wtorek, 12 grudnia 2017

Myśli niepokorne i niepopularne. (Tekst z dnia 23 sierpnia 2017 toku. )

Wiedziałam! Wiedziałam, że będziemy rozdawać pieniądze, trwonić majątek narodowy, a kiedy w kasie zaświeci dno, będziemy cały świat winić i patrzeć, by inni spłacali nasze długi.
Wiedziałam, że prędzej czy później zażądamy odszkodowań wojennych także od Rosji, ale przecież możemy też zażądać od Anglii i Francji, za to, że nam nie pomogli. Ba, od Francji to możemy nawet zażądać więcej, bo przecież Napoleon wykorzystał teren Polski napierając na Rosję. I podobno też sobie złodziejstwa i gwałtów nie odmawiał ( no może nie osobiście). A to się Putin musiał zdrowo uśmiać z takiego pomysłu...
Drodzy Państwo! Ja wychowałam się w komunie, czyli w okresie bałwochwalczej miłości do ZSRR i być może gdzieś głęboko we mnie tkwią niedobitki tej miłości. Pragnę zaznaczyć jednak, że nigdy nie czułam się w tamtej Polsce zniewolona i uzależniona od innego państwa. Może dlatego, że byłam za młoda i nie interesowała mnie polityka. Jednak nie przypominam sobie, by ktoś mi zabraniał mówić po polsku, by ktoś wyrzucał z lektur szkolnych wielkie i patriotyczne polskie dzieła. Śpiewaliśmy polskie pieśni, czytaliśmy polskie wiersze. Uczyliśmy się historii nie tylko tej ze wschodu, ale historii powszechnej. Wśród dzieł literackich nie królował jedynie Tołstoj i Dostojewski, ale także Albert Camus, Aleksander Dumas, Wiktor Hugo, Jack London czy Ernest Hemingway, a przecież żadem z nich Rosjaninem nie był. W telewizji oglądaliśmy amerykańskie, francuskie i angielskie filmy, niezależnie od tego, czy akurat trwała zimna wojna, czy była odwilż, a w radio słuchaliśmy światowych hitów. Ale przede wszystkim szanowaliśmy własnych bohaterów. Nikt nie umniejszał szacunku do Kościuszki, czy Sikorskiego. Naszym obowiązkiem patriotycznym było także szanowanie wszystkich polskich noblistów. Nawet, kiedy Czesław Miłosz otrzymał nagrodę Nobla, mimo, że nie był przychylny komunistom, zagościł na salonach literatury polskiej. Może ja jestem ślepa i głupia, ale nie wydaje mi się, by nas specjalnie chroniono przed wiedzą o świecie. Wyrośliśmy na zwyczajnych ludzi, którzy wiedzą, kto to był Chopin i Kopernik, ale znaliśmy też Mozarta i Rolling Stones. Tak, zmuszano nas do nauki języka rosyjskiego. Wtedy to był ból, jak każdy przymus. Lecz z perspektywy czasu wiem, że nie jednemu z nas znajomość tego języka się przydała. W końcu mówi nim ponad 200 milinów ludzi na świecie.
Nie, nie chcę powiedzieć, że wszystko było świetnie. Wiele było nawet bardzo nie świetnie. Gdybym mogła to określić jednym zdaniem, powiedziałby, że mieliśmy poczucie takiego marazmu, zastoju rozwojowego. Patrzyliśmy na świat przez gruba szybę ze świadomością, że nigdy się nie przedostaniemy na drugą stronę. Nie mieliśmy szans spełniać marzeń.
Dziś, zamiast o tym zapomnieć i korzystać z faktu, iż świat się dla nas nagle otworzył, my, jak takie zniewolone ptaki, którym odpadły skrzydła, ciągle powracamy do przeszłości...
I tu wracając do sedna, o którym chciałabym powiedzieć, w związku z tymi odszkodowaniami wojennymi, których niby mielibyśmy żądać od Rosjan za szkody wyrządzone w czasie II wojny światowej. Słyszałam kilka razy w życiu taką opinię od osób, które uważam za mądre i dobrze wykształcone, że Armia Czerwona niepotrzebnie nas wyzwoliła... Słyszałam też, że dzięki bogu w Hiszpanii zwyciężył Franko, bo uchronił ten kraj od komunizmu...I jest dla mnie to dość szokujące, bo wprawdzie czasy faszyzmu i wojny znam tylko z historii, a komunizmu sama nieco zaznałam, ale wydaje mi się, że lepszy każdy komunizm niż faszyzm. Tym, którzy tak głośno krzyczą o odszkodowania od Rosji pragnę tylko przypomnieć kilka niepodważalnych faktów:
Podczas wyzwalania Polski zginęło ponad 600 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a Armia Radziecka miała zakaz używania samolotów i artylerii tam, gdzie były największe i najbardziej cenne zabytki ( np. w Krakowie). Nie kazała również sobie płacić ani za uzbrojenie polskich żołnierzy, ani za ubrania czy wyżywienie ( wiem, wiem, tam gdzie akurat stacjonowali wyjadali wszystko, nawet żarcie dla świń, jak szarańcza). I co najważniejsze, polscy żołnierze u boku Rosjan walczyli z orzełkiem na czapkach, a nie z gwiazdą. Oczywiście wszystkie te fakty są obudowane kontekstem historycznym i polityką. Nie należy mieć złudzeń, że Stalin z dobroci serca Polsce pomagał. Walczył o nas, o ziemie zachodnie, bo poszerzał w ten sposób swoją strefę wpływów. Ale dokładnie to samo robiła druga strona. Chciałabym tu posłużyć się artykułem niejakiego Mikołaja Maliszewskiego, z którym się nie do końca zgadzam. Przede wszystkim ze względu na ten nadęty ton pochwał wracający do tamtych czasów bałwochwalczej miłości do ZSRR. Ale trudno jest nie zauważyć kilku faktów, które jednak się wydarzyły i miały wpływ na powojenne losy Polski.

