sobota, 9 grudnia 2017

Pięć minut bez polityki. (Tekst z dnia 30 kwietnia 2016 roku.)

Ja chyba jestem typowa kobietą, która cierpi na tak zwaną huśtawkę nastrojów. Nie wiem, tylko, czy faktycznie jest to wina mojej osobowości, czy otoczenia, a może jedno i drugie. Konkretnie chodzi mi o ludzi, czasami o indywidualne jednostki, czasami grupy społeczne, a czasem o ludzkość w ogóle.
Bywają dni, że jedno, czy drugie wydarzenie bardzo podnosi mnie na duchu, kiedy uratowano górników z kopalni, gdzieś w Ameryce Południowej, albo ktoś uratuje psa płynącego na krze, ktoś zatrzymał samochód, by bezpiecznie mogło przejść przez ulicę stado kaczek. Takie zwykłe proste gesty, które wręcz nas wzruszają, powoduję, że wierzymy w ludzkość i w to, że jest naprawdę ludzka. A potem ktoś zleje siedmiomiesięczne niemowlę do nieprzytomności, zagłodzi psa i ułuda, że jesteśmy gatunkiem zwierzęcia nie tylko myślącego, ale także posiadającego uczucia pryska.
Dzięki internetowi znacznie rozwinęliśmy swoje interakcje z ludźmi, bo nie kosztują nas one wysiłku, możemy je przeprowadzać nie ruszając się z fotela. Ale i tu znacznie poszerzyliśmy środowisko, w którym się poruszamy i nasze kontakty z ludźmi stały się różnorodne i często diametralnie skrajne. W zasadzie im dłużej się uczymy innych ludzi, tym mniej o nich wiemy, bo jesteśmy skazani na ich własny teatr, który odgrywają przed światem i my również, mniej czy bardziej świadomie przedstawiamy siebie w sposób, który nam się wydaje korzystny i jest korzystny w danej okoliczności.
Gdzie jest ten nasz prawdziwy świat? Czy uśmiechamy się do ludzi na ulicy, bo ich lubimy, czy tylko gramy swoją rolę. Co myśli ktoś, kto nam macha z daleka? Że możemy mu jeszcze być w życiu potrzebni, dlatego lepiej udawać naszego przyjaciela, czy może naprawdę odczuwają radość w sercu, kiedy nas widzą? Czy kalkulują, czy są spontaniczni? Czy my, pomagając innym, nie zaspokajamy tylko przypadkiem swojej potrzeby pomagania a ten, któremu pomagamy nas w ogóle nie obchodzi? Może my się kreujemy całe życie na lepszych, bo tak nam podpowiada instynkt samozachowawczy? Może to tylko pewne ramy, które sobie stworzyliśmy i do których dążymy, bo wydają nam się najbardziej wygodną i bezpieczną pozycją, którą możemy przyjąć? Czy jesteśmy szczerzy, czy mówimy prawdę, czy wmawiamy sobie, że to robimy? A może jesteśmy, my ludzie tylko małymi krętaczami wijącymi się i lawirującymi jedni między drugimi? Czy zawsze umiemy być sobą? Czy dostosowujemy się do środowiska, zmieniamy język, modyfikujemy poglądy, by się wkleić w otoczenie, by zniknąć w tłumie? Bo gdy za bardzo odbiegamy od tła, łatwo nas wyłowić i zranić. Lepiej się schować w gąszczu innych szarych ludzi. Czy umiemy iść pod prąd? Czy jesteśmy odważni? Czy stać nas, by mówić NIE? Czy stać nas by powiedzieć TAK i się tego trzymać? Czy bierzemy odpowiedzialność za swoje życie, czy raczej wiecznie szukamy winnych swoich porażek? Czy potrafimy zaufać bez reszty, czy zawsze zostawiamy sobie margines braku zaufania?
Jacy jesteśmy, my ludzie? Czy ta zdolność logicznego myślenia, nie jest przypadkiem naszym przekleństwem, czy nie pozbawiła nas instynktów warunkujących życie? Czy nie oduczyliśmy się w prosty sposób okazywać uczucia, bez skrępowania, bez wyważania? Czy nam się to opłaci, czy lepiej tłumić siebie w sobie, biec wraz ze wszystkimi w owczym pędzie do śmierci? Co się musi wydarzyć, by nas zatrzymać? Byśmy przez chwilę jeszcze raz w życiu dostrzegli słońce, usłyszeli śpiew ptaków, poczuli zapachy na łące? Zanim zmarnujemy to mgnienie, jakim jest życie, zanim obejrzymy się za siebie, bo przed nami już nic nie będzie. Może warto użyć tego daru, którym jest mózg i zastanowić się, po co żyjemy? Może warto wziąć zwykłą papierową kartkę i zrobić bilans dnia lub bilans życie ? Wypisać wszystko to, co nas spotkało w życiu dobrego, co nam się udało i co osiągnęliśmy, a po drugiej stronie wszystkie złe sprawy. Może wtedy odkryjemy, jak bardzo dobre mamy życie, jak bardzo piękne jest i wartościowe i ile złego nas ominęło? Może już czas przestać narzekać a zacząć żyć. Bo to życie jest najważniejsze. Nie czekajcie, kiedy się to stanie dla was jasne na łożu śmierci. Odkryjcie tę prawdę już teraz. Nic materialnego, co możemy posiadać, nie ma znaczenia. Tylko to, co jesteśmy w stanie przeżyć ma jakąś wartość. Jest tylko nasze i nikt nam tego nie zabierze. Żyjmy zgodnie z własną naturą a nie z wymaganiami innych. Ty jesteś jedyną osoba, której nie możesz zawieść.
Ten nieproszony list piszę do was LUDZIE. Nie musicie mi na niego odpowiadać. Wystarczy, że odpowiecie sobie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...