wtorek, 12 grudnia 2017

Lustro prawdy. (Tekst z dnia 22 sierpnia 2017 roku.)

Żyjemy, borykamy się z codziennością. Większość z nas ma tyle problemów i życiowych atrakcji, że starczyło by na nie jeden scenariusz filmowy. I wszystko jest dobrze dopóty, dopóki dzień za dniem popychamy życie do przodu. Czasami cofamy się o jeden mały kroczek, by potem z tym większym impetem napierać na życie. I zawsze patrzymy w jednym kierunku...w przyszłość. W przyszłość, która kończy się drzwiami, za którymi kończy się wszystko.
Nie narzekamy, nie mając żadnej pewności, że nasze życie ma sens, że będzie miało jakąś wartość i będąc pewnymi, że na pewno dobiegnie do tych drzwi i że TAM pójdziemy nadzy, że niczego z tego świata nie zdołamy zabrać.
Nie narzekamy, dopóki widzimy choćby jeden promień światła przebijający przez ścianę czarnych chmur nad naszą głową. A jednak jest coś, co potrafi nas dobić. Coś, co jest znacznie gorsze niż wszystkie problemy i kłody, które każdego dnia życie nam kładzie pod nogi.
Najgorszą rzeczą jak nas może spotkać, jest bezsilność.
Niestety, ja jestem na etapie permanentnej bezsilności od dwóch lat. I chociaż nigdy nie zaprzątałam sobie głowy tym, co się stanie, kiedy mnie już nie będzie, teraz odczuwam brzemię porażki. Po prostu nie wierzę, że pozostawimy Polskę w takim stanie przyszłym pokoleniom, że jesteśmy tak słabi lub może tak głupi, by nie zdołać tego naprawić.
Odczuwam bezsilność wobec ruiny politycznej rządzących, wobec całkowitego lekceważenia sytuacji przez opozycje, która nie potrafi patrzeć dalej, jak do najbliższych wyborów, ale najbardziej mnie dobija bezsilność wobec obywateli, którzy zachowują się tak, jakby ktoś ich zahipnotyzował i wiódł statkiem widmo przez mgłę.
Oczywiście, że to wiem, iż pewnego dnia, ktoś te metalowe płoty rozpieprzy!!! Wszechświat prędzej czy później uprzątnie takie gówno jak PIS! Wiem, że nie może być innego scenariusza, chyba, że wcześniej będzie koniec świata. Wiem, że jeśli nie ja to ci co przyjdą po mnie zobaczą, jak miłośnicy dyktatury wyskakują przez okna i się ewakuują na bezludna wyspę lub do kraju, który nie ma z Polska umowy o ekstradycję...
Tylko, jakie znaczenie ma nasze życie, skoro daliśmy się z krainy wolności wepchnąć z powrotem do klatki? Jakie życie fundujemy naszym dzieciom i wnukom i czy oni, urodzeni już w klatkę, będą umieli potem żyć na wolności? Czy naprawdę jesteśmy tak słabi, tak pozbawieni wyobraźni? Czy nam naprawdę nie zależy? Czy jesteśmy gotowi z lenistwa poczekać na ślepy przypadek, który nas zaprowadzi w nieznane?
Nie, nie potrafię się z tym pogodzić! Mówię, mówię i mówię i ma wrażenie, że żyje w szklanej klatce, że wszyscy mnie widzą, ale nikt nie słyszy. Mam wrażenie, że jestem jakąś małpą w szklanej klatce, a Wy wszyscy mnie oglądacie i chociaż widzicie, że poruszam ustami, to nie docierają do WAS słowa. Podziwiacie, mówicie: jak ona pięknie porusza ustami ( jak pięknie pisze), a potem odwracacie się i godzicie na zło.
Mówi się, że wystarczy chcieć, by zmienić świat. Ale ile świata mogę zmienić ja, jeśli Wy wszyscy stoicie w miejscu? Jak można się czuć, kiedy ma się wrażenie, że się tonie w otchłani? Jak długo można na klęczkach błagać o to byście się obudzili? By ktokolwiek podał mi rękę i powiedział: pójdę z tobą na tę wojnę!
Lustro, codziennie w nie patrzę i zadaję sobie to samo pytanie:
Czy warto robić coś, co niczego nie zmienia, nawet jeśli to się robi pięknie? Patrzę na siebie i coraz częściej mnie mdli. Ponieważ bezsilności nie widać u osób, które nie próbują nic robić, mnie ona zalewa twarz i szczypie w oczy! I moje wnętrze krzyczy. Ludzie, przecież ja nie mówię do WAS po chińsku, ani w żadnym innym egzotycznym języku. Mówię do WAS po polsku! I miło mi, że mnie lubicie, że doceniacie mój warsztat pisarski, ale to niczego nie zmieni.
Nie robię nic dla poklasku i pochwał. Ja, Goplana, celebrytka, bywalczyni internetowych salonów...
Ja marzę tylko o jednym, o tym, że pod wpływem moich słów i własnej mądrości zwalczycie PIS, zwalczycie ciemnotę sprzedawana nam na kilogramy przez kościół katolicki, że przyjdzie taki dzień, w którym wszyscy się zbierzemy wokół zwycięskiej barykady, a w powietrzu nie będzie już smrodu dyktatury. Marzy mi się, że będziemy wszyscy płakać ze szczęścia, a nie z bezsilności! I ja wtedy wejdę na barykadę, pomimo że nie jestem medialna, że nie lubię przemawiać ani występować publicznie. Ale wtedy przyjadę i powiem: Witam WAS, to ja jestem Goplana! To ja WAS lałam kijem po tyłkach byście szybciej biegli ku wolności!
Nie chcę czekać na sprawiedliwość dziejową ani ślepy los. Nie chcę umierać w poczuciu, że moje pokolenie zniszczyło to, co wywalczyło pokolenie poprzednie. Krzyczę więc, chociaż czasem jest to bolesne i upokarzające. Krzyczę, tylko po co, skoro mam poczucie, że jestem niema.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...