wtorek, 12 grudnia 2017

Moja mowa nienawiści. (Tekst z dnia 13 maja 2017 roku. )

Trochę mnie w czwartek wkurzyli Polacy. Okazuje się, że nie ma to znaczenia, na kim można swoją złość i frustracje wyładować. Ważne, by to zrobić, nie patrząc na koszty. To zniechęca. Zniechęca wielu z nas, bo nam się wydaje, że robimy coś ważnego, że staramy się skonsolidować mądrych ludzi wokół mądrej sprawy. Ale tak naprawdę przyciągamy w większości hejterów, którzy są jak maszynki, z kolorowymi guzikami. Naciśniesz czerwony i i wszyscy krytykują Kaczyńskiego, zielony to Petru, niebieski, to Kijowski idzie na tapetę, a jak żółty to się oberwie Schetynie i Platformie. A my, ludzie, którzy chcą coś zmienić, nie osiągają nic. Jesteśmy tylko tymi, którzy te guziczki bezmyślnie przyciskają.
Czasami, takie przebudzenie, takie uświadomienie sobie rzeczywistości sprawia, że czujemy się, ja się czuję, bardzo wyobcowana. To tak, jak poeta, który tworzy wiersz, którego nikt nie rozumie. Nie, nie chcę się tu uważać za jakiegoś poetę. Chcę tylko zrozumieć, dlaczego większości Polaków na niczym nie zależy. Płaskie, płytkie życie z dnia na dzień jest bardzo wygodne, lecz odbiera nam tożsamość, sprawia, że przemijamy, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Nie popychamy świata do przodu. Żywimy się małymi, doraźnymi chwilami, często zbudowanymi na okruchach nienawiści. Drobne radości, spowodowane przywaleniem komuś, któremu całe życie zazdrościmy, chociaż tak naprawdę nie wiemy czego. Czegoś, co sami byśmy mogli mieć, gdybyśmy nie byli tak bierni.
Czasami wydaje mi się, że człowiek to brzmi dumnie, a czasami widzę, że nie ma żadnego sensu robić ludzkiego człowieka z człowieka.
Rozumiem wielu ludzi, którzy po zawiedzionych nadziejach, nie ufają już nikomu i w żadnej sytuacji. Trochę to jest nawet racjonalne, bo trzeba mieć w sobie na tyle egoizmu, by samemu stwarzać sobie szanse, nie liczyć na innych. Lecz nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy sobie poprawiają status krytykując innych.
Wielu z nas niestety żyje w świecie czarno białym, w świecie, który nie istnieje.
Teraz jest głęboka noc, a ja pisze i zastanawiam się, czy choćby jedno moje słowo padnie na właściwy grunt, czy zostanie właściwie zrozumiane, czy po prostu stanie się powodem nieuzasadnionego hejtu.
A pragnę zaznaczyć, że po Marszu Wolności, i zwycięskich wyborach we Francji, nastał naprawdę bardzo ciężki tydzień, Mnóstwo obrzydliwych, wulgarnych wręcz zdarzeń, bezsilność, jad wylewający się w TV, zbrukanie wszystkiego, co piękne, zwycięstwo zła.
NP. Czy zauważyliście Państwo, że od kilku dni, odkąd zrobiło się gorąco wokół Berczyńskiego, nagle z kuluarów publicznych zniknął Macierewicz i jego pierwszy wice, Kownacki?
Nagle, na pierwszej linii ognia pojawił się zawodowy baranek ofiarny, nowa, nie skażona niczym mordeczka drugiego wiceministra. To on odpiera wszystkie ataki opozycji, pokazuje świeżo spreparowane ze wsteczna datą dokumenty, tłumaczy słowa swych pryncypałów. Kłamie, aż mu się z dupy kurzy, lecz czy ma świadomość, że jest barankiem ofiarnym na ołtarzu ministra Macierewicza? Czy wie, że kłamie za wielu, lecz, jak to mówią Polacy, kiedy się wyda, sam za to beknie? Nie, nie sądzę, by miał świadomość dokąd zmierza jego samobójcza misja i jak został sprytnie wkręcony przez dwóch małych cwaniaczków, by świecił za nich oczkami.
Tak oto, kabaret, który odgrywamy od ponad półtora roku zyskuje ciągle nowych aktorów. A dobra zmiana, powoli zmierza do mety, by tam na końcu okazało się, że wcale nie była taka dobra.
I tak mamy pytania, zadane przez Beatę Mazurek, na które tak naprawdę nie oczekujemy odpowiedzi. A kiedy się jej proponuje debatę na temat tych pytań, nagle oczekuje przeprosin, nie wiadomo za co. Mam wrażenie, że opozycja ma ją przeprosić za to, że w ogóle jest opozycją. A kto nas, Polaków przeprosi za rujnowanie demokracji?
