poniedziałek, 11 grudnia 2017

Mieliście mnie o to nie pytać...(Tekst z dnia 4 kwietnia 2017 roku. )

Pytacie mnie często ( niestety), o to, co sadzę o ostatnich wystąpieniach lidera KODu MK. A mieliście mnie już o to nie pytać...
Gdyby to ode mnie zależało, wolałabym już tych wystąpień MK nie oglądać. Bardzo mnie to denerwuje, że ktoś przychodzi do studia ogólnopolskiej telewizji, lub jakiegoś popularnego kanału radiowego i znowu naiwnie kłamie. Ja tego po prostu nie rozumiem. Jeśli ktoś nie ma odwagi powiedzieć wprost prawdy, lub się po prostu obawia konsekwencji prawnych, to przynajmniej by się wykręcił, że nie chce na ten temat mówić. Natomiast powtarzanie kłamstw, o których wszyscy już chyba wiedzą, że są kłamstwami, jest zwykłą głupotą. Przeraża mnie, że ci najwięksi obrońcy MK, którzy, jak zakładam są jego przyjaciółmi, też wiedzą, co jest kłamstwem, bo skoro nawet ja wiem oddalona o te ponad 3000 kilometrów, a mimo to trzymają się tych kłamstw, jak tonący brzytwy.
Słyszę także, że prawdziwymi wrednymi świniami są te osoby z zarządu, które ujawniły aferę fakturową...
No cóż, równie mocno moglibyśmy winić policję, która demaskuje złodzieja, lub sąd za to, że go za jego winę skazał. Ale myślę, że mamy wystarczająco rozsądku, by rozumieć, że najbardziej winny w tej sytuacji jest sam złodziej. Bo uczciwego człowieka policja nie ściga i sąd z nim nie ma roboty. MK popełnił błąd. Nie chcę wnikać w jego uczciwość, bo jeśli chodzi o przywódcę politycznej walki, to chyba łatwiej zaufałabym rasowemu złodziejowi, niż głupcowi, który się da wkręcić w jakąś aferę. Nie jest w stanie ponieść konsekwencji tego wydarzenia, niezależnie, czy można je kwalifikować, jako przestępstwo, czy zwykłe nieporozumienie. Pan MK nadal nie rozumie, że całe zło stało się po ujawnieniu afery. Jego postawa, postawa jego obrońców, są o wiele bardziej odpychające, jak sam występek.
Ja, osobiście, bardzo dziękuję tym, którzy aferę z fakturami MK ujawnili. To są nasi społeczni przedstawiciele i to nam są winni lojalność, nie jakiemuś liderowi. Okłamywanie nas, członków i zwolenników KODu, byłoby niegodne. Ale mam wrażenie, że faktury były tylko pretekstem, by odsunąć MK od przewodnictwa. Myślę, że większość zarządu miała już dość takiej „leniwej”, walki, nie do końca sprecyzowanej o co lub przeciw komu. Nie chcieli, ja również, by losy Polski zależały od człowieka słabego i pozbawionego charyzmy. Niestety, rok jego dominacji w KODzie i dzisiejsze, uparte osłabianie tego ruchu, doprowadziły do tego, że PIS zaszedł tak daleka. Po roku przywództwa MK, protesty społeczne, zamiast się wzmagać, stawały się coraz bardziej nudne i bezsensowne. Nie było żadnego nowego pomysłu. Wielu z nas czekało na zmiany, na bardziej radykalną postawę i silniejszy opór. Mieliśmy już dość głaskania Kaczyńskiego po ramieniu i zapewniania, że nie chcemy mu zabrać drabinki. Chcemy!!!
Oczywiście, bronicie MK, mówiąc, że znalazł się przywódca, który miał swoje zdanie, więc go zniszczono....
W takiej organizacji, zdanie przywódcy powinno być także zdaniem większości, bo tego wymaga demokracja, o którą walczymy. Jeśli w działaniach organizacji miałoby pierwszeństwo zdanie jednego człowieka, to czym byśmy się różnili od kaczyzmu? MK nie chciał nikogo słuchać, swym niezdecydowaniem zniszczył nasz entuzjazm, bez którego cała ta organizacja stała się martwa.
Pan MK nie wierzy, że KOD się skończy, jeśli on pozostanie na stanowisku lidera. Ależ się skończy, proszę Pana! Nigdy już nie będzie tym KODem, jaki kochaliśmy. Tylko Pana odejście jest w stanie go wskrzesić i uczynić znów czystym. To Pan jest brudem na obliczu KODu. To, co z niego zostanie, będzie może nosiło tę sama nazwę, lecz nie będzie już miało duszy, bo my nie będziemy już wierzyć.
Kiedyś, po katastrofie smoleńskiej, byłam pewna, że Kaczyński kochał brata bliźniaka i że odejdzie z polityki. Pomyliłam się. Myślałam również, że MK jest honorowym człowiekiem kochającym KOD, że odejdzie natychmiast i się podda weryfikacji w wyborach. Też się pomyliłam. Może się nie znam na ludzi, a może oceniam innych według siebie. Jestem przekonana, że jeśli się chce osiągać wielkie cele można być nawet diabłem z rogami, ale nie można być egoistą. MK, już dawno gra solówkę, już dawno zgubił nuty. A orkiestra chce grać zupełnie inną melodię. Pan Kijowski po prostu fałszuje i nie liczy się z tym, że cały zespół gra przez niego słabo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...