sobota, 9 grudnia 2017

Niewolnicy 500+ (Tekst z dnia 21 maja 2016 roku. )

Mam takie pytanie do Polaków mieszkających w kraju: Czy zauważyliście, że obecna władza nie mówi zbyt wiele o pracy. Nie słyszy się ani o zwiększaniu ilości miejsc pracy, ani o pilnowaniu właściwych warunków i przestrzegania prawa pracowniczego. O godnym wynagrodzeniu nie wspominając. Czy to Was nie poniża, że zamiast spełniania waszych ambicji zawodowych, proponuje się Wam zasiłki? Czy nie lepiej byłoby dać Wam możliwość samodzielnego dawania sobie rady w życiu? Czy nie czujecie się z tym źle? Czy dla mężczyzny nie jest to poniżające, że nie może zarobić na rodzinę? Czy kobiety nie mają już ambicji sprawdzania się w wybranym zawodzie? Czy tylko kury domowe zostały w Polsce, zdolne tylko do rodzenia dzieci i pobierania na nie zasiłku? Czy to już nie modne, być samodzielnym i zaradnym? Kiedy szukacie sobie partnera życiowego, Wy, młode Polki, czy wydają Wam się bardziej interesujące kaleki życiowe, które prosto od garnuszka mamusi przechodzą na garnuszek państwa?
Te pytania nurtują mnie od jakiegoś czasu, słysząc od ludzi, że jak się dobrze ustawisz, to całe życie możesz przeżyć z zasiłków nie hańbiąc się pracą. Pytam, bo wiecie, ja jestem z tego gorszego systemu, kiedy to praca dawała człowiekowi poczucie godności, a na pewno nie hańbiła. Ja rozumiem, że bywają sytuacje życiowe, kiedy człowiek potrzebuje pomocy i jest słuszne, że Państwo tę pomoc daje. Ale zakładanie z góry, że będzie się żyło z zasiłków na dzieci, jest dla mnie jakimś koszmarem. Oczywiście w wielu krajach zasiłki na dzieci są normą. Ale zwykle są one związane z pracą. Moja córka też dostawała zasiłek rodzinny z Belgii, ale tylko dlatego, że mój mąż w tym kraju pracował. Nie pojechał tam pobierać zasiłków. Całe stulecia ludzie walczyli o swoją godność, co było związane nieodłącznie z posiadaniem pracy. Praca dawała możliwość awansu społecznego i podnoszenia poczucia własnej wartości. Teraz, kiedy spotykają się ludzie na wspólnej kolacji, nie rozmawiają o pracy, tylko o tym, komu się 500+ należy, a komu nie i na ile dzieci. Czy nie byłoby lepiej zawdzięczać sobie wszystko, co się posiada? Może ja jestem nietutejsza albo mam staroświeckie poglądy, ale wiem, że wiele osób wyjeżdża z Polski nie za lepsza pracą, ale za lepszym socjalem. Wiem, nie należy do polskiej tradycji przekazywanie młodemu pokoleniu podstawowych zasad ekonomii. Ale może warto się czasem zastanowić nad taka banalną rzeczą: Skąd się biorą pieniądze? Na te zasiłki ktoś musi zarobić, ktoś musi oddać podatki. Jeżeli większość osób będzie żyła z zasiłków, to kto na to zapracuje? Pytam, bo się po prostu dziwię, że ludzie chcą być nieudacznikami, nie maja ambicji i własne dzieci uczą tego samego, że miło jest być pasożytem. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. To głupie, ale wolałabym nigdy w życiu nie musieć korzystać z jakiegokolwiek zasiłku, nie być na chorobowym, i być zdrową i sprawna do końca życia i móc być użyteczna społeczeństwu. Jeśli bym miała siłę i zdrowie, nie przeszkadzałoby mi być aktywnym człowiekiem do końca życia. Może zawalczmy o to, by stwarzano nam lepsze warunki pracy, by zlikwidowano krzywdzące umowy, by płacono uczciwie za nadgodziny, by nas w pracy doceniano także finansowo! Tak, byśmy nie musieli sprzedawać duszy za zasiłek na dziecko. Wiem, że mamy teraz na czele rządu królową 500+. I wiem, że wielu osobom te pieniądze są potrzebne. Ale czy to Was nie poniża, że traktuje się Was jak motłoch, który można kupić? Rodzi się w ten sposób między rządem, a społeczeństwem specyficzny rodzaj poddaństwa: Głosujcie na nas, nawet jeśli jesteśmy łajdakami, bo jak przyjdą następni, to może wam zabiorą to, co myśmy wam dali. Tak się czyni Naród ubezwłasnowolnionym. Tak się nie pozostawia wolnego wybory w decydowaniu o własnych poglądach. Chce się żyć, trzeba się podporządkować. Praca, samodzielne zdobywanie pieniędzy przywraca nam wolność i godność. Bycie na łasce państwa, kiedy jest się zdrowym i zdolnym do pracy, w moim mniemaniu nam tę godność odbiera.
Zawsze byłam zdania, że człowiekowi nie warto dawać ryby, ale wędkę, by sobie sam tę rybkę złowił. Niestety, chyba ta teoria nie jest dziś specjalnie w cenie. Kiedy ja byłam dzieckiem często nas pytano, kim chciał być być, kiedy dorośniesz. Zazwyczaj wszyscy chcieli być policjantami, strażakami, żołnierzami, a dziewczynki lekarkami lub nauczycielkami. Później nastały także inne zawody, chciano być kierowcami czy piosenkarkami i modelkami. Obawiam się, że w dzisiejszych czasach, wiele dzieci, idąc za przykładem rodziców, myślą, że najlepiej jest być pobieraczem zasiłku. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...