niedziela, 10 grudnia 2017

Osamotniona Polska. (Wpis z dnia 10 lipca 2016 roku. )

Po trzech dniach zażartej walki o nawiązanie normalnych stosunków, między Polakami w Polsce i tymi na emigracji, dałam sobie spokój. Człowiek całe życie się uczy i szczęka mu opada, kiedy odkrywa, iż prawdą jest, że im dalej w las, tym więcej drzew. Cokolwiek by nie powiedział, bardzo trudno jest przekonać Polaka, takiego bez doświadczeń za granicą, że jesteśmy tacy sami ludzie i że nam życie nie szczędzi tych samych trosk i trudności, co wszystkim. Niestety, pozostało na tym, że my na emigracji nie wiemy, jak w Polsce jest ciężko, że nie powinniśmy się odzywać. O posądzeniach o związki z tak zwanym Jackowem, nie będę się rozwodzić, bo są one dość kuriozalne, a wręcz obraźliwe. Póki co, nie będę już wracać do tego tematu, bo nie widzę drogi porozumienia. Przykre jest tylko to, że ta dyskusja nie była prowadzona ze zwolennikami PISu, czy Kuliza, ale z tymi, których uważamy za towarzyszy wspólnej walki. Może jest w tym trochę racji, że nie powinniśmy głosować na emigracji, bo głupio jest decydować o losach kraju, w którym się nie mieszka. Kiedyś też tak uważałam. Ale wybierani politycy, nie są tylko gospodarzami ekonomicznymi naszego kraju. Prowadzą też politykę zagraniczną, decydują o pozycji Polski w świecie, co ma bardzo duży wpływ na traktowanie nas, emigrantów. Więc musimy też mieć prawo głosu, przynajmniej dopóty, dopóki mamy tylko polski paszport. Z całego tego bałaganu, chciałabym tylko prosić Polaków, by choćby na najbliższy czas odłożyli te nasze wewnętrzne niesnaski. Przypomnijcie sobie, że Chopin, Mickiewicz, też byli emigrantami, że w odzyskaniu wolności 26 lat temu, mieli swój udział redaktorzy Radia Wolna Europa. A może nastąpić taki moment, że tylko tu, poza Polską będzie można mówić otwarcie o Polsce. Póki co, bądźmy razem. I to tyle na temat nas emigrantów.
Lepiej mówmy o tym, co nas łączy, a nie co dzieli. A łączy nas prezes Kaczyński. I znowu jakaś dziwna choroba zdziecinnienia opanowała całe PIS, a prezesa w szczególności. W pewnych warunkach politycznych dopada ich syndrom wybiórczej pamięci i nierozumienia tematu. Otóż ze szczytu NATO, a szczególnie wystąpień prezydenta Obamy, nasz prezes zapamiętał tylko, że prezydent USA chwali Polskę, jako wzór demokracji. Od dawna bije na alarm, że ta choroba jest zakaźna i trzeba wymyślić jakąś szczepionkę. Okazuje się, że podobne objawy w dosłownie tym samym czasie miał rzecznik rządu. Na totalny zanik pamięci cierpiały osoby przygotowujące wystawę dotyczącą polskiej drogi do NATO. Na wystawionych zdjęciach są tylko łokcie, fragmenty uszu lub buty tych, którzy faktycznie o nasz udział w NATO zabiegali. Przeciętny obywatel świata, który ma jakiekolwiek podstawy z wiedzy polityczno historycznej, w ogóle nie był w stanie stwierdzić tematu tego żenującego przedstawienia. Podobne objawy ma sama pani Sz, która dziś na Jasnej Górze powiedziała: Polska jest demokratycznym państwem prawa, w którym jest wolna prasa, są wolne media, wolność zgromadzeń, wolność słowa. I tu powinien nastąpić największy na świecie znak zapytania. Bo chyba wśród innych charakterystycznych objawów tej choroby, pani Sz. najbardziej cierpi na brak orientacji w czasie i przestrzeni. To wszystko, co powiedziała to święta prawda, ale aktualna rok temu. Dziś wszystko jest dokładnie odwrotnie. Widzę, że na tego typu choroby często zapadają właśnie czołowi politycy. Ale pani SZ, lub prezes maja chyba stadium zbliżone do Władysława Gomułki, a bynajmniej absurdalność ich wypowiedzi jest podobna. Ale, drodzy Polacy, wszystko jeszcze przed nami. Zbliżają się bowiem Światowe Dni Młodzieży. I o ile, podejrzewam, że