niedziela, 10 grudnia 2017

Marzenia. (Tekst z dnia 20 sierpnia 2016 roku. )


Dość już górnolotnych haseł! Czas na konkrety. Od kilku dni opowiadam WAM o swojej wizji świata. To były takie ogólniki i na tym można już zakończyć. Ale teraz powiem WAM, o swoich marzeniach, które pojawiły się u mnie po opuszczeniu kraju i po wielu doświadczeniach za granicą. Każdy z nas musi zapłacić swoją cenę, zanim się w nowym życiu odnajdzie. Zazwyczaj nie mamy żadnej pomocy i bardzo długo to trwa, zanim złapiemy jakąś równowagę i poczujemy grunt pod nogami. Wynika to głównie z tego, że nie znamy warunków życia, ani prawa w kraju, do którego postanowiliśmy wyjechać. Wiem, że ten problem mało dotyczy Polaków mieszkających w takich krajach, gdzie prawo jest przestrzegane. Zupełnie inna jest sytuacja w takich krajach, jak Grecja, Włochy, Hiszpania, czy Portugalia. Tutaj wiele rzeczy odbywa się pod stołem. Umowy o pracę są totalnie wirtualne i nie mają związku z rzeczywistością. Związki zawodowe nie walczą tu o pracowników, a pracodawcy wykorzystują niewiedzę i brak znajomości języka u pracowników. Kończąc umowę, nie wypłacają odszkodowań, pieniędzy za wakacje, czy nadgodziny. Bo pracownik, który nie zna języka, firmuje swoim podpisem rozwiązanie umowy i przyjęcie pieniędzy, których nikt nigdy nie widział. Znam wielu Polaków, którzy pozwolą się oszukiwać, bo nikt im nie mówi, jak się mają zachować i gdzie szukać pomocy. I do tej pory, marzyłam o stworzeniu takich miejsc, powiedzmy, że nazywałyby się oazami, mających formę kawiarni połączonych z bibliotekami, które byłyby naturalnymi miejscami spotkań Polaków, w których wymienialiby oni swoje doświadczenia. Mówili nowo przybyłym, jak wyrobić sobie dokumenty, gdzie się ubezpieczyć, gdzie zdobyć tłumaczenia dokumentów, lub homologację wykształcenia. Myślałam także o tym, by kierować osoby potrzebujące do miejsc, gdzie można by otrzymać pomoc prawną. Ale ta współpraca Polaków mogłaby dotyczyć także wielu innych, bardziej banalnych problemów. Np. Informacje o numerze telefonu, przez który można tanio dzwonić, po Europie, gdzie można kupić polskie produkty, lub gdzie można kupować korzystnie, by życie nie było zbyt drogie. To są takie proste rzeczy, które po prostu ułatwiają życie. I takie miałam marzenie, by stworzyć sieć takich oaz w całej Europie. Mogłoby również powstać coś w rodzaju dyżurującego cała dobe telefonu zaufania, gdzie zawsze można by uzyskać pomoc lub informację, lub by ktoś za osobę, która słabo mówi, np. zadzwonił do szpitala i wezwał pogotowie. Nawet myślałam o rozpowszechnianiu informacji, gdzie i w jakich zawodach można w danym momencie znaleźć pracę. Sama przeszłam tę trudną drogę i dziś nieformalnie pomagam Polakom. Nauczyłam się tego od innych narodowości. Niestety, wśród Polaków to nie funkcjonuje. Dlatego chciałam to sformalizować i pomagać, by skonsolidować Polonię. Są wprawdzie organizacje polonijne, ale sama usiłowałam z ich pomocy korzystać. Niestety, poza organizowaniem szkoły niedzielnej dla dzieci, na bardzo kiepskim poziomie i organizowaniem imprez typu „opłatek”, nie ma co liczyć na bardziej konkretne działania. Wszystko to planowałam, lub raczej rzeczy te powstawały w sferze marzeń, zanim się rozpoczął ten „ polski cyrk”. Teraz zaangażowałam się, w zupełnie inny sposób, lecz jedno drugiemu nie przeszkadza. I dziś moje marzenia się rozwinęły. Bardzo bym np. chciała zaangażować się w edukację Polaków. I mam tu na myśli Polonię, ale także alternatywę dla obywateli zamieszkujących Polskę. Wiem i wiele razy o tym pisałam, że w szkołach w Polsce jest w tej chwili wiele patologii. Nauczyciele stosują tak zwaną klauzule sumienia. Można ją stosować w bardzo szerokim zakresie. Najbardziej upośledzona jest biologia, gdzie nauka o człowieku jest zdominowana przez poglądy religijne, ale bardzo dużo jest też do zrobienia na polu historii, biologii, nauk społecznych. Marzyłoby mi się organizowanie dla chętnej młodzieży wyjazdów na letni wypoczynek do krajów europejskich, gdzie miałyby możliwość zdobywać wiedzę w sposób alternatywny.