70 lat temu, w marcu 1945, 1. Front Ukraiński rozpoczął ofensywę górnośląską, przedłużenie Operacji Wisła-Odra dla wyzwolenia terytorium Polski na zach. od Wisły.
Polskę wyzwoliły Fronty Armii Czerwonej: 1. i 2. Białoruski, 1. i 4. Ukraiński. Wyzwalając Europę od hitleryzmu, fronty te wykonywały szereg powiązanych zadań. Armia Czerwona zadawała końcowe klęski wrogowi w Polsce, by otworzyć drogę ofensywie na Berlin. Musiała też pomagać aliantom błagającym o pomoc po ofensywach w Ardenach i Wogezach, gdzie resztki jednostek SS i „niewydolne” formacje sprowadzone z niemieckich tyłów próbowały przerwać front aliancki. Po powodzeniu na zachodzie, dowództwo Hitlera zdecydowało utrzymać Polskę i Warszawę za wszelką cenę.
30 najlepszych niemieckich dywizji, 2 brygady i potężny garnizon warszawski (4 bataliony piechoty) zgromadzono k. Serocka i Jasła. Gdzie indziej było do 50 batalionów. Między Odrą a Wisłą, Niemcy zbudowali 7 stref fortyfikacji, które uważali za nie do zdobycia. Pierwsza strefa id strony Wisły była najmocniejsza, obsadzona głównymi siłami hitlerowskimi grupy A.
Pomimo to, 1. Front Białoruski złamał przednią linię na początku styczniowej ofensywy. W ciągu 5 dni siły sowieckie wyzwoliły stolicę i wyłamały 500 km frontu posuwając się 150 km w głąb pozycji wroga. Brytyjski premier Churchill pisał do Stalina 27.1.1945: „Jesteśmy zachwyceni waszymi chwalebnymi zwycięstwami… Proszę przyjąć nasze najserdeczniejsze podziękowania i gratulacje z okazji tych historycznych wyczynów.”
Niemiecka grupa A doznała wielkiej porażki. 1-szy Front Ukraiński wyzwolił Kraków i wszedł na terytorium Niemiec. Na początku lutego główna ofensywa II wś. była już zakończona.
Szkoda, że dziś Polska zapomniała znane słowa Churchilla: «Bez Armii Czerwonej, Polska zostałaby zniszczona lub zniewolona, a Polski naród starty z powierzchni ziemi. Ale mężne armie rosyjskie wyzwalają Polskę i żadne inne wojska w świecie nie zrobiłyby tego.»
Polacy próbują dziś pomijać fakt, że ponad 600 tys. żołnierzy sowieckich oddało życie za wyzwolenie Polski od hitleryzmu.
To tenże dumny naród polski, który hitlerowcy uważali za podludzi. Nie wolno im było używać środków komunikacji z Aryjczykami. Przedstawiciele tegoż narodu polskiego zapomnieli o wywieszkach hitlerowskich przed drzwiami restauracji, kin i parków w okupowanych miastach: «Psom i Polakom wstęp wzbroniony!»
Zapomnieli, że podczas okupacji Polska straciła 21,4 % ludności. Polska miała więcej fabryk śmierci na swym terytorium – najokropniejszych miejsc w historii ludzkości: obozy zagłady Auschwitz, Treblinka i Majdanek oraz obozy pracy przymusowej…
Zapomnieli, że Niemcy zniszczyli ok. 40% budynków, zostawiając 1/3 Polaków bez dachu nad głową i jedzenia.
Pomoc materialną ZSRR na odbudowę Polski po wojnie też zapomniano; ZSRR zrzekło się wszelkich roszczeń do własności niemieckiej w Polsce i przekazało Polsce 15% reparacji pieniężnych i 15% wyposażenia przemysłowego z Niemiec. Zapomniano o tym, że gdy w ZSRR racjonowano chleb, sowieci zaczęli w styczniu 1945 bezpłatne dostawy 60 mln ton ziarna do Polski. Możliwe, że niejeden polski rusofob z rodzicami zawdzięczają temu życie.
Zapomniano, że tylko dzięki niezłomnej postawie ZSRR czy raczej Stalina, obecną granicę z Niemcami wyznaczono na Odrze i Nysie, co dało Polsce dostęp do Bałtyku i zwiększyło terytorium kraju o ponad 100 tys. km2.
Zapomniano, że w l. 1980-ych, tak trudnych dla Polski, ZSRR dało ponad 7 mld rubli bezinteresownej pomocy, a na pocz. l. 1990-ych Rosja właściwie przebaczyła Polsce pożyczkę w walutach obcych wartości 5,3 mld rubli, wtedy jeszcze nie zdewaluowanych. Dziś politycy polscy nazywają to «sowiecką okupacją» i pozwalają zwyrodnialcom bezcześcić pamięć i groby poległych czerwonoarmistów. Nie chcą pamiętać tych i in. faktów, np. masowej śmierci rosyjskich, ukraińskich, białoruskich i niemieckich więźniów w polskich obozach koncentracyjnych w powojennej Polsce. Natomiast Polacy nie przepuszczą wypaczeń w pamięci historycznej narodów-sąsiadów.
Dziś Ukraina lansuje idee Bandery, którego zwolennicy zamordowali dzies. tys. Polaków tylko za to, że byli Polakami. Ludzie bez wstydu nie pamiętają swej przeszłości. Odmawiają czcić pamięć radzieckich i polskich żołnierzy, którzy razem wciągnęli Sztandar Zwycięstwa nad Warszawą w 1945.