przy użyciu silnych środków uspokajających, udało się okiełznać Macierewicza i nie pozwolić mu odlecieć podczas Szczytu Nato, o tyle w tym drugim wydarzeniu mogą mu puścić wodze fantazji. Słyszymy już o przygotowaniach do wielkiego widowiska historycznego o bitwie husarii pod Wiedniem. Ma ono podkreślić historyczny udział Polski w obronie chrześcijaństwa. Tym bardziej, że w stosunku do innych europejskich krajów, nie popisaliśmy się pod tym względem, nie paliliśmy czarownic i w wojnach krzyżowych też niezbyt się udzielaliśmy. Ten wstyd, chce minister Macierewicz przykryć właśnie tą inscenizacją. Ja się głośno w domu zastanawiała, że może lepiej, nasz główny strateg wojenny, poczułby się w Hollywood, gdzie mógłby dać upust swym talentom aktorsko reżyserskim. Nie jeden scenariusz o katastrofie lotniczej, lub, jak ktoś woli o zamachu, by napisał. W tym sensie, stwierdziłam głośno, nasz Antoni wyraźnie minął się z powołaniem. Moja córka natychmiast mnie sprostowała i jestem skora przychylić się do jej zdania, że on się raczej minął z psychiatrą, a nie z powołaniem.
I jak co dziennie, wysłuchawszy wszystkich najnowszych politycznych wieści, coraz bardziej przekonuję się, że ja i polska rzeczywistość, to dwa oddzielne byty, które nic ze sobą nie mają wspólnego. Okazuje się, że ja słyszę i widzę zupełnie coś innego, niż znaczna część Polaków z politykami rządzącej partii włącznie. Chyba nie pozostanie mi nic innego, jak zabrać się do nauki i dowiedzieć się, jak się podkłada napisy do filmu. Podobno to bardzo prosta sprawa. Chciałabym bowiem tworzyć krótkie filmy z wypowiedziami Polskich polityków z napisami w obcych językach i przedstawiania ich w mediach obcych krajów. Wiem, jest globalizacja i zakładam, że świat sam jest w stanie dotrzeć do tych bzdur, głoszonych w programach tak zwanej, publicznej telewizji. Ale skoro Obama wie, jaki jest komentarz J Kaczyńskiego do jego wystąpienia, to dlaczego jeszcze nie umarł ze śmiechu? Może po prostu nie wie, albo nie jest w stanie uwierzyć, że ktoś może tak wypaczyć jego intencje. Chciałabym także podkreślić, że z każdym dniem nabieram przekonania, że ta telewizja pisowska, nazywa się publiczną tylko z jednego powodu, że takiego kurewstwa to nawet w państwowym kanale Korei Północnej nie uprawiają. Przecież wszelkiego typu wiadomości płynące z tych stacji, powinny być opatrzone napisem „dozwolone od lat osiemnastu” i „ dla widzów o mocnych nerwach”, a do tego nadawane po godzinie dwudziestej trzeciej.
Bardzo też Państwa zachęcam, chociaż wątpię, by grono moich czytelników pokrywało się z uczestnikami imprez na ŚDM, by fotokopie dowodu wpłaty za możliwość bycia woluntariuszem przesyłać na adres Papieża Franciszka. Pomysł takiej akcji wzięłam od jednego z komentujących moje posty. A to się dopiero Papież zdziwi. Bo to chyba jest jedyny kraj, gdzie się dopłaca za możliwość bycia woluntariuszem. Smutne jest tylko to, że skoro już mamy za sobą SZCZYT NATO, a ŚDM za pasem, to coraz bliższa jest chwile, kiedy PIS nie będzie już musiał z nikim i niczym się liczyć wprowadzając swoje zbrodnicze reformy. I słusznie drodzy Państwo ze smutkiem zauważacie, że w trakcie oficjalnych spotkań podczas szczytu w Warszawie, wszyscy najważniejsi politycy świata rozmawiają ze sobą, śmieją się i widać, że czują się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. A trochę z boku, w ciszy stoi POLSKA, w osobie prezydenta Dudy. Nikt z nią nie rozmawia i do niej nie podchodzi. Gdybym miała nadzieję, że to może da do myślenia prezydentowi i że się coś w nim zbuntuje, to i ten obrazek bym zniosła. Ale nadziei nie ma niestety. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...