Co mam na myśli? Chciałabym, by uczyć młodzież filozofii, a także podstaw ekonomii. Takiej ekonomii potrzebnej każdemu. Bo jak zaobserwowałam, Polacy nadal nie wiedzą, że „ z pustego, to nawet Salomon nie naleje” i że „manna z nieba nie spada, ani przepiórki”. Co widać w momencie obietnic wyborczych i tego, w co ludzie wierzą. Chciałabym także pokazywać dzieciom wartościowe filmy, takie, które uczą postaw społecznych, zmuszają do myślenia, uczą tolerancji. Chciałabym uczyć prawdy historycznej, szczególnie z ostatnich okresów. Można do tego wykorzystać spotkania ze świadkami tamtych wydarzeń. Trzeba to robić, póki jeszcze żyją: Prezydent Wałęsa, Prezydent Komorowski, bohaterowie Solidarności, czy nawet, Prezydenta Kwaśniewskiego, by opowiedział o wejściu do UE i NATO.
Ale oczywiście oprócz tych nadmuchanych tematów, są bardzo banalne: Np. o seksualności, antykoncepcji, o tym, że homoseksualizm nie jest chorobą, a od dotykania się w miejscach intymnych się nie ślepnie. Myślę, że doskonale wiecie, o czym mówię. Młodzież, dzieci, miały by doskonałą okazje do wypoczynku i do zdobycia wiedzy, która w Polsce może być nie długo zabroniona. Wywożenie tej młodzieży z Polski, ma o tyle sens, że wiele rzeczy mogą zobaczyć na własne oczy. Można oczywiście nauczać przez internet, ale tu na miejscu mogliby nie tylko przebywać w gronie znanych autorytetów, ale także wśród Muzułmanów, dzieci z Ameryki Południowej, Chińczyków, a także Rosjan, czy Ukraińców. Mogliby zobaczyć w nich normalnych ludzi. Oczywiście, podczas miesięcznych wakacji, nie sposób przekazać dzieciakowi dużej dawki wiedzy, ale chodzi raczej by zasiać ziarno ciekawości, by zburzyć ten manipulacyjny obraz przekazywany przez władzę i kościół. Wiem, że raz zaszczepiona potrzeba poznawania świata, jest jak wirus, który nas nie opuszcza całe życie. Wiem to z własnego doświadczenia, bo sama jestem ofiarą tego wirusa. I staram się zarażać nim kogo się da. Oczywiście po takich wakacjach dzieciaki musiałyby kontynuować naukę przez internet, lub do nas wracać.
Wiem, tego wszystkiego nie da się się zrobić bez kasy, bez sponsorów, lub pobierania opłat za tego typu usługi. Ale myślę, że najtrudniejsze byłoby zdobycie takiej marki, by zachęcić młodych do korzystania z powyższych usług. Te kursy edukacyjne musiały by być na tyle elitarne, by stać się alternatywą dla np. ruchów faszystowskich. Trzeba stworzyć taką ofertę, by młodzież odczuwała takie kursy, jak nobilitację, nagrodę i spełnienie marzeń. Pomysłów mam bardzo wiele. Np. stworzyłabym portal, gdzie czytano by dzieciakom książki. Też wiem to z własnego doświadczenia, że to bardzo rozwija. Jestem bowiem z biednego domu, w którym długo nie było telewizora. Rodzice głośno czytali nam książki. Większość lektur znałam, zanim nauczyłam się czytać.
To są moje marzenia i ten rodzaj działalności, w która mogłabym zaangażować się całym sercem.
To są moje marzenia, może to wiele, jak na jedno życie. Ale bardzo mi na tym zależy, by nie tylko osiągnąć cele doraźne, jak np. odsuniecie PISu od władzy. Chciałabym wreszcie zrobić z Polaków wyjątkowych ludzi, bo wiem, że mamy do tego predyspozycje. Wiem, że efekty nie przyjdą jutro, a robota jest ogromna i ciężka.
Nie jestem zbawcą świata. Dobrze wiem, że sama nic nie wskóram. By osiągać wielkie cele, potrzeba jest uczciwych i zaangażowanych ludzi. Czasem mam wątpliwości, czy się tacy znajdą. Ale może warto, chociaż trochę naprawić świat. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...