wtorek, 12 grudnia 2017

Obywatelom gorszego sortu wstęp wzbroniony. (Tekst z 9 września 2017 roku )

Proszę, proszę...Doszło do spotkania na szczycie. Ale ty Suwerenie na pewno się nie dowiesz, na jaki temat ważni panowie rozmawiali. My się możemy tylko domyślać. Zupełnie nie rozumiem, po co rzecznicy stron, które się spotkały, wychodzą do ludzi i informują o tak zwanej atmosferze spotkania. A kogo to obchodzi?
Jak to wszystko wygląda, każdy widzi bez ściemy. Trwa jakaś wojna podjazdowa na wpływy. Duda, chcąc zabłysnąć, (a jestem pewna, że do końca tego nie przemyślał) postawił rządowi ultimatum w sprawie ustaw o sądach. Nie wiem, na co liczył, bo chyba nie na to, że się PIS do jego postulatów dostosuje. Ze wszystkich sił politycznych w Polsce, zwolenników i przeciwników, nikt chyba gorzej nie traktuje prezydenta, jak jego własny obóz polityczny. Ale przyjmując propozycję kandydowania, zdawał sobie sprawę, że jest tylko słupem. Jest to bardzo dziwne zachowanie, bo przez dwa lata prezydentury tyle razy złamał konstytucją i prawo, tyle głupich i niekonstytucyjnych ustaw podpisał i zrobił tyle innych różnych głupot, że dwie ustawy więcej, nie powinny mu robić różnicy. Jeśli założymy, że ten konflikt jest prawdziwe, co nadal wydaje mi się mało prawdopodobne, to musiało się coś wydarzyć co sprawiło, że prezydent nagle otrzeźwiał. A może po prostu zablefował, a kiedy PIS go zwyczajnie olał, nie mógł się już wycofać, by do końca nie stracić twarzy. Kiedy się powie A, trzeba wyrecytować cały alfabet. I nagle ktoś taki, kogo PIS bezpiecznie wybrał na uchwyt do długopisu, stał się dla dobrej zmiany problemem. Najpierw prezes Polski wysłał w tajnej misji Beatę Szydło, jako tę osobę, która wypromowała Dudę. Liczył po cichu, że będzie, jak matka, miała na niego zbawienny wpływ i przemówi mu do rozumu. Ale kto by tam słuchał Beatki? W łańcuchu pokarmowym PISu tylko ona stoi niżej od Andrzeja Dudy. Misja się nie powiodła, Adrian zdania nie zmienił! A na ogólną sytuację zaczęły wpływać zarówno wieści z Brukseli, jak też otwarty konflikt między prezydentem, a Macierewiczem. Kaczyński musiał być ładnie wkurwiony, skoro sam się osobiście na spotkanie pofatygował i na ławeczce przed gabinetem grzecznie poczekał na audiencje...
Nikt mi nie powie, że tam była przyjazna atmosfera!
Po miłym spotkaniu panowie wyszli by wspólnie do dziennikarzy i choćby uścisnęli sobie ręce, a nie wysyłali osłów medialnych, by oni się na zewnątrz gimnastykowali.
Jaki jest wynik tego spotkania, dowiemy się po jakimś czasie. Albo Duda zrozumiał, że do końca kadencji nic mu Kaczyński zrobić nie może i będzie PISowi się stawiał, albo Kaczyński ma jakieś kwity na niego i go sprowadził na ziemię. Osobiście przewiduję to drugie rozwiązanie. Oczywiście będą udawać, że poszli na kompromis, bo całkowite poniżenie Dudy nie jest w interesie PISu, ale okrężną drogą wprowadzą to, co chcą. Może to będzie inaczej sformułowane, ale wiemy, że PIS się nie cofnie. Nie cofnął się pod wpływem protestów społecznych, dlaczego miałby mu jeden nieważny prezydent przeszkodzić.
Duda, jeśli uległ Kaczyńskiemu, jest skończony. Straci w oczach wrogów i przyjaciół. Ale specjalnie nie martwiłabym się tą sytuacją. Niestety, Andrzej Duda nie jest w niczym lepszy od całego PISu, ma obrzydliwe poglądy i powinien być klientem zakładu penitencjarnego, a nie prezydentem. Ten jego bunt przeciwko prezesowi nie sprawił, że stanie się dobrym człowiekiem, życzliwym, demokratycznym, europejskim. Na zawsze pozostanie rycerzem fruwającej hostii, pozerem, aktorem , a raczej statystą ostatniego planu. I jestem pewna, że jeśli sami sobie w sprawach sądów nie pomożemy, to prezydent na pewno tego nie zrobi.
