niedziela, 10 grudnia 2017

Mecz ostatniej szansy. (Tekst z dnia 22 września 2016 roku. )

Który to już „ mecz ostatniej szansy”? Która to „ostatnia minuta”, która „dogrywka”? My, Polacy, uwielbiamy jeździć po krawędzi nad przepaścią. Zawsze czekamy do ostatniej chwili, do ostatniego dzwonka, by się obudzić i odbić od dna.
Jest czwartek, dwa dni do MANIFESTACJI, a ja już siedzę, jak na szpilkach. Żołądek mam skurczony, napięte mięśnie. Jestem tak daleko, że to aż boli. Boli, że nic więcej już zrobić nie mogę. Powiedziałam już wszystkie słowa, przekazałam wszystkie dręczące mnie myśli. Chodzą mi po głowie różne pomysły. Może by złożyć się na więcej flag i transparentów...Ale zaraz przychodzi refleksja, że to nie ma znaczenia. Tylko ludzie się liczą. Ilość głów, ilość stóp.
Zdaję sobie sprawę, że to będą trudne dwa dni. Szczególnie dla nas, którzy nie mogą uczestniczyć w przygotowaniach. Nie mamy pojęcia, czy Manifestacja się uda, ile osób się wybiera, ile autokarów. Po prostu czekamy, czekamy w napięciu na pierwsze wiadomości z TV. Nie wiem, co mogłoby jeszcze zmotywować ludzi. Może refleksja, że gdy mocno naciskamy, to możemy zablokować awans jakiegoś Misiewicza. Pytanie tylko, na jak długo? Nie mam wątpliwości, że PIS go tylko schował na chwile, ale gdy się wzmocni, wyciągnie go, jak z kapelusza. Przecież wszyscy „zasłużeni” już powrócili. Ziobro, Kurski, Kempa, Hofman, oni wszyscy powinni już politycznie nie żyć, ale siedzieli tylko pod łóżkiem prezesa. Chyba tylko agent Tomek, jeszcze siedzi w ukryciu, lub, co też jest możliwe, wykonuje kolejne zadania szpiegowskie dla Kamińskiego. Pomimo, że wiedzieliśmy na co stać te wszystkie osoby, nie mogliśmy nic zrobić. Znowu stały się anty wizytówkami Polski. Nie jesteśmy w stanie zablokować kretyńskich i ośmieszających wystąpień Dudy na forum ONZ, nie możemy zmusić rządu, by stosował europejskie prawo. Taki z nas suweren, bezradny i bezwolny.
Mam nadzieję, że w sobotę, odbędziemy kluczowa bitwę, bitwę zwrotną, przesądzająca o losach wojny. Ale nadzieja to jedno, a strach to drugie. I złość, że nie można dać im wygrać, że nie można wszystkiego zniszczyć, że zwycięstwo jest po stronie sprawiedliwych. Ale to wszystko tylko słowa. Zanim zamienią się w rzeczywistość czas wydaje się stać w miejscu. Dwa dni, 48 długich godzin. Co zrobić, by nie zwariować?
Co będzie to będzie. Albo się zmobilizujemy, albo nas czeka jeszcze długa droga przez mrok. Ale w końcu czas przyjdzie, nadejdzie godzina i wszystko będzie jasne. Jak to śpiewał Bogdan Smoleń?
ALBO BĘDZIE KONIEC ŚWIATA, ALBO
ZMARTWYCHWSTANIE...”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...