Opozycja odpowiada na zadane pytania, ale niezbyt precyzyjnie i nie do końca, a my wyborcy mamy mętlik w głowie i nie wiemy, co mamy już o tym wszystkim myśleć.
Taka to jest nasza rzeczywistość. Rzeczywistość V RP kabaretowej.
Nam się na co dzień zdaje, że oglądamy poważne telewizje informacyjne, a tam zawsze ten sam cyrk klaunów i kabaret. W publicznej, wiadomo, alternatywna rzeczywistość, propaganda sukcesu, kult jednostki. Dla wielu nic nowego. W telewizji prywatnej, sensacja goni sensację podnosząc oglądalność. Nie ma prawdziwej debaty. Nie ma normalnej rozmowy. Redaktorzy specjalnie zapraszają zwaśnione ze sobą pary, tylko po to, by pokazać nawalanki, z których nic nie wynika. Nic, dla Polski, nic dla widza, nic dla rzeczywistości.
Najlepszym przykładem program Tak jest. W ogóle, to trzeba by wydawać ostrzeżenia, że w programie wystąpi poseł Czarnecki. Widzom, o słabych nerwach i z chorobami neurologicznymi i skłonnościami do epilepsji zaleca się wyłączenie telewizora. Jak wiemy, osobom skłonnym do epilepsji przeszkadzają efekty świetlne i nieregularne, uporczywe dźwięki. A poseł Czarnecki przyszedł ostatnio do studia wyraźnie wkurwiony. Nie wiadomo, może mu ktoś coś niemiłego powiedział, może dostrzega koniec swojej partii, albo prezes na niego źle spojrzał...Kiedy jest w dobrym humorze, można jeszcze co drugie wypowiadane przez niego zdanie zrozumieć. Niestety, ostatnio nie było słychać nic! Tylko flu, tflu, pflu! I do tego nie ma możliwości mu przerwać. Redaktor Morozowski ślinę z czoła co chwile wyciera, cały opluty! Co to za komediodramat? Siedziałam i myślałam sobie, czy ktoś tego sepleniącego człowieka może po prostu wyłączyć!!!!Tak samo jest, kiedy przyjdzie Pani Kempa, poseł Brudziński, czy inne indywidua. Ale oni chociaż maja dobra dykcję. Człowiek siedzi i marzy, by w następne parze wystąpił Pan Kalisz z Panem Giertychem, bo przynajmniej nie mówią dwóch naraz i posługują się normalna polszczyzną i rzetelnymi argumentami.
Słuchając posła Czarneckiego, miałam ochotę powiedzieć: Basta! Ja protestuję! może ktoś zakleić mu mordę . I tak nie można zrozumieć, co się fafluni! Kurwa! Uszy bolą! Polecam program, ale jakiś facet z kijem by się przydał na tych debili!
I tak, mimo że zazwyczaj oglądamy te demokratyczne media, mamy i tak mętlik w swoich głowach. Stos bzdur, stos kłamstw, zero rzeczywistości. Siedzimy i marzymy o zwykłej, normalnej rozmowie, o tym, że dwóch Polaków zdejmie marynarki, podwinie rękawy koszuli, otworzy piwko i w sposób cywilizowany porozmawia. Że nie będzie w tym chamstwa, wywyższania się, przekrzykiwania.
Ale przecież atrakcje zdarzają się w każdej chwili. Ma się czasami wrażenie, że niektórzy ludzie PISu robią jakąś celową robotę wewnętrznej destrukcji. Bo jak można ocenić wystąpienie sędziego TK Morawskiego w Oxfordzie? Jakim trzeba być idiotą, by w publicznym miejscu oskarżyć całą Polskę o korupcję a Konstytucje swego kraju, przyjętą w ogólnopolskim referendum, sprowadzić do roli kawałka papieru toaletowego? Bezcenne jest zachowanie dwóch innych profesorów siedzących obok sędziego Morawskiego podczas tej niefortunnej wypowiedzi. Miałam przez chwile wrażenie, że mu po prostu przypierdolą, jeśli się nie zamknie.
Następną dołująca sprawą jest wystąpienie ministra Ziobro, który z taki upodobaniem pokazywał majątki osób rzekomo zaangażowanych w aferę gruntowa. Zupełnie, jakby posiadanie majątku, dobrego samochodu, ładnego domu, było w Polsce zabronione. Zapewne pamiętam przeszukanie w domu doktora Garlickiego, podczas poprzedniej kadencji PISu, kiedy ujawniono drogie trunki, wieczne pióra i inne prezenty dawane lekarzowi w podziękowaniu za uratowanie życia. Brakuje nam jeszcze tylko, by Zbigniew Ziobro zwany Zerem, pokazał nam jakiś gwóźdź do trumny, który by był on proroczy, tak, jak w przypadku Andrzeja Leppera, czy Barbary Blidy.
