poniedziałek, 11 grudnia 2017

Moje kłamstwa... (Tekst z dnia 2 marca 2017 roku. )

Jestem tego naprawdę świadoma, że całkiem niepotrzebnie pozwalam się wciągać w te KODowskie spory. Dla mnie to one właściwie nie są KODowskie. Organizacja w swej istocie jest wspaniała inicjatywą. Gdyby jej członkowie postępowali zgodnie z początkowymi założeniami, droga może nie była by łatwa i prosta, ale wiodła by do celu. Jak zwykle problem jest w ludziach. Ludziach, którzy nie potrafią zachowywać się profesjonalnie. Ludziach, którzy z ruchu społecznego uczynili własne towarzystwo wzajemnej adoracji. Profesjonalizm polega na tym, że się na pierwszym miejscu stawia cele i idee. Tutaj natomiast powstały grupy wzajemnie popierających się koleżków i szepczących sobie do ucha swoje mało ważne tajemnice koleżaneczek. Miło jest mieć przyjaciół, ale w walce politycznej, to całkowicie zaburza jasność widzenia. Ktoś nie musi być najlepszy i nie musi mieć racji, tylko dlatego, że jest naszym przyjacielem. Dlatego ja się osobiście słabo zaprzyjaźniam, bo to mi daje możliwość mówienia bolesnej prawdy każdemu.
Wiem, wiem, wiem, dla wielu z WAS jestem wrogiem. A jeszcze kilka miesięcy było tak pięknie, kiedy pisałam:
W grupie: Między Nami Emigrantami, jeden z komentatorów napisał pod moim postem „ Trzymając w ręku flagę KODu, to jest tak, jakby wysmarować się całemu gównem”. A więc ja publicznie oświadczam: Z przyjemnością się tym gównem wysmaruję.”
Zadaje sobie pytanie, czy to ja się tak zmieniam, czy WY? Przecież nadal bym się dała za flagę KODu pokroić, pod warunkiem, że wyglądałaby tak samo jak wtedy. Gdyby była tak, jak wtedy nasączona naszym buntem, naszymi emocjami, naszą złością...
Nie wiem, dlaczego ta złość skierowana w stronę PISu nagle zaczęła nas wzajemnie niszczyć? Dlaczego zapomnieliśmy, o co walczymy i z kim????
Jeden z murarzy, moich komentatorów, wysila się ostatnio pod moimi postami, na napisanie jednego tylko komentarza:
Wilma, jak zwykle pisze same kłamstwa...”
Ja, jak zwykle, każdą krytykę przyjmuję z pokorą. Nie wiem, jednak, ile może być kłamstwa w ludzkich łzach, w ludzkich emocjach. Bo, jak wielu zapewne to dostrzega, moje posty, są raczej wyrazem moich emocji, niż tłumaczenie z polskiego na nasze faktów. Autor komentarza pisze, że najpierw mówię kłamstwa, a potem muszę je dementować. Nie znam takiej sytuacji, bym musiała wycofać się choćby z jednej mojej wypowiedzi. Co najwyżej tłumaczę, jak pasterz krowie, na pastwisku, że nie napisałam tego, co się komuś wydaje, zachęcam, by jeszcze raz wszystko przeczytał ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że ten Konrad, mój komentator i jak rozumiem, jeden z murarzy, będzie z każdego mojego postu, wyciągał te moje kłamstwa, bym mogła się do nich odnieść, bo to są bardzo przykre oskarżenia. Może warto by było te moje kłamstwa wypunktować i udowodnić, że są kłamstwami.
