niedziela, 10 grudnia 2017

Nasze grzechy. (Tekst z dnia 22 sierpnia 2016 roku. )

Zdarzyło się to dwa razy w historii ludzkości, a bynajmniej te dwa razy, były na tyle ważne, że zostały zapamiętane. Kiedy już prymitywny człowiek zlazł z drzewa i zaczął biegać po łąkach, nie wiele rozumiał z otaczającego go świata. Wszystko, czego nie potrafił wytłumaczyć, bo przecież nie znał ani matematyki, ani fizyki, przypisywał siłom nadprzyrodzonym. Miał znikomą świadomość społeczną i wrażliwość. Odczuwał jedynie ból własny, nie rozumiejąc cudzego. Żył, jadł i rozmnażał się. Ale miał jakąś niezwykłą, przewyższającą inne zwierzęta, zdolność do rozwoju mózgu. Wtedy po raz pierwszy pojawił się ON. Istota o dużo większej wiedzy, może kosmita. Widząc, jak ludzie wzajemnie ze sobą walczą, jak się zniewalają, pomógł niewolnikom znaleźć ziemie niczyją, gdzie mogliby się rozwijać swobodnie. Uwalniając ich z rąk oprawców, użył wielu efektów specjalnych, które dziś były by po prostu banalne. Widząc jednak naturę człowieka, mentalność baranów walczących o źdźbło trawy, dał im zespół zasad, dekalog, który trzymałby ich w ryzach. Wiedział bowiem, że nie ma żadnego sensu odnosić się do ich humanitaryzmu, że ludzie na tym poziomie, mogą zrozumieć jedynie metodę kija i marchewki, czyli piekła i nieba. A ponieważ ziemska istota nadal nie znała żadnych zasad, które rządzą natura, rolę decydenta w sprawach interpretacji ludzkich uczynków przypisał istniejącej już w ludzkiej świadomości postaci boga. I znów minęło wiele lat. Gdyby człowiek nie był przekorny i w prosty sposób rozumiał zasady moralne ujęte w przykazaniach, uczynił by Ziemię, a przynajmniej swój kawałek, krainą mlekiem i miodem płynącą. Niestety, człowiek, to najagresywniejsze ze zwierząt, dążył do władzy i stawiania się w pozycji wyższej wobec innych. A ponieważ kosmita pozwolił, by za ząb odpłacane było zębem, a za oko okiem, człowiek potraktował to jako pozwolenie omijania przykazania, nie zabijaj. Kosmita, być może czasami zaglądał na Ziemię, by nieco skorygować przekazane przez siebie przykazania, ale wobec ludzkiej natury okazywał się bezsilny, nawet używając po raz kolejny efektów specjalnych, co sprawiało, że był postrzegany, jako siła nadprzyrodzona. A na świecie ciągle panowały wojny i człowiek, człowieka krzywdził. Żadne piekło i żadne niebo nie mogło tego zmienić. I wtedy wydarzył się ten drugi raz. Kosmita postanowił spłodzić dziecko z kobietą. Pomyślał: Kurwa, skoro nie słuchają żadnego boga, to może wybraniec spośród własnych obywateli, który będzie miał boskie zdolności, będzie dla nich autorytetem. Niestety, stwierdził, że mimo wielu tysięcy lat od pierwszej wizyty, ludzki mózg ciągle dopuszcza wyłącznie prymitywne instynkty, a intelekt pozostał na poziomie przeciętnej owcy. Tak oto pojawił się Chrystus. Całe życie nauczał, próbował za wszelką cenę, wytłumaczyć ludziom, że wojny i agresja nie służą rozwojowi, że wszyscy na świecie są równi, że więcej można dokonać miłością, niż siłą. Ponieważ jego poglądy były groźne dla wszelkich elit, które obawiały się, że ten prymitywny człowiek, zacznie zdobywać wiedzę, która go wyzwoli, postanowiły się pozbyć klienta. Nie miały jednak pojęcia, że jest on hybrydą ziemskiej kobiety i znacznie bardziej zaawansowanej istoty z kosmosu. Chrystus dobrze wiedział, że współczesny mu człowiek, nie będzie w stanie skutecznie go zamordować, więc dla utwierdzenia przekonania ludzi o swej boskości, zgodził się na ziemską śmierć. Oczywiście medycyna na bardzo wysokim poziomie, postawiła go na nogi w ciągu trzech dni i cel wydawał się osiągnięty. „Teraz, to już ludzie na pewno uwierzą w te nauki, skoro im udowodniłem, że można pokonać śmierć, a przecież niczego się tak nie boją, jak śmierci”. Ze spokojnym sumieniem, mógł więc ten pół człowiek, pół kosmita, wezwać statek ratunkowy i odlecieć. Ale kosmita po raz kolejny nie docenił człowieka. W tym olbrzymim gronie baranów, którym obca była wszelka wiedza, znalazło się paru cwaniaczków, którzy utworzyli religię i kościół. Zaczęli sami się uczyć, a zdobytą wiedzę wykorzystywać przeciwko ludziom, co w pomieszaniu z odpowiednio interpretowanymi naukami Chrystusa i jego ojca, dawały mentalny kaganiec nakładany ludziom na całe życie. I tak oto ze zwykłego barana, człowiek stał się zmanipulowanym baranem bezwładnym. Stał się baranem wierzącym.
