unikają kontaktów z rodakami. Bo w końcu nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Kiedy Polak potrzebuje pomocy, owszem współczujemy, ale nawet jeśli wiemy, jak mu pomóc, milczymy. W końcu, każdy z nas zaczynał od zera i musiał sam dojść do wszystkiego. Niech i ten drugi nie ma czasem łatwiej. Nie jest nas w stanie nic połączyć. Jeśli się z kimś przyjaźnimy, to mamy w tym interes. Ale zawsze dbamy, by rodakowi nie wiodło się lepiej, niż nam.
Powiecie, że uogólniam. A zajrzyjcie tak uczciwie w głąb siebie. Choćby my, grupy polonijne. Wszyscy deklarujecie, przepraszam deklarujemy, walkę o demokracje, wspieranie KODu, patriotyzm i bezinteresowność. A tak naprawdę żremy się ze sobą od pół roku, mieszamy, kto ważniejszy, kto lepszy, czyje pomysły bardziej wartościowe czyja prawda prawdziwsza, czyje na wierzchu. Wyrzucamy się z grup, tworzymy alternatywne, wrogie wobec siebie. Nie musimy już szukać wroga w PISie, mamy przecież swoje własne wojenki z ludźmi, których bardzo często nawet nie znamy, ale są dla nas zagrożeniem, bo mogą okazać się lepsi i ważniejsi. Naprawdę myślicie, że to się da ukryć? Przywódca jednego ugrupowania, lub partii, publicznie krytykuje innego i radzi mu utrzymanie jedności i zgody, w chwili, gdy w jego własnym ugrupowaniu się po prostu gotuje. Dyktujemy innym, z kim się mogą przyjaźnić, z kim wchodzić w koalicję, by mogli być naszymi przyjaciółmi. Dyktujemy innym metody działania, kasując w zarodku wszystkie pomysły, które nie wyszły od nas. Mało tego, kasujemy bez pytania cudze posty, bo nam się wydają niewłaściwe ideologicznie. Zamiast łączyć i koordynować wysłuchujemy plotek, a każdy nasz post zaczyna się od słów „ Doszło do moich uszu, że ktoś....”. Nie ufamy sobie, sprawdzamy się nawzajem, jesteśmy nieszczerzy i obłudni. W tej polonijnej przestrzeni internetowej, a wierzcie mi, mam tu szeroki ogląd sytuacji, może jest 50 osób, które działają bezinteresownie. A jest i spore grono karierowiczów, ludzi widzących szanse dopchania się do dowolnego koryta i takich, którzy przystępowaniem do jakiejś organizacji, która jest akurat w modzie, chcą poprawić sobie samoocenę. Można przecież skorzystać z okazji i zostać samozwańczym koordynatorem lub prezesem lub specjalistą od....czegoś tam. Taka metoda na Kaczyńskiego, pokręcić się trochę we właściwym towarzystwie, a za 20 lat krzyczeć głośno: To ja, byłem ważny, to ja, ja byłem zastępcą. Tylko tyle, że co to ma wszystko wspólnego z demokracją, o którą walczymy? Czy dajemy ludziom wolność w ich działaniu, czy pozwalamy, by idąc dowolnymi drogami wszyscy zameldowali się na mecie, która nazywa się normalność? A potem, kiedy pokonamy potwora PIS, na końcu drogi, samo się okaże, kto był w tym wszystkim prawdziwym bohaterem. I zapewniam Was, że ci, którzy dziś usiłują wskoczyć na piedestał, wcale nie będą najważniejsi. Po co usiłujemy być prorokami Narodu? Jakie pobudki nami kierują, kiedy rozpoczynamy internetowe wojny z innymi działaczami? Wymagamy od polityków, ale sami nie potrafimy się ogarnąć. Głośno krzyczymy, że chodzi nam o Polskę, ale nie precyzujemy, co to dla nas znaczy. I się czujemy zbawcami świata, a tak naprawdę patriotką i bohaterką jest matka, która wysyłając czterolatka do przedszkola, zachęca go, by się bawił z cygańskim dzieckiem, nauczyciel, który wymusza na klasie, by tak samo szanować te bogate dzieci i te niedożywione i w podartych butach i ojciec, który ma odwagę wypisać dziecko z lekcji religii, skoro i tak rodzina jest niewierząca. To są ludzie, którzy naprawdę ryzykują każdego dnia odrzuceniem społecznym lub utratą pracy. Co my, wirtualni prezesi znaczymy w obliczu ich poświęcenia?
Wysuwacie ostatnio taką inicjatywę, by apelować do wszystkich sił politycznych w Polsce o zgodę i połączenie sił dla Polski. Popieram, zawsze będę popierać, ale czy wierzę? Czy jestem w stanie wyobrazić sobie wszystkie siły polityczne współpracujące dla dobra Polski? Nie wiem. Raczej nie, widząc, jak się nienawidzą zwyczajni ludzie. A przecież politycy, są naszymi przedstawicielami. Ale może naprawianie świata warto byłoby zacząć od siebie. Boimy się agresji Rosji, inwazji emigrantów, boimy się PISu. Ale najgroźniejsze dla Polski są niedouczeni, niedojrzali społecznie obywatele. I ja tego się boję najbardziej.
Bardzo długo myślałam, jaki cel mogłabym sobie postawić w życiu. Co, chciałabym osiągnąć, co dałoby mi zadowolenie. Patriotyzm to nie jest jakaś abstrakcja. Jeśli nie umiesz traktować innego Polaka, jak brata, nie jesteś patriotą. Jeśli mamy coś zbudować, trzeba sobie postawić konkretne cele. Musimy sobie sami odpowiedzieć, czy naprawdę chodzi nam o Polskę, czy tylko korzystamy z okazji, by w tej zawierusze wypłynąć na szerokie wody? Prędzej, czy później i tak nas życie zweryfikuje. Jeśli chcemy uczestniczyć w czymś wyjątkowym, musimy wyrzucić z serca nienawiść i zazdrość. Jest to trudne. Kontakty z Polakami są nieprzewidywalne. W moim przypadku, 90 % osób, którym pomagałam, zapłaciło mi plotkami, nienawiścią i burzliwym zakończeniem znajomości. Ale nie mogę się poddać.
Gdzieś tam w środku się złoszczę, moja wiara i nadzieja często spada do zera. Ale staram się trzymać ustalonego systemu wartości. I wcale nie musi na pierwszym miejscy tego systemu być Polska. Wystarczy, że będzie to moja rodzina. Bo, jeśli będę chciała, by moje dzieci żyły w dostatku, spokoju i poczuciu bezpieczeństwa, to będzie to też dobre dla Polski. To wszystko nie jest abstrakcją. Patriotyzmem jest przestrzeganie prawa, płacenie podatków, wspieranie organizacji humanitarnych. Patriotyzmem jest uczciwe życie a nie opaska z kotwicą na rękawie kurtki, zakładana od święta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...