poniedziałek, 11 grudnia 2017

Ojczyzna paradoksu. (Tekst z dnia 25 stycznia 2017 roku. )

Scenariusz wywracania demokracji do góry nogami jest bardzo klasyczny i z góry określony. Oczywiście można to przeprowadzić w 3 dni, wyprowadzić wojsko na ulicę i ogłosić się królem lub cesarzem, ale wtedy można by się spotkać z krytyką ze strony innych państw demokratycznych. Znacznie łatwiej jest przeprowadzać demolkę powoli, z uporem maniaka powtarzając, że to dla dobra Ojczyzny.
My, Polacy, w zasadzie sami naprowadziliśmy PIS na właściwą drogę odpuszczając sobie czynny udział w wyborach. Oddaliśmy za darmo Sejm w ręce ludzi, którzy nie omieszkają z tej broni skorzystać.
Potem już się wszystko potoczyło, jak z górki. Powoli nadgryzano Trybunał Konstytucyjny, posprzątano w służbach, policji i wojsku. Ze spółek skarbu państwa odszedł każdy, kto mógłby choćby po cichu kwestionować dominację władzy. Gdyby namalować wyimaginowany obraz Polski, okazałoby się, że zielonych, czyli wolnych obszarów jest coraz mniej, a narasta przewaga złowieszczego brudu. Nie można Kaczyńskiemu odmówić genialnego planu. Nie rzuca się z motyką na słońce i nie atakuje w tych obszarach, gdzie nie jest pewny zwycięstwa. Cierpliwie czeka na sprzyjające okoliczności, by dobrać się do wolnych struktur państwa. Poczekał na odejście prezesa Rzeplińskiego, by całkowicie ubezwłasnowolnić Trybunał. Dziś może bez żadnych hamulców posyłać kolejne ustawy do oceny przez ten politycznie skorumpowany organ. Jestem pewna, że wszystko, co PIS ustali, okaże się zgodne z Konstytucją. Prezydent, prawnik niemota, chyba chodził na kursy szybkiego czytania, lub bardzo szybkiego czytania. Bo niezależnie od długości ustawy, jest w stanie ją podpisać w ciągu kilku godzin. Czasami jest to czas potrzebny do powrotu z kurortu narciarskiego do Pałacu. Eksperci? Jacy eksperci? Przecież najlepszym ekspertem jest poseł Kaczyński. Może nie od prawa, ale od tego, co jest dla Polski dobre, dla Polski Kaczyńskiego. Media publiczne przejęto brutalnie. Nowy prezes. Wszyscy myślący won! A na wizji same kukły. Największa włazidupa została prezesem tego, co przestało być częścią czwartej medialnej władzy. Zresztą, na czele narodowych mediów zawsze są włazidupy.
Teraz, powoli władza zabiera się za niezależne sądownictwo. Zresztą do pokonania zostały już tylko 3 bastiony: Niezależne sądy, niezależne media i samorządy. Zmiany w ordynacji wyborczej szybko wyeliminują dotychczasowych włodarzy regionów. Nie ma to żadnego znaczenia, czy są oni dobrymi gospodarzami. Odejdą na rzecz nowych, a więc pisowskich urzędników. I ten przepis o dwu kadencyjności na stanowiskach w samorządach jest najlepszym dowodem na to, że nie będzie już w Polsce uczciwych wyborów. Pisowcy nie zrobili by sobie takiej krzywdy. Mechanizm ma być taki: Poprzednikom nie dać szansy na następną kadencję, ale kiedy wszędzie będą już tylko nasi, będziemy tak silni, że nikt z nami nie wygra. I tu wracamy do niezawisłych sądów. Podporządkowanie sobie sądownictwa zasadniczo kończy okres demolki na granicy prawa. Wystarczy, że podległy władzy sąd uzna, że wybory w okręgu, gdzie większość zdobył przeciwnik PIS , odbyły się z naruszeniem prawa, a będzie można je powtórzyć i powtarzać do skutki, aż wygra ten, kto powinien. Pamiętacie głosowanie w komisjach przegrane przez PIS? Natychmiast je powtórzono, bo PIS miał wygrać! I już! I posprzątane! Poza tym, komisje weryfikujące podpisy obywateli pod kandydaturą, lub pod projektem obywatelskim, będą mogły podważać wiarygodność tych podpisów. Tak samo maże być z niezależnymi mediami. Po pierwsze, można im dołożyć bardzo wysokie podatki i opłaty za częstotliwości nadawania. Będzie można właścicieli mediów ciągać po sądach za wszystko, mało tego, zmusić te sądy by srogo media karały. Jeśli się nie da inaczej, wykończy się niezależne stacje tv i radiowe ekonomicznie. Pozostanie zneutralizowanie internetu, co jest banalnie proste. Wystarczy uznać, że dane treści są szkodliwe i niepożądane, by do dyspozycji zostawić tylko narodowe i przychylne władzy strony.
Tak, tak, trochę tak technicznie nudzę pisząc WAM o tym wszystkim, co i tak już wiecie. A może, jako fachowcy w różnych dziedzinach orientujecie się w tych mechanizmach lepiej niż ja.
