sobota, 9 grudnia 2017

Niedziela z rodziną. (Wpis z dnia 1 maja 2016 roku)

Marzenie, że się uda Polakowi przeżyć dzień bez polityki, jest nierealne. Nawet trochę mnie śmieszą ludzie, którzy twierdzą, że polityka ich nie obchodzi. Nie każdy jest tak na jej punkcie zakręcony, jak ja i nie każdy uważa, że dzień bez polityki, to dzień stracony, ale w ten, czy w inny sposób dotyka ona nas wszystkich. Nie sposób przed nią uciec.
Ja teoretycznie zrobiłam sobie wczoraj przysłowiowe święto lasu, ale moje rozważania na temat natury człowieka, też są spowodowane jego zachowaniami w dzisiejszym świecie, na który polityka ma wpływ. W Polsce jest to szczególnie widoczne, bo tutaj politycy przecięli kraj na pół w tak brutalny i bolesny sposób, że wiele osób o łagodnych poglądach się po prostu uwsteczniło. Ten podział jest bardzo radykalny i czarno biały. Nie może być tak, że w jednej kwestii się zgadzamy a w innej nie. Teraz panuje zasada, że jeśli nie jesteś z nami w 100 % to jesteś przeciw nam, jesteś wrogiem. Widać to np. w sytuacjach, kiedy poglądy polityczne są w strefie zainteresowania kościoła. Nawet jeśli jesteś prawicowy, ale ze zrozumieniem traktujesz kompromis aborcyjny, no to możesz przyjść do kościoła ale komunii nie przyjmuj. A jeśli jesteś nawet głęboko wierzący, ale chcesz z KODem walczyć o demokracje, to już grzech śmiertelny popełniasz. To, że piernik do wiatraka, w wielu przypadkach nie ma tu nic, nikogo to nie obchodzi. Szkoda tylko, że ten kościół nakłada na nas różnego rodzaju klątwy, ale jedno jest pewne, ofiarę przyjmie od każdego, i od tego, który komunii nie może przyjmować i od tego, który grzech śmiertelny byciem na manifestacji popełnił. Ja może jestem na tym punkcie zbyt uczulona, ale prawie każda ustawa, które chce przeforsować PIS, jest dla mnie pójściem na ustępstwa kościołowi. Na przykład zakaz handlu w niedzielę. Naprawdę myślicie, że ma to nas zmobilizować do spędzania czasu w gronie rodziny? Nie, przecież to właśnie otwarte centra handlowe pozwalały nam jednocześnie zrobić zakupy, zjeść wspólny niedzielny obiad choćby w MC Donaldzie, czy pójść wspólnie do kina. No tak, chodzenie na niedzielny obiad nie jest zgodne z polska tradycja, bo w jaki sposób mógłby mężczyzna okazać kobiecie swa wyższość, jeśli nie miałby możliwości zagonić jej do gotowania niedzielnego rosołu i pieczenia niedzielnego placka? W końcu w polskiej tradycji, kobieta zmęczona nie bywa nigdy. No i to zabieranie do kina też nie jest tradycyjne po ślubie. Niech sobie baba za dużo nie wyobraża. Ale przede wszystkim z braku innych rozrywek, może część osób poszłaby do kościoła i przysporzyła parafii tak potrzebnych środków finansowych. Po co wydać grosz na obiad, jeśli możemy wrzucić go do fontanny i liczyć, że nam szczęście przyniesie. Ja wiem, że jestem bardzo złośliwa w stosunku do kościoła, ale często obserwuję całe rodziny spędzające czas w centrach handlowych, gdzie wreszcie ojciec nosi na barana zmęczonego malucha i ma czas pogadać z żoną, pochodzić pod rękę z matką itd. A przecież mógłby, po bożemu, przespać cały dzień na kanapie nie odzywając się do nikogo. I ostatnia, bardzo istotna rzecz. Kupowanie jest przyjemne, szczególnie kiedy się to robi z najbliższymi. Wybieranie dobrej herbaty, mieszanie w parówkach, przymierzanie butów. Chyba nam się to należy po tygodniu harówy i należy się naszym dzieciom, by na chwilę przestały się bać, że zgubią klucz zawieszony na szyi, by przez chwilę miały poczucie, że to my za nich myślimy i dajemy im poczucie bezpieczeństwa. Jestem przeciwko takim zakazom, które zabierają nam wolność wyboru. Jeśli ktoś uważa kupowanie w niedzielę za zło, to niech nie kupuje. Ciekawe, co by było, gdyby nagle w turystycznych miejscowościach zamykano na niedzielę hotele, restauracje, miejsca rozrywki. Ważne, by ci ludzie, którzy w niedziele pracują, dostawali za to godne wynagrodzenie i mieli prawo do odpoczynku w inny dzień. Ja tu oczywiście o takich własnych odczuciach mówię, ale przecież przez taki zakaz wiele osób po prostu straci pracę. I choćby to powinniśmy mieć na myśli.
