sobota, 9 grudnia 2017

Nikt nas nie zatrzyma. (Tekst z dnia 23 czerwca 2016 roku. )

Czytałam wczoraj artykuł na temat KODu. Oglądałam też reportaż w TVN 24. Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że żyjemy w jakimś amoku, gdzie nawet doświadczeni i wykształceni dziennikarze, nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Z nadzieją zakładam, że ich wypowiedzi, są swego rodzaju prowokacją, która ma otworzyć dyskusję. Zachowują się tak, jakby nie rozumieli, czym jest KOD, dlaczego powstał i dokąd zmierza. To, że takimi „ głodnymi kawałkami” posługuje się kaczopartia, nie dziwi. Do swego elektoratu inaczej mówić nie mogą.
Pierwszy i najostrzejszy zarzut jest taki, że w KODzie nie ma zgody i budują się frakcje. Drodzy Państwo, z tego co mi wiadomo, KOD jest luźnym związkiem wolnych ludzi, od których nie wymaga się żadnej lojalności światopoglądowej. Mogą się w nim odnaleźć, i zapewne się odnajdują, ludzie popierający różne partie, różne style rządzenia czy różne religie. Jedynym punktem łączącym tych ludzi jest zamiłowanie do nowoczesnej demokracji i poszanowanie prawa. To, że się kłóca między sobą, polemizują, jest tylko „wykuwaniem stali”. A jak wiecie, stal, im dłużej wykuwana, tym twardsza. KOD, jest pewnym hasłem, symbolem, którzy łączy tych wszystkich ludzi, także mnie. Jest ogrodem, do którego przychodzimy się spotkać i pogadać o Polsce. Ale są wśród nas ludzie różni, spokojni i nerwowi, cierpliwi i bardziej radykalni w działaniu. Nie rozumiecie jednej prostej zasady: Nikt nas tu nie zwoływał, więc nikt nas nie może odwołać. Nikt nas nie łączył, więc nikt nas nie może podzielić.
PIS widzi tylko wierzchołek góry lodowej, czyli tylko te 150 tysięcy ludzi na ulicach. Nie ma pojęcia jak wielki jest ten sprzeciw społeczny. Są nas miliony i nas nie powstrzymacie. Jesteśmy siłą, która was zaskoczy, bo bardzo trudno jest odebrać wolność tym, którzy jej już posmakowali. Lekceważycie nas, bo mierzycie nas miara swoich wyborców. Ale każdy myślący człowiek, a tylko tacy są po naszej stronie, jest więcej wart od dziesięciu bezwolnie słuchających swego wodza. Niepotrzebnie próbujecie skompromitować Pana Kijowskiego. Wydaje się wam, że KOD, to on. Ja Pana Kijowskiego nie znam i może nigdy nie poznam. Nie mam żadnego powodu by odpowiadać, za jego grzechy, tak jak on nie musi brać na siebie moich. Tu każdy odpowiada za siebie. I to jest nasza siła.
Z moich obserwacji wynika, że już dziś, ilość osób w różny sposób sprzeciwiających się władzy PIS, przekroczyła tak zwanego suwerena, czyli te kilka milionów ludzi, głosujących na tę partię. Gdyby policzyć wszystkie grupy popierające KOD oraz walkę w obronie demokracji w Polsce, liczba ta byłaby podwojona. I nie ma to żadnego znaczenia, jak się te grupy, czy organizacje nazywają. Jest ich ogromna ilość na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie są Polacy. Nie pytajcie więc: Dokąd zmierza KOD? To jest pytanie do nas, do zwykłych ludzi na ulicy, którzy w ciągu zaledwie roku stali się obywatelami gorszego sortu, zdrajcami Ojczyzny i rebeliantami.
Droga władzo, to my jesteśmy KODem! I nie musimy nawet używać tej nazwy. Cokolwiek się stanie, nawet jeśli zdelegalizujecie KOD albo jeśli sam Kijowski, którego uważacie za naszego przywódce, lub ktoś inny z Zarządu KODu, nagle się rozmyśli, każe nam się rozejść i wracać do domu, my nie posłuchamy. Nikt już nas nie zawróci, nikt nas nie rozwiąże. Nie da się zdelegalizować naszych mózgów.
Manifestacje KODu odbywają się raz na jakiś czas. Są większe lub mniejsze. Są z udziałem polityków lub nie, różne też przyświecają hasła tym pochodom. Kiedy rozchodzimy się do domów, władza bierze głęboki oddech. Bo oto znowu trochę pokrzyczeli, pogadali i się rozeszli. Nie podpalili sejmu, nie wtargnęli do Pałacu, można na jakiś czas odetchnąć. Można znowu kłamać w Tv, źle policzyć manifestantów, można wróżyć rychły koniec Kodu. Ale na waszym miejscu nie bałabym się tego, co możecie zobaczyć na ulicach, ale tego czego nie widzicie. Nie możecie nas zdelegalizować i rozwiązać. Nie możecie mieć ani chwili spokoju, bo rządzicie na wulkanie, którym jesteśmy my: Gorące serce Narodu. A temperatura tego wulkanu ciągle rośnie.
Nie widzicie nas, ale my wcale nie jesteśmy znudzeni KODem. Nie jesteśmy zniechęceni. Bo KOD, to tylko narzędzie, a nie cel sam w sobie. Nie wychodzimy na ulice dla Kody, jesteśmy tu dla Polski. Tylko wam się wydaje, że pochód już przeszedł. My wcale nie wróciliśmy do domu! Nie widzicie nas, ale my ciągle tam tam stoimy, u bram Sejmu, Pałacu siedziby TK. Tego się już nie da zatrzymać. Jesteśmy śniegowa kulą, która ciągle rośnie. Nie ważne, jak długo tu będziemy stali: Miesiąc, rok, 60 lat? Ale jesteśmy i nie odejdziemy tak długo, dopóki nie dostaniemy tego, po co żeśmy przyszli. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...