poniedziałek, 11 grudnia 2017

Pocałunek śmierci. (Tekst z dnia 13 marca 2017 roku. )

Trzy dni się zbieram, Najpierw miałam napisać hymn pochwalny na temat wyboru Tuska na drugą kadencję, który był oczywisty. Miałam bardzo poważne obawy, co do wystąpień premier Szydło w Brukseli. Wprawdzie nie wiadomo, co tam nawijała, ale wstydzę się na samą myśl. Bardzo mocno obawiałam się również zgody Malty, na wystąpienie JS Wolskiego na zgromadzeniu Rady Europy z jego, założę się, dość odlotowym programem. Obawiałam się, że będzie chciał na siłę Europę przywracać do korzeni. Pytanie, czy do tych ze średniowiecza, czy do epoki kamienia łupanego? Odetchnęłam z ulgą wiedząc, że takiego nawracania nie będzie.
Cały czwartek zbierałam się, by coś sensownego napisać, lecz ciągle działo się coś nowego. A to obrady w Sejmie, a to obłędna konferencja premier Szydło. Ale prawdziwe jaja wydarzyły się dopiero w piątek, kiedy stłuczona totalną porażką pani premier, wróciła do Polski.
To głupio jest śmiać się ze swojego kraju, śmiać się z tego, co się naprawdę dzieje. Ale wybaczcie, kiedy zobaczyłam tę delegację z kwiatami na lotnisku, to parsknęłam. Po prostu, nie wytrzymałam!
Niestety, w naszym kraju nic nie dzieje się naprawdę. Cały czas odbywa się ten sam teatrzyk dla idiotów. To powitanie na lotnisku było zwyczajną grą dla małej grupy ogłupiałego elektoratu. Pani premier, jak bokser, który od razu w pierwszej rundzie dostał klasyczny wpierdol i położył się na deskach. Tylko z czego do diabła się cieszy? Z tego, że się ośmieszyła, że nikt jej nie chciał słuchać? Z tego, że została wysłana sama na z góry przegrana bitwę. I pan prezes Kaczyński, z czego jest taki dumny. Wpierdol potrafi przyjąć każdy. Nie potrzeba być do tego wytrawnym politykiem, nie potrzeba być politykiem w ogóle.
Jest mi coraz trudniej to komentować, bo stopień zażenowania przekracza wszelkie granice. Nie wiem, jakie jeszcze tradycje zamierza ten rząd wprowadzić w Polsce. Mamy już tradycję zwalniania urzędników w nagrodę, za wybitne zasługi, mamy ogłaszania zwycięstwa w momencie największej klęski. Za chwilę zaczniemy tańczyć na pogrzebach i składać kondolencję pannie młodej. Nie wiem, gdzie my żyjemy?
Tylko tyle, że ta radość szaleńca, ta duma z osiągnięć pani Szydło w Brukseli, jest tylko głupim, żałosnym widowiskiem dla najbardziej ciemnej masy. Nam, tym gorszego sortu, niczego nie trzeba tłumaczyć. My się po prostu nie liczymy.
Nie wiem, jak można się cieszyć, z tego, że wszyscy panią Szydło opuścili, że wszyscy przedstawiciele Europy się na nią wypięli i że została ona obśmiana we wszystkich światowych gazetach.
Szereg ostatnich wydarzeń, bo nie tylko to, co się zdarzyło w Brukseli, nie ma sobie podobnych w najnowszej historii. Nawet rządy komunistyczne nigdy tak się nie skompromitowały na arenie międzynarodowej.
Do tej pory słyszeliśmy, że suweren wybrał w wyborach ten rząd, więc ma on mandat to sprawowania władzy, ale kiedy ten sam suweren opowiada się, by nie robić cyrku w Europie na potrzeby sprzedajnych telewizji, by nie przenosić polskiej wojenki na europejskie salony, wtedy suweren jest już tylko bandą łajdaków atakujących Polskę pod sztandarami Unii.
Jaką Polskę, pytam? Jaką Polskę? Polska to my! To my, a nie ty, dziadu! A w tamten piątek, Polska to był przede wszystkim Donald Tusk. Mamy taką nadzieję, że nasza Ojczyzna ma jednak dla Europejczyków twarz Donalda Tuska, a nie jakiegoś rozwścieczonego krasnala na drabince. Zresztą, Drodzy Państwo, te serdeczne powitania delegacji rządowej powracającej z Brukseli, były już reakcją wtórną. Pierwotny i autentyczny był gniew Jarosława Kaczyńskiego podczas obrad Sejmowych w czwartek 9 marca. Za ten gniew, za to plucie na mównicę, za tę wściekłość bardzo dziękujemy, Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czekaliśmy na tę chwilę półtora roku. Czekaliśmy, by mu nerwy nie wytrzymały, by mu publicznie puściły. By wreszcie zdjąć uśmieszek z jego twarzy. Hura! Udało się.
