czwartek, 7 grudnia 2017

Mówmy prawdę o kościele. (Refleksja do listu: "Kościele nasz, cóż żeś nam uczynił.". Tekst z dnia 22 sierpnia 2015.)

Nie mogę stwierdzić, czy Bój istnieje. Nie mogę jego istnienia ani udowodnić, ani mu zaprzeczyć. Wiem jedno. Kościół katolicki nie ma nic wspólnego z żadnym Bogiem. Mówię to jako osoba, która wierzyła i praktykowała z upodobaniem w trudnych czasach komunizmu. Jestem tym bardziej rozgoryczona, że ufałam tej instytucji, że jak wiele osób byłam tylko ślepa. Ale zawsze przychodzi taki moment, takie zdarzenie, że ziarno wątpliwości upadnie na właściwą ziemię i zaczyna rosnąć. I ze mną tak było. Oczywiście były wcześniej symptomy, które lekceważyłam. Tłumaczyłam sobie je, jak wielu z was, obrońców kościoła. Mówiłam sobie, że jeden ksiądz idiota nie świadczy o tym, że reszta jest taka sama. Wybaczałam pijaństwo, chciwość, rozpustę, obżarstwo idące w parze z nieprzestrzeganiem postów itd. itd. Mówiłam, jak wszyscy: Ksiądz też człowiek, ma prawo grzeszyć. Nie wiem, co było moim ziarnem wątpliwości. Myślę, że wszystko zaczęło się, kiedy zmieniał się ustrój. Te wiece polityczne w kościołach, te głoszone z ambon złorzeczenia na policję, to podburzanie ludzi,  nie było zgodne z moją wizją kościoła. To był taki pierwszy moment, kiedy zaczęło się wyraźnie odczuwać brak Boga w kościele. A potem to już była lawina. Po zwycięstwie Solidarności, kościół pokazał swoje prawdziwe oblicze. I ja w tym momencie właśnie dorastałam i wychodziłam z wieku takiej naiwności i wiary we wszystko bez refleksji. Zaczęłam myśleć i zaczęło mi się wszystko nie zgadzać. Przeczytałam pismo święte, które do tej pory znałam tylko fragmentarycznie z kościoła. Ze starego testamentu trudno wiele zrozumieć. Jest niezwykle symboliczny i nawet kropka nie jest w nim kropka, tylko symbolem. Myślę, że nie ma nikogo, kto by go właściwie zinterpretował w całości.Zupełnie inaczej jest z naukami Chrystusa. Są one niezwykle przejrzyste, ponadczasowe, nowoczesne, tolerancyjne, humanitarne, czyli dokładnie odwrotne do tego, co robi kościół. To dziwne, ale to właśnie dawna wiara doprowadziła mnie do tego, co można by dziś określić ateizmem. Kościół stał się jakby pośrednikiem w tej mojej przemianie, bo to on wytworzył dysproporcję między tym w co wierzyłam, a co widziałam. Zmusił mnie do tego, by szukać prawdy. I nagle, kiedy zaczęłam zagłębiać się w zagadnienie, szukać informacji o działalności kościoła okazało się, że od początku była to instytucja nastawiona na zysk. Okazało się, że od początku, przy pomocy strachu i psychicznego szantażu dokonywanego na ludzkich emocjach, grupa ludzi robi biznes od 2000 lat, kosztem innych. Bo kościół nie oferuje nam w zamian żadnych usług, a przecież płacimy za "coś" słono. Okazało się, że nie tylko książki i filmy dokumentalne, ale także cała znana mi literatura piękna, opisuje zbrodnie i nadużycia kościoła. To nie jest wytwór ostatnich lat, zawsze tak było. Poczytajcie: "Imię Róży", "Królowie przeklęci" czy nawet zwykłą polska " Krótka rozprawę między panem, wójtem i plebanem" Kościół zawsze dbał tylko o własne interesy, kazał sobie płacić za odpusty, wymyślił czarownice, by skompromitowanym ludziom zabierać majątki, posuwał się do zbrodni zarówno na królach, jak i na papieżach. Kręcił całą Europą tak, by zawsze było dobrze dla niego. A dziś żądają zwrotu tych majątków, które zagarnęli podstępem. O wojnach krzyżowych i związanych z tym łupach wojennych nie wspomnę. A gdzie są śluby ubóstwa. Przecież Chrystus nauczał, że wolno im tylko tyle posiadać ile zdołają zjeść danego dnia. Nie będę się tu rozwodzić o współczesnych grzechach kościoła, bo wszyscy je znają: Agresja, pedofilia, znęcanie się nad słabszymi w ośrodkach opieki i wszech obecna chciwość. Piszę to wszystko w odpowiedzi na ten list pt. Kościele nasz, cóż żeś nam uczynił". Bo mnie dręczy zupełnie inne pytanie: Kościele nasz, czemu wciąż istniejesz? Dlaczego nikt nie widzi twojej prawdziwej twarzy? Co robisz ludziom, że nawet jeśli znają twoją twarz, to nic z tym nie robią? Czy jeszcze wierzę w Boga? Nie, nie wierzę w tego dziadka z siwą brodą, który siedzi na chmurce i przestawia klocki. Zło tego świata jest zaprzeczeniem istnienia Boga. Takiego Boga, którego znamy: Dobrego, miłościwego, sprawiedliwego, wszechmogącego. Powiedziała bym, że było by bardzo źle, gdyby ten Bóg istniał, bo oznaczało by to, że jest złośliwym dziadem, który się nami bawi. I patrząc na te wszystkie nieszczęścia, które się ludziom przytrafiają, widzę dokładnie, że ten Bóg musiał by albo nie być dobry, albo nie być wszechmogący. Ale jak każdy człowiek wierzę w jakąś metafizykę, wierzę, że żyjemy w jakimś ziemskim opakowaniu, a potem łączymy się ze wszechświatem. Aby życie miało sens, trzeba wierzyć, że nie ma śmierci, że moje myśli, moje ja po prostu, nie zniknie wraz z ziemskim opakowaniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...