sobota, 9 grudnia 2017

Modlitwa (Tekst z dnia 12 kwietnia 2016 roku. )

Bardzo trudno jest głosić moje poglądy wśród Polaków. Zawsze się trochę narażam, bo źle są odczytywane moje intencje. Statystycznie uważa się, że ponad 90 % Polaków to Katolicy. Chociaż prawdą jest, że ochrzczony, nie znaczy dla mnie Katolik, nie znaczy nawet Chrześcijanin. Dla mnie czystą hipokryzja, jest zdanie powtarzane często przez Polaków: Jestem wierzący, lecz nie praktykujący. Jest to zupełnie tak, jak bycie trochę w ciąży, albo bycie ojcem, który nie dba o dzieci i nie płaci alimentów. Albo się jest wierzącym i wypełnia wszystkie zasady, albo się nie jest. Większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć, że mój stosunek do kościoła, nie jest bezpośrednim atakiem na wierzących. Byłam kiedyś człowiekiem wierzącym. Wiecie, lubiłam sobie, szczególnie w samotności, iść do kościoła, pomodlić się, pocałować Chrystusa na krzyżu. Czy dziś mi się to wydaje głupie i śmieszne? Nie! Oczywiście, że trochę mi się zmieniła perspektywa dzięki wiedzy i logice, ale wtedy zaspokajało to moje poczucie bezpieczeństwa. Człowiek ma różne etapy życia, które go do celu prowadzą. Może to był jeden z nich. Ale póki co, moja rodzina wie, że gdybym znowu zaczęła całować stopy Chrystusa, to znaczy, że to alzheimer, a nie nawrót wiary i że neurolog jest potrzebny, a nie ksiądz w tej sytuacji. Tak więc, wiem, jak to jest być wierzącym i większość ludzi wokół mnie jest wierząca, znajomi, rodzina, przyjaciele. Czy usiłuje to zmienić? Nie! Do tego każdy sam musi dojść lub nie. Ja osobiście uważam, że jedynym dobrym spadkiem, po wszelkiego rodzaju wierzeniach, jest modlitwa. Tak, i zauważcie, że nie zależnie od tego, w co lub kogo się wierzy, modlitwa jest elementem każdej religii. Modlitwa jest prawdziwym dobrodziejstwem, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy życie jest jak pogoń za wiatrem. Dorze jest przez dosłownie 10 minut, znaleźć jakiś cichy kąt, by poprowadzić swoistą rozmowę. Wierzący mówią, że to rozmowa z bogiem, ale ja sądzę, że bardziej ze samym sobą. Mogłabym więc, ja, ateistka i radykalny antyklerykał, powiedzieć : Módlmy się wszyscy! Oczywiście w moich ustach może zabrzmiałoby to perwersyjnie, ale ja naprawdę tak myślę. Po pierwsze nauczmy się dziękować. Dziękujmy za każdy kolejny dzień, za to, że ciągle mamy pracę, że jesteśmy zdrowi, że dzieciaki pięknie rosną, że nie straciliśmy całego majątku, że nie straciliśmy nikogo bliskiego, że słońce świeci, trawa rośnie a my mamy dach nad głową i pełną miskę. Po co takie dziękczynienie komuś nie wierzącemu? Może po to, by zdołał uświadomić sobie ile ma do stracenia i by zastanowił się, czy na pewno warto jest narzekać na każdym kroku i wypominać sobie „ starą biedę” przy każdym pytaniu, co słychać. Po drugie nauczcie się prosić. Po co, skoro nie ma boga, który może nam to dać? Po to choćby, by sprecyzować swe pragnienia. By określić cele i marzenia. Wiecie, każdy chce być piękny, młody czy bogaty, ale dla każdego to znaczy coś innego. Nie można oczekiwać, że coś nam się spełni, jeśli tego nie określimy. Modlitwa, by coś osiągnąć, umocni wiarę w możliwość realizacji marzeń. To nic, że nikt nas może nie słucha, ale my w ten sposób przekonujemy samych siebie, że nasze cele są możliwe do osiągnięcia. I to wiara, a nie bóg czyni cuda. Ten, kto zaszczepił w nas modlitwę, był dobrym psychologiem. Wiedział, że to my mamy siłę sprawczą, że wystarczy byśmy uwierzyli, a potem, jak przysłowie mówi, tą wiarą przestawiali góry. Spróbujcie! Ja nie walczę z waszą wiarą. Ja tylko walczę z działalnością kościoła katolickiego, szczególnie polskiego, bo jest mi najbardziej znany i w tej chwili najgroźniejszy. Wszedł on w swoisty kontrakt z władzą, który mu pozwala wzmacniać się. Widzę w nim pazerną instytucje, zakłamaną, pozbawioną moralności, która dąży do całkowitej władzy nad ludzkimi umysłami. W kościele, od dawna nie chodzi o jakiegoś boga, a tym bardziej o ludzką relację z tym bogiem. Zobaczcie, dziś nie są ważne uniwersalne prawdy wiary, czyli prosta, sformułowana w X przykazaniach moralność. Dziś przykazania kościelne są dużo bardziej ważne. To kościół ustala, co jest grzechem śmiertelnym, kiedy człowiek ma prawo do komunii przystąpić. I zauważcie, że te grzechy śmiertelne są bardzo mocno powiązane z polityką. Z jednej strony ratuje się życie poczęte, a z drugiej pozwala na śmierć kobiety. Może to smutne, co powiem. Dorosła kobieta zapłaciła już swój „haracz przewoźnikowi”. Może już przez rzekę śmierci dopłynąć do wieczności. Zapłaciła już za chrzest, komunię, bierzmowanie, ślub. Jest dla kościoła bezużyteczna. Czym szybciej odejdzie, tym lepiej, bo będzie kasa z pogrzebu. A młodą osobę opłakuje się dłużej i wykupuje dużo więcej mszy za jej duszę. Rachunek prosty. Urodzenie dziecka jest dla kościoła zyskiem. Tak samo jest z karą śmierci. Dorosły skazaniec już uiścił wszystkie opłaty, by go do raju odesłać. Więc żegnamy. Twoje życie nie ma już wartości.