Mnie jednak bardzo dziwi, że większość z WAS, widząc postępującą degradacje swojej Ojczyzny, nie odczuwa tego, jako osobisty atak na nas samych. Ja może do tego podchodzę zbyt emocjonalnie, ale każdy mały kroczek, zrobione wbrew prawu, odczuwam jak swoisty policzek dla mnie osobiście, jako Polaka i obywatela. Mija półtora roku rządów PIS. Każdego dnia jesteśmy opluwani prosto w twarz, jest naruszana nasza godność osobista. Mało tego, w zupełnie jawny sposób wprowadza się reformę edukacji, która uczyni z naszych dzieci opóźnionych w rozwoju dyletantów, co będzie miało przełożenie na jakość ich życia. Mimo to nie reagujemy w żaden zdecydowany sposób. Występuje u nas, mimo że rozumiemy zagrożenie, syndrom pełnej miski. Wstajemy rano, otwieramy lodówkę, a tam, póki co, jeszcze jest coś oprócz światła. I daje nam ten widok poczucie bezpieczeństwa. Tylko tyle, że kiedy już zostaniemy całkowicie od władzy uzależnieni, to i ta miska z zupą może ze stołu zniknąć.
Wielu z WAS mnie krytykuje, uważając, że nawołuję do wojny domowej. Tak, nawołuję do bardzo radykalnego sprzeciwu. Państwo, jako organizm w dużej mierze przypomina rodzinę każdego z nas, a nawet nasze ciało. Skoro wiemy, że w rodzinie trzeba szybko reagować na jakieś symptomy rozpadu, np. na złe towarzystwo dzieci, ich złe zachowanie, skoro rozumiemy, że czasami bolesna dla dziecka reakcja ochroni go w przyszłości przed popełnieniem błędu, to dlaczego nie reagujemy w ten sam sposób w skali bardziej globalnej. Tak samo jest z naszym organizmem. Staramy się zwalczać wirusy w zarodku, nie czekamy na to, aż choroba się zacznie tak bardzo panoszyć w naszym ciele, że będzie konieczny pobyt w szpitalu. W skrajnych wypadkach wiemy, że lepiej amputować nogę, by uratować życie.
Nie poszliśmy na wybory, wpuściliśmy do swego kraju chorobę, która zżera go centymetr po centymetrze. Czy się komukolwiek wydaje, że jesteśmy jeszcze w stanie to wszystko opanować? Czy liczymy na to, że członkowie jednej partii nagle zapadną na afrykański pomór świń i sami oddadzą władzę? Drodzy Polacy! Bardzo serdecznie WAM tego życzę, by bez wojny, trzęsienia Ziemi, wybuchy wulkanu i najazdu Marsjan, nagle wszyscy doznali olśnienia ( szczególnie rządzący) i byśmy znowu stali się szczęśliwym, demokratycznym państwem w środku Europy. Ale już w to nie wierzę!
Czas już odejść od swoich suto zastawionych stołów, które mają nam dać ułudę dobrobytu. Ptak w klatce, chociaż syty nigdy nie jest w pełni szczęśliwy. Pan Kaczyński od zawsze stara się nas obrazić. Nazywa nas gorszym sortem, lewakami, komuchami, złodziejami i zdrajcami. Ale do tej pory były to epitety, które nie godziły w nasz poziom intelektualny. Kiedy zabrakło wyzwisk dla ludzi zdrowych na umyśle, okazuje się, że Kaczyński przechodzi na zupełnie inny poziom obrażania nazywając nas „osobami specjalnej troski”. Dlaczego to robi? Wie dobrze, że jego elektorat przyjmie za dobra monetę wszystko, co powie. A my? My jesteśmy całkowicie bezwolni! Nie ma w nas złości, nie ma buntu. Działania władzy są całkowicie sprzeczne z tym, co Kaczyński mówi. Bo jeśli jesteśmy chorzy na umyśle, lub niedorozwinięci, to trochę bez sensu jest to zainteresowanie się nami prokuratury i stawianie wariatom zarzutów. Ludzi specjalnej troski się leczy, panie Kaczyński, a nie sądzi i karze. Więc niech pan zwolni ministra Błaszczaka z obowiązku ścigania tych osób. Lepiej od razu wybudować getto dla 70% społeczeństwa, które pana nie popiera.
Ten nasz kraj jest pełen paradoksów nie tylko ze względu na rządzących, którzy się świetnie bawią i czują, jak bogowie decydujący o naszym życiu. Dla mnie największym paradoksem jest brak reakcji ze strony obywateli. Mówią, że Węgrzy się poddali od razu, a my nadal walczymy. Ale ta walka odbywa się tu, w wirtualnym świecie. Tu każdy jest bohaterem. Tu są sami myślący ludzie. Wszędzie wiele gadania i każdy z nas na swój sposób widzi koniec tej drogi. Ale mimo to, jak liście rzucone na falę, płyniemy z prądem i nie jesteśmy w stanie zawrócić biegu rzeki. Tylko tyle, że samo gadanie już nie wystarczy. Nie wystarczy cierpliwość, aż wygramy następne wybory. Ta władza nie odejdzie w wyniku demokratycznych zmian. Musimy ją obalić.
Wiem, wielu dziś powie, że przesadzam, wielu się zaśmieje. Ale wróćcie do moich postów sprzed dwóch lat...Czy wtedy też przesadzałam, spodziewając się takich właśnie rządów PISu?
Nie jestem prorokiem. Nie chcę, by ktokolwiek zginął, by ktoś cierpiał stratę, nie jestem rządna krwi i nie rajcuje mnie oglądanie jakiegoś Majdanu. Byłam szczęśliwa przez ostatnie 26 lat i byłam dumna z Polski. Ale każdy wie, że jeśli się coś zepsuje, trzeba to naprawić. A Polska jest w tej chwili poraniona, złamana i bezbronna. Tylko my ją możemy uratować. Tylko musimy się sami siebie zapytać, czy na pewno taka jest nasza wola. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...