Tymczasem PIS, jak zwykle za pieniądze podatników, rozpoczął kampanię ogłupiania społeczeństwa bilbordami i debilnymi, kłamliwymi spotami. Odnoszę wrażenie, że Beata Szydło zupełnie się nie spodziewała, że Suweren zapyta, skąd na to wzięli pieniądze. Widać było, że na szybko zostało wymyślone usprawiedliwienie. Słuchałam kilka razy konferencji prasowej w tym temacie. Niestety, za głupia jestem, by zrozumieć, w jaki sposób bilbordy rozstawiane na terytorium Polski i zawierające treści w języku polskim, miały by wpływać na ratowanie wizerunku Polski za granicą. Nawet zakładając, że zobaczą te bilbordy zagraniczni turyści, to chyba szczytem pychy jest zakładanie, że wszyscy oni znają doskonale nasz piękny, acz bardzo trudny język.
Kampania jest wyraźnie polityczna i ma ogłupić społeczeństwo. Z jakiego powodu finansuje ją Polska Fundacja Narodowa?????
Trzeba także zauważyć, że to nie jest jedyne przewinienie tej fundacji. Na swych stronach internetowych szkaluje ona nasz kraj pokazując pojedyncze przypadki różnych nieprawidłowości, które zdarzają się we wszystkich krajach i we wszystkich społeczeństwach. Czystą hipokryzją są wezwania premier Szydło do nie wynoszenia polskich problemów za granicę. Takie instytucje piorą polskie brudy na arenie całego świata, pokazując Polskę, jako kraj pijanych sędziów, skorumpowanych urzędników i złodziei politycznych. Tylko o PISie źle mówić nie wolno, bo się mówi źle o Polsce. Dobrze, że świat głupi nie jest. Wszyscy wiedzą, że głupi rząd, nie oznacza, że cały kraj i cały Naród jest bez wartości.
Zastanawiam się także nad innym aspektem tej afery: Czy takie bilbordy nie będą wpływały na obniżenie bezpieczeństwa na drogach, czy nie będą odwracały uwagi kierowców i ich denerwowały.
Najczęściej używanym zdaniem w tej kampanii PISowskiej jest pytanie: Czy chcesz, by zostało tak, jak było? Ależ droga pani premier, drogi panie Zero, to wy chcecie, by zostało tak jak było, jak było w komunie.
Ja się tak tu trochę nabujam z tych poczynań rządu, chociaż tak do końca nie jest mi do śmiechu.
Tak naprawdę, chciałam skromnie przypomnieć, że jutro jest kolejna miesięcznica. Skromnie i nieśmiało, bo mam wrażenie, że wszyscy o tym zapomnieli. Nie widzę żadnych postów, żadnych wezwań do protestu. Zupełnie tak, jakby się Polacy na protest nie wybierali. Nie wiem, może się faktycznie nie wybierają. W końcu, cóż może się nowego wydarzyć... Znowu będzie msza, a potem pod pozorem uroczystości religijnych przejdzie Krakowskim Przedmieściem barwny pochód. Jedni dla niepoznaki będą śpiewać pieśni religijne, a w tym samym czasie inni będą kurwami i lewakami rzucać w tych, po drugiej stronie barierek. Bo barierki jak zwykle będą, jak w przypadku każdego religijnego, pokojowego i pełnego miłości marszu. Czasem obserwując te pochody naprawdę mam wątpliwości, czy te barierki mają chronić idących w procesji, czy raczej tych na zewnątrz, narażonych na agresję modlących się kiboli na emeryturze...
Dziwne, ale jakoś nie odczuwam normalnego w przededniu podniecenia. Mam takie wrażenie, że ogień w Narodzie gaśnie. Ale wiem, że wielu z WAS pójdzie, że znowu kupicie białe róże, że WASI przywódcy wygłoszą krótkie przemówienia. Trochę ponarzekacie, że nie jesteście w stanie protestować przez to żelazne ogrodzenie, rozejdziecie się do domu i nic się nie wydarzy.
Noc, pogrążamy się w mroku coraz bardziej i nie ma nikogo, kto znał by drogę ku światłu. Nie mamy już żadnej nadziei. Musimy iść w nieznane wyznaczoną przez metalowe ogrodzenie drogą. Czy tego nie widzicie, że PIS stawia metalowy płot, który ma nas skutecznie oddzielić od wolności? Czy nie widzicie, że wyznaczają nam żelazną drogę w ciemność? Czy się nie obawiacie, że skoro dziś zabrania się WAM stać na ulicy, tam gdzie stoi ten pierwszy, lepszy sort, za chwile nie będziecie mogli jadać w tych samych restauracjach lub jeździć tymi samymi autobusami. Czy pojawią się w Polsce tabliczki na drzwiach wejściowych: Obywatelom gorszego sortu wstęp wzbroniony!? A może będziemy nosić charakterystyczne opaski na przedramieniu, by nas można było od rasy panów odróżnić...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...