Mnie, osobiście najbardziej drażni to, że mija prawie wiek od tamtych, ciemnych, wojennych czasów, a my ciągle próbujemy zrobić na nich biznes i karierę. Ja nie mówię, by zapomnieć o tym, co było. Trzeba pamiętać, ale trzeba też wybaczyć. Wybaczyć, by można było zbudować coś nowego i trwałego, a pamiętać tylko po to, by się czegoś nauczyć i by nie dopuścić już nigdy do podobnych tragicznych wydarzeń. Dajmy już spokój grobom i wróćmy do życia.

Wiem jednak, że PIS gra, a bynajmniej próbuje, bo w moim przypadku się to nie uda, gra naszymi uczuciami, naszym poczuciem krzywdy i najbardziej naszą niewiedzą. Chciałabym apelować do polityków, by się opanowali, by w końcu dali spokój poległym i zaczęli patrzeć przyszłość. Ale wiem, że ludzkie emocje to ogromny kapitał, który w odpowiedni sposób zmanipulowany i zaszantażowany, wykorzystują wszyscy wielcy dyktatorzy.
I to jest najlepszy dowód, że demokracja umiera, bo przestajemy patrzeć racjonalnie na nasze współżycie społeczne i nasze stosunki ze światem. Ktoś pociąga za sznurki, na końcach których są nasze emocje. Jesteśmy pionkami na szachownicy, kawałkami drewna, które się przesuwa w dowolnym kierunku, by cel osiągnąć. A celem jest władza. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...