niedziela, 10 grudnia 2017

Labirynt. (Tekst z dnia 8 listopada 2016 roku. )

Wielu artystów kabaretowych twierdzi, że właściwie czuja się zawstydzeni, gdyż gagi, które wymyślają często nie dorastają do słonecznej twórczości polityków. I muszę im niestety przyznać racje.
Szczególnie po przeczytaniu wczorajszego oświadczenia policji, w sprawie tajemniczej wizyty w biurze poselskim posła Piotra Liroya Marca. Cytuję:
Śmiałam się chyba z pół godziny. Jak to się dzieje, że kiedy policja odnosi choćby najmniejszy sukces, zawsze się to dzieje z rozkazu ministra Błaszczaka, ale jeśli dochodzi do takiej żenady, jak w tym przypadku, to się okazuje, że policjanci wykazują swoja inicjatywę. To chyba jest coś nie tak z ta władzą, że tak policjanci bez rozkazu mogą sobie takie akcje przeprowadzać. Akurat w to wierzę. Jak znam życie, policja, bez rozkazu i z własnej inicjatywy nie ruszy żadnego polityka. Po prostu nie chcą się narażać. Więc ten tekst o własnej inicjatywie, jest dla mnie kabaretem najwyższych lotów.
Drugi, równie żenujący fragment tego samego artykułu:
Czyli mam rozumieć, że w najbliższym czasie policja, oczywiście z własnej inicjatywy, będzie odwiedzać obywateli w domu, lub miejscu zatrudnienia, by ustalić, kto się wybiera na manifestację? Błaszczak, baranie, widujesz posła Liroya każdego dnia w sejmie. Mogłeś kurwa po prostu zapytać. Nie szkoda państwowych pieniędzy na takie szopki? I jaki ma związek uczestnictwo w proteście danej osoby z bezpieczeństwem obywateli? Za mało was jest panów w niebieskich mundurkach, byście każdego eskortowali. I co to za minister, którego podwładni taka samowolkę uprawiają? Absurd goni absurd, głupota głupotę. A do tego wszystkiego co łaskawa władza majaczy dochodzą jeszcze komentujący wielbiciele tej władzy. Jakież to dzisiaj w niektórych komentarzach jest zdziwienie i zgorszenie, że Prezes Trybunału Konstytucyjnego sam zdecydował o składzie orzekającym. Czy nie jest to normalne, wszędzie!, że jak już jest się prezesem, to się decyduje i odpowiada? A kto miał o tym składzie zadecydować? Miał zstąpić duch święty, papież miał wysłać pismo? To, że się pisowskim sędziom robić nie chce, a raczej prezes im zakazał, to ich wybór, lub raczej prezesa. To ma cały TK nie pracować, bo jakieś nieroby się buntują. Dziwna jest ta Polska, a władza zawsze jest sztucznym tworem, którego zwykłe prawo się nie ima. Spróbuj ty, zwykły robotniku lub urzędniku sypnąć sobie setkę w przerwę śniadaniowa. A ile było awantury, żeby w restauracji sejmowej zakazać sprzedaży alkoholu? Bo jak to możliwe, by sobie pan poseł w trakcie obiadu drinka nie mógł wypić, albo i kilku. Inny kodeks pracy tych panów obowiązuje. Na terenie sejmu to jest może inne państwo? A potem chodzą takie naspawane elementy i głosują na dwie ręce. Zresztą po co maja słuchać, co się woków nich dzieje. Wystarczy, że wiedzą w którym głosowaniu, który przycisk przycisnąć, jakie są odgórne wytyczne. Przyciskamy na tak! Tak rzecze pan i trzódka jego! Wiele się mówiło o jednomandatowych okręgach wyborczych. Tak by człowiek głosował na polityka którego zna i któremu ufa. Ale po co się starać, skoro w sejmie tylko głos prezesa się liczy. Żeby było uczciwie, powinny głosowania być w 100 procentach tajne! Tak, by nikt potem nie mógł sprawdzić, jak który głosuje. Wtedy może robili by to, czego oczekują wyborcy, bo to oni by rozliczali z wykonanej pracy. A tak, jedna ręka na przycisk, druga w dupie prezesa. 
Czasami mam ochotę w ogóle wyłączyć swoje konto i zaprzestać jakiejkolwiek działalności. Bo im dalej idę, im więcej ludzi poznaje, tym większe bagno wokół mnie. I nachodzi mnie taka myśl, że my, Polacy na nic więcej nie zasługujemy, tylko na to, by jakiś Kaczyński nami pomiatał. Znam wiele osób z różnych krajów. Rosjan, Norwegów, Kolumbijczyków, Katolików, Muzułmanów i całkowicie niewierzących. W podłości i zacietrzewieniu, bezmyślnej nienawiści, nas Polaków nikt nie przebije. To smutne. Przeżyłam 50 lat w złudzeniach, że jesteśmy Narodem wybranym, wyjątkowymi ludźmi na tej planecie. A teraz się wstydzę. Nie widzę sensu ratowania czegoś, co samo mknie ku zagładzie. Nie zasłużyliśmy na wolność. Nie rozumiemy, że nasza wolność jest równie ważna, jak cudza. Z ofiar staliśmy się katami i to nas satysfakcjonuje.
Każdego dnia, ktoś mnie oszukuje, okłamuje i usiłuje wykorzystać lub przeciągnąć na swoją stronę przeciwko komuś. Nikogo nie obchodzi, że ja nie chce tam być. Że ja chce normalnie mieć swój kolor w bukiecie kwiatów. Swój kolor, tak samo piękny, jak wszystkie inne. Coraz rzadziej wierzę, że wiemy, gdzie idziemy. Narzekamy na innych, a własnego życia nie jesteśmy w stanie poukładać, znaleźć swój system wartości, który nie ulega manipulacjom i modyfikacjom. Oburzamy się, że ktoś bije psa kopiąc jednocześnie kota, czyli robimy to samo, co inni, tylko ubieramy to w ładniejsze słowa. 
 Idziemy ślepo, bezkrytycznie za ideami, które nam się wydają właściwe, ale po drodze gubimy samych siebie. I próbując iść inną drogą ciągle wracamy do tego samego celu. To labirynt, z którego nie znajdujemy wyjścia. Nawet go nie szukamy, bo nie znamy innego świata W końcu, jaka to różnica, czy nami manipuluje Kaczyński, czy jakiś inny Jasio, lub Zosia. Wolimy tkwić we mgle, niż iść własna drogą. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...