Oczywiście Pan Kaczyński ochłonął. Zrozumiał, że barany nie mogą usłyszeć i zobaczyć, jak się wścieka. Musiał więc wmówić ludziom, że sprzeciwianie się UE jest największym sukcesem. Być może, gdyby chodziło o ważne negocjacje w sprawach funduszy unijnych, specjalnych przywilejów dla Polski, rozumiałabym, że warto byłoby walczyć. Ale dać się zapędzić w kosi róg, dostać publicznie po pysku z tak nieistotnego powodu, to chyba żadna dyplomacja nie popełniła tak spektakularnego seppuku! Nasza, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, najwspanialsza pani premier, tak bardzo wspaniała, jak posłuszna, dała się po prostu wysłać na obicie pyska, przez tchórzliwych przywódców swojej partii. Złość Kaczyńskiego, ku mojemu zaskoczeniu, wskazuje na to, że ten głupiec wierzył, iż plan zablokowania kandydatury Tuska może się powieść. A więc chyba trapi go jakaś choroba psychiczna wracająca jego percepcje do okresu wczesnego dzieciństwa. Bo chyba każdy powyżej lat czterech nie wierzył w tak cud. Nawet Wiktor Orban, dotychczas największy mąciciel w UE i serdeczny przyjaciel tego rządu wie, że w tej sytuacji, stawanie kantem do reszty wspólnoty, jest politycznym samobójstwem. W sytuacji podbramkowej, nawet jemu włącza się instynkt samozachowawczy i wraca rozsądek.
Piszę ten post już od wielu dni. Mam w domu rodzinę z Anglii, w dodatku świadków Jehowy. Zupełnie już straciłam głos próbując im wytłumaczyć, że każdy bóg, podany w jakiejkolwiek formie, jest dla mnie tylko zniewoleniem. Nie chcę potrzeć na świat przez pryzmat jakiegokolwiek boga. Za dużo mnie kosztowało uwolnienie się od katolickiego spojrzenia na rzeczywistość. Nie mniej jednak, tocząc prawdziwą batalię twarzą w twarz, staram się nie tracić kontaktu z Polską rzeczywistością. Dziś usłyszałam , że Marine Le pen, chce zawrzeć sojusz w Jarosławem Kaczyńskim po wygranych wyborach. To się główna faszystka Europy poznała na partii Kaczyńskiego. Swój swojego zawsze pozna. W sumie, ta deklaracja potwierdziła, że nasze obawy, iż idziemy w stronę nacjonalizmu i faszyzmu, nie są tylko wymysłem naszej chorej wyobraźni. Mam takie wrażenie, że PIS, swym zachowaniem w stosunku UE obudził nie jednego potwora. Mam jednak nadzieję, że dla wyborców we Francji, ta deklaracja współpracy z chorym z nienawiści Kaczyńskim, będzie dla Marine Le pen pocałunkiem śmierci.
Obserwowałam ostatnia miesięcznicę smoleńską. Chyba Błaszczak ściągnął policje z całego województwa, by ochraniała co miesięczny sabat katolickich czarownic. Brawo wszyscy protestujący i sprzeciwiający się procesjom smoleńskim. Wasze wystąpienia maja dużo większy wydźwięk, niż którakolwiek dotychczasowa manifestacja KODu. Patrząc, na to, jak milczeniem pomijane są kolejne kroki pustoszenia Polski przez J Kaczyńskiego, bardzo często nasuwa się pytanie: Gdzie jest KOD i czy w ogóle jeszcze istnieje. Na tych demonstracjach sprzeciwu widzę członków różnych organizacji, Flag KODu brak. Już się wręcz boje odezwać do członków tej organizacji z nieśmiałą propozycją, by może wreszcie zaczęli się sprzeciwiać naprawdę. Wiem, że po prostu dostanę zawsze za to po głowie. Chwała więc tym mniejszy organizacja, których ego nie zostało na tyle rozdmuchane, by straciły z oczu cel, do którego dążymy.
Drodzy Moi Czytelnicy. Musicie mi dać trochę czasu. Staczam obecnie codzienne bitwy w realu o swoje poglądy dotyczące moich poglądów religijnych. Obiecuję się nie poddać. W miarę możliwości robię notatki odnośnie obecnej sytuacji. Wrócę do WAS wkrótce. Tymczasem, niech się świat kręci...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...