wtorek, 12 grudnia 2017

Miejsce, w którym milczenie jest złotem. (Tekst z dnia 19 czerwca 2017 roku. )

Wczoraj, w programie Kawa na ławę, cotygodniowym, niedzielnym programie familijnym, od nowa rozgorzał spór o to, co miała na myśli Beata Szydło w Auschwitz, wypowiadając słynne zdanie o zapewnieniu bezpieczeństwa społeczeństwu. Ja tam do końca nie wiem, co po tej pustej głowie się obija, ale żadnych wątpliwości nie mam, że wszystko to, co Beata Szydło mówi od jakiś 2 miesięcy, w ten lub inny sposób dotyczy emigrantów. Wystarczy sobie przypomnieć, słynne, gorące przemówienie w trakcie debaty o odwołaniu ministra wojny...Europo, wstań z kolan, minister Macierewicz cię obroni!!!
Dziś Polska była gospodarzem jakiegoś spotkania państw Grupy Wyszehradzkiej z państwami Beneluksu. I tu pełna konsternacja. Bo premier Węgier obnażył w prosty sposób całą retorykę strachu przed uchodźcami. Powiedział wprost nie owijając w bawełną, i w tym kontekście chwała mu za to, że państwa sprzeciwiające się relokacji, po prostu nie chcą przyjąć emigrantów, bo nie życzą sobie mieszania kultur i ras, bo w ten sposób straciły by swoją tożsamość.
Oczywiście to słowa bardzo okrutne, dowodzące o bezduszności przywódców tych krajów, o tym, że czystość ich kultury jest dla nich ważniejsza, niż ludzkie życie. I jest to wypowiedź faszystowska, bo sugeruje, że obca kultura mogłaby...popsuć naszą, że jest po prostu gorsza. Nie chodzi tu ani o bezpieczeństwo, ani o strach przed terroryzmem. Po prostu, podsumowując krótko jego wypowiedź: smoluchy won!, bo tak chce Polska, czy Węgry. I o ile wypowiedź Orbana była szokująca, to przynajmniej miał odwagę prosto do kamer powiedzieć szczerą prawdę, demaskując przy okazji takie pieniaczki, jak Szydło.
Każdy, kto słucha PISu, nie ma chyba wątpliwości, że partia ta kieruje się czystą ksenofobią i rasizmem, a nie interesem społecznym i troską o bezpieczeństwo Narodu. Wygłaszają te swoje narodowe przemówienia, tak charakterystyczne dla wielu okresów historii Polski. Zawsze, kiedy trzeba było Naród ogłupić odwoływano się do tej chorej formy patriotyzmu. Bardzo dobrze wykorzystywali tę słabość Polaków np. komuniści:... Nie będzie nam zgniły zachód dyktował...itd. O rany, ile ja to razy słyszałam w dzieciństwie?
Niestety, bardzo mało mamy w obecnej rzeczywistości autorytetów moralnych, do których mogłoby się odwołać społeczeństwo, by ten narodowy taniec zakończyć. Każdy porządny człowiek, zasłużony dla ostatnich kart historii Polski, został opluty i wymazano z jego życiorysów wszystkie zasługi, pozostawiając jedynie potknięcia, które są cechą wspólną każdego z nas. Dziś się nawet nie słucha papieża, pierwszego od niepamiętnych czasów papieża człowieka, który przynajmniej raz na jakiś czas stawia wyżej dobro ludzkości, nad dobrem mafii, której przewodzi.
Ja wychowałam się w obliczu autorytetów moralnych odważnych ludzi: Np. Maksymiliana Kolbego, który uważał, że powinien zachować się przyzwoicie, nawet w obliczu śmierci, żołnierzy z wielu pól bitew, od Westerplatte, przez powietrzne bitwy nad Anglią, na Monte Cassino, czy pod Lenino ( wiem, zaraz mi wypomnicie to Lenino, ale nie przypisywałabym złych intencji zwykłemu żołnierzowi idącemu najkrótszą drogą do Ojczyzny). Dla tych wszystkich ludzi, jak pieśń mówi, gniew był silniejszy od łez. Oni też chcieli żyć, też się bali śmierci, lecz wiedzieli, że jest tylko jedna rzecz ważniejsza od życia, to twarz, to nasze odbicie w lustrze, które zapamiętają przyszłe pokolenia. Dlatego, nawet jeśli bardzo się boimy, warto być przyzwoitym. Ja nie mam i nigdy nie miałabym dylematu, czy pomóc ludziom, czy przyjąć uchodźcę. I mojej postawie nie można przeciwstawić żadnych argumentów, nawet tych pozornie słusznych. Nie trafia do mnie to, że będę się musiała z kimś podzielić chlebem, że może za 20 lat z dziecka, któremu pomogę, wyrośnie terrorysta. Dziś tego nie wiem. Może wyrosnąć bandyta, lub człowiek, który wynajdzie lek na raka. Są na to takie same szanse, jak w przypadku naszych, urodzonych przez nas dzieci. Idea miłości i humanitaryzmu jest właśnie taka. Niezależnie kto zapuka do drzwi, pomogę mu, nawet jeśli to będzie mały, zraniony, zagubiony diabeł, szukający pomocy. Bo nie wiele mogę zrobić dla świata, ale tyle mogę. Mogę zabić w sobie obojętność. Mogę, niezależnie od kosztów, całe życie usiłować być porządnym człowiekiem. Nie wiemy, co się stanie, za 5, 10 czy 20 lat. Nie wiemy, kto będzie potrzebował pomocy, jakie klęski nas spotkają i kto może się okazać wybawcom, a kto katem. Jedynym dobrym wyjściem jest ratować wszystkich i pomagać każdemu.
Kto nie pomaga, nie ma prawa oczekiwać pomocy. A wielokrotnie przekonałam się, że człowiek, jako zwierze stadne, nie przetrwa sam w tym groźnym świecie.
Dlatego, tak bardzo bolą słowa Beaty Szydło w Auschwitz. Przed tym, co się tam stało, nie da się obronić. Nie zrobi tego premierka, która popiera faszyzm, której wypowiedzi, bardzo często są żywcem wyjęte ze wspomnień o Hitlerze. Czy nie wydaje się WAM, że nasz obecny rząd, Szydło, prezydent i podległy PISowi suweren, każdego dnia, symbolicznie wysyła do gazu, dzieci z Aleppo? Premier polskiego rządu, pomimo, że jest matką, nie ma wrażliwego serca, o ile w ogóle zamiast niego, nie pompuje jej krwi zwykły kamień. Ktoś taki nie ma prawa nawet być w miejscu kaźni tak wielu osób, nie tylko Żydów, także Cyganów i wielu kolorowych, których tak bardzo się dziś boją Polacy. Ale cóż, taniec z trupami jest głównym motto programu wyborczego PIS. I dopóki PIS będzie potrzebował wyborców, będzie ich ogłupiał strachem i będzie grał rolę jedynego wybawcy. Przestrzegam, przed powracającą falą, bo wszystko to, co dziś czynimy innym, kiedyś do nas wróci. Jeśli nie dopadnie nas, dopadnie nasze dzieci i wnuki. A my, będziemy płakać i zastanawiać się, dlaczego nas to czy inne nieszczęście spotkało. Ale w przyrodzie każdy sobie zarabia na swój los i każdy w końcu płaci.
Jeśli ta podłość, jaką prezentuje rząd Beaty Szydło i naprawdę biedni, wystraszeni i zmanipulowani Polacy, miała by być naszą tożsamością narodową i naszą kulturą, to ja chyba naprawdę do tego Narodu nie należę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...