niedziela, 10 grudnia 2017

Lektura obowiązkowa. (Tekst z dnia 7 grudnia 2016 roku. )

Telewizja i prasa bombardują nas każdego dnia wiadomościami z życia obywateli naszego kraju. A to, że ktoś zatłukł dziecko na śmierć, a to, że ktoś pobił czarnego studenta, a to, że ktoś sukę ze szczeniętami zostawił na pewną śmierć przywiązaną do drzewa w lesie. Jednocześnie toczy się szeroka dyskusja o liście lektur, która powinna obowiązywać w zreformowanej szkole. Oczywiście największym powodzeniem u decydentów cieszą się książki patriotyczne. A ja patrząc na tę polską codzienność zastanawiam się, jakie ma to znaczenie, czy swe dzieci wychowamy na patriotów, skoro nie potrafimy ich wychować na porządnych ludzi. Gdybyśmy to potrafili, to nie działo by się na co dzień to, co się dzieje. Przypominam sobie swoją szkołę, tę komunistyczną i te książki, które musiałam czytać i zaczynam być wdzięczna, może nie komunie w sensie ustroju, lecz raczej swym nauczycielom, którzy mnie nauczyli wrażliwości na innych ludzi. Moje dzieci zawsze miały do mnie pretensje, że ich zmuszam do czytania książek, które rozdzierały im serce. Ale, ponieważ szkoła, już wtedy zaniedbywała ten aspekt wychowania, ja musiałam zrobić to w domu. To, że dzisiaj mamy społeczeństwo tak bezduszne, tak zapatrzone w siebie i we własny interes, a czasami nawet, nie boję się powiedzieć, głupie, zawdzięczamy zaniedbaniom w wychowaniu. Uczymy dzieci haseł bez dogłębnego analizowania. Uczymy tylko „po wierzchu”. Produkujemy ludzi napełnionych pustosłowiem, jakąś tradycją, jakąś religią, jakimś patriotyzmem oderwanym od rzeczywistości. Uczymy postrzegać świat globalnie, bez skupiania się na losach człowieka, czy choćby psa. Dziękuję Ci więc moja stara szkoło, że „Łyska z pokładu Idy”, za „Rogasia z Doliny Roztoki”, za „Psa, który jeździł koleją”. Za wszystkie książki, po których płakałam po nocach. Po takich lekturach nikt by psa nie zbił ani nie zostawił w lesie. Dziękuję Ci moja stara szkoło, za to, że zamiast lekcji fundowałaś nam seanse w objazdowym kinie, gdzie miałam okazję zobaczyć takie filmy, jak „Kanał”, „Akcja pod Arsenałem”, czy „Zamach”. Dziękuję, że „Kolumbowie rocznik dwudziesty” i „Medaliony” były lekturami obowiązkowymi i że znalazłaś czas i na „Kamienie na szaniec” i na „Dywizjon 303”. To one nauczyły mnie, że wojna to nie jest jakiś przygodowy western z happy endem, że zawsze jest złem i że bohaterstwem nie zawsze jest walka, a czasem zwyczajne życie. Jestem pewna, że gdybyśmy dawali dzieciom do czytania opowiadania typu „Od Apeninów do Andów” Amicisa, łatwiej byłoby im zrozumieć emigrantów, bo zobaczyły by czasy, kiedy my Europejczycy byliśmy głodni i bezdomni. Straszliwie zaniedbaliśmy edukację. I dotyczy to nie tylko nas rodziców, ale przede wszystkim media. Niektóre dzieła kinematografii powtarzane są kilka razy do roku. Nie chce umniejszać wagi tych arcydzie, być może mają swoją wartość ale zwykle są to dzieła lekkie, łatwe i przyjemne. Czy ktoś dziś ogląda „Cabaret” Boba Fossa, o budzącym się w Niemczech faszyzmie lub choćby japońskie anime „Grobowiec świetlików”? Czy serwujemy swoim dzieciom „AI Sztuczna Inteligencja”, by ich uczyć, że miłość to odpowiedzialność? Dlaczego, zanim kupimy dziecku psa, nie każemy mu obejrzeć filmu „Mój przyjaciel Hachico”?
Wiem, większość z WAS, szczególnie młodych, powie, że stara sentymentalna baba chce wciskać młodym jakieś „suchary”. Być może, ale ludziom nie wolno przemawiać wyłącznie do rozumu, trzeba kształtować także ich serca. Wrażliwość, jest najważniejszą nauką, jaką musimy przekazać dzieciom. Wiedziano to od zawsze, dlatego bajki czasami są takie okrutne. Ja swoje dzieci maltretowałam zmuszając do czytania i oglądania rzeczy, które uważałam za wartościowe.Mimo, że nie były lekturami. Strasznie się na mnie złościły i wycierały łzy w poduszki. Nie mam do nich żalu, że nigdy nie przebrnęły przez „Ogniem i mieczem”, czy „Potop”, czy nawet „Pana Tadeusza”. Bo akurat w tym wypadku obejrzenie filmu zupełnie wystarczy. Wiele książek, które są uważane za sztandarowe lektury, nie są w ogóle przeznaczone dla dzieci. Dopiero ludzie z pewnym bagażem doświadczeń są w stanie je zrozumieć. Zalicza się do nich np. „Wesele” Wyspiańskiego. Nie pozwólmy, by nasze dzieci uczyły się życia na filmie „Niemy krzyk”, który jest przykładem fałszu i manipulacji ludzka wrażliwością.

Mamy wokół siebie wiele zła. Moim zdaniem, niepotrzebnie chronimy nasze dzieci przed obrazami okrutnych wojen, krzywd wyrządzanych człowiekowi przez człowieka. To wcale nie prawda, że dziecko nie może czegoś zobaczyć. Ważne jest, by zawsze był przy nim ktoś dorosły, kto z nim o tym porozmawia. Ktoś, kto mu powie, że te wampiry, to tylko legenda, że pewne obrazy należy odbierać symbolicznie, i że naprawdę, kiedyś ludzie robili innym ludziom bardzo złe rzeczy. Ale my powinniśmy być mądrzejsi, nowocześniejsi i wrażliwsi. Że nie ma nic pięknego w wojnie i w umieraniu, ale że czasem jest to konieczne i że Ziemia jest na tyle duża, że możemy żyć na niej w zgodzie nie tylko z ludźmi, ale także ze zwierzętami i roślinami. Że nic, co na tej Ziemi się znajduje, nie jest złe, bo zawsze czemuś służy, i że my mamy dane życie po to by je dobrze wykorzystać. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bajka o pewnym biznesmenie. ( Tekst z dnia 16 czerwca 2019 roku)

Drodzy Niedzielni Czytacze moich postów. Obietnica, że w niedziele nie będę nic pisać, bo chcę mieć dzień całkowicie wolny, j...