Bardzo chciałabym cofnąć czas do chwili, kiedy wszystko było dla mnie dużo prostsze, kiedy czułam się KODem, kiedy czułam się WAMI. Kiedy czułam, że jesteśmy wulkanem, który pewnego dnia wybuchnie na środku Warszawy a lawa się wyleje wprost pod nogi Kaczyńskiemu. Liczyłam na to, było mi to potrzebne, jak woda. Ale nie mogę swoją twarzą firmować tego, co się dziś dzieje. Nie mogę być w środku tych nawalanek, nie mogę stawać po tej, lub po tamtej stronie. Dla mnie miało to sens tylko wtedy, kiedy staliśmy po jednej stronie barykady. Chociaż dziś, patrząc z perspektywy, widzę wyraźnie, jaka byłam naiwna. Przecież te spory trwały już wtedy, kiedy na zewnątrz wszystko wyglądało bardzo pięknie, kiedy na jednej manifestacji, w jednym miejscu przemawiali po kolei: Pan Kijowski, Pan Łoziński, Pan Szumełada. Tylko my, naiwniacy, nie zauważyliśmy, że już wtedy się nienawidziliście. Dlatego czuje się oszukana mimo to, że nigdy nie byłam członkiem organizacji. Dziś nawet nie mogę rzucić WAM w twarz legitymacją. Mogę tylko pisać, pisać, że ten świat waszych sporów, waszej nienawiści, waszych podkładanych sobie nawzajem świń, waszych kwitów wyciąganych jeden na drugiego, jest mi całkiem obcy. Mogę oddać swoją grupę regionalną, oddać ją w ręce naczelnej murarki, która mieszka w moim kraju. Ale czy to wszystko może mi jeszcze pomóc, czy może zabić ból i wstyd? Nie sądzę.
Zmarnowałam rok, może trochę dłużej, nawołując do zgody, do tego, byśmy byli, jak skałą. Zmarnowałam rok, tłumacząc WAM, że ludzie mają prawo popełniać błędy, a wielkość człowieka mierzy się umiejętnością wybaczania. Nie zrozumieliście nawet tego, że trzeba oddzielić czyjeś prywatne życie, od działalności społecznej.
Ja się nie zmieniłam. W głębi duszy jestem wiecznym rebeliantem idącym zawsze pod wiatr i pod górę. To Wy przestaliście być działającą na granicy prawa rebelią. Straciliście swój powab. Ja natomiast mogę tylko mieć pretensję do własnej naiwności, że w WAS uwierzyłam. I ciągle jeszcze, mimo wszystkich ataków z WASZEJ strony, boje się otworzyć oczy, bo dla mnie, dla wielu z nas, życie bez KODu, jest niewyobrażalną pustką. Jest takie przysłowie: „Umiesz liczyć, licz na siebie”. Lecz, czy z takim wrogiem, jak Kaczyński i jego świta, tacy ludzie jak ja, choćby najbardziej oddani tej walce, mają jakiekolwiek szanse w pojedynkę? Naprawdę liczyłam na to, że będę tym tłumem na ulicach, że będę tym wulkanem, tym trzęsieniem ziemi, który wzruszy skałę... Ja, wielu z nas, czujemy się teraz, jak takie sieroty, sieroty po KODzie, który umarł.
Drogi mój komentatorze, Drogi Konradzie, szukaj tych moich kłamstw, jeśli w ogóle ludzkie emocje można rozpatrywać na tym polu. Szukaj, jeśli poczujesz się lepiej. Mnie, już bardziej nic zaboleć nie może, więc proszę bardzo.
Chciałabym powiedzieć, że liczę na oczyszczenie w KODzie, lub na powstanie innej organizacji, która będzie w stanie wyjść na barykady. Ale póki co, mam dość wysyłanych mi donosów jednych na drugich. Mam dość tego bagna. Czasami myślę, że najlepszym wyjściem byłoby kupić butelkę czystej wódki i się upić, by choć na chwile zapomnieć...
Zapomnieć, że Polska nas potrzebowała, a my pozwoliliśmy ją oszpecić, pozwoliliśmy ją zgwałcić, bo byliśmy zajęcie wzajemnym braniem się za łby i targaniem się za kudły.
Gratulacje Polacy, zachowaliście się standardowo, jak zawsze. Na to, że utoniecie w bezsensownych sporach, można zawsze liczyć. Mam dość bycia kijem wkładanym w mrowisko.
Nie ma już nadziei i nie mam z kim wypić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...