Niech ekonomia i wolność wyznacza nam standardy. Ten, kto chce, niech pracuje w niedzielę, ten, kto woli być w domu, jego wybór.
Jeśli ktoś dziś oglądał lożę prasową, dowiedział się, że Komisja Wenecka to kolesie kolesi, czyli swego rodzaju międzynarodowy związek zawodowy broniący prawników we wszystkich krajach, który kieruje się ich interesem, a nie obowiązującym prawem? Też Wam szczęka spadła no podłogę? I dlatego nie lubię teorii spiskowych. Okazuje się bowiem, że ten nasz „maluszek” Kaczyński, jest tak wybitną jednostką i takim zagrożeniem dla całego świata, że nawet jeśli ktoś kichnie na jakimś zadupiu, to znaczy, że jest w układzie mającym zaszkodzić PISowi. A organizacje z wieloletnią historią, międzynarodowe trybunały, powstały tylko po to, żeby panu Kaczyńskiemu przeszkadzać w sprawowaniu władzy. A wydawałoby się, że absurd ma swoje granice i żenada również. Ale nie w Polsce drodzy państwo, nie w Polsce!
Dawno już nie odnosiłam się do prezydenta Dudy. Ale po pierwsze nie jestem już w stanie ani słuchać jego patetycznych przemówień o niczym, ani patrzeć, na jego głupią, pustą gębę, na wydęte wargi, które nie wiem, co mają sugerować. Czy to jest grymas bólu człowieka usiłującego przedstawić się jako silną osobowość, czy to zwykła pogarda dla słuchaczy, tego nie wiem. I chyba mnie to już nie interesuje. W zasadzie mogłabym się cieszyć, bo nie ma chyba w Polsce i w ostatniej historii nie było, człowieka tak przegranego, tak bezwolnego, tak pozbawionego twarzy i charyzmy. Wszelkie uczucia, jakie się odzywają w stosunku do niego, krążą między litością i zdziwieniem. Zdziwieniem, że normalny, zdrowy facet, jest się w stanie tak publicznie upodlić, tak poniżyć swój urząd, tak upokarzać się na każdym kroku i pozwalać rugać na oczach Narodu. Nigdy tego nie zrozumiem. Czasem staram się wstrzymywać z krytyką, bo wiem, że ludzie bywają postawieni pod ścianą i muszą robić rzeczy niegodziwe, bo nie zostawia się im wyboru. I tylko w takiej sytuacji byłabym w stanie wybaczyć mu tę postawę. Jeśli jednak robi to z własnej woli i nie odczuwa przy tym dyskomfortu, to nie znam bardziej żałosnej postaci na obecnej scenie politycznej.
Drodzy Państwo, szczególnie mieszkający w Polsce. Za tydzień jest kolejny protest przeciwko tej władzy. Proszę WAS wszystkich, jeśli ktoś ma możliwość, niech dołączmy do protestujących. Najgorszą rzeczą, jaka możemy sobie w tej chwili zafundować, to obojętność. Bądźcie tam w imieniu swoich bliskich mieszkających na całym świecie, którzy chcieliby, lecz nie mogą dołączyć do protestujących. Bądźcie tam także w moim imieniu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...