Wiem, to jest miejsce, gdzie powinnam pisać o polityce. Zaraz do niej nawiążę. Bo jak mówiłam, kościół jest w swoistym układzie z władzą, która daje mu pieniążki w zamian za poparcie. Tak jest od tysiącleci, zawsze kościół, mimo że bardzo bogaty, trzyma się lekko z tyłu, w bezpiecznej odległości od szczytów władzy. Dzięki temu przetrwał tak długo. Ale ja widzę, że w ostatnich latach, polski kościół chyba stracił instynkt samozachowawczy i wyraźnie wysuwa się na pierwszy plan. Władza jednak odbiera rozum i zaćmiewa umysł. Pan Kaczyński podpiera się klerem w celu utrzymania władzy, ale wydaje mi się, że hoduje żmiję na swych piersiach i karmi ją własną krwią. Kiedy byłam w szkole średnie, uczniowie wymyślili taki dowcip, będący wyrazem niechęci do systemu szkolnictwa, tak naturalnej dla młodzieży. Obiektywnie niezbyt śmieszny, a brzmiał tak:Pewnego dnia, dyrektor pewnej szkoły, Pan H przychodzi do pracy, a w drzwiach stoi sprzątaczka i mu mówi” Pan już tu nie pracuje”. Ja się obawiam, że pewnego dnia, Pan Kaczyński zapuka do drzwi Polski, a tam będzie czekał jakiś rydzobiskup i powie: Pan tu już nie pracuje, że to powie wszystkim Polakom. Kościół bowiem tak wsiąka w każdą dziedzinę naszego życia, że za chwile będzie nam ustalał jadłospis i kalendarz snu.  

 A ja nadal uważam Chrystusa za niezwykle istotną, postępową postać, która chciała dla nas dobrze. Tylko mi się nie bardzo układa w całość ten mit śmierci za nasze grzechy, skoro i tak musimy iść do czyśćca, by za nie odpokutować. A niektórzy pójdą pewnie jeszcze głębiej. Nie, nie całuję już Chrystusa w stopy. Uważam, że gdyby ktoś ludziom obiecał, że ich będzie lał, opluwał i obrażał przez 3 dni, zabije na krzyżu, ale potem zmartwychwstaną, będą nieśmiertelni i zawsze szczęśliwi, to ustawiałaby się kolejka chcąc tak heroicznie zawisnąć. W końcu, co to za poświęcenie? My ludzie cierpimy nie raz dużo bardziej, z powodu bólu, z powodu głodu i biedy, tracimy majątki, tracimy bliskich....Trzy dni lania to nic wielkiego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...