Nie wiem, czy Wy również macie wrażenie, że śmierć Polki w Egipcie, jest wykorzystywana do podniesienia notowań Ziobry i Waszczykowskiego. Kolejny taniec na grobie, który media pokazują z upodobaniem.
Zapewne, nie był to łatwy tydzień. I wielu z WAS zapewne zbulwersowała postawa lidera PO Grzegorza Schetyny i jego płynne, mało konkretne odpowiedzi na PISowskie pytania. Jeśli coś mogę jeszcze raz ostatni radzić liderom PO, to radzę rozmowę z Nami, Polakami. Nie odpowiadajmy na pytania tych gnid, to wszystko.
Nie mogę powiedzieć, że WAS Polaków nie rozumiem, że macie pretensje do partii opozycyjnych o brak spójnego programu. Ale bardzo mnie bulwersują wszelkie ataki personalne i to mnie naprawdę przedwczoraj wściekło. Nie lubicie Grzegorza Schetyny? A kogo to kurwa obchodzi? Mówicie, że jest cynikiem? Nie ma to dla mnie znaczenia, czy ktoś jest cynik, czy nie. Chce władzy, musi nas przekonać. Dawno już przestałam szukać dobrych ludzi wśród polityków. Dobrzy ludzie nie mogliby tego zawodu wykonywać. Polityka, władza, to jego praca. Jeden żyje dzięki temu, że jest chirurgiem, inny tym, że jest kolejarzem, a Schetyna jest żądnym władzy politykiem. Gdyby nie był żądny władzy, byłby cieniasem, albo włazidupą. Nie jest z Waszej bajki? Z mojej też nie. Ale mam na tyle pokory, by nie uważać mojej bajki za najlepsza i najmądrzejszą.
Jeżeli mogłaby jeszcze do kogokolwiek skierować ten list, to chyba do tych członków PO, którzy tak pięknie jeżdżą po Polsce i spotykają się z Polakami. A szczególnie chcę słów kilka powiedzieć do Pana Nitrasa, który często się z nami spotyka w różnych transmisjach na żywo i deklaruje słuchanie głosu Narodu. Przykro mi, lecz mój list do członków PO i Grzegorza Schetyny zniknął także Pańskiego profili Panie Nitras. Pan wie, że ja Pana faworyzuje. Jeszcze od czasów, kiedy się Pan przyjaźnił z posłem Karpiniukiem, tragicznie zmarłym w katastrofie smoleńskiej. Nawet wtedy, kiedy Platforma miała moralne dołki, Pan jeden wydawał się od tego odcinać i zawsze przyjmować uczciwą postawę.
Trochę WAS rozumiem. Nie chcecie stawać kantem do głównej linii partii. Ale smuci mnie to, bo mój post, mój wpis na blogu, już pierwszego dnia przeczytało ponad 12 tysięcy Polaków. Wielu o tym dyskutowało i komentowało mój pogląd. Gdybyście naprawdę chcieli głos Polaków usłyszeć, to byście nie kasowali tego typu życzliwej krytyki. Chyba, że te 12 tysięcy głosów wyborców nie jest dla WAS ważne. Nie wiem, czego się boicie? Że Pan Schetyna zobaczy mój post na WASZYM profilu? Czy to znaczy, że jesteśmy Narodem tchórzy? Czy to znaczy, że nie wolno nam mieć własnego zdania? Że każdy ma swojego Kaczyńskiego na drabince, którego się boi?
Dla mnie sprawa jest jasna i prosta. Albo będzie jakiś dialog między społeczeństwem a politykami, albo ten polski cyrk się będzie pogłębiał. Ja się nie zgadzam, by o sprawach zasadniczych rozmawiać po wyborach. Teraz albo nigdy. Nawołuję jeszcze raz. Miejcie odwagę powiedzieć wyborcom prawdę. Chyba, że nas traktujecie, jak PIS i macie nas za barany, które polecą za sianem. Ale to prędzej czy później się źle skończy. Nie tylko dla PIS!
Wiem, co WAM chodzi po głowie! Myślicie sobie, że kiedy Goplana bardzo źle mówi o członkach PISu, kiedy ich wyśmiewa i wytyka im wady, to ją nie bulwersują wulgarne komentarze, a tutaj tak bardzo broni Schetyny, lub innych posłów opozycji.... Czy to nie jest czasem objaw podwójnych standardów?
Drodzy Państwo. Bardzo bym chciała, by wszyscy ludzie na świecie zasługiwali na szacunek. Ale żyjemy w takich czasach, że musimy się nauczyć odróżniać człowieka od gnidy. Tego pierwszego trzeba szanować, a gnidę trzeba rozdeptać. To nie ja dokonałam tego podziału, ci ludzie sami wybrali swoją drogę. Nie ma szans, by mogli na powrót zmienić się w ludzi. Muszą za to zapłacić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...