Dlaczego kosmita już nigdy na Ziemię nie wrócił? Myślę, że widząc, jakie efekty przyniosły jego starania, jak idea równości i miłości upadła, a ludzie z jego imieniem na ustach, jeszcze bardziej się prali po mordach, to mu ręce i nogi opadły. Myślę, że po prostu to olał. Stwierdził, że i tak nic tu nie pomoże. Nawet nie musi ludzi karać za głupotę. Sami prędzej czy później zniszczymy wokół siebie wszystko i unicestwimy siebie.
I minęło kolejne tysiąc i kilkaset lat......
Piękna historyjka? Prawdopodobna? Zapewne nie mniej, niż to, co słyszymy w kościele. Tylko tyle, że jednej rzeczy nie rozumiem.
Wtedy, 2, 5, 10 tysięcy lat temu, byliśmy naprawdę prymitywni ludźmi i łatwo nam było wmówić działanie jakiegoś boga. Nawet było to wszystko dla człowieka korzystne, bo nie mając dzisiejszej świadomości i wrażliwości, trzeba było człowiekowi narzucić jakieś ramy, jakieś prawo, ważniejsze od ludzkiego. Gdyby nie ludzie, którzy postanowili to prawo wykorzystać do własnych celów, bardzo przyziemnych, do osiągania władzy i bogactwa, może świat zmieniałby się w dużo lepszym kierunku. Niestety, prowadzone w imieniu kościoła wojny, spowodowały konflikty, których macki sięgają do dziś. Teraz, nikt już ich korzeni nie pamięta. Religia, zamiast jednoczyć świat, podzieliła go. Zresztą, wydaje się, że ten kosmita odwiedzał różne plemiona i każdemu podobną historyjkę opowiedział, tylko ją trochę zmodyfikował do lokalnych potrzeb. I tak od 2000 lat kłócimy się o to, czyja historyjka jest ważniejsza.
Opowiedziałam Wam taką sobie wymyśloną w tej chwili historie. W żadnym punkcie nie jest ona niemożliwa, a nawet, z naukowego punktu widzenia, bardziej prawdopodobna, jak wszystkie biblie świata. Jestem pewna, że nasze duchowe życie, istnienie intuicji, postrzeganie pozazmysłowe, a także nieśmiertelność naszych dusz, w którą osobiście wierzę ( traktując duszę, jak specyficzny rodzaj energii, a jak wiadomo, energia nigdy nie znika, ulega tylko przekształceniu), że to wszystko wydaje nam się tylko czymś nadprzyrodzonym, gdyż nie mamy wystarczającej wiedzy, by to wytłumaczyć. Powiedzcie mi tylko, dlaczego po tylu tysiącach lat, przy powszechnym dostępie do edukacji, znajomości praw fizyki i innych nauk ścisłych, widząc z jaką łatwością można osiągnąć opisane w religijnych księgach efekty specjalne, kiedy umiemy porozumiewać się na odległość, tworzyć hologramy, leczyć choroby, latamy na księżyc, ciągle wierzymy w dziadka z siwą brodą siedzącego na chmurce i rządzącego naszym życiem? Dlaczego nie jesteśmy dobrzy, bo warto być dobrym? Dlaczego szanujemy rodziców nie dlatego, że sobie na to zasługują, lecz ze strachu przed karą. Dlaczego nie rozumiemy, że kłamiąc czy zdradzając czynimy komuś po prostu krzywdę. Dlaczego, wbrew tym samym przykazaniom, z imieniem tej nieistniejącej istoty, nienawidzimy, fałszywie oskarżamy, a nawet mordujemy? Każdy powinien sobie zadać to pytanie. Dlaczego, tworząc muzykę, poezję, malując obrazy, projektując wspaniałe budowle doprowadziliśmy nasz mózg do perfekcji, a jednocześnie pozostajemy tym prymitywnym stadem baranów bojącym się piekła? Czy nie widzicie, że cała ta religia jest sprzeczna z wolną wolą, którą wam się wmawia tylko po to, by nie zrzucać na wymyślonego boga winy, za wasze potknięcia. Zasługi są zawsze boskie, grzechy pozostają nasze. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...